Gdy wszyscy zeszliśmy na śniadanie, jakoś nikt się nie odzywał.
- Weźcie coś powiedźcie bo nie wytrzymam tej ciszy. - powiedział Igła. - Nitka?
Rozejrzałam się po sali.
- No przecież ty jesteś Nitka!
- A no taaaaak! No co tam Igła?
- Jak tam, co tam u ciebie?
- A nic, a u ciebie?
- U mnie też.
- Pierwszy raz w życiu słyszę, jak wy rozmawiacie ze sobą jak cywilizowani ludzie. - powiedział Winiarski.
- A ty Michał, nazbierałeś porzeczek? - zapytał Igłaczak.
- Porzeczki?
- No, porzeczki. No nie mów że nie zbierałeś.
- Nie, nie zbierałem.
- A. Ja też nie. - powiedziałam.
Jezu, ta rozmowa w ogóle nie ma sensu, no ale cóż.
- Ej a wiecie jaka jest najdłuższa.....
- Rzeka?
- Wisła ma 1048 km! - powiedział się Dżaga.
- 1047 ciolematole.
- Nie prawda?
- Prawda?
- Nie,e.
- Ehe.
- Coś ci nie wieżę.
- No to sprawdź.
"Dżuga" wpisał w wyszukiwarkę hasło, dzięki któremu moglibyśmy zobaczeć jak jest na prawdę.
- No i widzisz?! 1047.
- Pfff. A skąd wiesz, czy się ktoś nie pomylił? I zmierzył źle? A potem wpisał to w Wikipedii, a nikt potem już nie mierzył Wisły? No? No? No? No skąd masz pewność?
- No bo...... A skąd ty masz pewność, że ktoś się pomylił?
- A skąd ty masz pewność, że ten ktoś co mierzył Wisłę, się nie pomylił?
- No a skąd ty możesz wiedzieć, że ktoś się pomylił?
- Nie gadam z tobą!
- Jak słodko. - skomentował naszą mini kłótnię Wroniaszczy.
Po śniadaniu chłopaki mieli trochę wolnego, a potem mieli trening. Ja za to miałam się zjawić dopiero na meczu, więc cały dzień miałam wolny. Wobec tego postanowiłam wyskoczyć do jakiegoś kina czy coś. Sprawdziłam jakie filmy grają dzisiaj w Multikinie. Jak dla mnie, jest to najlepsze kino. Grali "Wkręceni" więc stwierdziłam, że się wybiorę, mimo że już to widziałam. Seans miał się rozpocząć dopiero o 13, więc miałam dużo czasu, aby obejrzeć inny film, czy pogadać sobie z Anitą. Tak! Anita od jakiegoś czasu wreszcie weszła na Facebooka! Jestem z niej taka dumna. Poplotkowałyśmy i obgadałyśmy każdego. No dobra, kilka osób nam jeszcze zostało ale to już mniejsza o to.
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Odebrałam nawet nie patrząc kto dzwoni.
- No co tam?
- Gdzie jesteś?
- Co?
- Gdzie jesteś?
- U siebie.
- Aha, no bo wiesz..... Bo taka sytuacja bo nam się ośrodek pali.
- Co wam się pali? Weź się trochę przygłoś, bo kurde nic cię nie słyszę.
- Budynek nam się pali.
- Jaki kurde budynek znowu?
- No ośrodek nam się pali.
- Jasne.
- No.
- Nie wieżę ci.
- Mówiłem że nie da się nabrać? - powiedział tam ktoś po drugiej stronie.
- Zamknij się!
- Ej, Krzysiek.
- No?
- Ta butelka którą w szafce miałeś, to wódka była, nie?
- Ymmm, nie to spirytus był.
- Bo ja chyba kurwa spirytus wypiłam. - jak on się na to nabierze, to po prostu będęm hardkor.
- Jezus Maria!!!! Żyjesz jeszcze? Jak się czujesz?
- No bo......... ja..................- zaczęłam kaszleć.
- Już do ciebie idę!!! - rozłączył się, a ja zaczęłam się śmiać do rozpuku.
Po chwili do pokoju wpadła cała nasza banda, kiedy ja przestałam się śmiać. Ale gdy ich ujrzałam, zaczęłam się śmiać jeszcze raz.
- Rany Boskie, co ci ten spirytus zrobił? - nagle dotarło do niego jakiego trola mu wykręciłam. - Luiza, ty mendo pospolita, ja serio myślałem, że coś ci się stało!
- My też! - powiedzieli pozostali.
- Ale to słodkie właśnie było.
- Boże Święty....
- A ty serio trzymasz w szafce spirytus?
- No, a kto normalny nie trzyma w szafce spirytusu?
- Ty nie jesteś normalny. - powiedziałam.
- No wiem. Dlatego go tam trzymam.
- I tak cię nie ogarnę, więc po co próbuję.
- To dopiero Amerykę odkryłaś! - wciął się Fabianos-Kabanos. Czy tylko ja uwielbiam przezywać ludzi w myślach?
- Amerykę odkrył Kolumb, Gupi gupku.
- Jezu, Luiza, czy ty musisz mnie tak gasić?
- No ktoś musi.
- Nienawidzę cię.
- Och, ja cię bardziej.
- Ale ja mam zajebiste skarpetki. - podzielił się tą myślą z nami tutaj wszystkimi Kłos.
- Skarpetki w szopy pracze? Serio? - zapytał Rafał. - Ja mam zajebistsze od ciebie.
- To jakie masz?
- Z Adidasa. - zaprezentował wszystkim swoje skarpetki podnosząc do góry nogę.
- Modelka Rafał. Nadajesz się do reklamy skarpetek. - powiedział Piter po czym zaczęliśmy się śmiać.
- A ja mam w renifery! - pochwaliłam się.
- Coś ci się pory roku popierdzieliły. Przecież teraz nie ma reniferów. - powiedział Fabian.
- Właśnie że są?
- Nie, e?
- Właśnie że tak.
- A skąd masz taką pewność?
- No bo to nawet dziecko wie, że renifery istnieją przez cały rok. Nie pojawiają się tylko na zimę.
- Cooooooooooooooo?! - pisnął Wrona.
- No nie mów że tego nie wiedziałeś.
- Ale.................... ale jak to.......................
- Jezus Maria zniszczyłam go psychicznie! Zawsze chciałam to komuś zrobić.
- Ja się jej boję.
- Ej, Fabian, wiesz, że jak masz rękę większą od głowy, to znaczy, że masz raka? - zapytał Piotrek z głupawym uśmiechem.
- Serio?! - Dżaga przyłożył sobie rękę do twarzy, a środkowy w nią uderzył.
- Ał! Piter złamałeś mi oko.....
- Dobre! - zaczęłam się śmiać z Fabiana który leczył "złamane oko" oj no co mogę poradzić, że ja się zawsze śmieję, jak Fabian się o coś uderzy? No nic nie poradzę.
Potem chłopaki poszli na trening a ja zostałam w pokoju. Po przeglądnięciu Instagrama zaczęłam się przyglądać ścianą. A nóż widelec wymyślę coś pożytecznego co mogę zrobić. Po dość długim przemyśleniu, stwierdziłam, że poczytam książkę, bo i tak nic innego nie mogę teraz wymyślić. Wiem, jestem strasznym molem książkowym. Prawie codziennie coś czytam.
Później nadszedł czas na obiad. Jak weszłam na stołówkę to wszyscy byli tacy podhihani że nie wiem.
- A wam co się dzieje? - zapytałam w końcu gdy już ktoś kolejny raz śmiechnął chichotem.
- Nic... nic, nic.
- Tak serio, z czego się tak śmiejecie?
- No bo...... Nie możemy ci powiedzieć. - znowu śmiechnął chichotem Rafał.
- Jak mi zrobicie jakiegoś chamskiego trola, to wam przysięgam, tak się na was wszystkich odegram tak, jak na Fabianie. Albo jeszcze gorzej.
- To ta twoja zemsta na mnie mogła być gorsza?
- Człowieku, żebyś ty wiedział, ile razy ja robiłam gorsze zemsty, to byś się mocno zdziwił. Więc na prawdę nie radzę. No chyba że pewnego pięknego dnia chcecie się obudzić z farbą fluorescencyjną na ryju.
- Masz przy sobie farbę fluorescencyjną? - zapytał ucieszony Fabian.
- Nieeeeeeeeee? Skąd niby miałabym ją wziąć? - oj no co? Przecież miałam się na nich odegrać, nie? No to co miałam niby im zrobić? Namalować na kartce pisakiem "Kopnij mnie jestem nie mądry" i nakleić im na plecy? Nie, takie rzeczy to robią dzieci w przedszkolu, a nawet w podstawówce. No ale ja mam umysł 5-latka zachowuję się na 7 lat, a i tak jestem 11-latkim ale to i tak w ogóle nie ma znaczenia. Robić żarty, to ja i tak umiem na 19 lat xD
- No z czego wy się tak śmiejecie? - zapytałam po raz kolejny. Jak ja nienawidzę, jak ktoś się śmieje z czegoś przy mnie a ja nie wiem o co chodzi.
- No nie możemy ci powiedzieć, co tyś się tak uparła kobieto, ze musisz to wiedzieć? - odpowiedział Krzysiu.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - zwróciłam mu uwagę.
- Co z tego?
- No i to z tego?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie! Ha! Przechytrzyłem cię!
- Już się nacieszyłeś? Udało ci się to z drugi raz w twoim życiu. Brawo.
- No bo wiesz...... nie chcę cię pogrążyć w rozpaczy psychicznej że ciągle po tobie jadę.
- I tak już dawno powinna być w psychiatryku. - powiedział Fabian.
- Chyba z tobą. - dodałam.
- Ja jestem normalnym człowiekiem. Który nigdy nie był nienormalny.
- To jest jakieś, nienormalne! On mówi że nie jest nienormalny!
- No właśnie Fabian, ty jesteś nienormalny.
- A ona ma moce paranienormalane, no i kto tu jest bardziej nienormalny?
- No ciągle ty.
- O! Luiza, zaprezentuj im swoją sztuczkę z nieoddychaniem! - wpadł na super-duper-ekstra pomysł Krzysiek.
Ciekawe kto się na to nabierze. No zobaczmy.
Nabrałam więc powietrza do policzków. Gdy upłynęła już jakaś minuta każdy paczał na mnie z paczadłami na mnie wywalonymi.
Nagle płaczący już ze śmiechu Rafał zatkał mi nos. Chyba jako jedyny zrozumiał o co tu chodziło.
- Chciałeś mnie zabić?
- Tak.
- Ja też.
- Ale to było niesamowite! Jak ty to zrobiłaś? - zapytał Wrona.
- Serio? Nic nie zauważyliście?
- Boże jaki pały...... - dodał Buszi.
- Oni serio myśleli że ja nie oddycham! - zaczęliśmy się z nich śmiać jak niedojebani mózgowo, kiedy oni patrzyli na nas z takim "WTF?".
- Ale z czego wy się śmiejecie?
- Nie, nie nic, z niczego. - powiedziałam.
- Ale wy jesteście dziwni. - skomentował Fabian.
- Ja już dawno powinnam siedzieć w psychiatryku, więc, no wiesz.
Po skończonym obiedzie chłopaki mieli trochę wolnego czasu więc robią co chcą No a jak robią co chcą, to wbijają do mnie, no bo co? Se pewnie myślą " A może pójdziemy znowu do Lizy i ją trochę powkurwiamy? Na pewno się nie obrazi ". Obrazi.
Me drzwi otworzyły się znów po raz kolejny dzisiejszego dnia. Bez pukania, no bo po co, nie? Lepiej se wejść na chama.
- Puka się. - powiedziałam, na co Igła popatrzył na mnie jak na jakiegoś debila, po czym skoczył na moje łóżko. - Nie, no jasne, rozgość się.
- Dziękuję. - uśmiechnął się słodko.
- Nie wiem po co tu przychodzicie, skoro i tak nic nie robimy. - rzekłam.
- No bo u ciebie jest tak faaaaaajnie, no i zajebiiiiiiiiście. - wytłumaczył mi
Piter specjalnie przeciągając. Pewnie nie miał już pomysłów co by mógł powiedzieć.
- Aha. Ej!!! A mieliście mi powiedzieć z czego się tak śmialiście na obiedzie.
- No ale..... dlaczego mielibyśmy ci to powiedzieć?
- No bo........... Bo tak?
- Niepodważalny argument kobiety. - zaśmiał się Wrona.
- No więc?
- No więc.......................................................
- No?
- No bo..................................my.......................
- No bo co wy?
- No bo my śmialiśmy się z...................................
- Z?
- Zzzzzzz..............................................
- No kurwa z czego?!
- Zzzz................................ niczego.
No kurwa no nie. No po prostu na kurwa o nie! Myślałam że może coś wywiną, i może będzie dużo śmiechu, a ci kurde się śmieją z niczego.
Wzięłam twarz w dłonie i głęboko odetchnęłam, a następnie zjechałam nimi w dół. Ma twarz nie ujawniała żadnego wyrazu. Typowy poker fejs.
- I co cieszysz się? - zapytał Piotrek.
- Z czego mam się tu kurde cieszyć? Że zrobiliście mi żart? Który nawet nie jest śmieszny? - zaczęłam mówić spokojnym głosem.
- Nieprawda, właśnie że on jest śmieszny.
- Nie jest śmieszny, Piotrze.
- Właśnie że jest.
- Nie.
- Jaka mina!! - zaczął się śmiać Igła.
- No weź, ja tu próbuję być poważna, a ty mi tu kurde się śmiejesz ze mnie!
- Ale i tak ten żart był śmieszny bo ja go wymyślałem. - rzekł.
- No to wszystko wyjaśnia.
........................................................
Czeeeeeść :D Już jestem!
Po zakończeniu roku i otrzymaniu świadectwa, mogę odetchnąć, i odpoczywać prze całe dwa miesiące :)
Komentujcie, to mnie bardzo motywuje :D
Pozdrawiam ;***
piątek, 26 czerwca 2015
czwartek, 18 czerwca 2015
Rozdział 19
Na obiedzie no jak to na obiedzie było żarcie. No bo co miało by być? Koncert Maily Cyrus? No chyba raczej nie.
- Graliście kiedyś w Slendera? - zapytał Kłos.
- To jest jakieś psychiczne. - powiedziałam.
- W sumie.....
- Ja w to kiedyś grałem a ona paczała bo ją chciałem przestraszyć, a ona już od samego paczenia się trzęsła jak nie wiem co. - powiedział Dżyzga. - A potem wyjaśniała że to jest gra bez sensu, i jest psychiczna.
- No bo to jest jakieś głupie. Straszne może trochę...... No ale ja się nie bałam.
- Jasne, janse.
- No tak.
- Mhm, mhm, mhm.
- No tak.
- Nie, no jasne że jasne.
- Pf, to się obrażam.
- Pfff to się obrażam. - zaczął mnie małpować "Dżuga" jak to on sam określił.
- Ne umiesz mnie małpować.
- Bo ciebie nie da się małpować.
- Bo nie jestem tobą.
- E,e,e,e, czemu?
- Bo ciebie łatwo się naśladuje.
- Nie prawda.
- Właśnie że prawda.
- Nie,e.
