piątek, 17 kwietnia 2015

LIEBSTER AWARD

Nominacja do "Liebster Award" jest prezentem dla któregoś z bloggerów w ramach "dobrze prowadzonego bloga". Jest przyznawana po to, aby blog został rozpoznawalny oraz częściej odwiedzany przez czytelników. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań od osoby, która nas nominowała. Następnie sami podajemy jedenaście osób informując ich o tym oraz zadajemy jedenaście pytań. Zabrania się wybierania tej samej osoby, od której otrzymało się nominację.


Pytania do mnie od Marcyśki

 1. Wolisz sezon klubowy, czy reprezentacyjny?
Szczerze mówiąc to wolę reprezentacyjny :)

2. Masz jakieś siatkarskie plany, marzenia?
Nie, nie mam.

 3. Jakie 3 rzeczy wzięłabyś na bezludną wyspę?
Hmmm, na pewno wzięłabym telefon, ładowarkę, chociaż i tak pewnie nie będę miała gdzie podładować mojego telefonu, oraz zapałki.

4. Czy w Twoim mieście jest jakiś siatkarski klub?
Nie, nie ma niestety ;(

5. Czy masz jakieś inne sporty poza siatkówką, które Cię interesują?
Właściwie to nie interesuję się żadnym innym sportem, ale lubię grać w nożną.

6. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Moją ulubioną książką jest tak właściwie seria książek "Pretty Little Liars".

7. Posiadasz jakieś sportowe sukcesy?
Tak, posiadam, w lutym zdobyłam z dziewczynami ze szkoły trzecie miejsce w piłce nożnej halowej, oraz w marcu trzecie miejsce w powiatowych zawodach z piłki siatkowej.

8. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
Hehe, stare dobre pytanie ;)  Moim kolorem jest od jakiegoś czasu zielony, taki żywy, a wcześniej miałam niebieski a jeszcze jeszcze wcześniej to fioletowy u mnie górował. :)

9. Masz jakieś siatkarskie gadżety? Jeśli tak, to jakie?
Niestety, ale nie mam żadnych :(

10. Skąd tytuł bloga?
Gdyby zajrzeć tak głęboko w wspomnienia z minionego lata, to można by wywnioskować, że tytuł wziął się z wiśni a raczej czereśni, która rośnie na moim podwórku. Huśtałam się wtedy na huśtawce, i się tak patrzyłam na tą właśnie wiśnie/czereśnie jak kto woli, i tak mi się nawet zrymowało xD

11. Jak radzisz sobie w brakiem weny?
U mnie jest to dość trudna kwestia, ponieważ jak mam jakiś taki właśnie "dołek" i nie wiem co mam napisać, to przyglądam się trochę niektórymi rzeczami. Nie wiem jak, ale w głowie pojawia mi się wizja jak sytuacja mogłaby wyglądać w danym momencie z danymi rzeczami. Potem jak myślę czy to miałoby jakiś sens, to po prostu zapisuję sobie to gdzieś, albo zapamiętuję. Dla osób które mają właśnie takie małe problemy z tym, to proponuję sprawdzić mój sposób. :)

Blogi nominowane przeze mnie :

" Wciąż udajemy, bo nie chcemy widzieć tych szarych łez "
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
Pójdziemy razem tam, chaos nigdy nas nie dosięgnie
We dwoje zawsze lepiej...
Wiesz, najszczęśliwszy będę, będąc przy Tobie
Wszystko Będzie Dobrze
Le groupe pas très ordinaire. L'histoire pas très ordinaire
" I chciałbym wykrzyczeć całemu światu jak mocno Cię kocham"
W życiu przychodzi taki moment, że ktoś staje się dla Ciebie wszystkim.
Dwa ognie połączone w jedno.
"Jesteś wszystkim co mam"

 Moje pytania:

1. Czy lubisz robić zdjęcia, to znaczy czy Twoją pasją jest fotografowanie?
2. Czy mieszkasz w małej miejscowości, czy raczej w dużym mieście?
3. Dlaczego zaczęłaś pisać? Co się do tego nakłoniło?
4. Czy masz rodzeństwo, jeśli tak, to jakie?
5. Czy masz ulubioną fryzurę, jaką najczęściej robisz?
6. Czy lubisz grać w gry komputerowe?
7. Jaki jest Twój ulubiony film?
8. Czy lubisz zimę?
8. Jaka jest Twoja ulubiony/a piosenkarz/piosenkarka?
9. Czy posiadasz jakieś zwierzę?
10. Byłaś kiedykolwiek na meczu siatkarskim?
11. Czy lubisz i często robisz sobie "słit focie" ?

 

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 15

Pojutrze  mieliśmy jechać do Wrocławia aby rozegrać mecz z Łotwą w tym jakże pięknym mieście.
Od rana nie działo się nic ciekawego.
- Dzisiaj nie miało być tylko słońce! Miały być lekkie zachmurzenia! - powiedział wkurzony (?) Zatorski. No helloł! Przecież on nigdy się nie wnerwia! Coś tutaj jest nie tak....
- A skąd to niby wiesz? - zapytałam.
- No halo? A kto nie ogląda wieczorem prognozy pogody?
Wszyscy podnieśli rękę do góry.
- Nie oglądacie pogody?
- A po co mi to widzieć, jaka pogoda będzie następnego dnia?
- A skoro już jesteś taki zdruzgotany, tym że nie ma zachmurzenia, to nie oglądaj pogody, to wtedy nie będziesz wiedział jaka będzie pogoda i nie będziesz wkurzał. - walnął mądrą myślą Rafał.
- To ma sens!
- No. Dlatego ja nigdy nie oglądam pogody.
- No właaaaaaśnie bo Jarosław Kret to zawsze jakieś pierdoły opowiada. - poparłam go.
- Wiem co zrobimy!!!!! - wpadł na "wspaniały-super-duper-extra-najlepszy pomysł " Krzysiek.
- Taki wspaniały, że aż głupi? - zapytał Winiarski, za co oberwał skórką od chleba.
- No eeeeeeej!
- No weźcie się uspokójcie, co wy nienormalni jesteście? - zapytał Zagumny ze stolika niedaleko nas.
- No to mów ten twój "wspaniały" pomysł.
- Ogłośmy strajk!
- Że jaki majk? - zapytał Zatorski.
Facepleam.
- Czy ty na prawdę nie wiesz co to jest strajk?
- No.......  Nie........ Nie za dobrze uczyłem się na matematyce.
Facepleam numer 2.
- Wracając do tematu...... Na co ty chcesz zrobić ten strajk?
- No jak to na co? Na wyrzucenie z prognozy pogody Jarosława Kreta.
- Po co? Co on ci takiego zrobił? Czym ci on tak bardzo zawinił?
- No jak to czym? Tym że mówi nie prawdę i pogoda nie zawsze jest taka sama.
- Winiar, miałeś rację. To głupi pomysł. - przyznał Drzyzga.
- No. - przyznali wszyscy.
- No i wszyscy się ode mnie odwracają! - popatrzył się na mnie. - A ty co o tym sądzisz? Tylko mów szczerze.
- Heeeeee........ Herbata ci stygnie.
- Maciek z Klanu się znalazł......
- Maciek z Klanu to ty jesteś.
- Pfff.
- No kurde nie pfffuj mi tutaj.
- Obrażam się na twoją osobę.
- Ja na twoją też. Nie wiem dlaczego, ale się obrażam.
- Maaaatko Boooska........ - pozostali strzelili sobie z twarzy o dłoń z naszej głupoty. Ale to Krzysiek zaczął!
Po porannym treningu nie działo się nic godnego uwagi. Po popołudniowym także.
- Cooooooo robiiiiiimyyyyy? - zapytał znudzony nic nie robieniem Igła. Ta, foch mu minął po jakiś 3-4 minutach.
- To wymyśl coś.  - powiedziałam do niego czyszcząc sobie szkiełka okularów.
- Dlaczego ja?
-  Bo nie trudne sprawy.
- Ale fajna odzywka, gratuluję inteligencji. - pochwalił mnie Drzyzga.
- Ja tobie nie będę gratulować, bo nawet jej nie osiągnąłeś.
-Ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo  łooooooooooo! Aaaale pooooocissssssk!
- Hehehe ale to było dobre.
- Oooo, maj gat........ - szybko odpisałam przyjaciółce na wiadomość którą dostałam. W tejże wiadomości zwanej także i "esemesem" wyraziła mi swój żal, że nie może znaleźć "tego jedynego" 
- " A ty znowu o tym pierdzielisz? "
- " ;'( Smutaśnie tak..... "
- " Co ci tak nagle to przyszło do głowy? "
- " Sama nie wiem, tak po prostu i już. Ty to coś innego, bo ty przynajmniej nie jesteś singielką, nie możesz tego zrozumieć..."
- " Ołć.......... Bo ty nie wiesz....... "
- "? "
- " Łukasz ze mną zerwał. "
- " WHAT?! Co?! Kiedy? "
- " Nie dawno"
- " O Boże...... Czemu nic nie mówisz?"
- " Nawet się tym już nie przejmuję, po co mam za nim beczeć, skoro i tak nam się już wszystsko waliło? "

- "Przynajmniej się nie załamałaś, i chyba to jest najważniejsze. "
- " Dzięki. A ty się nie musisz martwić, ktoś jeszcze zapuka do twych drzwi do serca :-)"
- " Hahaha, dzięki :)  tylko kidy to nastąpi....."
- " Przyjdzie nieoczekiwanie :) "
- " Spox, dzięki za informację -,- Idę z Gackiem na spacerek :)"
- " A właśnie, jakbyś miała go dość, to możesz go odwieść do mojej mamy, na pewno się ucieszy. "
- " Okej :) To papa ;**"
- " Paaa :)"