- Ehe.
- Nie,e.
- Ta,ak.
- No eeeeeeerrrhhhhh.
- No eeeeerhhh właśnie że tak.
- O kurde kłócą się, lecę do pań kucharek po ziemniaki. - powiedział Krzysiu.
- Po co ci ziemniaki? - zapytał Winiarski.
- No żeby zrobić frytki? Michał, pomyśl czasem. - i (???) faktycznie poszedł do pań kucharek. Wrócił z ziemniakiem.
No ale co zrobić, jak moje i Fabiana kłótnie trwają zaledwie 30 sekund, potem nie zwracamy na siebie uwagi, a następnie to już normalnie się zachowujemy? No właśnie nic nie zrobisz.
- No, co?! Wy już przestaliście się kłócić, a ja jak jakiś głupi poszedłem po ziemniaka?!
- Tutaj to się z tobą zgodzę, poszedłeś jak głupi po ziemniaka. - uśmiechnęłam się do niego.
- No i co mam z nim teraz zrobić? - zapytał bezradnie.
- To może go odnieś?
- Albo zrób sałatkę ziemniaczaną z ziemniaka i ziemniaka. - podsunął pomysł Rafał.
- Z takim przepisem wygrasz TopChefa! - zaśmiałam się.
- Nikt nie będzie mógł się oprzeć.
- Ej on ni chce się przekroić.
- No bo źle go trzymasz.
- Ziemknaik to nie tlelefon, jego nie można źle trzymać.
- No ale chyba widzisz, że tu ma oczka, a tu ma nos? - robiłam sobie z niego jaja. No, a takiej sytuacji to może być też i ziemniaka, ale jak kto już tam woli.
- Jezu, faktycznie. Ej, jaki on fajny! Od teraz to będzie mój przyjaciel. Nazwę go Gargulec.
- Gargulec? Serio? - powiedział Mariusz pacząc na niego jak na jakiegoś pojebańca z dodatkiem debila.
- No ej, kiedyś miałem w ogródku sadzonkę jabłoni która się tak nazywała. Niestety, coś nie chiała mi urosnąć.
- Bo cię nie lubiła, przeież i mówiłam, że cię nie lubi.
- No ale no......
- Ja jak miałem 12 lat, to sobie posadziłem pestkę brzoskwini, i ją podlewałem żeby urosła. Jak już się tak trohę wybiła z ziemi to mi to brzoskiwinię wujek kosiarką przejchał. - powiedział Buszi po czym mieliśmy beke.
- Weź, to mi kiedyś wujek przejechał kosiarką buta. - odezwałam się.
- Jak?
- Pies mi wziął, zostawił na trawie, a mój wujek był trochę ślepy, to nie zauważyl i mi buta zniszczył.
Obiad minął nam na oowaidaniu śmiesznych sytuaji z naszego życia. Rozeszliśmy się do swoich pokoi, aby odpocząć przed treningiem. A dla wszystkich odpozynek znaczy wydurnanie się na całego.
- Ej co zrobimy głupiego? - zapytał Ignaczak.
- Nie wiem. Wymyśl coś. - odpowiedziałam mu tak jak zawsze.
- Czemu ja? Ty coś wymyśl.
- No a czemu ja? Ty się zaytałeś, co będziemy robi głupiego, więc ty wymyślasz.
- Ło Jeeeezuuuu..... Hmmm. - zaczął myśleć. No jeżeli chodzi o szybkiew wymyślenie czegoś sensownego to może potrwać to trohę dłużej.
- Wymyśliłeś?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- A za chwilę wymyślisz?
- Boże jak ty mnie wkurzasz jak ty tak mi robisz!
- Wiem.
- A ty co tak kampisz? - zapytałam Zatiego który siedział za moim łóżkiem.
- Chowam się.
- Przed kim?
- Bo coś mnie nawiedza.
- Co cię nawiedza?
- No duchy. Ostatnio coś mi się z prszniem stało, że jak odkręam zimną wodę to leci gorąca, a jak odkręcam ciepłą to też lei gorąca.
- Boże czy ty to widzisz?
- No i jeszze mi coś w szafie pukało i stukało.
- Może to Łucja z Narnii wychodziła? - zaytałam ironicznie.
- No nie, bo sprawdzałem i tam nie było Narnii....
- To już nie wiem na prawdę co mogło cię nawiedzić.
- No ja też już nie wiem.
Zati nadal kampił za moim łóżkiem, no ale co poradzisz. No nic. Spojrzałam na Igłę który nadal głowił się, co byśmy mogli porobić głupiego. Ja natomiast zaczęłam bawić się kartami i układać z nich domki. Już prawie go kończyłam, pozostała mi tylko jedna karta.....
- Już wiem!!! - wrzasnął oświecony Krzysiek. Przez przypadek, no ale nie wiadomo czy przez przypadek, wyprostował nogi, a że nogi miał położone niedaleko mojego zamku to zamek runął.
- Młeeeeeeeeeeeeeeeee........!!!! - zaczęłam ryczeć. No dobra, tylko udawałam, no ale to to samo.
- O Jezu, przepraszam! Nie chciałem! - zaczął mnie przepraszać.
- Pierwszy raz tak dużo zbudowałam. A ty to musiałeś zepsuć.
- No to ci go odbuduję.
- No dobra, i tak udawałam że płaczę.
- Cccccccco?
- Nie skapnąłeś się?
- Nie, myślałem że ty na prawdę płaczesz....
- Dobra, lepiej mów co żeś wymyślił.
- No to ja wymyśliłem żeby pograć w karty bo i tak nic innego nie udało mi się wmyślić.
- W co gramy? - zapytałam gdy już poskładałam karty i zaczęłam je tasować.
- Nie wiem ty coś wymyśl.
- Czemu ja?
- Bo ja wymyśliłem że w ogóle gramy w karty.
- No ale ja wtedy układałam domki z kart więc nie mogę teraz wymyślać.
- Aaaaaa......
Boże, co za debil.
- No to może w kuku. - już go wyręczyłam.
- Właśnie! Miałem to powiedzieć.
- No widzisz, czytam ci w myślach.
- Łoooł serio?
- Mmmm, nie na żarty.
- To o czym teraz myślę?
- Że na pewno nie zgadnę o czym myślisz?
- Pfff, nie? Kłamiesz, i tak na prawdę nie umiesz czytać w myślach.
- Jezus Maria, ratuj tego człowieka od stania się Zatorskim.
- Heeej Zatorski to ja! - powiedział Paweł.
- Wiemy o tym.
W końcu kiedy już każdy dostał swoje karty i mogliśmy zacząć.
- No po co mi to dałeś? - zapytałam Dżugi który przekazał mi damę.
- Bo mi nie jet potrzebna.
- No bo mi tym bardziej. - podałam kartę Buszkowi.
- Nosz w mordę jeżego zwierza. - podał tę samą kartę Kłosowi.
- Sorry wymieniam kartę bo już chyba każdy ją miał.
Karol wybrał jedną z kilku pozostałych i podał ją Wroniastemu gdyż z pewnością nie była mu potrzebna. No bo gdyby była mu potrzebna no to chyba by jej nie oddał. Fuck logic. Od Dżagi dostałam kolejną kartę. Król. Faaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!!!!
- Oj już widzę że Luiza powoli się wkurza. - zauważył Igła.
- No weeeź, jak dostaję takie nie potrzebne karty no to chyba nie będę skakać ze szczęścia.
- A ja sobie poskaczę. - powiedział po czym na serio wstał i zaczął skakać. - Jeeeeeeeeeeeej!
- Jejujesz jak małe dzieci. - skomentował Rafał.
- No wiem, to takie fajne!
- Dobra siadaj już.
- No to dobra, siadnę już.
- Jeeeeest.... A nie, jednak nie. - powiedział zawiedziony Fabian.
- Haaaaa, nie wygrał.
- No i co ty też.
- No ale bardziej mnie cieszy to że ty jeszcze nie wygrałeś.
- Pff. - obrażony podał mi kartę która, jednak mi się przydała więc se ją zostawię.
W końcu nie wygrał nikt, bo za chwilę miał być trening więc wszyscy ruszyli swe tyłki i poszli się przygotować.
***
Gdy po południowy trening się skończył, chłopaki poszli wziąć prysznic bo od nich waliło jak z obory dla krów. No dobra, może przesadziłam ale waliło od nich. Pozbierałam z trenerami porozrzucane po hali piłki i wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do hotelu, wgrałam zdjęcia do laptopa i zaczęłam je obrabiać.
Jak tak sobie spokojnie robiłam to co zaczęłam spojrzałam na zegarek by zobaczyć która godzinka już tyka. 17:30. Łoł,łoł,łoł,łoł, łoł. Łoooooooł. Już ta godzina, a nikt mi jeszcze nie przeszkodził? Albo wszyscy byli tak padnięci i poszli spać, albo ktoś sie zatrzasnął w prysznicu. (No z nimi to nigdy nic nie wiadomo) Jak na zawołanie drzwi się otworzyły.
- Nie uwierzysz co się stało. - powiedział Igła.
- Pewnie nie. Ale powiedzieć zawsze możecie.
- No to jak poszliśmy do szatni to w pewnym momencie zgasło nam światło. Nie wiem jakaś awaria prądu była czy coś.
- No, no i co?
- No i nagle usłyszeliśmy takie "buahahahaha" i się maega, mega, mega przestraszyliśmy. No i potem na ścianie coś jakieś światełko zaczęło tak migać, a potem znikło, a Zati powiedział, że chyba coś go dotknęło i się znów mega przestraszyliśmy. No a potem znów wróciło światło. - opowiedział tą jakże straszną historię z życia.
- Boże, jakie to na pewno było straszne.
- No bo było!
- Z twojego opowiadania wywnioskowałam, że to nie było straszne.
- No bo tam nie byłaś to nie wiesz.
- Nie muszę tam być, bo wiem, że to nie jest straszne.
- A idddź, z takim opowiadaniem.
- A wiecie, że jak powiecie "Kobyła ma mały bok" i jak odczytacie to od prawej strony to wyjdzie to samo? - powiedział Zati. Jezu, on chyba pierwszy raz powiedział coś mądrego! Panowie, dawać mi tu jakiś kalendarz bo kurde trzeba to jakoś upamiętnić!
- Co to jest kuźwa kobyła? - zapytałam.
- Kobyła to koń?
- Koń Rafał! Jaki ryyj! -zaczął się hihrać przyjmujący.
- Ale zaraz, skoro kobyła to Rafał który jest koniem, a konie nie mają małego boku, to oznacza że to stwierdzenie nie jest prawdą, ponieważ, Rafał nie jest koniem, on człowiekiem, więc Zatorski nie zmądrzał, po prostu przeczytał to z jakiejś stronki dla małych dzieci. - wypowiedział się Igła.
Nagle rozległ się dźwięk mojego telefonu. Jakiś nieznany numer, ale odebrałam.
- Co? - jak zwykle kulturalnie.
- Słuchaj, masz do pożyczenia kasę na telefonie? - zapytał jakiś chłopak.
- Słuchaj, stary, sorry, nic już nie mam.
- No ale ci dawałem przecież.
- Przepraszam, głupio wyszedł ci ten żart.
- Kurde domyślił się..... - powiedział cicho, no ale ja to wszystko słyszę.
- Radzę trochę popracować. - rozłączyłam się.
- Kto to był?
- Jakiś dzieciak chciał mi zrobić super śmieszny żart. Niestety mu się nie udało.
- No wiesz ty co? Wiesz jak mu teraz będzie przykro? Ty kobieto bez serca. - powiedział... Bartek?
- Tak bardzo mi przykro oddzwonię do niego i powiem że się nabrałam. - odparłam z ironią w głosie.
- To bardzo dobry pomysł.
- Nie.
- Ej przycisz telewizor bo mi ciepło. - powiedział Fabian.
- Coś ty znowu jarał? - zapytałam.
- Nic.
- No to dobrze, ale i tak nie przyciszę.
- Czemu?
- Bo będę oglądać?
- Hahaha, no już to widzę, sekundę patrzymy na telefon a później na telewizor.
- No a jak ty sobie to inaczej wyobrażasz?
- Fabian, nie podrywaj. - pogroził palcem Bartek.
- Fuuuuuuuj. - odsunęliśmy się od siebie.
- Jak śmiesz mówić, że on mnie podrywa? - zapytałam.
- Bo cię podrywa!
- Bartek, nie bądź zazdrosny.
- Łoooooooooooooooooooooooooooooo!!!! Bartek jest zazdrosny!
- Skoro mówisz że Bartek jest zazdrosny, to znaczy, że ty z Fabianem coś ten tego. - poruszył brwiami Piter.
- No prędzej to by mi kaktus na dupie wyrósł, niż ja z nim miałabym być parą.
- No właśnie?
- No dobra, ale chcę być świadkiem na waszym ślubie. - uśmiechnął się słodko Kura.
- Wrrrrrrr..... - wystawiłam mu faksa z obydwóch dłoni, po czym uśmiechnęłam się do niego słodko. - A jak tam u ciebie i tej twojej dziewczyny? A no tak, przecież ty nie masz dziewczyny! - zaczęłam sobie klaskać za ten żart, a on zrobił smutną minkę.
- No, no, no, no to co? Ty też nie masz chłopaka! - tym razem to on zaczął sobie klaskać.
- Ty z tym klaskaniem to może do Rubika idź. I tam se klaszcz. A nie kurde tutaj, na mojej podłodze.
- To ni jest twoja podłoga.
- To jest moja podłoga.
- To jak to udowodnisz?
- No bo, ja tak mówię i tak jest.
- Ale nie ty ją wykładałaś, więc nie może być twoja.
- Ale to mój pokój więc i moja podłoga.
- A skąd wiesz, że to twój pokój?
- No bo chyba tutaj jestem, i mam do niego klucz. No? No? No? No i co powiesz?
- Powiem że.............. Masz brzydką fryzurę.
- Ładniejszą od ciebie.
- Coś ci się nie udało Bartek. - poklepał go po ramieniu Nowakowski. - Jeżeli chodzi o ripostę, musisz się jeszcze duuuuużo nauczyć.
I tak nam minął dzisiejszy dzień. W prawdzie była jeszcze kolacja, ale to już mneiejsza o to.
.........................................
Witam :D
Ale się ciepło zrobiło, ja pindole! Ale w sumie dobrze, bo wakacje nadchodzą już dużymi krokami. :) Truskawki już u mnie są więc wszystko jest *.* Niedługo zrobię jakieś zdjecia na drugiego bloga, to Wam smaka narobię xD
Pozdrawiam ;**
- Graliście kiedyś w Slendera? - zapytał Kłos.
- To jest jakieś psychiczne. - powiedziałam.
- W sumie.....
- Ja w to kiedyś grałem a ona paczała bo ją chciałem przestraszyć, a ona już od samego paczenia się trzęsła jak nie wiem co. - powiedział Dżyzga. - A potem wyjaśniała że to jest gra bez sensu, i jest psychiczna.
- No bo to jest jakieś głupie. Straszne może trochę...... No ale ja się nie bałam.
- Jasne, janse.
- No tak.
- Mhm, mhm, mhm.
- No tak.
- Nie, no jasne że jasne.
- Pf, to się obrażam.
- Pfff to się obrażam. - zaczął mnie małpować "Dżuga" jak to on sam określił.
- Ne umiesz mnie małpować.
- Bo ciebie nie da się małpować.
- Bo nie jestem tobą.
- E,e,e,e, czemu?
- Bo ciebie łatwo się naśladuje.
- Nie prawda.
- Właśnie że prawda.
- Nie,e.
- Ehe.
- Nie,e.
- Ta,ak.
- No eeeeeeerrrhhhhh.
- No eeeeerhhh właśnie że tak.
- O kurde kłócą się, lecę do pań kucharek po ziemniaki. - powiedział Krzysiu.
- Po co ci ziemniaki? - zapytał Winiarski.
- No żeby zrobić frytki? Michał, pomyśl czasem. - i (???) faktycznie poszedł do pań kucharek. Wrócił z ziemniakiem.
No ale co zrobić, jak moje i Fabiana kłótnie trwają zaledwie 30 sekund, potem nie zwracamy na siebie uwagi, a następnie to już normalnie się zachowujemy? No właśnie nic nie zrobisz.
- No, co?! Wy już przestaliście się kłócić, a ja jak jakiś głupi poszedłem po ziemniaka?!
- Tutaj to się z tobą zgodzę, poszedłeś jak głupi po ziemniaka. - uśmiechnęłam się do niego.
- No i co mam z nim teraz zrobić? - zapytał bezradnie.
- To może go odnieś?
- Albo zrób sałatkę ziemniaczaną z ziemniaka i ziemniaka. - podsunął pomysł Rafał.
- Z takim przepisem wygrasz TopChefa! - zaśmiałam się.
- Nikt nie będzie mógł się oprzeć.
- Ej on ni chce się przekroić.
- No bo źle go trzymasz.
- Ziemknaik to nie tlelefon, jego nie można źle trzymać.
- No ale chyba widzisz, że tu ma oczka, a tu ma nos? - robiłam sobie z niego jaja. No, a takiej sytuacji to może być też i ziemniaka, ale jak kto już tam woli.
- Jezu, faktycznie. Ej, jaki on fajny! Od teraz to będzie mój przyjaciel. Nazwę go Gargulec.
- Gargulec? Serio? - powiedział Mariusz pacząc na niego jak na jakiegoś pojebańca z dodatkiem debila.
- No ej, kiedyś miałem w ogródku sadzonkę jabłoni która się tak nazywała. Niestety, coś nie chiała mi urosnąć.
- Bo cię nie lubiła, przeież i mówiłam, że cię nie lubi.
- No ale no......
- Ja jak miałem 12 lat, to sobie posadziłem pestkę brzoskwini, i ją podlewałem żeby urosła. Jak już się tak trohę wybiła z ziemi to mi to brzoskiwinię wujek kosiarką przejchał. - powiedział Buszi po czym mieliśmy beke.
- Weź, to mi kiedyś wujek przejechał kosiarką buta. - odezwałam się.
- Jak?
- Pies mi wziął, zostawił na trawie, a mój wujek był trochę ślepy, to nie zauważyl i mi buta zniszczył.
Obiad minął nam na oowaidaniu śmiesznych sytuaji z naszego życia. Rozeszliśmy się do swoich pokoi, aby odpocząć przed treningiem. A dla wszystkich odpozynek znaczy wydurnanie się na całego.
- Ej co zrobimy głupiego? - zapytał Ignaczak.
- Nie wiem. Wymyśl coś. - odpowiedziałam mu tak jak zawsze.
- Czemu ja? Ty coś wymyśl.
- No a czemu ja? Ty się zaytałeś, co będziemy robi głupiego, więc ty wymyślasz.
- Ło Jeeeezuuuu..... Hmmm. - zaczął myśleć. No jeżeli chodzi o szybkiew wymyślenie czegoś sensownego to może potrwać to trohę dłużej.
- Wymyśliłeś?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- A za chwilę wymyślisz?
- Boże jak ty mnie wkurzasz jak ty tak mi robisz!
- Wiem.
- A ty co tak kampisz? - zapytałam Zatiego który siedział za moim łóżkiem.
- Chowam się.
- Przed kim?
- Bo coś mnie nawiedza.
- Co cię nawiedza?
- No duchy. Ostatnio coś mi się z prszniem stało, że jak odkręam zimną wodę to leci gorąca, a jak odkręcam ciepłą to też lei gorąca.
- Boże czy ty to widzisz?
- No i jeszze mi coś w szafie pukało i stukało.
- Może to Łucja z Narnii wychodziła? - zaytałam ironicznie.
- No nie, bo sprawdzałem i tam nie było Narnii....
- To już nie wiem na prawdę co mogło cię nawiedzić.
- No ja też już nie wiem.
Zati nadal kampił za moim łóżkiem, no ale co poradzisz. No nic. Spojrzałam na Igłę który nadal głowił się, co byśmy mogli porobić głupiego. Ja natomiast zaczęłam bawić się kartami i układać z nich domki. Już prawie go kończyłam, pozostała mi tylko jedna karta.....
- Już wiem!!! - wrzasnął oświecony Krzysiek. Przez przypadek, no ale nie wiadomo czy przez przypadek, wyprostował nogi, a że nogi miał położone niedaleko mojego zamku to zamek runął.
- Młeeeeeeeeeeeeeeeee........!!!! - zaczęłam ryczeć. No dobra, tylko udawałam, no ale to to samo.
- O Jezu, przepraszam! Nie chciałem! - zaczął mnie przepraszać.
- Pierwszy raz tak dużo zbudowałam. A ty to musiałeś zepsuć.
- No to ci go odbuduję.
- No dobra, i tak udawałam że płaczę.
- Cccccccco?
- Nie skapnąłeś się?
- Nie, myślałem że ty na prawdę płaczesz....
- Dobra, lepiej mów co żeś wymyślił.
- No to ja wymyśliłem żeby pograć w karty bo i tak nic innego nie udało mi się wmyślić.
- W co gramy? - zapytałam gdy już poskładałam karty i zaczęłam je tasować.
- Nie wiem ty coś wymyśl.
- Czemu ja?
- Bo ja wymyśliłem że w ogóle gramy w karty.
- No ale ja wtedy układałam domki z kart więc nie mogę teraz wymyślać.
- Aaaaaa......
Boże, co za debil.
- No to może w kuku. - już go wyręczyłam.
- Właśnie! Miałem to powiedzieć.
- No widzisz, czytam ci w myślach.
- Łoooł serio?
- Mmmm, nie na żarty.
- To o czym teraz myślę?
- Że na pewno nie zgadnę o czym myślisz?
- Pfff, nie? Kłamiesz, i tak na prawdę nie umiesz czytać w myślach.
- Jezus Maria, ratuj tego człowieka od stania się Zatorskim.
- Heeej Zatorski to ja! - powiedział Paweł.
- Wiemy o tym.
W końcu kiedy już każdy dostał swoje karty i mogliśmy zacząć.
- No po co mi to dałeś? - zapytałam Dżugi który przekazał mi damę.
- Bo mi nie jet potrzebna.
- No bo mi tym bardziej. - podałam kartę Buszkowi.
- Nosz w mordę jeżego zwierza. - podał tę samą kartę Kłosowi.
- Sorry wymieniam kartę bo już chyba każdy ją miał.
Karol wybrał jedną z kilku pozostałych i podał ją Wroniastemu gdyż z pewnością nie była mu potrzebna. No bo gdyby była mu potrzebna no to chyba by jej nie oddał. Fuck logic. Od Dżagi dostałam kolejną kartę. Król. Faaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!!!!
- Oj już widzę że Luiza powoli się wkurza. - zauważył Igła.
- No weeeź, jak dostaję takie nie potrzebne karty no to chyba nie będę skakać ze szczęścia.
- A ja sobie poskaczę. - powiedział po czym na serio wstał i zaczął skakać. - Jeeeeeeeeeeeej!
- Jejujesz jak małe dzieci. - skomentował Rafał.
- No wiem, to takie fajne!
- Dobra siadaj już.
- No to dobra, siadnę już.
- Jeeeeest.... A nie, jednak nie. - powiedział zawiedziony Fabian.
- Haaaaa, nie wygrał.
- No i co ty też.
- No ale bardziej mnie cieszy to że ty jeszcze nie wygrałeś.
- Pff. - obrażony podał mi kartę która, jednak mi się przydała więc se ją zostawię.
W końcu nie wygrał nikt, bo za chwilę miał być trening więc wszyscy ruszyli swe tyłki i poszli się przygotować.
***
Gdy po południowy trening się skończył, chłopaki poszli wziąć prysznic bo od nich waliło jak z obory dla krów. No dobra, może przesadziłam ale waliło od nich. Pozbierałam z trenerami porozrzucane po hali piłki i wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do hotelu, wgrałam zdjęcia do laptopa i zaczęłam je obrabiać.
Jak tak sobie spokojnie robiłam to co zaczęłam spojrzałam na zegarek by zobaczyć która godzinka już tyka. 17:30. Łoł,łoł,łoł,łoł, łoł. Łoooooooł. Już ta godzina, a nikt mi jeszcze nie przeszkodził? Albo wszyscy byli tak padnięci i poszli spać, albo ktoś sie zatrzasnął w prysznicu. (No z nimi to nigdy nic nie wiadomo) Jak na zawołanie drzwi się otworzyły.
- Nie uwierzysz co się stało. - powiedział Igła.
- Pewnie nie. Ale powiedzieć zawsze możecie.
- No to jak poszliśmy do szatni to w pewnym momencie zgasło nam światło. Nie wiem jakaś awaria prądu była czy coś.
- No, no i co?
- No i nagle usłyszeliśmy takie "buahahahaha" i się maega, mega, mega przestraszyliśmy. No i potem na ścianie coś jakieś światełko zaczęło tak migać, a potem znikło, a Zati powiedział, że chyba coś go dotknęło i się znów mega przestraszyliśmy. No a potem znów wróciło światło. - opowiedział tą jakże straszną historię z życia.
- Boże, jakie to na pewno było straszne.
- No bo było!
- Z twojego opowiadania wywnioskowałam, że to nie było straszne.
- No bo tam nie byłaś to nie wiesz.
- Nie muszę tam być, bo wiem, że to nie jest straszne.
- A idddź, z takim opowiadaniem.
- A wiecie, że jak powiecie "Kobyła ma mały bok" i jak odczytacie to od prawej strony to wyjdzie to samo? - powiedział Zati. Jezu, on chyba pierwszy raz powiedział coś mądrego! Panowie, dawać mi tu jakiś kalendarz bo kurde trzeba to jakoś upamiętnić!
- Co to jest kuźwa kobyła? - zapytałam.
- Kobyła to koń?
- Koń Rafał! Jaki ryyj! -zaczął się hihrać przyjmujący.
- Ale zaraz, skoro kobyła to Rafał który jest koniem, a konie nie mają małego boku, to oznacza że to stwierdzenie nie jest prawdą, ponieważ, Rafał nie jest koniem, on człowiekiem, więc Zatorski nie zmądrzał, po prostu przeczytał to z jakiejś stronki dla małych dzieci. - wypowiedział się Igła.
Nagle rozległ się dźwięk mojego telefonu. Jakiś nieznany numer, ale odebrałam.
- Co? - jak zwykle kulturalnie.
- Słuchaj, masz do pożyczenia kasę na telefonie? - zapytał jakiś chłopak.
- Słuchaj, stary, sorry, nic już nie mam.
- No ale ci dawałem przecież.
- Przepraszam, głupio wyszedł ci ten żart.
- Kurde domyślił się..... - powiedział cicho, no ale ja to wszystko słyszę.
- Radzę trochę popracować. - rozłączyłam się.
- Kto to był?
- Jakiś dzieciak chciał mi zrobić super śmieszny żart. Niestety mu się nie udało.
- No wiesz ty co? Wiesz jak mu teraz będzie przykro? Ty kobieto bez serca. - powiedział... Bartek?
- Tak bardzo mi przykro oddzwonię do niego i powiem że się nabrałam. - odparłam z ironią w głosie.
- To bardzo dobry pomysł.
- Nie.
- Ej przycisz telewizor bo mi ciepło. - powiedział Fabian.
- Coś ty znowu jarał? - zapytałam.
- Nic.
- No to dobrze, ale i tak nie przyciszę.
- Czemu?
- Bo będę oglądać?
- Hahaha, no już to widzę, sekundę patrzymy na telefon a później na telewizor.
- No a jak ty sobie to inaczej wyobrażasz?
- Fabian, nie podrywaj. - pogroził palcem Bartek.
- Fuuuuuuuj. - odsunęliśmy się od siebie.
- Jak śmiesz mówić, że on mnie podrywa? - zapytałam.
- Bo cię podrywa!
- Bartek, nie bądź zazdrosny.
- Łoooooooooooooooooooooooooooooo!!!! Bartek jest zazdrosny!
- Skoro mówisz że Bartek jest zazdrosny, to znaczy, że ty z Fabianem coś ten tego. - poruszył brwiami Piter.
- No prędzej to by mi kaktus na dupie wyrósł, niż ja z nim miałabym być parą.
- No właśnie?
- No dobra, ale chcę być świadkiem na waszym ślubie. - uśmiechnął się słodko Kura.
- Wrrrrrrr..... - wystawiłam mu faksa z obydwóch dłoni, po czym uśmiechnęłam się do niego słodko. - A jak tam u ciebie i tej twojej dziewczyny? A no tak, przecież ty nie masz dziewczyny! - zaczęłam sobie klaskać za ten żart, a on zrobił smutną minkę.
- No, no, no, no to co? Ty też nie masz chłopaka! - tym razem to on zaczął sobie klaskać.
- Ty z tym klaskaniem to może do Rubika idź. I tam se klaszcz. A nie kurde tutaj, na mojej podłodze.
- To ni jest twoja podłoga.
- To jest moja podłoga.
- To jak to udowodnisz?
- No bo, ja tak mówię i tak jest.
- Ale nie ty ją wykładałaś, więc nie może być twoja.
- Ale to mój pokój więc i moja podłoga.
- A skąd wiesz, że to twój pokój?
- No bo chyba tutaj jestem, i mam do niego klucz. No? No? No? No i co powiesz?
- Powiem że.............. Masz brzydką fryzurę.
- Ładniejszą od ciebie.
- Coś ci się nie udało Bartek. - poklepał go po ramieniu Nowakowski. - Jeżeli chodzi o ripostę, musisz się jeszcze duuuuużo nauczyć.
I tak nam minął dzisiejszy dzień. W prawdzie była jeszcze kolacja, ale to już mneiejsza o to.
.........................................
Witam :D
Ale się ciepło zrobiło, ja pindole! Ale w sumie dobrze, bo wakacje nadchodzą już dużymi krokami. :) Truskawki już u mnie są więc wszystko jest *.* Niedługo zrobię jakieś zdjecia na drugiego bloga, to Wam smaka narobię xD
Pozdrawiam ;**
piątek, 5 czerwca 2015
Rozdział 18
Następnego dnia obudziłam się trochę wcześniej po to aby pójść z Łukaszem do cukierni i odebrać tort. Gdy byliśmy już z powrotem zebraliśmy się wszyscy pod drzwiami do pokoju rozgrywającego i libero. Odśpiewaliśmy wszyscy "100 lat" i zjedliśmy torta.