- Luiza. Luiza. Luiza. No Luiza no!!!!  - krzyknął do mnie Krzysiek który siedział na podłodze.
- Co?
- Zwaliłaś mnie!
- Co?
- No zwaliłaś mnie z łóżka!
- Co?
- Gówno!
- No i dobrze.
- To było nie miłe.....
- Niby jak cię mogłam zwalić z łóżka?
- No jebłaś mi nogą w brzuch!
- Kiedy?
- Jak pisałaś esemesa.
- Kiedy?! Nie pamiętam.
- Z kim ja żyję......
- Jak ja z kimś piszę to nie wiem co się dzieję wokół mnie.
- Teraz już to wiem.
- No i fajnie.
- Ej słuchajcie, może by wyjść na powietrze? - podsunął pomysła Fabianos.
- No ja nie wiem czy da się wyjść na powietrze, bo wiesz, wiatr ciągle się przemieszcza, i wiesz no, tak nie za bardzo..... - powiedziałam.
-Ty debilu, nie o to chodzi.
- Debil to sam jesteś gamoniu.
- Jurek, nie zaczynej.
- Marek, ty nie fikej bo będzie problem u rodziców.
- Jurek, bo u ciebie też problem będzie.
- Bo jak cię........
- Dobra, propozycja przyjęta, idziemy na spacer do lasu.  - przerwał nam naszą wymianę zdań Igła.
- Na spacer? Nieeeeeeeeeeeeeeee..... - zaprzeczyłam.
- Czemu? - zapytał.
- Nie chce mi się.
- Misie to są na kontynęcie który zwie się Antarktyda.  - wytłumaczył Winiarski.
- No ale pewnie są pokrzywy? Helloł? W lesie są pokrzywy? Popieczą mnie i co będzie?
- Będzie, będzie zabawa........ - przypomniał mi tekst piosenki Piterson.
- No choooooooooooooodź!
- No ale przecież gorąco jest.
- A w lesie jest chłodniej, no i co?
- A jak pójdę to co będę z tego miała?
- Eeeeeeeeeeee......... Dobry uczynek że poszłaś z nami dla towarzystwa?
- No doooooooooooobra, pójdę z wami.
- Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!!
Wzięłam telefon i wyszłam za nimi z pokoju i weszliśmy do windy.
- No eeeeeej? - zaczął jęczeć Zatorski. - A dla mnie miejsca nie ma?
- Nie?
- Ale ja nie chcę iść schodami saaaaaam!
- Dlaczego? - zapytałam.
- No bo.......... Ja się ich boję. - szepnął.
- Jak można się bać schodów?
- No bo...... Mi się śniło, że.........
- Dobra, Igła wypad z windy zapierdalaj z Zatorskim schodami. - podjął rozsądną decyzję Winiarski.
- Co? Ale dlaczego akurat ja?
- A dlaczego akurat nie ty?
- Bo......... Bo tak.
- O Matko.......... - wyszłam z windy. No co? Jakbym nie ja, to by normalnie pół dnia zastaawiali i otworzyli kółko dyskusyjne, kto ma wyjść z windy.  - Zatorski, idziemy!
- Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!!
- No i fajnie.
- Dlaczego nie chciałeś iść sam schodami? - zapytałam. Może będzie się z czego śmiać?
- Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz.
- No wiesz..........  Nie mogę ci tego obiecać, ale powiedziec zawsze możesz.
- No dobra. Wiec śniło mi się, że siedziałem sobie na schodach i koczyłem właśnie obrazek który sobie narysowałem i jak tak siedziałem na tych schodach to patrzyłem się w okno, i tam zauwarzyłem, że po trawie idzie taki pan z wąsikiem i mi zaczął machać. Ja mu odmachałem, a on się zrobiła wtedy czerwony z wścikłości i wbiegł do ośrodka i zaczał mnie gonić. Ja nie wiedziałem dlaczego ten pan mnie goni, ale ucikałem przed nim. Ale on mnie złapał, i powiedział, że on chciał tylko mnie przytulić, i się wyżalić, bo mu rybka zmarła, a taki czerwony to on zawsze jest ponieważ już się taki urodził. I zaczął mi opowiadać o tej zmarłej rybce, i na końcu poprosił mnie, żebyśmy odśpiewali "Któryś za nas cierpiał rany" Więc odśpiewaliśmy i potem on mi powiedział, że zaprosi mnie na pogrzeb, a ja się zgodziłem. No i to jest właśnie ta historia, którą chciałem ci opowiedzieć, i to własnie dlatego ak bardzo boję się chodzić sam schodami, bo sobie wyobrażam że to może stać się naprawdę, a ja przecież nie mógłbym przeżyć jakby komuś umarła rybka.  - zkończył swoją historię Zati.
- What? I ty dlatego tak bardzo boisz się chodzić sam schodami? Matko, Zatorski, to ja myslałam, że ci się śnił jakiś sen z horroru, a ty mi tu jakąś bajkę opowiadasz.
- Ale to przecież jest horror!
- Dla dzieci z przedszkola.
- Ale czy to nie jest strasznie smutne, jak komuś umiera rybka?
- Nie.
- Ale jak dla mnie jest.
Zeszliśmy ze schodów na pierwsze piętro na którym pozostali siatkarze siedzieli już znudzeni.
- No co tak długo? - zapytał Fabio.
- Jakbyś ty zasówał schodami to byś się głupio nie pytał.
- No dobra, to idziemy?
- No idziemy.
Wyszliśmy z ośrodka i ruszyliśmy w stronę lasu. Przez całą drogę nie obyło się przecież bez rozmów, śmiania się i walenia sucharów. Bez tego by się nie obeszło.
- Ej, Winiar, którędy się szło na tą taką fajną polankę? - zapytał w którymś momencie Igła.
- Eeeeeee...... Chyba tędy. - wskazał na prawo, gdzie rosło najwięcej pokrzyw.
- A nie przypadkiem tamtędy? No bo tam na lewo się chyba szło a nie na prawo.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...... No chyba tak.
Więc poszliśmy w stronę tej fajnej polanki. Gdy dotarliśmy na miejsce to mogę przyznać, nawet fajna ta fajna polanka. Z wszytskich stron rosły wysokie drzewa, a niektóre z nich byłu powalone, także można było na nich uśiąść, i przepływała przez nią mała rzeczka. Jak dla mnie- miejsce idealne do odpoczywania.
Walnęłam kilka fotek telefonem, bo nie wzięłam aparatu.
Pogadaliśmy sobie, no czyli nic nowego, pościgaliśmy się trochę, bo ktoś zabrał komuś coś i zbieraliśmy się w drogę powrotną.
- No to teraz co robimy? - zapytał Krzychu gdy bylismy w moim pokoju.
- Nie wiem, ty coś wymyśl. - ja zaś tym razem przebierałam mojego Pou.
- Jezus Maria, mam Duże W! - przeraził się Zatorski.
(?)
- Co masz?
- Duże W!
- Co?
- A nie! Przepraszam Deżawi.
Facepleam.
Gdy przyszła pora kolacji w swoim zwyczaju zeszliśmy na kolację.
(Bo nia na obiad.)
- Oglądamy dzisiaj jakiś film? - zaproponował Winiarski.
- Możemy.
- Jaki?
- Komedia, standardowo. - odparł Dżaga.
- A może jakiś horror tym razem? - powiedziałam.
- Co ty masz z tymi horrorami, no? Nie boisz się? - zapytał Krzychu.
 - Ona codziennie oglądała horrory, rozumiesz? - wytłumaczył mu Fabian.
- Oj tam oj tam, ty też.
- Ale nie tak często.
- Bo ty się boisz, a ja się nie boję.
- Przecież horrory w ogóle nie są straszne.  - powiedział szczerą prawdę Buszu.
- No, nie które są bardziej nudne niż straszne.
- A który jest najbardziej straszny?
- Nie wiem, ale jak dla mnie to chyba "Śmiertelna cisza".
- O, no to tego horrora sobie oglądniemy.
- Ale ja z wami nie oglądam. - powiedział od razu Zati.
- Dlaczego? 
- Bo ja horrorów nie lubię oglądać, one sa straszne.
- Jak chcesz....
Po kolacji poszlismy do mojego (jak zawsze) pokoju i wpisaliśmy w wyszukiwarkę gugle tytół tegoż filmu. Przy zgaszonym świetle, czyli tak jak się ogląda filmy zaczęliśmy oglądać. 
Jak dla mnie to był naprawdę dobry horror, straszny, bo z lalkami. Lalki w horrorze są złe.
W niktórych momentach nie obyło się bez krzyków strachu Igły, Winiara, Mariusza, Kłosa i Wrony, bo chyba tylko oni tak bardzo przeżywali ten film. Mnie to za bardzo nie ruszał, bo już kiedyś go widziałam.  