- Zajebiaszczy ten tort. Aż zrobię zdjęcie.
- Powinieneś Nitce podziękować w końcu to ona zamawiała.
- Ojeju no dzięki. - uścisnął mnie.
Gdy już każdy się poczęstował poszliśmy na śniadanie. Ja głodna nie byłam bo w sumie minutę temu jadłam, więc tylko nalałam sobie kawy, a chłopaki, jako że oni są wiecznie głodni, to sobie zjedli.
- Igła? A skąd ty masz zdjęcie śpiącej mnie? - zapytałam przeglądając galerię brata. Hahaha wymieniliśmy się telefonami, przeważnie tak robimy.
- Gdzie?
- Jezus Maria, przecież to jest jakaś postać z horroru, a nie Luiza! - powiedział Fabian zerkając na ekran telefonu libero.
- No dzięki, wiesz?
- Proszę bardzo.
- Musiałem ci je zrobić. Miałem z tego bekę przez kilka dni.
- Jesteś okropny. - stwierdziłam.
- Ooooo, dziękuję.
- Ej a wiedzieliście że szczury nie rzygają? - zapytał zafascynowany tą informacją Zatorski.
- Czemu? - zapytałam.
- Szczury tak samo jak konie nie potrafią wymiotować.
- Boże. To straszne. - stwierdził Igła
- Chyba sobie kupię chomika znowu.
- Chomikeła? Chomikeła będziesz kupować? - zapytał Fabian. - Po co ci chomikeł?
- No tak sobie.
- Luiza będzie schronisko zakładać! - wymyślił Krzysiek.
- Dobry pomysł! Będę mieć w mieszkaniu schronisko!
- Ups..... Trochę niepotrzebnie to powiedziałem.
- Właśnie bardzo mądrze jak na ciebie.
- Czyli uważasz że zwykle mówię nie mądrze, tak?
- Ymmmmm..... O patrz jaki fajny sufit mamy.
- Ej faktycznie. Zajebisty!
- Boże, co za idiota. - stwierdziłam.
- Ej paczcie jaki ten sufit w ogóle biały jest. Nieskazitelnie biały.
- Wyprany w perwolu. - powiedział Buszi.
- Wszystko co białe w perwolu prane jest.
- Ej a jakby tak faktycznie już ktoś się zabrał za pranie perwolu, to ile by mu zeszło? - zapytał inteligentnym pytaniem Paweł. No bo przecież to on jest od zadawania tak inteligentnych pytań. No bo jakby on ich nie zadawał to kto? Bo jak nie on to ktooooo?
- Jesteś zainteresowany taką pracą? - zapytał Winiarski.
- Nie wiem.
- Jakbyś był, to idź do recepcji, tam na pewno wiedzą coś więcej na temat prania sufitu.
- Okej.
Po śniadaniu poszliśmy do siebie by trochę się polenić. Zadzwoniła do mnie Laura na skypie.
- Czesc.
- Eeeee, tylko mi tutaj nie sepleń. - powiedziałam sama sepleniąc.
- Co tam się zmieniło u ciebie od wczoraj?
- Ej mogę sobie porzyczyć ładowarkę do telefonu? - zapytał Igła który wszedł no właśnie na chama bez pukania do pokoju.
- Yyyrch, nie mogłeś później?
- Krzychu?! - zawołała Lauren.
- Co chcesz? - zapytał się mnie. Hahaha, co to on nie zauważył że gadam z nią na skajpaju?
- Żelka.
- No..... No nie mam przy sobie.
- Na pewno masz, tylko nie chcesz dać. - powiedziała z drugiej strony laptopa. No czyli gdzieś w Bełchatowie.
- Nie mam tutaj przy sobie. O, widzisz? O nie ma. - zaczął klepać swoje kieszenie aby udowodnić mi że nic tam nie ma.
- Trolling na ciebie! - zaczęłam się śmiać.
- Co? Jaki trolling? - zapytał zdezorientowany.
- Halo, tutaj!
- O cześć Laura.
- Serio się nie skapnąłeś że robimy ci żart?
- To wy mi jakiś żart zrobiłyście?
- Nie ważne. - machnęłam ręką.
- O, właśnie! Zdrowia szczęścia pomyślności, połamania zdrowych kości! - powiedziała Laura.
- Ooo, dziękuję!
- Ta, nie ma to jak składanie życzeń przez skejpa. - zaśmiałam się. - Dobra, wypad.
- Dobra, dobra.
Pogadałyśmy i się pożegnałyśmy.
- Oddaję, łap! - powiedział Igła wchodząc do pokoju i rzucając w moją stronę ładowarkę. Krzysiek jak to ma w swoim zwyczaju rzuca zawsze za mocno o muszę się po prostu jakby tak "rzucać" na tą ładowarkę. No i tak było i tym razem.
- No Krzysiek kurde no. Nie możesz podejść i podać? - zapytałam leżąc na krawędzi.
- O Boże. - podszedł do mnie i wziął ode mnie ładowarkę. Cofnął się o dwa kroki i znów do mnie wrócił. - Proszę. - powiedział dając mi przedmiot.
- No, i tak ma być.
Poszliśmy na trening na siłownię. Oj jak miło będzie wkurzać Krzyśka i się na niego gapić.
Nie wiem czemu, ale Krzysiek jest taki, że jak coś robi, jeżeli się na czymś skupia, to bardzo wkurza go jak ktoś się na niego paczy. W sumie to mnie też, no ale jako kochające się rodzeństwo, trzeba się dość często wkurzać.
- Dajesz, dajesz! - "motywowałam" Igłę.
- Wiesz, nie musisz mnie motywować wiesz?
- A ty nie musisz powtarzać w swojej wypowiedzi wiesz.
- Haha, założę się, że nie wytrzymasz tutaj tak siedzieć, i za chwilę gdzieś pójdziesz.
- W sumie, to zdjęcia już porobiłam, więc okej.
- No to czas start.
- A ile man tutaj tak siedzieć?
- No.... Do końca treningu?
- O Jezu, to jeszcze długo...
- No trudno.
Krzychu dalej podnosił ciężarki a ja walnęłam mu zdjęcie telefonem i wstawiłam na insta i go oznaczyłam.
- A o co się zakładamy? - zapomniałam zadać przecież ważne pytanie.
- No o racje.
- A to głupio.
- Jak głupio, to możesz iść i przegrać a wtedy to ja będę mieć rację, no ale to już jak chcesz.
- Może wytrzymam to 15 minut.
- Wątpię.
- No eeej!
- Hehehe.
- Ciężkie?
- Nie, waży 1 gram.
- No to kurde czemu tutaj jest naklejka 70 kilogramów? Ale z ciebie kłamczuch.
- Bo sobie pomylili.
- Z siłownią dla wyrośniętych dzieci.
- No eeej.
- Hehehe.
W końcu nadeszła ta chwila i wygrałam zakład. Igła mógł wymyślić coś bardziej kreatywnego, no ale z nim to już różnie bywa. Chłopaki poszli do szatni aby wziąć prysznic bo od nich jechało gorzej niż z koziej dupy.
Ja za to wróciłam do swojego pokoju w hotelu i wgrałam zdjęcia na laptopa ponieważ chciałam już to zrobić od razu. Gdy tak sobie przerabiałam zdjęcia dotarło do mnie że coś jest nie tak, gdyż, nikt mi do tej pory nie przeszkodził. Sprawdziłam więc godzinę, i w sumie była już 11:30. No helloł, do teraz to już chyba by się wyrobili. No chyba że ktoś się zaciął w prysznicu, no z nimi to nigdy nic nie wiadomo. W tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się na chama, bo nikt nie zapukał, i weszli przez nie siatkarze.
- Co robisz? - zapytał Krzysiu.
- Właśnie pracuję nad stworzeniem lekarstwa na raka, a ty co porabiasz? - no po prostu Boże czy ty to widzisz. Chyba najbardziej to mnie irytuje w ludziach - widzą co robię, ale nie, bo zapytać się muszą. No, cóż, co więc zrobisz, jak nic nie zrobisz? No właśnie, nic nie zrobisz.
- Jezu, nie wiedziałem że pasjonujesz się chemią i medycyną!
- No Boże zabij to zanim ja to zrobię...
- O Jezu ale to słodkie! - powiedział Fabian bawiąc się moją obudową na telefon z pikaczu.
- No Dżyzga kurde zostaw to.
- Dżuzga?
- Dżyzga powiedziałam.
- Ignaczak, moje nazwisko inaczej się wymawia.
- Dla ciebie, pani Ignaczak.
- No eeeeej.
- Daj mi tą obudowę. - rzucił we mnie przedmiotem. No ale obrażony Dżyzga to głupi i złośliwy Dżyzga, więc tak jak wcześniej Igła rzucił mi ładowarką za daleko, to on też mi rzucił za daleko, więc musiałam się, że tak powiem wyciągnąć aby złapać tą obudowę. No co z niego za popierdzielony umysłowo człowiek. Mą latającą rzecz złapał Ignaczak i zaczął się nią bawić. Gdy się dowiedział że jest ona gumowa, i że można ją wyginać na różne sposoby, a i tak nic się z nią nie stanie, złożył ją w tak zwaną "pacynkę".
- Pika-pika pikaczu, pika-pika pikaczu pipipi kakakczu. - zaczął śpiewać w rytm "kaczuszek".
- Daj to.
- Nie.....
- Ej no. Daj.
- Ale ja to złapałem.
- Ale to moje.
- Ale ja to złapałem.
- Ale to jest moje.
- Ale ja to złapałem i ja to teraz trzymam.
- Ale to moje.
- No i co że twoje, skoro ja to trzymam?
- Ale wiesz że to moje?
- Ale to nie istotne że to twoje, bo jeżeli to jest twoje a trzymam to ja, a nie ty, więc nie masz dowodów że to twoje, bo tego nie masz przy sobie. - O Boże, zabij to, zanim ja to zrobię.
- Ale to moje, i oddaj mojego pokemona!
- No to łaaaaaap. - rzucił mi no wreszcie! Do MNIE, a nie ZA mnie.
- No nareszcie.
- No nareszcie. - zaczął mnie małpować Krzysiek.
- Ale ty jesteś głupi.
- No ale ty jesteś głupi.
- Nie umiesz mnie małpować.
- Nie umiesz mnie małpować.
- Jestem debilem.
- Jestem debile.... - przerwał gdy zdał sobie sprawę, że powiedział sam sobie że jest debilem.
- Hahahahahahaha.
- To nie było miłe. - stwierdził.
- Właśnie że było.
- To jesteś w ogóle nie miła.
- Pff, no przecież wiem.
- Hyk!
- Co to było? - zapytałam.
- Hyk!
- To Bartek dostał czkawki! - zaśmiał się Piotrek.
- No to co?
- No i to jest śmieszne. - stwierdziłam.
- No wcale że hyk nie.
Nie wiem dlaczego, ale mnie jakoś zawsze śmieszyło to, jak ktoś miał czkawkę. Po prosu wydawało mi się to śmieszne i już.
- Ej, mam do was takie pytanie. - powiedział Zatorski.
- O nie..... - westchnął Wroniasty.
- Ale to jest bardzo ważne.
- No to mów.
- Czy gdyby ludzie zaczęliby hodować biedronki, to wyhodowali by sieć sklepów Biedronka?
- A skąd ty takie pytania bierzesz? - zapytał Igłaczak. Tak, Igłaczak.
- No bo mnie to po prostu ciekawiło, i chciałem się was zapytać, jakby to było.
Wiele nam to nie powiedziało. No ale dobra, niech się pyta. W sumie kto pyta nie błądzi, nie?
Poszliśmy więc na obiad, bo.... Bo był obiad. Co tu więcej mówić?
.............................................
Cześć :)
Rozdział krótki, ale ważne że jest :D
Coraz bardziej czuję lato. Słońce nie daje mi dziś żyć ;( Jest ZA gorąco.
Pozdrawiam i do następnego ;***
PS. Zapraszam na drugi blog - http://widok-na-moj-swiat.blogspot.com
- Zajebiaszczy ten tort. Aż zrobię zdjęcie.
- Powinieneś Nitce podziękować w końcu to ona zamawiała.
- Ojeju no dzięki. - uścisnął mnie.
Gdy już każdy się poczęstował poszliśmy na śniadanie. Ja głodna nie byłam bo w sumie minutę temu jadłam, więc tylko nalałam sobie kawy, a chłopaki, jako że oni są wiecznie głodni, to sobie zjedli.
- Igła? A skąd ty masz zdjęcie śpiącej mnie? - zapytałam przeglądając galerię brata. Hahaha wymieniliśmy się telefonami, przeważnie tak robimy.
- Gdzie?
- Jezus Maria, przecież to jest jakaś postać z horroru, a nie Luiza! - powiedział Fabian zerkając na ekran telefonu libero.
- No dzięki, wiesz?
- Proszę bardzo.
- Musiałem ci je zrobić. Miałem z tego bekę przez kilka dni.
- Jesteś okropny. - stwierdziłam.
- Ooooo, dziękuję.
- Ej a wiedzieliście że szczury nie rzygają? - zapytał zafascynowany tą informacją Zatorski.
- Czemu? - zapytałam.
- Szczury tak samo jak konie nie potrafią wymiotować.
- Boże. To straszne. - stwierdził Igła
- Chyba sobie kupię chomika znowu.
- Chomikeła? Chomikeła będziesz kupować? - zapytał Fabian. - Po co ci chomikeł?
- No tak sobie.
- Luiza będzie schronisko zakładać! - wymyślił Krzysiek.
- Dobry pomysł! Będę mieć w mieszkaniu schronisko!
- Ups..... Trochę niepotrzebnie to powiedziałem.
- Właśnie bardzo mądrze jak na ciebie.
- Czyli uważasz że zwykle mówię nie mądrze, tak?
- Ymmmmm..... O patrz jaki fajny sufit mamy.
- Ej faktycznie. Zajebisty!
- Boże, co za idiota. - stwierdziłam.
- Ej paczcie jaki ten sufit w ogóle biały jest. Nieskazitelnie biały.
- Wyprany w perwolu. - powiedział Buszi.
- Wszystko co białe w perwolu prane jest.
- Ej a jakby tak faktycznie już ktoś się zabrał za pranie perwolu, to ile by mu zeszło? - zapytał inteligentnym pytaniem Paweł. No bo przecież to on jest od zadawania tak inteligentnych pytań. No bo jakby on ich nie zadawał to kto? Bo jak nie on to ktooooo?
- Jesteś zainteresowany taką pracą? - zapytał Winiarski.
- Nie wiem.
- Jakbyś był, to idź do recepcji, tam na pewno wiedzą coś więcej na temat prania sufitu.
- Okej.
Po śniadaniu poszliśmy do siebie by trochę się polenić. Zadzwoniła do mnie Laura na skypie.
- Czesc.
- Eeeee, tylko mi tutaj nie sepleń. - powiedziałam sama sepleniąc.
- Co tam się zmieniło u ciebie od wczoraj?
- Ej mogę sobie porzyczyć ładowarkę do telefonu? - zapytał Igła który wszedł no właśnie na chama bez pukania do pokoju.
- Yyyrch, nie mogłeś później?
- Krzychu?! - zawołała Lauren.
- Co chcesz? - zapytał się mnie. Hahaha, co to on nie zauważył że gadam z nią na skajpaju?
- Żelka.
- No..... No nie mam przy sobie.
- Na pewno masz, tylko nie chcesz dać. - powiedziała z drugiej strony laptopa. No czyli gdzieś w Bełchatowie.
- Nie mam tutaj przy sobie. O, widzisz? O nie ma. - zaczął klepać swoje kieszenie aby udowodnić mi że nic tam nie ma.
- Trolling na ciebie! - zaczęłam się śmiać.
- Co? Jaki trolling? - zapytał zdezorientowany.
- Halo, tutaj!
- O cześć Laura.
- Serio się nie skapnąłeś że robimy ci żart?
- To wy mi jakiś żart zrobiłyście?
- Nie ważne. - machnęłam ręką.
- O, właśnie! Zdrowia szczęścia pomyślności, połamania zdrowych kości! - powiedziała Laura.
- Ooo, dziękuję!
- Ta, nie ma to jak składanie życzeń przez skejpa. - zaśmiałam się. - Dobra, wypad.
- Dobra, dobra.
Pogadałyśmy i się pożegnałyśmy.
- Oddaję, łap! - powiedział Igła wchodząc do pokoju i rzucając w moją stronę ładowarkę. Krzysiek jak to ma w swoim zwyczaju rzuca zawsze za mocno o muszę się po prostu jakby tak "rzucać" na tą ładowarkę. No i tak było i tym razem.
- No Krzysiek kurde no. Nie możesz podejść i podać? - zapytałam leżąc na krawędzi.
- O Boże. - podszedł do mnie i wziął ode mnie ładowarkę. Cofnął się o dwa kroki i znów do mnie wrócił. - Proszę. - powiedział dając mi przedmiot.
- No, i tak ma być.
Poszliśmy na trening na siłownię. Oj jak miło będzie wkurzać Krzyśka i się na niego gapić.
Nie wiem czemu, ale Krzysiek jest taki, że jak coś robi, jeżeli się na czymś skupia, to bardzo wkurza go jak ktoś się na niego paczy. W sumie to mnie też, no ale jako kochające się rodzeństwo, trzeba się dość często wkurzać.
- Dajesz, dajesz! - "motywowałam" Igłę.
- Wiesz, nie musisz mnie motywować wiesz?
- A ty nie musisz powtarzać w swojej wypowiedzi wiesz.
- Haha, założę się, że nie wytrzymasz tutaj tak siedzieć, i za chwilę gdzieś pójdziesz.
- W sumie, to zdjęcia już porobiłam, więc okej.
- No to czas start.
- A ile man tutaj tak siedzieć?
- No.... Do końca treningu?
- O Jezu, to jeszcze długo...
- No trudno.
Krzychu dalej podnosił ciężarki a ja walnęłam mu zdjęcie telefonem i wstawiłam na insta i go oznaczyłam.
- A o co się zakładamy? - zapomniałam zadać przecież ważne pytanie.
- No o racje.
- A to głupio.
- Jak głupio, to możesz iść i przegrać a wtedy to ja będę mieć rację, no ale to już jak chcesz.
- Może wytrzymam to 15 minut.
- Wątpię.
- No eeej!
- Hehehe.
- Ciężkie?
- Nie, waży 1 gram.
- No to kurde czemu tutaj jest naklejka 70 kilogramów? Ale z ciebie kłamczuch.
- Bo sobie pomylili.
- Z siłownią dla wyrośniętych dzieci.
- No eeej.
- Hehehe.
W końcu nadeszła ta chwila i wygrałam zakład. Igła mógł wymyślić coś bardziej kreatywnego, no ale z nim to już różnie bywa. Chłopaki poszli do szatni aby wziąć prysznic bo od nich jechało gorzej niż z koziej dupy.
Ja za to wróciłam do swojego pokoju w hotelu i wgrałam zdjęcia na laptopa ponieważ chciałam już to zrobić od razu. Gdy tak sobie przerabiałam zdjęcia dotarło do mnie że coś jest nie tak, gdyż, nikt mi do tej pory nie przeszkodził. Sprawdziłam więc godzinę, i w sumie była już 11:30. No helloł, do teraz to już chyba by się wyrobili. No chyba że ktoś się zaciął w prysznicu, no z nimi to nigdy nic nie wiadomo. W tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się na chama, bo nikt nie zapukał, i weszli przez nie siatkarze.
- Co robisz? - zapytał Krzysiu.
- Właśnie pracuję nad stworzeniem lekarstwa na raka, a ty co porabiasz? - no po prostu Boże czy ty to widzisz. Chyba najbardziej to mnie irytuje w ludziach - widzą co robię, ale nie, bo zapytać się muszą. No, cóż, co więc zrobisz, jak nic nie zrobisz? No właśnie, nic nie zrobisz.
- Jezu, nie wiedziałem że pasjonujesz się chemią i medycyną!
- No Boże zabij to zanim ja to zrobię...
- O Jezu ale to słodkie! - powiedział Fabian bawiąc się moją obudową na telefon z pikaczu.
- No Dżyzga kurde zostaw to.
- Dżuzga?
- Dżyzga powiedziałam.
- Ignaczak, moje nazwisko inaczej się wymawia.
- Dla ciebie, pani Ignaczak.
- No eeeeej.
- Daj mi tą obudowę. - rzucił we mnie przedmiotem. No ale obrażony Dżyzga to głupi i złośliwy Dżyzga, więc tak jak wcześniej Igła rzucił mi ładowarką za daleko, to on też mi rzucił za daleko, więc musiałam się, że tak powiem wyciągnąć aby złapać tą obudowę. No co z niego za popierdzielony umysłowo człowiek. Mą latającą rzecz złapał Ignaczak i zaczął się nią bawić. Gdy się dowiedział że jest ona gumowa, i że można ją wyginać na różne sposoby, a i tak nic się z nią nie stanie, złożył ją w tak zwaną "pacynkę".
- Pika-pika pikaczu, pika-pika pikaczu pipipi kakakczu. - zaczął śpiewać w rytm "kaczuszek".
- Daj to.
- Nie.....
- Ej no. Daj.
- Ale ja to złapałem.
- Ale to moje.
- Ale ja to złapałem.
- Ale to jest moje.
- Ale ja to złapałem i ja to teraz trzymam.
- Ale to moje.
- No i co że twoje, skoro ja to trzymam?
- Ale wiesz że to moje?
- Ale to nie istotne że to twoje, bo jeżeli to jest twoje a trzymam to ja, a nie ty, więc nie masz dowodów że to twoje, bo tego nie masz przy sobie. - O Boże, zabij to, zanim ja to zrobię.
- Ale to moje, i oddaj mojego pokemona!
- No to łaaaaaap. - rzucił mi no wreszcie! Do MNIE, a nie ZA mnie.
- No nareszcie.
- No nareszcie. - zaczął mnie małpować Krzysiek.
- Ale ty jesteś głupi.
- No ale ty jesteś głupi.
- Nie umiesz mnie małpować.
- Nie umiesz mnie małpować.
- Jestem debilem.
- Jestem debile.... - przerwał gdy zdał sobie sprawę, że powiedział sam sobie że jest debilem.
- Hahahahahahaha.
- To nie było miłe. - stwierdził.
- Właśnie że było.
- To jesteś w ogóle nie miła.
- Pff, no przecież wiem.
- Hyk!
- Co to było? - zapytałam.
- Hyk!
- To Bartek dostał czkawki! - zaśmiał się Piotrek.
- No to co?
- No i to jest śmieszne. - stwierdziłam.
- No wcale że hyk nie.
Nie wiem dlaczego, ale mnie jakoś zawsze śmieszyło to, jak ktoś miał czkawkę. Po prosu wydawało mi się to śmieszne i już.
- Ej, mam do was takie pytanie. - powiedział Zatorski.
- O nie..... - westchnął Wroniasty.
- Ale to jest bardzo ważne.
- No to mów.
- Czy gdyby ludzie zaczęliby hodować biedronki, to wyhodowali by sieć sklepów Biedronka?
- A skąd ty takie pytania bierzesz? - zapytał Igłaczak. Tak, Igłaczak.
- No bo mnie to po prostu ciekawiło, i chciałem się was zapytać, jakby to było.
Wiele nam to nie powiedziało. No ale dobra, niech się pyta. W sumie kto pyta nie błądzi, nie?
Poszliśmy więc na obiad, bo.... Bo był obiad. Co tu więcej mówić?
.............................................
Cześć :)
Rozdział krótki, ale ważne że jest :D
Coraz bardziej czuję lato. Słońce nie daje mi dziś żyć ;( Jest ZA gorąco.
Pozdrawiam i do następnego ;***
PS. Zapraszam na drugi blog - http://widok-na-moj-swiat.blogspot.com
piątek, 29 maja 2015
Rozdział 17
Gdy już wszyscy kładli się nynu, postanowiłam wprowadzić mój plan w życie. Jako pierwszy "zaatakowany" będzie Fabian. Jemu zawsze najlepiej robiło się trollingi, no zobaczymy jak teraz. Na tę okazję specjalnie kupiłam taśmę. Bójcie się. Oraz włochatego pajączka co ma taki sznurek a na końcu tego sznurka ma takie cuś co się to naciska i ten pajączek tak fajnie podskakuje. Ok, ok, już skończyłam tłumaczenie. Lećmy dalej. Z mojej kosmetyczki wzięłam jeszcze kredkę do oczu i mogłam już zacząć swoją tajną misję. Gdy było już gdzieś tak po 1 w nocy udałam się cichaczem do jego pokoju. Upewniłam się tylko czy śpi machając mu przed oczami ręką. Odkleiłam kawałek taśmy i przylepiłam mu na ręce w taki sposób, aby taśma trzymała się także i prześcieradła. Obkleiłam mu jeszcze jedną rękę i obie nogi tworząc jakby taką pułapkę. Następnie zabrałam się za namalowanie wąsów w stylu Picassa. W sumie, to jak ja coś komuś maluję na twarzy, to zawsze są to wąsy. Jako dopełnienie całego żartu, obok Dżagi położyłam pajączka. Wróciłam do pokoju i od razu walłam na łóżko.
Następnego dnia obudziłam się normalnie, czyli budzik telefonu mnie obudził. Odpoczęłam trochę po spaniu i poprzeciągałam się. Wybrałam jakieś ubrania i poszłam do łazienki. Gdy wyszłam wzięłam telefon i opuściłam pokój. Weszłam do windy i zjechałam nią w duł. Skierowałam się do stołówki i zajęłam krzesło. Jak zawsze sobie gadaliśmy, albo waliliśmy suchary gdy do pomieszczenia wszedł Fabian. Minę miał taką jakby ducha zobaczył.
-Nie uwierzycie co mi się dziś rano przytrafiło. -powiedział.
Zapewne nie, ale dajmy mu szansę, dajmy mu się wypowiedzieć.
- Budzę się normalnie, otwieram oczy, paczę, a przede mną stoi pająk. No to chciałem go zwalić, ale miałem ręce przyklejone taśmą do prześcieradła, także byłem uwięziony. Jak się uwolniłem to zrzuciłem tego pająka na podłogę ale się okazało, że by zabawką. Myślałem że ja tam umrę!
-Fabian, masz tu jakiegoś wąsa, chyba ci urósł, ale nie jestem pewny. - skomentował wypowiedź Drzyzgi Rafał.
- Fuck, zapomniałem że go nie zmyłem. - wyszedł ze stołówki.
- To było dziwne. -skomentował Igła.
- No właśnie, jak można bać się pająków? -powiedział Bartek.
- No helloł, jak można nie bać się pająków? -zapytałam.
- Oj bo ty się wszystkich owadów boisz.
- No w sumie...
- Ale ciekawe kto mu to zrobił. - powrócił do tematu Fabiana Piter.
- No, ale szacun dla tego ktosia, że takie coś wymyślił. -powiedział Kłos.
- Ooooo, dziękuję. - podziękowałam.
- To ty byłaś?!
- A co wy myśleliście, że ja mu te włosy odpuszczę?
- No ale powiedział, że on by tam umarł!
- No ale przeżył.
- No ale... A dobra.
- Jezus, mam się ciebie bać? - zapytał przejęty Piter.
-Wiesz, nie znasz dnia ani godziny kiedy cię zaatakuję, więc tak, masz się czego bać.
Po pewnej chwili Fabian wrócił do stołówki z wielkim uśmiechem na ryju. E,e,e,e,e. Dlaczego z takim wielkim? Przecież dopiero co, wyglądał jak umarlak wyciągnięty z grobu.
- Dlaczego się tak szczerzysz? - zadałam pytanie któte chyba nikt by nie zadał.
- Bo przeczytałem w horoskopie, że to będzie dla mnie udany i fajny dzień. - haha, a dopiero co mówił że ten dzień jest okropny xd
- Ty czytasz horoskop?
- No ja czytam. I proszę się ze mnie nie śmiać bo to nie jest śmieszne.
- Pamiętam jak kiedyś zadzwoniłeś do wróżbity Macieja.
-I co odebrał? -zapytał Igła.
- No. I się zapytałem czy jeżeli będę często mówić łamańce językowe, to czy faktycznie sobie złamię język. - roześmiał się Dżaga
- A on powiedział, że serio sobie może złamać język.
-Właściwie to jakie są łamańce języczne?-zapytał Winiarski.
- Stół z powyłamywanymi nogami. - powiedziałam.
- Hyhyhy, słuchajcie tego jak pomorze nie pomoże to pomoże może morze a jak morze nie pomoże to pomoże może Gdańsk.
- O, albo tego słuchajcie. Ząb zupa zębowa, dąb dupa dębowa. - przeczytałam łamaniec ze stronki dla dzieci.
- Chyba raczej dąb zupa dębowa. -poprawił mnie Andrzej.
- Ups. No faktycznie.
Niekontrolowany wybuch śmiechawy.
Po śniadaniu mieliśmy chwilkę odpoczynku, a podczas tej chwilki odpoczynku oczywiście nie robiliśmy nic pożytecznego. Ja pisałam z Laurą na fejsie, a pozostali łazili po całym pokoju w poszukiwaniu lepszego wi-fi. Hahaha, tylko ja mam tak dobrze.
- Ma ktoś internet?
-W ogóle nie ma. -powiedział Bartek który przemierzył pokój już kilka razy.
- A ty z czego się tak śmiejesz? -zapytał Igła.
- Co?
- Z czego się śmiejesz?
- Nie, nic, z niczego.
Właściwie to prawda, śmiałam się bez powodu. W oczekiwaniu jak ktoś mi odpisze przeważnie się śmiałam z niczego. Wiem, mam spore problemy z psychiką.
-Jeeeeest!!!- krzyknął triumfalnie Bartek który znalazł wreszcie internet niedaleko mojego łóżka.
- Masz internet?
-No! Wreszcie się znalazł.
Potem był trening a następnie obiad.
-Ej, a czy kiedykolwiek zastanawialiście co by było gdyby światem zapanowały by biedronki? - zapytał Zati.
-To Biedronka nie miała by konkurencji marketingowej. - odpowiedział mu Krzychu.