.......................................
Witajcie moje ziomeczki ;**
Przepraszam ;( Zawaliłam.
Wybaczcie

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 14

Obudziły mnie ciche rozmowy. Otworzyłam oczy, by obczaić kto śmiał tak wcześnie mnie budzić. Nade mną stali między innymi Fabio, Piter, Rafcio oraz i Wroniasty. Natychmiastowo ode mnie odskoczyli, gdy zobaczyli że już nie śpię. Teraz stali z wyszczerzem na twarzach.
- Co się tak szczerzycie od samego rana?
- Nic, nic. - odpowiedział Dżaga nie ruszając ustami.
Spojrzałam na nich podejrzliwie i ruszyłam pędem do łazienki. Otworzyłam drzwi z rozmachem. Moje perfumy i kosmetyki stały całe i zdrowe na półkach. Otworzyłam szafę. Ubrania czyste, nie pokolorowane na inne barwy... Telefon cały, to najważniejsze....
- Zrobiliście coś?
- Nie. - odpowiedzieli chórem.
- Mhm..... No więc, chyba możecie odmaszerować. - wyszli, a ja rozglądnęłam się jeszcze raz wokół siebie. Wzruszyłam ramionami i wybrałam czyste ciuchy. Wzięłam prysznic i się ubrałam. Podeszłam do lustra i myślałam że normalnie istnej kurwicy dostanę.
- Wy!!!! Skubańce!!!!!  Kurwa..... No ja jebe.....
No normalnie nie mogłam kuźwa... Przefarbowali mi końcówki na niebiesko!
No po prostu zabiję....
Rozczesałam te końcówki i spięłam je w kucyka. Zrobiłam lekki makijaż i wyszłam z łazienki. Włożyłam telefon do kieszeni spodni, i cała wpieniona weszłam do windy. Szczęście, że nikt nie jechał ze mną na dół, bo bym go rozszarpała na strzępy. Gdy byłam już na dole weszłam do stołówki.
- Łał, widzę, że nowa stylówa! - powiedział uchachany Igła.
- O ŁAŁ! Zauważyłeś?! No nie no, Igła twa spostrzegawczość mnie przytyka! A wy - wskazałam na winowajców - Szykujcie się na zemstę.
- Uuuuuuuuuuuuuuuuuuu.....
- Kuwa taka jestem wpieniona, że chyba zaraz rozwalę swój telefon..... - wstałam z krzesła i wzięłam swój telefon leżący na stole. Z całej siły rzuciłam urządzeniem o podłogę.
- Uuuuu, nie, nie mogę patrzeć na takie kontuzje. - powiedział Kłos zakrywając sobie oczy.
- Nie pomogło........ - pisnęłam i poskładałam części.
- No nie jest aż tak źle....  Ten kolor to ostatni krzyk mody. - powiedział pocieszająco Mario.
- Może tak, w sumie to kolor nie jest aż taki zły.....  W ogóle to co was podkusiło, żeby mi przefarbować włosy?
- No co ty? Przecież ja uwielbiam robić trola innym! A moich wspólników, to ja sobie wykupiłem.
- Niby jak?
- Niby tak, że........ To to już jest sprawa biznesowa. Nie upoważnionym informacji wstęp wzbroniony.
- Żelkami prawda?
- No ta........ Nie musisz wiedzieć.
- Ale w sumie, to te włosy to nie jest nawet w połowie tak wredne, co ja wam zrobię. - uśmiechnęłam się diabelsko.
- C... Co ty znowu wymyśliłaś? - zapytał przerażony Krzysiek.
- Wiesz, może ci powiem, a może nie.  - ja już miałam gotowy plan zemsty.
Po śniadaniu mieliśmy chwilę dla nic nie robienia. Oczywiście wszyscy do nas wbijają.
Pogadaliśmy trochę, walnęliśmy klika sucharów z tostera, i przyszedł czas na trening. Zmieniłam koszulkę na reprezentacyjną i byłam gotowa.
- Liz?
- No?
- Wkurzasz się jeszcze za te włosy?
- Nie. Po tym co ja wam zrobię, to z tych włosów się raczej będę śmiała. - uśmiechnęłam się do niego.
- Czyli nie?
- Nie.
Weszłam na salę i usiadłam na krzesełku. Zaczęłam czekać na te ślamazary. Po chwili zebrali się już wszyscy. Rozpoczęli rozgrzewkę, i na początek 10 kółeczek.
Po treningu zeszłam na parkiet by pomóc trenerom pozbierać piłki.
-Widżię żię zmieniłasz kolor włoszów, Luidżia. - powiedział Stefan.
- No tak jakby....
- No, to dziękuję ża pomoc. Mam do ciebie jeszcze jedną proszbę.
- Proszę mówić.
- Mogłabysz zawołacz na chwilę Winiar? Zapomniałem mu czosz powiedziecz.
- Zaraz tu przyleci.
- Dzienkuje.
Wzięłam aparat, i wyszłam z sali. Skierowałam się pod drzwi szatni chłopaków.
- WINIAR!!!!!! - wrzasnęłam.
- Kurwa, ktoś mnie woła! Już pędzę na ratunek!!! - niemalże od razu wyskoczył z szatni.
- Michał, trener cię woła.
- Co? - zapytał zawiedziony. - A ja myślałem, że potrzebujesz pomocy, że będę bohaterem tego dnia..... - powiedział smutny.
- Oj już się nie przejmuj. - poklepałam go pocieszająco po ramieniu. - Z pewnością jeszcze kiedyś mnie uratujesz. Jak zajdzie taka potrzeba.
- Będę bohaterem!
- Taaa, spajder men. - wywróciłam oczami.
- No właśnie! Muszę sobie wymyślić swoją ksywkę, jak na porządnego super bohatera przystało.....
- Winiaromen? Najłatwiejsze do wymyślenia.
- W sumie to może być.
- No to idź się ubierz.
- Oł......... - zaczerwienił się, kiedy spostrzegł, że wyszedł z szatni w bokserkach i treningowej koszulce.
Ja natomiast wróciłam do pokoju i wgrałam zdjęcia. Później sprawdziłam Facebooka, i się wylogowałam. Wzięłam do ręki książkę i zaczęłam ją czytać. No ale, sorry bardzo, w takiej chwili, kiedy naprawdę jestem czymś bardzo, bardzo, ale to baaaaaaaaaaardzo zajęta, to ktoś, coś musi tutaj wpaść. 
- Cześć, co robisz?  - zapytał Dżaga i jebnął na swoje (moje) łóżko.
- Mhm...... - mruknęłam tylko.
- Co czytasz?
- No, no, no......
- Jak tam u rodziny u ciebie? - zadał bezsensowne pytanie. Ale raczej z tego powodu, żeby się ze mnie ponabijać, że go nie słucham i odpowiadam zawsze debilnie.
- Aha, aha, aha.......
- Luiza!!!!!! - wrzasnął.
- Hyyyy!!!!!!!!!! - aż se podskoczyłam normalnie. - Matko..... Nie strasz.
- Jestem tu od ponad dwóch minut!
- Oł...... Serio? No ja to przecież widziałam, co ty myślisz, że jestem taka nieodpowiedzialna, i że cię nie........ że cię nie zauważyłam?
- Tak.
- No widzisz....... - wróciłam do czytania.
 Po jakiejś godzinie Fabio znów wyrwał mnie z uwagi poświęconej czytaniu. Usłyszałam taki odgłos jakby.... Hm, jakby ktoś strącił garnczek?
- Uuuuups........ - pisnął.
- Co ty tam znowu zepsułeś? - zapytałam.
- O nie, o nie, o nie, o nie, o nie! - zaczął lamentować. Wybiegł z łazienki z w dłoniach trzymał szczątki swojej perfumy. - No popatrz tylko! Caaaaała zniiiszczooonaaa!!!!
- Ło Jezu, no kupisz sobie nową.
- Ale ta była najlepsza!
- To sobie kupisz lepszą!
- Ty to nic nie rozumiesz!!!!
- Czasem to zachowujesz się jak dziewczyna przechodząca okres.
- Gdzie ja mam to teraz wywalić? - zapytał zrozpaczony.
- Do kosza.
- A no tak.......
- Jezu.......  - wróciłam do studiowania swej lektury. Miałam spokój przez jakieś pół godziny, do obiadu oczywiście.
W końcu wybiła godzina 12, czyli pora obiadowa. Zgramoliłam się z łóżka, ale ja, jak to ja, po czytaniu książki, czy tylko samym leżeniu na łóżku, nogi mi drętwieją, i muszę się przeciągnąć. Więc to zrobiłam. Moja pozycja wtedy wyglądała miej więcej tak, że moja głowa leżała sobie na łóżku, a reszta ciała przeciągała się swobodnie na dywanie.
- Ooooooooo, taaaak jak doooobrze! - westchnęłam.
- Liz, co ty wyprawiasz? - zapytał Fabian który paczał na mnie jak na debila.
- No przeciągam się, no helloł? HELLOŁ? Pomusz mi wstać. - wyciągnęłam ręce ku górze.
- Mało siły w nóżkach mamy, taaak? - zapytał przesłodzonym głosem.
- Bardzo, baardzo, baaaaardzo mało!