- No nie, chodzi mi o te zwierzęta biedronki.
- To nie, nikt się nie zastanawiał.
- Ja się kiedyś zastanawiałem co by było gdyby światem zapanowały by wiewiórki.
No co jak co, ale tych zwierząt Fabian wprost nienawidził. Wprawdzie tak jak taśmy i pająków. Nie wiem jak można bać się taśmy, no ale to jest Fabian, tego czegoś nie ogarniesz.
- Chyba sobie kupię soczewki. - powiedziałam.
- Czemu? Tak też jest fajnie. No popatrzcie sami jak jest lepiej?-zapytał Ignaczak zdejmując mi okulary.
- Yyyyyyy, nie wiem. - stwierdził Zati.
- Aha, dzięki za opinię. - podziękowałam.
-No ale w sumie jak chcesz. -stwierdził i założył sobie okulary. - Cześć, nazywam Krzysztof Ignaczak i jestem kujonem. Jasny gwint, ale jakość.
- Ja pierdziele, serio jak jakiś kujon wyglądasz. - stwierdził Piter.
- No weeeź i mi szkiełka wypaprałeś.
- Nie dotykałem szkiełek.
- Daj tutaj tą koszulkę. -wzięłam rąbek jego koszulki.
- Łeej, czemu moją?
- Bo ja nie mam takiego materiału.
- Ło Jezu.
Wytarłam sobie szkiełka i już mogłam je założyć.
Nagle Wrona i Kłos zaczęli się z czegoś śmiać.
- Z czego brehtacie? - zapytał Winiarski.
- Włączcie sobie na YouTubie "obejrzyj to bez śmiania się".
Weszliśmy więc wszyscy na YouTube aby obczaić o co chodzi.
- Ej które wy oglądacie? -zapytałam.
Kłos włączył mi filmik i zaczęłam paczeć.
- O Boże, ta piosenka w tle wygrała po prostu wszystko. - stwierdził Bartek zgonując na krześle.
- Zgadzam się. - powiedziałam i włączyłam jakiś inny przygłupi filmik.
Po obiedzie wszyscy siedzieli w swoim pokoju gdzieś w intetnetach, lub chodzili po korytarzu by złapać lepsze wi-fi. Ale to tylko niektórzy. Za to ja z Żygadłą udałam się do cukierni by zamówić na jutro tort. Po drodze zastanawialiśmy się czy dawać na ten tort jakiś napis czy też nie. Ostatecznie stwierdziliśmy, że napis "100 obronionych piłek, Igła!" będzie idealny. Gdy już złożyliśmy zamówienie wracaliśmy do hotelu prowadząc rozmówkę. Weszłam do pokoju i akurat rozdzwonił się mój telefon.
- Halo?
- Liz? - zapytała Laura.
- A jak nie Liz to co? - zaśmiałam się.
- Jesteście już we Wrocławiu?
- No jesteśmy.
- Wyjdziesz z hotelu na rynek? Pospacerujemy sobie.
- Ok, zaraz będę.
Opuściłam więc pokoju i wyszłam na korytarz.
- Gdzie idziesz? - zapytał Igła.
- A nigdzie.
- A to miłej podróży.
- Dzięki.
Wyszłam z hotelu i skierowałam się na rynek. Podeszłam do blondynki siedzącej na ławce i grzebiącej w telefonie.
- Dzień dobry, czy ma pani chwilkę, by porozmawiać o Bogu?
- Hahahaha - zaśmiała się po czym mnie przytuliła.
- Idziemy coś zjeść? Strasznie głodna jestem.
- Ja w sumie taka głodna nie jestem, ale już pójdę z tobą dla towarzystwa.
- Aleś ty dobroduszna jest.
- Ooooooo, dziękuję.
Poszłyśmy w kierunku jakiejś restauracji. Ja zamówiłam tylko sok, a Laura obiad, gdyż nie jadła go wcześniej.
- Przefarbowałaś sobie końcówki?! - zapytała widząc zmianę na moich włosach.
- Ja nie, Fabian mi zrobił trolla.
- Hahaha, to faktycznie mu się udało.
- No dzięki wiesz?
- Proszę bardzo. Jak z tobą i Łukaszem?
- Jak ma być? Nic nie ma. Pewnie sobie już inną znalazł.
- Albo żałuje.
- Jakby żałował, to by powiedział.
- Nie każdy facet mówi, że żałuje.
- Może nie każdy...
Rozgadałyśmy się niemiłosiernie a kiedy skończyłyśmy była godzina 18:00. Na szczęście nie musiałam robić zdjęć na popołudniowym treningu także luzik. Laura odprowadziła mnie pod hotel i się pożegnałyśmy. Weszłam do swojego pokoju i włączyłam TV i zaczęłam skakać po kanałach czy jest coś godnego mojej uwagi.
- O, już wróciłaś! Gdzie byłaś? - zapytał Krzysiu wchodząc do pokoju wraz z naszą "ekipą".
- Na mieście z Laurą. Tęskniłeś?
- Nie wiesz jak bardzo! - powiedział.
- Hyhy ja też.
Takie tam żarciki.
Nic nie robiliśmy czyli tak jak zwykle. No może z tym, że znów uczyłam Ignaczaka robić warkocza. A następnie poszliśmy na stołówkę gdyż była pora kolacji.
- Ej skoro mamy tutaj dwóch Ignaczaków, to dlaczego na Luizę nie mówimy Igła? - zapytał Zati.
- Bo ja nie jestem Igła. - odpowiedziałam.
- No to ci wymyślimy jakąś ksywkę. - odparł Winiarski.
- To musi być coś związanego z igłą...
- Hmmmmm.....
Myśleli i myśleli chyba z 20 sekund. No dłużej się nie da, co? Wiem, jestem strasznie nie cierpliwa.
W końcu Buszi pstryknął palcami.
- Nitka!
- Nitka?
- No Nitka!
- W sumie to nic innego nie da się wymyślić.... Chociaż Szpilka czy Kordonek też by było.
- Wolę być Nitką. Kordonek źle mi się kojarzy. - zaśmiałam się.
- No więc od dzisiaj jesteś Nitka.
- Poczułam się taka wyróżniona.
............................................
Witam Was wszystkich!!!
Haha, jakie powitanie xD
Jak już pewnie się orientujecie miałam mega, mega, meeeeega duże problemy z internetem więc rozdział nie mógł się pojawić wcześniej.
Mimo że jest on na prawdę bardzo krótki, mam nadzieję że się wam spodoba. :)
Kto oglądał wczoraj pierwszy mecz? <3
Do następnego :)
Następnego dnia obudziłam się normalnie, czyli budzik telefonu mnie obudził. Odpoczęłam trochę po spaniu i poprzeciągałam się. Wybrałam jakieś ubrania i poszłam do łazienki. Gdy wyszłam wzięłam telefon i opuściłam pokój. Weszłam do windy i zjechałam nią w duł. Skierowałam się do stołówki i zajęłam krzesło. Jak zawsze sobie gadaliśmy, albo waliliśmy suchary gdy do pomieszczenia wszedł Fabian. Minę miał taką jakby ducha zobaczył.
-Nie uwierzycie co mi się dziś rano przytrafiło. -powiedział.
Zapewne nie, ale dajmy mu szansę, dajmy mu się wypowiedzieć.
- Budzę się normalnie, otwieram oczy, paczę, a przede mną stoi pająk. No to chciałem go zwalić, ale miałem ręce przyklejone taśmą do prześcieradła, także byłem uwięziony. Jak się uwolniłem to zrzuciłem tego pająka na podłogę ale się okazało, że by zabawką. Myślałem że ja tam umrę!
-Fabian, masz tu jakiegoś wąsa, chyba ci urósł, ale nie jestem pewny. - skomentował wypowiedź Drzyzgi Rafał.
- Fuck, zapomniałem że go nie zmyłem. - wyszedł ze stołówki.
- To było dziwne. -skomentował Igła.
- No właśnie, jak można bać się pająków? -powiedział Bartek.
- No helloł, jak można nie bać się pająków? -zapytałam.
- Oj bo ty się wszystkich owadów boisz.
- No w sumie...
- Ale ciekawe kto mu to zrobił. - powrócił do tematu Fabiana Piter.
- No, ale szacun dla tego ktosia, że takie coś wymyślił. -powiedział Kłos.
- Ooooo, dziękuję. - podziękowałam.
- To ty byłaś?!
- A co wy myśleliście, że ja mu te włosy odpuszczę?
- No ale powiedział, że on by tam umarł!
- No ale przeżył.
- No ale... A dobra.
- Jezus, mam się ciebie bać? - zapytał przejęty Piter.
-Wiesz, nie znasz dnia ani godziny kiedy cię zaatakuję, więc tak, masz się czego bać.
Po pewnej chwili Fabian wrócił do stołówki z wielkim uśmiechem na ryju. E,e,e,e,e. Dlaczego z takim wielkim? Przecież dopiero co, wyglądał jak umarlak wyciągnięty z grobu.
- Dlaczego się tak szczerzysz? - zadałam pytanie któte chyba nikt by nie zadał.
- Bo przeczytałem w horoskopie, że to będzie dla mnie udany i fajny dzień. - haha, a dopiero co mówił że ten dzień jest okropny xd
- Ty czytasz horoskop?
- No ja czytam. I proszę się ze mnie nie śmiać bo to nie jest śmieszne.
- Pamiętam jak kiedyś zadzwoniłeś do wróżbity Macieja.
-I co odebrał? -zapytał Igła.
- No. I się zapytałem czy jeżeli będę często mówić łamańce językowe, to czy faktycznie sobie złamię język. - roześmiał się Dżaga
- A on powiedział, że serio sobie może złamać język.
-Właściwie to jakie są łamańce języczne?-zapytał Winiarski.
- Stół z powyłamywanymi nogami. - powiedziałam.
- Hyhyhy, słuchajcie tego jak pomorze nie pomoże to pomoże może morze a jak morze nie pomoże to pomoże może Gdańsk.
- O, albo tego słuchajcie. Ząb zupa zębowa, dąb dupa dębowa. - przeczytałam łamaniec ze stronki dla dzieci.
- Chyba raczej dąb zupa dębowa. -poprawił mnie Andrzej.
- Ups. No faktycznie.
Niekontrolowany wybuch śmiechawy.
Po śniadaniu mieliśmy chwilkę odpoczynku, a podczas tej chwilki odpoczynku oczywiście nie robiliśmy nic pożytecznego. Ja pisałam z Laurą na fejsie, a pozostali łazili po całym pokoju w poszukiwaniu lepszego wi-fi. Hahaha, tylko ja mam tak dobrze.
- Ma ktoś internet?
-W ogóle nie ma. -powiedział Bartek który przemierzył pokój już kilka razy.
- A ty z czego się tak śmiejesz? -zapytał Igła.
- Co?
- Z czego się śmiejesz?
- Nie, nic, z niczego.
Właściwie to prawda, śmiałam się bez powodu. W oczekiwaniu jak ktoś mi odpisze przeważnie się śmiałam z niczego. Wiem, mam spore problemy z psychiką.
-Jeeeeest!!!- krzyknął triumfalnie Bartek który znalazł wreszcie internet niedaleko mojego łóżka.
- Masz internet?
-No! Wreszcie się znalazł.
Potem był trening a następnie obiad.
-Ej, a czy kiedykolwiek zastanawialiście co by było gdyby światem zapanowały by biedronki? - zapytał Zati.
-To Biedronka nie miała by konkurencji marketingowej. - odpowiedział mu Krzychu.
- No nie, chodzi mi o te zwierzęta biedronki.
- To nie, nikt się nie zastanawiał.
- Ja się kiedyś zastanawiałem co by było gdyby światem zapanowały by wiewiórki.
No co jak co, ale tych zwierząt Fabian wprost nienawidził. Wprawdzie tak jak taśmy i pająków. Nie wiem jak można bać się taśmy, no ale to jest Fabian, tego czegoś nie ogarniesz.
- Chyba sobie kupię soczewki. - powiedziałam.
- Czemu? Tak też jest fajnie. No popatrzcie sami jak jest lepiej?-zapytał Ignaczak zdejmując mi okulary.
- Yyyyyyy, nie wiem. - stwierdził Zati.
- Aha, dzięki za opinię. - podziękowałam.
-No ale w sumie jak chcesz. -stwierdził i założył sobie okulary. - Cześć, nazywam Krzysztof Ignaczak i jestem kujonem. Jasny gwint, ale jakość.
- Ja pierdziele, serio jak jakiś kujon wyglądasz. - stwierdził Piter.
- No weeeź i mi szkiełka wypaprałeś.
- Nie dotykałem szkiełek.
- Daj tutaj tą koszulkę. -wzięłam rąbek jego koszulki.
- Łeej, czemu moją?
- Bo ja nie mam takiego materiału.
- Ło Jezu.
Wytarłam sobie szkiełka i już mogłam je założyć.
Nagle Wrona i Kłos zaczęli się z czegoś śmiać.
- Z czego brehtacie? - zapytał Winiarski.
- Włączcie sobie na YouTubie "obejrzyj to bez śmiania się".
Weszliśmy więc wszyscy na YouTube aby obczaić o co chodzi.
- Ej które wy oglądacie? -zapytałam.
Kłos włączył mi filmik i zaczęłam paczeć.
- O Boże, ta piosenka w tle wygrała po prostu wszystko. - stwierdził Bartek zgonując na krześle.
- Zgadzam się. - powiedziałam i włączyłam jakiś inny przygłupi filmik.
Po obiedzie wszyscy siedzieli w swoim pokoju gdzieś w intetnetach, lub chodzili po korytarzu by złapać lepsze wi-fi. Ale to tylko niektórzy. Za to ja z Żygadłą udałam się do cukierni by zamówić na jutro tort. Po drodze zastanawialiśmy się czy dawać na ten tort jakiś napis czy też nie. Ostatecznie stwierdziliśmy, że napis "100 obronionych piłek, Igła!" będzie idealny. Gdy już złożyliśmy zamówienie wracaliśmy do hotelu prowadząc rozmówkę. Weszłam do pokoju i akurat rozdzwonił się mój telefon.
- Halo?
- Liz? - zapytała Laura.
- A jak nie Liz to co? - zaśmiałam się.
- Jesteście już we Wrocławiu?
- No jesteśmy.
- Wyjdziesz z hotelu na rynek? Pospacerujemy sobie.
- Ok, zaraz będę.
Opuściłam więc pokoju i wyszłam na korytarz.
- Gdzie idziesz? - zapytał Igła.
- A nigdzie.
- A to miłej podróży.
- Dzięki.
Wyszłam z hotelu i skierowałam się na rynek. Podeszłam do blondynki siedzącej na ławce i grzebiącej w telefonie.
- Dzień dobry, czy ma pani chwilkę, by porozmawiać o Bogu?
- Hahahaha - zaśmiała się po czym mnie przytuliła.
- Idziemy coś zjeść? Strasznie głodna jestem.
- Ja w sumie taka głodna nie jestem, ale już pójdę z tobą dla towarzystwa.
- Aleś ty dobroduszna jest.
- Ooooooo, dziękuję.
Poszłyśmy w kierunku jakiejś restauracji. Ja zamówiłam tylko sok, a Laura obiad, gdyż nie jadła go wcześniej.
- Przefarbowałaś sobie końcówki?! - zapytała widząc zmianę na moich włosach.
- Ja nie, Fabian mi zrobił trolla.
- Hahaha, to faktycznie mu się udało.
- No dzięki wiesz?
- Proszę bardzo. Jak z tobą i Łukaszem?
- Jak ma być? Nic nie ma. Pewnie sobie już inną znalazł.
- Albo żałuje.
- Jakby żałował, to by powiedział.
- Nie każdy facet mówi, że żałuje.
- Może nie każdy...
Rozgadałyśmy się niemiłosiernie a kiedy skończyłyśmy była godzina 18:00. Na szczęście nie musiałam robić zdjęć na popołudniowym treningu także luzik. Laura odprowadziła mnie pod hotel i się pożegnałyśmy. Weszłam do swojego pokoju i włączyłam TV i zaczęłam skakać po kanałach czy jest coś godnego mojej uwagi.
- O, już wróciłaś! Gdzie byłaś? - zapytał Krzysiu wchodząc do pokoju wraz z naszą "ekipą".
- Na mieście z Laurą. Tęskniłeś?
- Nie wiesz jak bardzo! - powiedział.
- Hyhy ja też.
Takie tam żarciki.
Nic nie robiliśmy czyli tak jak zwykle. No może z tym, że znów uczyłam Ignaczaka robić warkocza. A następnie poszliśmy na stołówkę gdyż była pora kolacji.
- Ej skoro mamy tutaj dwóch Ignaczaków, to dlaczego na Luizę nie mówimy Igła? - zapytał Zati.
- Bo ja nie jestem Igła. - odpowiedziałam.
- No to ci wymyślimy jakąś ksywkę. - odparł Winiarski.
- To musi być coś związanego z igłą...
- Hmmmmm.....
Myśleli i myśleli chyba z 20 sekund. No dłużej się nie da, co? Wiem, jestem strasznie nie cierpliwa.
W końcu Buszi pstryknął palcami.
- Nitka!
- Nitka?
- No Nitka!
- W sumie to nic innego nie da się wymyślić.... Chociaż Szpilka czy Kordonek też by było.
- Wolę być Nitką. Kordonek źle mi się kojarzy. - zaśmiałam się.
- No więc od dzisiaj jesteś Nitka.
- Poczułam się taka wyróżniona.
............................................
Witam Was wszystkich!!!
Haha, jakie powitanie xD
Jak już pewnie się orientujecie miałam mega, mega, meeeeega duże problemy z internetem więc rozdział nie mógł się pojawić wcześniej.
Mimo że jest on na prawdę bardzo krótki, mam nadzieję że się wam spodoba. :)
Kto oglądał wczoraj pierwszy mecz? <3
Do następnego :)
poniedziałek, 11 maja 2015
Informacja.
Chciałabym Was bardzo przeprosić, że bardzo długo nic nie dodaje na blogi gdyż mój kochany internet się jakby to tak ująć totalnie spierdzielił. Na laptopie żadna strona nie chce wejść a rozdziały muszę pisać na telefonie na poczcie. Hahaha, w dodatku mój brat usunął mi z laptopa dwa rozdziały w tym jeden który dodałam ostatnio na tym blogu i musiałam go przepisywać jeszcze raz i ostatecznie wygląda on troszkę inaczej. Nie wiem czy to miał być taki troll, czy po prostu chciał abym się wnerwiła i rzucała rzeczami w ściany.
Nie wiem kiedy dokładnie przyjdzie sąsiad (spec od komputerów i takich spraw) i to nam jakoś naprawi, ale będziecie zmuszone poczekać znacznie dłużej, bo już przez te dni zdąrzyłam napisać na poczcie kilka rozdziałów, no ale co zrobisz.
Jeszcze raz przepraszam.
Ze smutkiem, Mamba.
Nie wiem kiedy dokładnie przyjdzie sąsiad (spec od komputerów i takich spraw) i to nam jakoś naprawi, ale będziecie zmuszone poczekać znacznie dłużej, bo już przez te dni zdąrzyłam napisać na poczcie kilka rozdziałów, no ale co zrobisz.
Jeszcze raz przepraszam.
Ze smutkiem, Mamba.
piątek, 24 kwietnia 2015
Rozdział 16
Dzisiaj, czyli 13 maja pojechaliśmy do Wrocławia aby rozegrać tam mecze kwalifikacyjne do Mistrzostw Europy.
Dzień wcześniej spakowaliśmy się i po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę.
- Michał, a ty kiedyś doliczyłeś do nieskończoności? - zapytał Krzysiek kiedy siedzieliśmy na tyłach autokaru.
- Nie. - odparł Winiarski.
- Ooooooooooo......................... To szkoda.
- Czemu?
- Bo zawsze chciałem poznać osobę która doliczyłaby do nieskończoności.
- Dużo jest takich ludzi. - powiedziałam.
- No ciekawe gdzie.
- W zaświatach.
- No bardzo ci dziękuję, ale chciałbym poznać osobę która doliczyła do nieskończoności w świecie żywych.
- A... No to nie, nie ma takiej osoby.
- No sama widzisz.
- To ty dolicz do nieskończoności. - podsunął myśl Winiarski.
- Hmmmm...... A ile nieskończoność ma zer?
- A sąd mam to wiedzieć?
- To sam widzisz, że się nie da.
- A może nieskończoność nie istnieje? A czy to tylko wymysł któregoś człowieka, co powiedział, że jest taka liczba, ale nikt nigdy nie doliczył do takiej liczby?! - powiedział przestraszony Winiary.
- Michał, jakby na serio nie byłoby takiej liczby, to dlaczego wymyślono specjalny znaczek nieskończonośći? - zapytałam.
- Chryste Panie! Nie pomyślałem o tym!
- No widzisz......
- To może być znaczek Illuminati! Illuminati wymyśliło tą liczbę! A teraz skoro znamy już prawdę, to Illuminati przyjdzie do nas w nocy i nas zabije!
- Michał.... Ja się booje! - powiedział przestraszony Igła i się przytulili.
- Jezu............. Żyję z dwoma debilami. W tym miejscu powinien zagościć nasz częsty gość, czyli Facepleam.
Na zabicie nudy postanowiłam że pogram w jakąś głupawą gierkę na swoim telefonie. A to, że miałam dużo głupawych gierek, zaczęłam od pierwszej lepszej, czyli happy jump.
- W co ty grasz? - zapytał zjaranym głosem Drzyzga który klęczał na siedzeniu przede mną.
- Hepi dżamp, chwytaj radość!
- To nie tak było! To było hepi mil chwytaj radość pararapampam!
- Ale będzie hepi dżamp chwytaj radość, i jak masz problem, to się nie odzywaj.
- Łoooł, dooooobra.
- Masz piękne czarne oczy, widzę czaaaaarne oczyyy!! Ktooooooooś mnie przeskoczył, ktoooooś tam jeeeeest.............. - zaczął koncertować Zatorski.
- WTF?
- Zati, to nie tak leciało! - powiedział Winiar. On zna chyba wszystkie piosenki świata.... Winiar to nie człowiek, Winiar to robot który wie wszystko. Dam dam daaaaaaaaaaaaaaam!!!
- No jak nie jak tak?
- Jej piękne czarne oczy śnią się czarne oczy ich nie przeoczysz wiem że nie jej piękne czarne oczy widzę czarne oczy to za mną kroczy ze mną jest!! - zaśpiewał tę nutę.
- Aaaaaaaaaaaaaaaa........
- No i widzisz? Jak nie umiesz śpiewać, to nawet nie próbuj. - dałam mu dobrą radę na przyszłość.
- Ej gramy w butelkę? - zapytał Drzyzga.
- Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!! - powiedział za wszystkich Igła. - Tylko czekajcie, muszę to nagrać.
- Ma ktoś butelkę?
- Ja mam na telefonie. - powiedział Kłos i włączył aplikację.
- To kto zaczyna?
- Ja!!!! - zgłosił się Fabio.
- No to kręć, Jezus Maria.....
Wypadło na mnie.......... A Fabio zaczął złowieszczo pocierać rękami.
- No.... Co?! Dlaczego zawsze wypada na mnie?
- Przeznaczenie. - wytłumaczył Drzyzga.
- A ja nie chcę przeznaczenia, ja chcę żeby nie wypadał zawsze na mnie. - powiedziałam głosem obrażającego się dziecka.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Czy kiedykolwiek miałaś w staniku lub gdziekolwiek indziej kostki lodu?
- Miałam.
- Kiedy? - zapytał Igła.
- Nawet nie dawno...... Jakieś trzy miesiące temu.
- Jakie to uczucie? - zadał pytanie Zatorski.
- Świetne, wiesz, to było taaaaakie meeeeeeega, że normalnie wpisałam to do swojego pamiętnika.
- Łooooł! Ty też masz pamiętnik?! Ja też! Wpisuję tam coś codziennie!
- Serio?
- No! A ty co ile wpisujesz tam coś?
- Zati, ja nie mam pamiętnika.
- No nieeeeeeeeeee, noooooooooooo! Chciałem...... - wyrwało się Igle. - Piter! Co ty chciałeś od pamiętnika Luizy? Chciałeś go przeczytać? Przecież to jest prywatne.
- Kurde, Igła..... No głupia sprawa...... Ja kiedyś przeczytałam twój. - powiedziałam.
- Nosz kurna..... Wiedziałem, że kryjówka pod łóżkiem nie jest dobra...
- Żartowałam, ale dziękuję na pewno skorzystam z lektury.
- No i sam się wkopałem!
- No trudno, bywa.
- Dobra, wiem, a czy teraz możemy kontynuować naszą grę? - zapytał Kurek.
- Bartek, nie denerwuj się. - zakręciłam butelką.
Wypadło na Bartka.
- Co?! Ale..... jak to się mogło stać?
- Co byś chciał, kochany Bartusiu, prawdę czy wyzwanie?
- A dobra, wyzwanie!
- Musisz iść do kierowcy i z nim porozmawiać na temat........ hmmmmm...... murzynów.
- Murzynów?
- Bartek, nie znasz takiego przymiotnika? - zapytał Zati.
Facepleam. Nic nowego, czytaj dalej.
Bartek poszedł na saaaaaaaaaaaaaaaaaaaam przód i usiadł obok trenera.
- Panie kierowco?
- Taaak?
- Chciałbym z panem porozmawiać o czym bardzo ważnym. Dla mnie.
- A o co chodzi?
- Chciałbym porozmawiać z panem o murzynach.
- O murzynach?
- Tak, o murzynach.
- Dlaczego?
- Chciałbym się dowiedzieć co pan o nich myśli.
- No to są ludzi tacy jak i my, nie wiem co pan widzi w nich takiego nadzwyczajnego.
- Aha, czyli nie jest pan rasistą?
- Nie.
- No to dobrze, tylko tyle chciałem wiedzieć. - wrócił do nas. No ale, niestety, chodzenie po autokarze w czasie jazdy bywa czasem bardzo niebezpieczne, i teraz nasz Bartuś się o tym przekonał. A mianowicie wyjebał się na podłodze.
*Le śmiech.
* Le Bartek *le bul.
- Ołaaa........ Aaaaaaaaaa.... łoooooooooo.. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaałaaaaaaaaaaaaaa!!!
- Hahahahahahahahahahahahaha! - le nasz śmiech.
- Ej no! To nie jest śmieszne!
- Właśnie że jest!
- Nie!
- Oj Baaartuś! Nie martw się, zadzwonię zaraz po pogotowie, na pewno się tobą zajmie! - powiedział Piter i wyciągnął swój telefon.
- Pff. Teraz to ja już dziękuję. OBRAŻAM się na was. - nacisnął słowo "obrażam". Pewnie myślał że się tym będziemy przejmować. Nie, nie, nie Bartusiu nie, nie, nie.
Jednakże jak to Kurek zakręcił butelką i wypadło na mnie. Hehe, taki tam rewanż.
- No, moja droga, co byś wolała, prawdę nam wyznać, czy popisać się przy wyzwaniu?
- Wolałabym wyznać wam prawdę.
- Czy kiedykolwiek wyszłaś z domu bez bielizny?
Przywaliłam sobie twarzodłonia.
- Bartek................ Nie mówimy teraz o tobie, pamiętaj.
- Oooooooooooooo!!! Wyszło! Bartek nie chodzi w bokserkach!
- No przyznaj się im Bartek, pamiętasz, jak do mnie zadzwoniłeś się pochwalić że nie masz na sobie gaci? - powiedziałam. Serio kiedyś do mnie zadzwonił i powiedział, że nie miał w szafie żadnych gaci, bo były w praniu, jak to powiedział i wyszedł kiedyś bez nich.
- Nie chciałem się wtedy pochwalić, po prostu powiedzieć.
- Po co? - zapytałam, ponieważ do tej pory tego nie rozumiem.
- No bo tak!
- Dobrze, Bartusiu, dobrze, nie denerwuj się.
Zakręciłam butelką i wypadło na Rafała.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Musisz powiedzieć komuś że jest brzydki. Ale nie mi.
- Okej. Zatorski?
- Tak? - zapytał z uśmiechem. (u niego ciągły uśmiech to normalne)
- Jesteś najbrzydszą istotą na świecie.
Zati zrobił smutną minkę.
- Oj no nie przejmuj się, nie każdy dziedziczy urodę po rodzicach, czy po kimś innym.
- Nie no co ty, nie przejmuję się.
- Aha, no to dobra.
Buszu zakręcił butelką i wycelował na Kłosa.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- A więc musisz położyć się na ziemi i poruszać się jak wąż.
- Chryste........ - Karol położył się na ziemi i zaczął się wić ( jeżeli turlanie można tak właśnie nazwać ) jak wąż.
- Prawda czy wyzwanie? - zapytał gdy butelka zatrzymała się na Winiarskim.
- Ja poproszę wyzwanie.
- Musisz zatańczyć taniec hula.
- Eeeeeeeeeeeeeeee......... - jęknął ale posłusznie wstał i odtańczył taniec hula. Dobry Michaś, dobry.
Winiarski zakręcił i wypadło na Wroniastego.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Poliż się w łokieć! - Winiary wie co dobre. Przecież nikt tego nie potrafi zrobić! Chyba że ktoś jest człowiekiem-gumą. Nie nie chodzi tu o Gumę, Zagumnego.
- Nie mogłeś nic trudniejszego? - zapytał gdy bez problemy polizał się po łokciu.
- Jak.......... Jak ty to zrobiłeś?
- Normalnie?
- Łooooł?
Wrona zakręcił butelką i wypadło na Fabiana.
- Co chcesz?
- Wyzwanie!
- Musisz się oświadczyć Luizie.
- No, co?! - oburzyliśmy się równocześnie.
- Widać jakie z was małżeństwo. - uśmiechnął się Piterson.
- Nieeeeeeeeeeeeee....... Ja nie chcę być jego żoną!!!!
- Ja nie chcę być jej mężem! Ona jest psychiczna!
- On teeeeeeeeeeeeeeeeeeż!
- No dobra, jak tak bardzo nie chcecie być małżeństwem to musisz ją pocałować.
- Co??!! To jeszcze gorzej! - powiedziałam.