- Ło Jezu........ Ale ty ciężka jesteś, kobieto ile ty ważysz?! - oczywiście musiał się ze mnie ponabijać, że niby jestem za ciężka.
- Ja ci tu zaraz dam za ciężka! - wstałam momentalnie i pobiegłam w jego stronę, a ten oczywiście zaczął uciekać, no bo jak? Wbiegł do windy i zaczął gorączkowo klikać guzik zamykający drzwi. No ja jebe, no, udało mu się szybciej zamknąć drzwi, niż ja tam dobiegłam? No cóż, pozostają mi schody. Pędzikiem zbiegłam po schodach, no nie ukrywam, trochę mi to zajęło. 
- Widzieliście go?! - zapytałam kierujących się do stołówki Winiara  z Szamponem.
- Kogo?
- Misia gogo! No tego debila Drzyzgę.
- Bawicie się w chowanego?! Ja też chce! - uradował się atakujący.
- Ale widzieliście go czy nie?
- Pobiegł chyba na zewnątrz, idź tam go szukaj. - pokierował mnie Winiar. Udałam się do wyjścia z ośrodka i rozglądnęłam się na boki. Nigdzie go nie widać.....
- Aaaaaaaaaaaaaa! Ratunku!!!! Wścikła wiewióra mnie goni!!! - wrzasnęła nasza zguba. - Liza, raaaaruuuj!!!
- Pf, jeszcze czego. Ja mam ci niby ratować zadek? Chyba w twoich snach.
- Błagam, ja się boję wiewiórek!
- Może lepiej spójrz za siebie, co? - zapytałam.
Ona stanął i się odwrócił.
- Oł....... Nic mnie nie goniło, prawda?
- Nie.
- Ale jak uciekałem do lasu, to mnie wiewiórka na serio goniła.
- Pewnie jej orzecha ukradłeś, to cię goniła. - wyjaśniłam.
- Teraz nie ma orzechów. - powiedział.
- A skąd ty to możesz wiedzieć, co? Nie jesteś Albertem Google, żeby wiedzieć.
- Albert Google........ Czegoś lepszego nie mogłaś wymyślić?
- Nie.
- Kurwa, głody jestem....... Dlaczego nie jesteśmy teraz na stołówce?
- Dlatego, iżech ty przede mną uciekałeś, a ja cię goniłam.
- A........ No to ja może........
- Nie wiej, jak wiatr w listopadzie, tylko podejdź tu do mnie.
- Okej.... - zrobił minę mema i powoli do mnie podszedł.  - Co ty ze mną chcesz......
Nim dokończył wypowiedź, ja już mu to zrobiłam. On się za to zgiął w pół i złapał się za brzuch. Taa, jasne, nie kopnęłam go tam gdzie się chłopców nie kopie, tylko dźgnęłam go swoim super-herosem palcem w brzuch.
- Ała, no weź mi tak więcej nie rób......
- To ty weź mnie nie obrażaj. - zrobiłam tak zwanego "wieczornego focha Fabiana" i tupnęłam nogą.
- Doooobra!
- No. To teraz żałuj, bo nie dostaniesz obiadu! - pobiegłam do stołówki. On puścił się biegiem za mną. Pewnie się bał, ze mu drzwi zamknę i nie wejdzie, czy cuś podobnego. Co jak co, ale on dla żarcia zrobi wszystko. WSZYSTKO.
- No i gdzie wyście byli? - zapytał na wstępie Igła. - Martwiłem się o was! 
- A ja chyba wiem co oni robili! - zaczął klaskać dla siebie Piter. No, on jest taki Forever Alone, mu nikt nie poklaszcze, musi się chłopak sam męczyć.
- Łał, Piter, jaki z ciebie szpieg! No to powiedz, co robiliśmy?
- Pf, nie, nie powiem.
- Dlaczego?
- Bo ja jestem na ciebie obrażony. Nie wyobrażam sobie, żebym został przeproszony przez ciebie.
- Ojej..... Piotruś, ja cię tak baaardzo przepraszam!!!! Błaaaaham wyyybacz miii!!! - zaczęłam udawać, że płacze.
- No doooobrze, wybaczam ci mój ziomie.
- No to teraz powiedz nam tu wszystkim, co żeś zaobserwował. - powiedział Winiarski.
- No..... ja tam nic za bardzo nie widziałem, ale wcześniej grałem z Bartkiem w butelkę, i on mi kazał to powiedzieć.
- Co?
- No to. Miałem takie wyzwanie.
- Teraz to ty będziesz mnie przepraszał, bo dla ciebie specjalnie wystawiłam taką szopkę, bo myślałam, że to coś ważnego.
- Jezu....... Nie obrażaj się na mnie!!!!! Jak ja nie lubię, jak się ktoś na mnie obraża!!
- No to masz pan problem! - hahahhaha, oooo, Boże, ale beeeeka.
- Ej, a czy wy też myśleliście, że jak się ma niebieskie oczy, to się wszystko widzi na niebiesko? - taa, któż to by mógł powiedzieć? Chyba nie muszę wam mówić, bo to by było za proste. Ale Ok, to powiedział nasz słynny Polski Zator.
- O Boooże....... A ty jakie masz oczy? - zapytał Dżaga.
- Ja... ?
- Nie, ksiądz proboszcz. - dodał ironicznie Mariusz.
- Wiesz, Mariusz, jest dużo księży proboszczów, także nie wiem o którego ci chodzi.
- Jezu..... No jakie TY masz oczy?
- A!! Ja mam niebieskie. - uśmiechnął się. No eeeeeee......!!!! Czy on zawsze musi się tak szczerzyć? OKEJ, bez nerwów, Luiza, poradzisz sobie.
- To jaki kolor ma.......... koszulka Igły?
- No raczej, że czarny.
- Jak dla mnie to jest bardziej ciemniejszy szary, ale też trochę bardziej czarny, więc...
- Więc?
- Więc to jest kolor ciemniejszy szary, ale też i bardziej czarny. - wytłumaczyłam.
- Łał, nawet ja nie wiedziałem, że jest aż tyle odcieni kolorów!
- No widzisz, bo faceci nie rozróżniają kolorów.
- Coooooo? Co ty mówiiiiisz? Że niby mu nie rozróżniamy kooolorów?
- Nooooo.
- Ty chyba się nie słyyyyszysz. - dodał oburzony Winiarski.
- Ty mi takim pociskiem rzucasz? Jak możesz?
- No... dobra....... Okej, niektórzy z nas nie rozróżniają kolorów, i dla niektórych bordowy to "chyba różowy".
- Dla niektórych. - powiedział Krzysiek.
- Czyli dla ciebie, tak?
- No ja tam nie wiem, ale Iwona zawsze mi mówi, że nie umiem rozróżniać kolorów, także no ja też sam tego nie wiem.
- No ale z ciebie lama.
- Co ty masz z tymi lamami? Weź je zostaw, co ty się tak na nie uwzięłaś?
- No je tego sama nie wiem.
- Niekończąca się faza, lol. - dodał Drzyzga.
- Można by tak rzec.
Po obiedzie poszliśmy do siebie, i została nam jakaś godzina - dwie, na to żeby nic nie robić, a potem narzekać, że się nie skończyło nic nie robić. No cóż, taki mamy klimat. A ja, jak to ja, jak już sobie sprawdzę Fejsa, i nie mam co robić, wbijam na Pou, i robię z niego coś brzydkiego. Innymi mówiąc, ubieram go inaczej.
- Hejo Luiza! - powiedział jak teletubiś Fabian.
- Hejo Fabian!
- Co robisz?
- A nic.
- Aha, no to powodzenia.
- Dzięki.
Fabio włączył TV i zaczął skakać po kanałach i w końcu zostawił na " Kuchenne Rewolucje ". Oczywiście, Fabian nie był by Fabianem, gdyby nie został  Niekrytym Krytykiem, i nie zaczął krytykować programu.
- No ja pierdole, jak ty tak możesz ją krytykować? Biedna stara babka chce zarobić na chleb, a ty kurde wpierdzielasz na chama do restauracji, kurde Felek, a ty się jeszcze skarżysz że herbata za zimna. - taa, on chyba nigdy nie przepadał za Magdą Gessler, i jej Kuchennymi Rewolucjami.
- No weź no zioooom weź skacz wyyżej noooooo! - wkurzyłam się na swojego zioma Poua. No przecież nie na Fabiana. Ale na niego też mogę, dla mnie to zwykła przyjemność się z nim kłócić.
- Na litość Boską, Fabian czy ty w domu też nie zamykasz lodówki?!
On rozglądnął się po pokoju szukając wzrokiem jakiejś lodówki.
- Ale tutaj nie ma lodówki.....
- Wiem, po prostu chciałam to powiedzieć.
- Aaaaaaaaaa.......
- Hejo Luiza, hejo Fabian. - do pokoju weszli wszyscy, no nie wszyscy, ale wszyscy którzy zawsze przychodzą. Ale..... co oni mają z tym "hejo" normalnie jakby ich..... Aaaaa!!! Teletubisie atakują!!!
- Hejo Krzysiek, hejo Michał, hejo Mariusz, hejo Łukasz, hejo Rafał,  hejo Andrzej, hejo Karol, hejo Paweł, hejo Piotrek, hejo Bartek! - przywitał się Fabian a'la teletubiś.
- Cześć. - odpowiedziałam. Postanowiłam oszczędzić sobie tego "hejowania", lol, jeżeli takie słowo istnieje.
- Złamała przysięgę..... - powiedział zszokowany Igła.
- Jaką znowu kurde przysięgę?
- No taką, że przez cały dzień mówimy do wszystkich "hejo". -powiedział Krzysiek jak do jakiegoś debila, który nic nie pojmuje.
- No widzisz, jaka ja jestem mądra? Przynajmniej ja nie stałam się teletubisiem.
- Ale.....
- Ale wiesz, że teletubisie są szkodliwe? One źle wpływają na umysły dzieci. Skąd masz pewność, że pod tymi niby niewinnymi ubrankami w kolorach kosmitów nie kryją się upośledzone osoby, które mają zamiar zagładnąć światem, a przez te ich "hejo" i "tulimy" dzieci dostają do zrozumienia to, że mają być ich sługami, którzy zrobią co tylko teletubisie będą chciały? - moja wypowiedź wbiła wszystkich w podłogę na której stali, lub w łóżka na których siedzieli.
- Booooje się teletubiiiiśiów! - zaczął rozpaczać Nowakowski. - A ja myślałem, że to taka pozytywna baaaajkaaaa!!!
- Nieeee, no tak nie może być, ja w tej chwili dzwonię do Sibibis, i  mówię, żeby ogarnęli te teletubisie. - powiedział Igła i wyciągnął telefon. - Zna może ktoś numer do Sibibisa?
- Już sprawdzamy, już sprawdzamy, juuuż sprawdzamy! - wpisałam w gugle "numer do Sibibisa" - No nieeeee noo, no nie ma no!
- Ale hajstwo, no i jak ja mam teraz do nich zadzwonić?
- Hahahaha, no cóż, twój plan nie wypalił.
- Dzwonimy do obcych ludzi? - zaproponował Buszu.
- Dawno już nie dzwoniłam, ale możemy. - wzięłam swój fon i wpisałam byle jaki numer. Dałam na głośnomówiący i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Dzień dobry, z tej strony Elżbieta Palikot, kogo zastałam?
- Z tej strony Krystyna Doszewska, o co chodzi? 
- Wie pani co.... Od ostatniego czasu, do mojego biura pomocy społecznej dotarły plotki, że pani nie wywiązuje się z pracy ze swoim dzieckiem.
- Ale ja nie mam dzieci.
- A skąd pani jest?
- Z Gdańska.
- Ojej, to bardzo panią przepraszam, chciałam się dodzwonić do Doszewskiej Krystyny z Warszawy, ale dobrze, to przepraszam. - rozłączyłam się.
- Ale ci pojechała.......
- Chuj ci w dupę, Krystyna. - wystukałam inny numer zaczęłam czekać aż odbierze.
- Halo? - odezwał się męski głos.
- No halo, halo! Dzwonię do ciebie już jakąś godzinę, kurwa, a ty nie odbierasz, stary, co się dzieje?
- No bo spałem.....
- Kurde, jest 19 godzina, co ty już śpisz?
- No utonąłem sobie drzemkę...
- Dobra, dobra, dobra, stary ja w innej sprawie do ciebie dzwonię.
- No to słucham ja ciebie.
- Słuuuuchaj, ty masz dziewczynę?
- Nie, zerwałem przecież z Martyną, nie pamiętasz jak ci o tym mówiłem?
- No jakoś mi się tak zapomniało.....
- No ale co?
- Bo chyba znalazłem dla ciebie idealną dziewczynę.
- Łał, ty i te twoje znajomości....... Kim ona jest?
- Siostrą kuzyna mojego kumpla ze szkoły.
- Jak ma na imię?
- Justyna. Ale już mnie o nic nie pytaj, tylko przyjeżdżaj.
- Jezu stary, po nocach nigdzie się nie będę włóczył...... A gdzie mam przyjechać?
- Do Katowic.
- Aaaa, to nie daleko...... Ale nie, jutro przyjadę.
- No to spoko ziom, kończę.
- No nara......
Wybuch śmiechu.
- O Jezu, skąd ty umiesz naśladować męski głos? - zapytał Igła.
- Nie wiem.... Dooobra dzwonimy dalej.
Trochę się musiałam naczekać zanim nasz szanowny ktoś odbierze łaskawie telefon.
- Słucham?
- Witam pana bardzo serdecznie, z tej strony klient, yyy, ja bym chciała zamówić pizzę z darmową dostawą, tak za godzinę, pasuję, to dobrze, to ja bym poprosiła yyy, z serem, szynką, kukurydzą, ale nie za dużo tej kukurydzy, troszkę groszku i to będzie tak za godzinę, tak? To dobrze, a oprócz tego, to jeszcze keczup, majonez i sos czosnkowy.  Dobrze, to proszę przywieść pizzę na adres, zaraz tutaj panu wyślę, dobrze? - powiedziałam to bardzo, bardzo, baaardzo szybko.
- Ale ja nie prowadzę pizzerii, przykro mi.
- A chuj ci w dupę, nie płacę za tą rozmowę.... - rozłączyłam się.
- Jak..... ty tak szybko mówisz?
- No wiesz, robiło się w młodości te trollingi na wszystkich, to się tak jakoś nauczyłam.
- Mogę teraz ja? Mogę ja, mogę ja? Proooszę..... - Igła zrobił duże oczyska.
- To dajesz.
- Ale ja nie mam kasy...
- Oddajesz mi hajs za doładowanie. -dałam mu mojego fona.
- Jeeej! - zaczął się ekscytować.
- Spokojnie.........
- Jeeejciu, jak ja to luuubię rooobiiiić!
- Okej, dzwoń.
- Halo? - odezwał się tym razem kobiecy głos.
- Mama? - zapytał Igła zmieniając głos na dziecięcy.
- Kto mówi?
- Mamo, to ja, cemu nie kupiłaś mi tuńcyka?
- Amelka, to ty?
- Ale mama czemu mi tuńcyka nie kupiłaś?
- Bo nie było w sklepie, ale Amelko, z jakiego telefonu ty dzwonisz?
- Ale mamo, cemu nie poszłaś do innego sklepu? Mamo, co ja teraz będę jeść na kolacje?
- Amelka z jakiego telefonu dzwonisz?
- A co to cię kuźwa obchodzi?!
- Amelka! Kto się takich słów nauczył?!
- Ja chciałam tylko wiedziec cemu mi tuncyka nie kupiłaś, a ty się mnie caly czas pytas, z jaiego telefonu dzwonie, to ja sie obrazam, i nie bede chodzila do szkoły.
- Amelka, ja po prostu chcę widzieć.
- To sie dowies, ale ja ci nie pofiem.
- Dlaczego?
- Bo mi kurde pieniądze koncą. No, to mi kupis tuncyka?
- Jak będzie to kupię.
- No, i tak ma byc. No to cekam na tuncyka. Pa! - rozłączył się.
- Mama kup mi tuncyka! - powiedział dziecięcym głosem Wroniasty.
- Hahahaha, nie wymyśliłem niczego innego.
- Dooobra, teraz ja dzwonię, teraz to dopiero będzie hardkor. - powiedział Drzyzga i nacisnął zieloną słuchawkę.
- Proszę.
- Witam bardzo serdecznie, z tej strony Piotr Nowakowski, i pytam się, czy mnie pani zna.  - powiedział i od razu dostał od Pita.
- .......... Da fak?
- No przecież to ja! Piotruś! - pisnął.
- Ehhhhhh....... Co ty mówisz, stary?
- No  przecież to ja! Jak możesz mnie nie pamiętać?
- Nie pamiętam.
- A ja myślałem że to był poważny związek!
- Stary, ja jestem facetem......
- A masz dziewczynę?
- No.
- A jak ma na imię?
- Weronika, a co cię to?
- WERONIIIKAAA!!! Ona cię zdradza!
- Co?! Stary, skąd to wiesz?!
- To ty o tym nie wiesz?! Ostatnio ją widziałem w klubie, jak się miziała z jakimś innym facetem.
- Gdzie?!
- No, a gdzie ty mieszkasz?
- No..... W Warszawie..... Czyli ją w Warszawie widziałeś?
- No!
- O ja cię pierdole....... Kurde jesteś pewny?
- No naaaaa stówę.
- Okej, dzięki ziom.
- No.
- Mhm.
- Aha.
- Nom.
- To pa.
- No pa. - rozłączył się.
- Jak ty możesz się pode mnie podszywać? Wiesz, że ranisz?  - powiedział urażony Nowakowski.
- Hahahaha,  Podszywasz się pod kolegę? Jesteś taki odważny.  - oddałam swoją myśl.
- Hahahaha, paccie! Paccie! - powiedział jak teletubiś Igła podsuwając nam pod nos swój telefon. I włączył taki a nie inny filmik.
- O Boże..... Gdzieś ty to znalazł?
- Eeee tam ja znalazłam w internetach coś lepszego. - puściłam im piosenkę.
- Kurczaki, ziemniaki, kurczaki ziemniaki......
- To też mi ostatnio chodzi po głowie. - zapodał zacną nutę Igła.
Puszczaliśmy piosenki które "ostatnio to mi chodzi po głowie"  i tak nam upłynął dzisiejszy wieczór.