- No cóż, takie życie, albo całus albo pierścionek.
- Ale nie mamy pierścionka!
- Ja wam pożyczę! - zgłosił się Igła i zdjął ze swojego palca obrączkę.
- To będzie najgorsze co kiedykolwiek zrobię. - powiedział Fabian i klęknął przede mną. - Wyjdziesz za mnie?
- Nie?
- No i super.
- Nie! Ona ma się zgodzić! - zaprzeczył Wrona.
- Co ty chcesz żebym ja tu umarła?
- No ale masz się zgodzić.
- O Boże...... Wyjdziesz za mnie? - w trakcie kiedy Fabian próbował nakłonić mnie do wyjścia za niego, inni mieli z tego niezłą bekę i śmiali się z tego przez cały czas.
- Nie.
- No proooszę.
- Nie.
- Ale dlaczego?
- Bo nie.
- Ale czemu?
- Bo nie i już.
- Ale podaj przynajmniej jeden powód.
- Nie, i już.
- Ale dlaczeeeeeeeeego?
- Bo cię nie kocham.
- Ale ja też cię nie kocham.
- Nie wyjdę za ciebie.
- Ale błagaaaaaam cię, no proszę, proszę, proszę, powiedz że tak.
- Zrozum, nie.
- Ale czeeeeeeeeeeeemuuuuuu?
- Bo nie.
- No proszę, cię, powiedz po prostu "tak" i już.
- Ale ja nie chcę ci mówić "tak" bo wtedy będą nas nazywać małżeństwem.
- Ale żeby być małżeństwem trzeba mieć ślub!
- Ale następnym razem na pewno zrobią nam ślub!
- No błagam cię Luiza, powiedz tak!
- Nie!
- Powiedz, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę.
- No dobra! Już możecie przestać. Boże jak ty jesteś uparta. - stwierdził Andrij.
- No łał.
Dżaga zakręcił butelką i wylosował Zatorskiego.
- Zati, prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Gdzie schowałeś swój pamiętnik?
- Pod łóżkiem, ale mam go ze sobą w walizce.
- Mhm...... Szykuje się ciekawa lektura.
- Co?
- Nic,nic. Kręć butelką.
Wypadło na Mariusza.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Yyyyyyyyy........ masz na nogach buty?
- Nie, wiesz, nie mam, chodzę bez butów.
- Jest ci wygodnie?
Facepleam.
Mario wylosował Pitera.
- Prawa czy wyzwanie?
- Jo wyzwanie.
- Musisz podejść do trenera i powiedzieć mu "Ciao baby".
- No to idę! - Piotrek poszedł na saaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam przód i gdy znalazł się obok trenera odrzucił głowę i powiedział to co mu kazano.
- Piter czy ty szję dobrze czujerz? - zapytał trener z miną "WTF?"
- Yes, baby. Nie, no ale oni kazali mi tak powiedzieć.
- Kto?
- No oni!
- Kabel pospolity! - krzyknęłam.
- To ty Luizja?
- Co ja? To oni!
- Kabel. - powiedział Igła.
- Kabel to z ciebie jest.
- Haha, śmieszne. Ja nigdy nie skarżę.
- Pfffffffffffffffff!! Dobry żart. Niedługo zostaniesz sypaczem sucharów!
- Ale to prawda, ja nigdy nie skarżę.
- Teraz nie, dawniej tak.
- No....... raz czy dwa mi się zdarzyło......
- Tysiące.....
- No dobra, przyznaję się wcześniej byłem kablem pospolitym, ale teraz nie jestem.
- Dobra, dobra, załóżmy że ci wieżę.
Piter wylosował MNIE, znowu jestem po raz kolejny losowana w tej grze. No dobra, nie ważne.
- Chcesz prawdę czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Musisz iść do trenera i się zapytać czy ie widział gdzieś Żwirka i Muchomorka.
- Ło Boże.....
Poszłam na saaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam przód i stanęłam przy trenerze i zaczęłam udawać że płaczę.
- Czy czoś śję ształo? - zapyatł.
- Panie trenerze, widział pan gdzieś mojego Żwirka i Muchomorka? Zgubili się gdzieś i nie wiem gdzie mam ich szukać.
- Czy wy wszyszczy dobrze szję czujecie?
- Ja się tam dobrze czuję, ale niech się trener ich zapyta, oni nie są normalni.
Odwróciłam się i wróciłam do chłopaków. No ale, co zrobić, chodzenie po autokarze w czasie jezdy jest bardzo, bardzo ale to baaaaardzo niebezpieczne, więc tak jak przedtem Kurek wyjebałam się na podłożu.
- Ssssssssssssssssss....... aaaaaaaaaaaaaaaa..... ssssssssssssss...... aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaahhh aaaaaaaaaaaaaaaaaaahaha!
- Jezu Chryste Boże Święty! - na ratunek rzucił mi się Igła. Ale to, że "rzucanie się na ratunek" podczas jazdy jest niebezpieczne, pan Ignaczak także wyjebał na podłodze.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! Oła, aaaaaaaaaaaaaaaaaa....... Chłopaki, dzwońcie po karetkę!
A chłopaki zamiast dzwonić po karetkę mieli z nas bekę. No bo jak można pomóc w potrzebie? No nie da się, trzeba się śmiać, no ale, co zrobisz? No nic nie zrobisz, więc po co próbujesz?
- Oj, biedni Ignaczakowie.....
- Aaaaaaaa........ Jeeeezuuuu, jadę jurto do szpitala, niech mnie zabiorą na ostry dyżur. - powiedziałam.
- Jadę z tobą. - dodał mi otuchy Krzychu trzymający się za swoje obolałe kolano.
Zakręciłam butelką i wypadło na Wroniastego.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Musisz......... się walnąć z liścia.
- Dlaczego? Dlaczego mi to robisz?
- No walnij się z liścia.
- Ale ja nie umiem się walnąć z liścia, ja sam się nie biję.
- To chodź, tu ja bardzo lubię dawać z liścia.
- A to nieeeeeeeee..... To sam się walnę. - uderzył się! Ja nie mogę...... Myślałam, że poprosi o jakieś inne wyzwanie, a tu proszę, sam się walnął.
- Jesteś na prawdę wyjątkowy, nikt nigdy z moich znajomych nie walnął się sam z liścia. - zaśmiałam się. - Myślałem że będziesz chciał jakieś inne wyzwanie......
- To mogłem mieć inne?!
- No raczej. Dobra, nie ważne.....
- Obrażam się na ciebie. Przez ciebie pierwszy raz uderzyłem się sam z siebie.
- To się obrażaj, i tak długo nie wytrzymasz.
- No to zobaczymy jeszcze.
- Wiesz, że się właśnie odzywasz?
- Ale od teraz gramy.
- Okej, ale i tak nie wytrzymasz, bo prędzej czy może troszkę później i tak się do mnie odezwiesz.
Gdy dotarliśmy wreszcie na miejsce wyszliśmy z autokaru i wzięliśmy swoje bagaże z bagażnika. Udaliśmy się do hotelu w którym mamy nocować. Odebraliśmy swoje klucze i weszliśmy do windy. To znaczy, kto wszedł, to wszedł. xD Taki na przykład Kłos czy Piter czy jakiś inny siatkarzy musiał zasuwać schodami. No cóż, bywa. Gdy odnalazłam wreszcie numer do swojego pokoju, tak dokładnie szukałam tego właśnie numerku jakieś 5 max 10 minut, bo kurde, ktoś zrobił nam trollinga, i nikt nie wiedział, który pokój jest czyj. No ale dobra, jedźmy dalej.
Jak już weszłam do swojego pokoju który cudem odnalazłam, położyłam swą walizkę na podłodze koło mojego łóżka.
Nareszcie mam jednoosobowy pokój! Juchu!
Była godzina 17:01 gdy siadłam sobie w spokoju i dla relaksu zaczęłam czytać sobie książkę. No ale co to byłby za dzień, gdyby wtedy kiedy sobie coś czytam ktoś by do mnie nie przyszedł? No właśnie, taki dzień nie istnieje.
- Luuuuiiiizaaaaaaa....... - powiedzieli wszyscy i się gdzieś porozsiadali.
- No, no, no.......
- Co my mamy robić?
- No.......
- Porobisz coś z nami?
- Mhm........
- A co?
- No.......
- Ty mnie nie słuchasz, prawda?
- Co..... Matko Święta, ratuj mnie! Jak...... ?! Wy się tu znaleźliście? - zapytałam. Co oni się tu przeteleportowali?
- Mamy do tego takie specjalne urządzenie zwane drzwiami. - wytłumaczył Wrona.
- Ha! No a nie mówiłam! Odezwałeś się do mnie!
- O żesz.......
- Widzisz ja zawsze mam rację.
- Goddammit...... powiedział Fabio który grał na swoim telefonie w Flappy Bird.
- Grasz w to?
- A weź, to już tak mnie wkurwia powoli, że chyba zaraz wyrzucę ten telefon...
Drzyzga wcisnął "play" i zaczął przyciskać palcem tak, by ten bird mógł sobie polatać.
- No wrrrrrrrrrrrr!!!!!
- Fabian, nie denerwuj się, oddychaj.
- Oddycham...... Usuwam tą grę, aby właśnie przez tego pojebanego birda nie dostać wścieklizny.
- Ale ty chyba już masz wściekliznę......
- No chyba ty!
- O Jezu, pamiętam jak się wkurzałam, jak nie zamykałeś za sobą drzwi do pokoju.
- O właśnie, trzeba to powtórzyć! Szykuj się niedługo na niezły wkurw.
- A ty przygotuj się na zemstę za włosy.
- No co ty..... Serio mi coś zrobisz?
- A dlaczego by nie? Dawno się na nikim nie mściłam.
- Muszę wynająć sobie ochroniarza....
- No radziłabym.
I tak oto upłynął nam ten dzień. Czyli normalnie.
.....................................................
Witam :D
Przychodzę do Was z nowym rozdziałem, i myszlę że się wam spodoba :)
Pozdrawiam ;***
środa, 22 kwietnia 2015
Liebster Award nr 2
Kulejna nominacja! :D
Dostałam nominację od Natalii Skoniecznej.
Pytania od Natalii oraz moje odpowiedzi :
1. Ulubiony klub?
Raczej Resovia, ale też kibicuje Skrze.
2. Ulubiony sportowiec.
Krzysztof Ignaczak, oraz Piotr Nowakowski.
3. Co jest Twoją główną motywacją do pisania?
Najbardziej motywują mnie Wasze komentarze pod rozdziałami! <3
4. Marzysz o karierze sportowej? Jeśli ta, to w jakiej dyscyplinie? Jeśli nie, to co chcesz robić w życiu?
Raczej nie marze o karierze sportowej, a w życiu chciałabym robić coś przystosowanego do mnie, czyli dekorator wnętrz, fizjoterapeuta czy coś w tym stylu. Ostatecznością jest prawnik, jego praca ostatnio mnie zainteresowała. :)
5. Masz jakiś wyjątkowy szacunek do jakiegoś sportowca? Jeśli ta, to kto to i czym sobie zasłużył?
Nie, nie mam jakiegoś wyjątkowego szacunku do jakiegoś sportowca, wszystkich szanuję tak samo.
6. Co bardziej motywuje Cię do działania : pochwała, czy krytyka?
Pochwała. Nie lubię, jak ktoś mnie krytykuję, a często się z tym spotykam. Wolę, jak ktoś mi tłumaczy co i jak mam robić, a nie jak ktoś mnie właśnie krytykuję.
7. Znasz przykład sportowca, któremu " sodówa uderzyłą do głowy "?
Nie, nie znam.
8. Co byś zrobiła, gdybyś się dowiedziała, że Twój ulubiony siatkarz miał poważny wypadek?
Na pewno bym się tym bardzo przejęła, i bym się na pewno o niego bała, chociaż nie znam go tak w rzeczywistości.
9. Czy prowadzenie bloga pomaga Ci w życiu, czy raczej przy tym czujesz, ze marnujesz przy tym czas?
Czasem tak właśnie myślę, że " Po co to właściwie piszę? " No ale potem uświadamiam sobie, że dla mnie jest to takiego typu rozrywka, i raczej w jakimś tam stopniu pomaga mi to w życiu.
10. Co myślisz o prowadzeniu tych wszystkich stronek na Facebooku o siatkówce ( chociaż w większości też o siatkarzach? )
Nic o tym nie myślę, i nie za bardzo wiem co mam dalej napisać w tej odpowiedzi xD
11. Siatkarskie marzenie to...
Wreszcie pojechać na jakiś mecz! :D
Niestety nie mogę nikogo nominować, ponieważ już nie mam kogo xD
Dostałam nominację od Natalii Skoniecznej.
Pytania od Natalii oraz moje odpowiedzi :
1. Ulubiony klub?
Raczej Resovia, ale też kibicuje Skrze.
2. Ulubiony sportowiec.
Krzysztof Ignaczak, oraz Piotr Nowakowski.
3. Co jest Twoją główną motywacją do pisania?
Najbardziej motywują mnie Wasze komentarze pod rozdziałami! <3
4. Marzysz o karierze sportowej? Jeśli ta, to w jakiej dyscyplinie? Jeśli nie, to co chcesz robić w życiu?
Raczej nie marze o karierze sportowej, a w życiu chciałabym robić coś przystosowanego do mnie, czyli dekorator wnętrz, fizjoterapeuta czy coś w tym stylu. Ostatecznością jest prawnik, jego praca ostatnio mnie zainteresowała. :)
5. Masz jakiś wyjątkowy szacunek do jakiegoś sportowca? Jeśli ta, to kto to i czym sobie zasłużył?
Nie, nie mam jakiegoś wyjątkowego szacunku do jakiegoś sportowca, wszystkich szanuję tak samo.
6. Co bardziej motywuje Cię do działania : pochwała, czy krytyka?
Pochwała. Nie lubię, jak ktoś mnie krytykuję, a często się z tym spotykam. Wolę, jak ktoś mi tłumaczy co i jak mam robić, a nie jak ktoś mnie właśnie krytykuję.
7. Znasz przykład sportowca, któremu " sodówa uderzyłą do głowy "?
Nie, nie znam.
8. Co byś zrobiła, gdybyś się dowiedziała, że Twój ulubiony siatkarz miał poważny wypadek?
Na pewno bym się tym bardzo przejęła, i bym się na pewno o niego bała, chociaż nie znam go tak w rzeczywistości.
9. Czy prowadzenie bloga pomaga Ci w życiu, czy raczej przy tym czujesz, ze marnujesz przy tym czas?
Czasem tak właśnie myślę, że " Po co to właściwie piszę? " No ale potem uświadamiam sobie, że dla mnie jest to takiego typu rozrywka, i raczej w jakimś tam stopniu pomaga mi to w życiu.
10. Co myślisz o prowadzeniu tych wszystkich stronek na Facebooku o siatkówce ( chociaż w większości też o siatkarzach? )
Nic o tym nie myślę, i nie za bardzo wiem co mam dalej napisać w tej odpowiedzi xD
11. Siatkarskie marzenie to...
Wreszcie pojechać na jakiś mecz! :D
Niestety nie mogę nikogo nominować, ponieważ już nie mam kogo xD
Subskrybuj:
Posty (Atom)