......................................
Hej, hej, hej!
Piątek weekendu początek! :D Jak wam upłynął ten jakże przepiękny dzień? :) Jutro pewnie wstanę na śniadano-obiad, no w sumie nic nowego.
Zapraszam do czytania mojego bloga - http://widok-na-moj-swiat.blogspot.com/
Kochani! Komentujcie, to zwalcza moją chorobę leniwej buły....
Następny rozdział pojawi się, kiedy pod tym będzie 13 komentarzy :D Hahaha, dobijemy? :*
Pozdrawiam i do następnego :***

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 13

Po walnięciu paru tysięcy sucharów, postanowiliśmy, czyli tak jak zawsze, pogadać ze sobą, lub siedzieć z nosem w internecie.
 - Dupa mnie boli. - powiedział Fabian, który siedział na podłodze. Tak, tak, nie było dla niego miejsca, na jego (moim) łóżku, bo chłopaki mu zajęli. Oj, Fabian, Fabian.
-Ło Jezu... Ale z ciebie łoś. - powiedziałam grając w Cleverbota na telefonie. Tak dokładnie, kocham cleverbotaaaa!
Ten ktoś z kim rozmawiam, a ma na imię Ola, no przynajmniej tak mi napisała, to ona napisała mi że mnie nie lubi. No ja chrzanię....
- Ja też cię nie lubię, ty gupi gupku cholerny kręcony waflu! - mruknęłam do siebie.
- Co ty znowu robisz? - zapytał Krzysiek, który, tak, tak, pojawił się znów u mnie w pokoju, przedtem został wyśmiany, z powodu tej jakże ciekawej i interesującej historii o nim i o jego strachu przed butelką, a w czasie teraźniejszym siedzi sobie u mnie na podłodze i gra w karty z Zatorskim, który wrócił jednak do mojego pokoju, bo powiedział, że to nie jest pora na spanie. Ale jak to Zati nie ogarniał jeszcze zasad gry "kuku" także Krzysiek wygrał już pięć razy.
- Graaaam.
- W co? - zapytał z końca pokoju Dżaga.
- W grę.
- No przecież wiem.....
- To jak wiesz, to co się pytasz? Żeby upewnić wszystkich w twoim upewnieniu, że ty się upewniłeś? Pfff.
- Fuck, pytam się, w jaką grę grasz.
- No to mów pan po polsku. Cleverbot.
- Oł maj gat..... Nie graj w to, bo się znowu uzależnisz.
- Ja wcale nie jestem od tego uzależniona.
- A byłaś? - zapytał Igła.
- Nieeeee? Skąd takie głupie pytanie? Przecież ja nie jestem uzależniona. Od niczego się nie uzależniam.
- Mmmmhmmmm. Fabian, Lizka była uzależniona od Cleverbota?
- Tak.
- Masz szlaban na Cleverbota.
- Co?! Nie, nie, nie, nie, nie możesz dać mi szlabanu. Jestem już dorosła. Nie możesz. Rozumiesz? Gupio ci? Nie możesz.
- Właśnie że mogę. I robię to teraz. Właśnie tutaj. W tyyyym miejscu. Telefon proszę.
- Niach.
- Telefon, pleas.
- Nain!
- Mobilephone pleas.
- Nain!
- O tyyyyyy o tyyyyyy!
- Naaaaiiinnnn!
- Krzysiek daj jej spokój. - powiedział Winiar.
- No ale mi się dziecko uzależni od Cleverbota! Nie mogę do tego dopuścić!
- Krzychu, ty to jesteś chyba nadopiekuńczy. - dodał Mariusz.
- No co wy, chłopaki, nie jestem nadopiekuńczy. Ja? Nadopiekuńczy? No błaaaagam was. Macie dowód?
- Tak.
- Jaki?
- Teraźniejsza sytuacja. No proszę cie, ja sam grałem w Cleverbota, no ale błagam, od tego nie można się uzależnić.
- No ale Dżaga powiedział że Liza była uzależniona od Cleverbota.
- Bo ta stara żmija kłamie! - wskazałam na Fabiana.
- Nie jestem starą żmiją! Krzyyysieeeeek powiedz jej coś! - powiedział rozpaczliwie.
- Jak ja ci coś powiem, to się gęba zamknie na pół roku!
- Krzysiek, powiedz jej coś, proszę, błagam, ratuj, ona mnie w nocy zabije.
- Nie zabiję, ale fochnę się. - zrobiłam wieczornego focha Fabiana.
- Pfffff! Ta jasne! Zaraz się odezwiesz! Ty stara małpo.
Dalej się nie odzywałam. No bo po co do tej żmii? No wygadał mnie..... No dobra, już się przyznaję bez bicia, tak. Kiedyś jak miałam 23 lata, byłam wprost uzależniona od Cleverbota, później mi się tak jakoś to znudziło, a teraz powróciło. No nawet nie wiem, jak mi się to nawróciło ten cały Cleverbot, ale tak mi jakoś wyskoczyło na Twitterze, także no nie mogłam inaczej się powstrzymać, niż wejść na tę tą stronę i powymyślać jakieś głupoty.
- Ej, a wiedzieliście, że skakanie z 10 metrów jest niebezpieczne? - zabłysnął swą inteligencją Zati.
- Nieeeeee. No co ty nie powiesz? - rzekłam sarkastycznie.
- Powiem.
- Co?
- Że to niebezpieczne. Skakałaś kiedyś z 10 metrów?
- Kiedyś.
- Kiedy?
- Jak miałam 14 lat. No doooobra, może nie z dziesięciu, ale z ośmiu, to tak.
- Łał! Wyrazy podziwu i uznania. - pochwalił Zati.
- Zati, mam dla ciebie zagadkę.
- Jaką?
- Słuchaj uważnie. Jeżeli nie to tak, a tak to nie, to tak czy nie?
- Hmmmm... Musiałbym się zastanowić.
- Ej wszyscy! Chcę sprawdzić waszą inteligencję. - wszystkie oczy zostały zwrócone na mnie. - Słuchajcie uważnie. Znalazłam to teraz w internecie.  Jeżeli Patatajowy Patataj Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju obok drugiego Patatajowego Patataja co Patataja na swoim białym Patatajowym Patataju to czy ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju może być Patatajowatym Patatajem co Patataja na swoim białym Patatajowatym Patataju tylko że ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju jest biało-czarnym Patatajowatym Patatajm na którym Patataja czarno-biały Patatajowaty Patataj? -
Wszyscy paczali na mnie z szeroko otwartymi paczadłami.
- Że... y, co? - odezwał się w końcu Winiarski.
- Jeżeli Patatajowy Patataj Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju obok drugiego Patatajowego Patataja co Patataja na swoim białym Patatajowym Patataju to czy ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju może być Patatajowatym Patatajem co Patataja na swoim białym Patatajowatym Patataju tylko że ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju jest biało-czarnym Patatajowatym Patatajm na którym Patataja czarno-biały Patatajowaty Patataj? - powtórzyłam szybciej czytając tekst.
- Mój mózg jest rozpierdzielony.  - powiedział Kłos rozmasowując skronie.
- Zgadzam się. - odpowiedzieli wszyscy. No, prawie wszyscy. Nie powiedział tego tylko nasz mały Pawełek. On aktualnie siedział sobie na podłodze i klikał coś w telefonie. Przez ramię widziałam tylko, że wpisał w Google "Jeżeli nie to tak, a tak to nie, to tak czy nie? "
- Zati, mogę ci powiedzieć, o co chodzi w tej zagadce którą ci zadałam.
- To powiedz, bo w...... Wyszukiwarce nie ma. - tak, on to chyba z tym Albertem Google wziął chyba na poważnie. No cóż.
- W tym o nic nie chodzi. To jest tylko sposób, by zamknąć jadaczkę ludzi.
- Chciałaś mnie zamknąć?
- Nieeee? Chciałam to na tobie wypróbować.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
- Nooooo!
- Ej Liz, zaprosiłem twoją babcię na Facebooku! - powiedział Fabian i pokazał mi dowód.
- OMG! Babcia ma Facebooka! OMG..... Babcia ma Facebooka......
- Zarąbiście, nie?
- Po co ty ją zaprosiłeś? I tak masz już moją ciocię, mojego wujka, moją mamę, Krzyśka, Anitę, po co ci jeszcze babcia?
- Bo..... Właściwie, to nie wiem.
- Właściwie, to skąd wiesz, jak się nazywa moja babcia?
- Mówiłaś mi kiedyś.
- Kiedy?
- Nie wiem.
- Też. O Jezu, zapomniałam ze gram w Cleverbota.
- Też se zagram.
- No spoko, i  wczoko.
- Dobra, więc się przedstawiamy. Cześć, jestem Karolina, czy mnie znasz?
- Przedstawiasz się jako dziewczyna?
- No. O! Odpisał. Cześć, a ja jestem Milena, bardzo mi miło.
- Ty pacz co on mi napisał. Wyjdź za mnie prooosze.
- No to odpisz mu. 
- Ty, no ożenię się z nim.
- Chyba wyjdziesz za niego, a nie ożenisz się z nim.
- No dobra dobra. Ale zmienię sprytnie temat, i napiszę kokosy.
- Dlaczego kokosy?
- Bo nie lubię kokosów.
- A. No dobra, a ja obiorę bardzo ważny temat, który wszyscy wybierają. No cześć, kochasz mnie nie kochasz?
- Fabian.......
- No?
- Patrz co on mi napisał, dopiero teraz to zauważyłam. - pokazałam mu widoczną część rozmowy.
- No co?
- Ja napisałam tylko "kokosy ". A wiesz co chciałam napisać?
- Yyyy, ożenię się z nim? Czy coś takiego.
- No właśnie. A on mi odpisał " No to spoko, to kiedy ślub? " Nie rozumiesz?
- Yyyy, no nie za bardzo.
- To oznacza.... Że Cleverbot jest wszędzie! 
- Pitolisz!
- Nie.
- Dobra, tam. Nie ważne.
- No chyba tak. Eeeee, znudził mi się Cleverbot. Gupi Bot.
- A mi właśnie że nie!
- Tylko uważaj żebyś się nie uzależnił małpo jedna.
- Będę uważać, dzięki za troskę mendo.
- No, nie ma sprawy.
Chłopaki jeszcze trochę sobie posiedzieli u nas, mnie, i sobie poszli do siebie by zaraz udać się na stołówkę. Nawet nie wiem po co najpierw szli do siebie, skoro wiedzieli że zaraz mają pójść na stołówkę. No cóż, w końcu to jest facet. Tego stworzenia nie ogarniesz.
Więc tak jak było powiedziane, poszliśmy na stołówkę. Gdy już zjechaliśmy windą, która jak zwykle nie chciała przyjechać, tylko mądra ja musiałam psuć przycisk, udaliśmy się po naszą dzisiejszą  kolację, czyli  jajecznicę do pań kucharek. Usiedliśmy przy naszym stoliku, z naszą ekipą. Innymi mówiąc, ja, Fabian, Krzysiek, Winiar, Mario, Zati, Piotrek, Kłos oraz Wrona & Buszu.
- Ej, wiecie, że jak wypijecie przed snem szklankę soku jabłkowego, to sny będą ciekawsze? - powiedział Zatorski.
- Ciekawsze, czyli jakie? - zapytałam.
- No..... nie wiem.
- A doświadczyłeś tego?
- No.... nie, ale dziś raczej tego doświadczę.
- Ciekawsze, powiadasz? Więc jakie mi się będą sny śnić, skoro mi się śnią króliczki? - zapytał Kłos.
- Śnią ci się króliczki? - spytałam.
- No...... prześladuje mnie to od tamtego tygodnia. A tobie co się śni?
- Mi........ Mi się w sumie śni każdej nocy, no doooobra, może nie każdej, ale prawie każdej mi się śni Buka z Muminków.
- Matko, to ja się dziwię, że ty jeszcze żyjesz. - powiedział Winiar.
- No co ty..... Przecież ja się nigdy nie bałam Buki.
- Mmmmhmmmmmm....... No taaaak, na przecież że to praaaaawda.
- No prawda.
- Ona kłamie! Jak leciały Muminki, to się tuliła do poduszki a potem wrzeszczała na cały dom, że Buka nawiedza. - powiedział Krzysiek.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. W sumie to ja też. Fajnie sobie tak przypomnieć jaka ja głupia byłam że bałam się wtedy Buki z Muminków. Ale chyba każdy w dzieciństwie bał się tej fikcyjnej postaci, także nie mam czego się wstydzić. Kurde, oglądnęłabym Muminki....
- A weźcie mi nawet o Buce nie wspominajcie. - powiedział Zati, który nie śmiał się ze mnie, tak jak wszyscy.
- Dlaczego?
- Bo ja się nadal jej boję.
- Co ty dalej oglądasz Muminki? - zapytałam.
- No tak. Przecież to była moja ulubiona bajka! No, byłaby, gdyby nie było tej przerażającej Buki.
- Każdy bał się Buki. Naweeeeeet Krzysiu. - walnęłam brata w ramię, co poskutkowało grymasem na jego twarzy.
- Że niby ja bałem się Buki? Chyba ty małolacie.
- O mnie już powiedziałeś, a tak w ogóle, to nie jestem małolatem, a ty też bałeś się Buki.
- Po pierwsze, jesteś małolatem, po drugie nie bałem się Buki.
- Po pierwsze, to ja NIE jestem małolatem, bo mam już 25 lat, a to dużo.
- Właśnie Krzysiu, nie wyolbrzymiaj. - odezwał się Winiar który stanął po mojej stronie. Ha! No i widzisz Krzysiu? I kto tu ma poparcie?
- Ale Buki się nie bałem.
- Czy ktoś to może potwierdzić? Nic nie słyszę, więc nie masz świadków. A ty bardzo lubisz kłamać, więc nigdy ci nie wierzę.
- No co ty? Własnemu bratu nie wierzyć? To jest... to jest....
- Co jest?
- No..... To....
- Śniadanie?
- Co? Nie! Po prostu...... no, mam to na końcu języka....
- Czy to takie obślizgłe coś w gardle? - zapytał Winiar. Czyli też miał chęć wkurzyć Krzyśka.
- Nie! Po prostu słowo mi gdzieś uciekło.....
- Do Radomia!  - krzyknęłam.
- Do chytrej Babci! - dołączył się Dżaga.
- No Jezu, no Luuuuiza, no jak ty mnie wpieniasz, jak tak mi robisz! - powiedział Igła. No nie, naprawdę?
- Ależ Krzysiu, jak doszłeś do takiego wniosku, że cię tak bardzo wkurzam?
- 1...... wdech.... 2 wydech........ 3 wdech....... 4 wydech.....Moja siostro kochano, doszłem do takiegoż i to wniosku, że oboje bardzo się wkurzamy w każdej chwili.
- Ale to jest takie faaaajne jak rodzeństwo się kłóci! - powiedział słodkim głosem Wrona.
- No właśnie!  - poparł go Buszu.
- Ej, jak się mówi, w cudzysłowie, czy w cudzysłowiu? - zapytał Fabian który stukał esemesa.
- A masz w dupie czy w dupiu? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Dla innych wydało się to określenie tak śmieszne, iżech postanowili grupowo wybuchnąć śmiechem.
Ah, ja i ta moja wyrazista i cięta odpowiedź na każde pytanie. 
- Dooooobre! - walnął mnie w ramię Igła. A jak on wali, to już mocno.
- Musisz tak mocno mnie walić?
- No ale ty też mnie tak mocno walisz.
- No ale przecież ja mam mniej siły od ciebie!
- Sprawdzimy? - uśmiechnął się głupio.
- Nie...... Tylko nie to co ja myślę, ze ty myślisz.
- Tak właśnie, to mam na myśli. Będziemy się siłować.
- No nieeeee, no błagam, nie lubię się siłować......
- Dlaczego? Przecież to jest takie ekscytujące! Nigdy nie wiesz kto wygra! - ekscytował się Piter.
- No dajesz, tylko jeden raz. - powiedział Krzysiek i położył rękę odpowiednio do siłowania się.
- No dobra, ale się ze mnie nie śmiejcie.
- Dooobra, nie będziemy. - obiecał Winiar.
- 3,2,1, już! - walka pomiędzy mną a Igłą przewalała się raz na moją stronę, a raz na jego. Ostateczne wygrał starszy, było to przewidziane.
- Ha! I co? I wygrałem!
- Bo to było przewidziane, ty dinozaurze nie z tej epoki! No i mi rękę złamałeś......
- Pokaż ty mi to!
- Nie, nie, nie, nie, nieeeee, nie, nie jest złamana. - schowałam kończynę za siebie.
- Ale doktor Krzysiu musi to obejrzeć.
- Ale ty nie jesteś doktorem, i nie możesz zobaczyć mojej złamanej ręki, która nie jest złamana.
- No proszę! Daj mi się chociaż poczuć jak prawdziwy doktor!
- Nie! Weź sobie rękę kogoś innego! Dlaczego ty zawsze się mnie tak czepiasz, no? Mało ludziów na tym świecie?
- Tak, muszę się ciebie tak czepiać, bo jesteś moją maaaaałą maluuuuką siostrzyczką! - mówiąc to jak to w swoim zwyczaju ma Igła zaczął mnie oczywiście czochrać po włosach! No nie no, w pewnym momencie to ja naprawdę nie wytrzymam, i utnę mu rękę!
- Przestań. Mnie. Czochrać!
- Nie.
- Miiiichał, weź go ode mnie!
- Krzysiek, bo wezmę butelkę! - zagroził Winiar.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! - przestał w trybie nał. Na dodatek odsunął się ode mnie o wystarczającą odległość.
- No wreszcie! Winiar, jesteś moim Bogiem.
- Wielb mnie na każdym kroku i bij mi pokłony.
- Innym razem.
-Trzymam za słowo.
- Wiecie, że jak weźmiecie do ręki łyżkę, i się w niej przejrzycie, to wasze odbicie będzie do góry nogami? - powiedział odkrywczo Zatorski.
- Nie, serio? - zapytał ironicznie Rafał.
- No! To jest takie intrygujące!
- Tak, oczywiście, Zati. - wywróciłam oczami. 
Po skończonej kolacji, udaliśmy się do swoich pokoi, by przygotować się do snu. A, nie, przepraszam, chłopaki wymyślili sobie, że wbiją do nas i coś porobią. Mówiąc "coś" mam na myśli oczywiście nic. Czyli siedzieli na łóżkach lub na podłodze, to akurat uczynił Zatorski, gdyż dla niego nei było miejsca na wysokim lądzie.
- Ej, a może oglądniemy jakiś film? - zaproponował Piter.
- Masz łep do pomysłów. - poparł go Wronasty.
- To jaki? - zapytał Drzyzga, który już był przygotowany i czekał na jakąś propozycję.
- "Totalny kataklizm" - powiedziałam.
- Co to? - zapytał Igła.
- To jest mój drogi braciszku film.
- No kuwa przecież wiem.
- To po co się pytasz?
- Pytam się jaki.
- No nie wiem, podobno zajebisty. No ale jak nie obejrzysz, to się nie dowiesz.
- W sumie, to logiczne. - podsumował moją wypowiedź Pit.
- Zawsze mówię logicznie.
- Jak to się piszę? Kata...... kita..... kuta......
- K-a-t-a-k-l-i-z-m. Kataklizm.
- No dobra, już mam. - postawił laptopa na łóżku, a my siedliśmy na podłodze. Po chwili zaczął się film.
- Jeeezu Chryste, no nie zasnę przez ten film! - powiedziałam gdy zobaczyłam Kunkfu Pandę w muzeum. ( Jeżeli nie wiecie o co chodzi, lepiej obejrzyjcie ten film, bo nigdy nei zrozumiecie. )
- Dlaczego?
- Bo to jest takie strasznie straszne.  - dpowiedziałam. - o to tylko sobie zobacz, na te jej paczadła.
- A tak na marginesie...... To skąd w muzeum znalazła się Kunkfu Panda? - zapytał Mariusz.
- Kurde, no tak. Nie wiem, ale i tak jest straszna.
- Jak nie będziesz mogła zasnąć, to przyjdź się poprzytulać. - zaproponował Bartek.
- Nie jestem taka słaba, żeby się do ciebie przytulać, jak nie mogę zasnąć. Ale w sumie to dzięki za zaproszenie, może skorzystam.
Po 84 minutach filmu, skończył się i chłopcy wybyli z naszego pokoju, a ja poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i przebrałam się w moją piżamkę. Wysuszyłam włosy i związałam je w luźnego kucyka.  Gdy wyszłam z łazienki Fabian trząsł się ze śmiechu.
- Ohoho, Boże, wszyscy zginiemy jak to zrobimy! - powiedział do swego telefonu. Pewnie gadał z kimś.
- Lepiej się ogarnij Fabio, trzęsiesz się jak ćpun na scenie luz kolo. - powiedziałam do niego podłączając mojego Samsunga do ładowania.
- No taaaaaak...... Wiesz, to nie jest ten moment kiedy możemy omówić sprawę...... Taaak..... No to spox...... No jacha! Tylko nie zaśpij....... No nara.
- Ukrywasz coś przede mną? - zapytałam podejrzliwe.
- Nie, nic.
- A, no to dobrze. - położyłam się pod kołderką i o dziwo zasnęłam bardzo szybko.


..................................
Witam cześć i czołem! Pytacie skąd się wziąłem?
Witam, przynoszę wam w pokoju nowy rozdział. :) Wplotłam tam film który chciałam wam polecić.
" Totalny kataklizm " Kuwa no ja jebe...... Sama nie wiem co o nim mam powiedzieć...... Niektóre sceny, są takie dziwne, że czasem nic z nich nie wychodzi XD Ale zajebista jest ta dziewczyna w ciąży xD I to kurde jej wymachiwanie rękami XD.
Musicie po postu go obczaić, bo po prostu nie ogarniecie o co kaman.
CZYTASZ? KOMENTUJ!
PS - zapraszam was na mój blog - http://widok-na-moj-swiat.blogspot.com/
Pozdrawiam :***

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 12

- Faaabian!!! - krzyknęłam rozprostując ramiona.
- Luuuiza!!! - podbiegł do mnie.
- Dobra, nie chciałam się przytulić.
- To co chciałaś? - zapytał zdezorientowany.
- Nic.
- To po co mnie wołałaś? Lol, Luiza, jakie ty masz głupie odruchy.
- Nie mam odruchów.
- Yyyy, właśnie że masz!
- Niby jakie?
- Nie wiem czy wiesz, ale kiedyś, jak oglądałaś jakiś horror, to ja wszedłem do twojego pokoju, i akurat jak była jakaś straszna scena, to ty zaczęłaś krzyczeć, a ja cię pociągnąłem za sznureczki od bluzy, a ty zaczęłaś bardziej się drzeć, i kopać nogami, rękami, jakbyś była upośledzona jakaś.
- No dzięki.
- Ej! Słuchajcie ludziska! Mam zarąbisty pomysł!
- Co ty znowu wymyśliłeś? - zapytałam.
- Dobra, więc wpadłem przedtem na zarąbisty pomysł, i będzie on polegał na tym, że. Wybierzemy wybraną dwójkę obywateli tegoż męskiego parkura, a nie sorry. Męskiego i Ludżi.
- Taa, dzięki poczułam się wyróżniona.
- Dobrze! Więc jak już mówiłem, wybierzemy dwójkę obywateli, i oni będą zadawać sobie pytania. I  Ta osoba która zadała pytanie tej drugiej osobie, odpowie źle, to stanie o tam - wskazał miejsce pod drzewem. - i zostanie obrzucony jajkiem.
- Nie ja! - krzyknęłam od razu.
- Nie, no właśnie ty. 
- Że co?!
- No to. Jak to wymyśliłem, to sobie pomyślałem, że fajnie było by cie obrzucić jajkami.
- No chyba cię.
- No to teraz zamknij oczy.
- No po co, no?
- A po to, że to jest część planu.
- Nienawidzę cię.
- Dobra, a teraz powiedz którego wybierasz.
- Trzeciego człeka od lewej. - powiedziałam.
- Uuuuuuuu... - odwróciłam się, a tam kto? Igła! Mmmmmm.. Robi się przyjemniej. 
- Nie! Ja jestem zbyt piękny, by być obrzucony jajkami! - zaprotestował od razu.
- No cóż, panie "Zarąbisty pomysł". Ty chciałeś tak wybierać, także teraz musisz się do tego dostosować.
- Ło Jezu. No dobra. Michał, trzymaj i nagrywaj.
W tym czasie Fabian przyniósł opakowanie jajek. No, czyli 10.
- "Jaja wiejskie" - zaczął z tego lać.
- Żeby ci się tylko udało je przeszczepić. - powiedziałam.
On tylko mi się wykrzywił.
- Dobra, to papier kamień nożyce. Kto wygra zaczyna. - powiedział Krzysiek, a Michał włączył nagrywanie.
- 1,2,3!
Krzychu dał nożyczki, ale ja wysunęłam kamioń, także ztępiłam jego zapał do zaczynania.
- Dobra, więcz.... Gdzie w młodości chciałam mieć kolczyk? Odpowiedź a: Nigdy nie chciałam mieć kolczyka, odpowiedź b: w nosie, i odpowiedź c: w brwi.
- W brwi?
- W nosie! Hohohohoho, oj Krzysiu.... Stawaj pod jabłonią.
- No i z czego się śmiejesz? - zapytał rozpaczliwie. - Zraz będę objajkowany.
- Buaahahhhahahaha! - wzięłam jedno jako z pudełka i stanąłem jakieś 5-4 metry od brata.
- Tylko nie w twarz.
- No spoxmen. Bez spiny. - wycelowałam w niego jajkiem. - rozbiło mu się na koszulce.
- Fuuuuuj!!!!
- Piękny widok. - podsumowałam.
- No to teraz pytanie ode mnie. Od czego jestem uzależniony? A) Od siebie b) Od TV czy może c) od internetu.
- Y...... y...... y....... y...... odpowiedź numer a. Bo ty siebie kochasz.
- Nie, nie, nie, mój ziomeczku. Od b. No tak, wiem.. Nie staram się z tym walczyć, wiem..... A teraz pod jabłoń!!
- Nienawidzę cię!!!
- Nie, no co ty, przecież ty mnie kochasz. - powiedział Krzysiu.
- No rzucaj tym jajkiem!
Trafił mnie w nogi.
- No faaaak!!! No i cała będę się lepiiiić. Ty demonie!!
- Nie narzekaj ziom, tylko dawaj to pytanię.
- Ile razy miałam złamaną rękę?
- A odpowiedzi a,b,c?
- Nie ma.
- Zero.
- Nie prawda, bo jeden raz.
- No ta, jasnepewnie.
- No tak. Jak byłam w liceum.
- Nie wierzę ci.
- To się zaraz przekonamy. - wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Laury i dałam na głośnomówiący. Po chwili odebrała. - Zgubiłam telefon. - powiedziałam od razu. No co? To nie mogę już jej zrobić trola? 
- No ta, jasne.  To skąd dzwonisz?
- Z kapcia.
- Nie wydurniaj się. Co ty żelkami znowu ćpałaś?
- Dobra, ale ja nie o tym. Prawda, że jak byłam w liceum, to złamałam rękę?
- No prawda.
- No i widzisz?!
- Nie widzę cię. Jesteś po drugiej stronie linii kontaktowej.  - powiedziała.
- Tobie dzięki, Bóg zapłać, i się rozłanczam.
- Serio? I mi nie powiedzieć? - zapytał Krzysiek.
- Pod jabłoń.
- Ale nie mocno.
- Dobra, dobra..... - rzuciłam w niego jajkiem.
- Ołłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł...... - no cóż.... rzuciło mi się akurat w ten punkt, gdzie tam raczej się chłopców nie bije.
- Uuuuuuuuuuu...... - przeszło po chłopakach. 
- Przepraszam!!! - krzyknęłam cały czas z niego lejąc.- To wina grawitacji!
- Zaiste. - powiedział piskliwym głosem.
- Wstaaaawaj nie udawaj.
- Dobra, wstaję, jak wstanę.
- Wstaję, albo nie wstaje. Jezusie kochany..... Ja stoję.
- Cieszą sią twą radością.
- Jaki Mickiewicz.
- Ja pitole, muszę iść się przebrać.
- Dobrą radę ci dam, lepiej idź bo wyglądasz, jakby.... yyy.... no...... no nie wyglądasz za dobrze.
- To idę.  - ruszyłam ku wejściu a za mną podążył Igła.
- Masz uamzianą koszulkę? - zapytał.
- Trochę. Bardziej z tyłu. 
- A ja właśnie  z przodu. Co za Mickiewicz z ciebie. No akurat na moją ulubioną koszulkę.
- No akurat na moje nogi.
- Sorry, taki mamy klimat.
Weszłam do swojego pokoju i wybrałam jakieś ubranko. Moje włosy na szczęście nie były w jajkach, także nie musiałam ich umyć. Wyszłam z łazienki a tam co?  No oczywiście, że wszyscy się zebrali.
- Ooo! No i od razu lepiej.
- A jak ty, wy, on, ona, ono się tu znaleźliście?
- A kogo nazywasz "ono"? - powiedział obrażony Igła.
- No a kogo innego jak nie tego tutaj ono? - wskazałam na Drzyzgę.
- Pffff.... Jak ja jestem "ono" to ty jesteś iloczyn niewłaściwy.
- A ty przypadek przez przypadki nie odmieniony.
- Nie ma takiego czegoś.
- Teraz już jest.
- Ej, zastanawialiście się kiedyś..... - zaczął Zatorski.
- Nie! - odpowiedzieliśmy od razu.
- Wy nie, ale ja tak. No więc, zastanawiam się od niedawna, dlaczego w ogóle wyszukiwarka nazywa się "Google" ? No niby dlaczego akurat Google?
- Bo nie tekstowo.pl - odpowiedziałam.
- Ale nie chodzi mi o tekstowo.pl, tylko o Google.
- Czeeekaj Zati, zaraz się dowiemy. - wyciągnęłam telefon.
- No i jak zamierzasz to sprawdzić? - zapytał Winiar.
- Normalnie, legalnie i po ludzku.
- Liza wpisze Google w Google. - wytłumaczył wszystkim niedorozumkom Mario.
- No właśnie niedorozumione organizmy.
- Pfff. Ja to jestem przynajmniej mądrzejszy od ciebie.  - powiedział obrażony Krzysiek.
- Możesz być mądrzejszy ode mnie, ale i tak nigdy nie będziesz umiał wymówić łamańców językowych.
- Pfffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff.
- No tak. Ale zaraz czekaj!  Google Inc. – amerykańskie przedsiębiorstwo z branży internetowej. Jego flagowym produktem jest wyszukiwarka Google, a deklarowaną misją – skatalogowanie światowych zasobów informacji i uczynienie ich powszechnie dostępnymi i użytecznymi. Mamy odpowiedź na zadane pytanie.
- No ale.... To nadal nie wyjaśnia, dlaczego nazywa się "Google" - jęknął Zati.
- Eh, Zati, Zati, Zati. Posłuchaj, wyjaśnię ci tą historię, tą smutną historię, w kilku zdaniach. Spróbuję się nie rozpłakać.... - powiedziałam.
- Jezu Chryste, to na prawdę takie smutne? - zapytał.
- Jak opowiem, to się przekonasz. Więc, do mojej klasy chodził taki chłopak, który nazywał się Albert Google. Pochodził z Anglii. Pewnego dnia, nie przyszedł do szkoły. Mój kolega powiedział, że widział go nad mostem. Jak spadał w duuuł. Od tamtej pory, powiadomiliśmy jego ojczyznę, że się zabił. Oni... oni założyli stronę na której możesz wyszukać wszystko. To było straszne.  Ale nie nie możesz mówić na głos Albert Google. Jeżeli to powiesz, to jego dusza przyjdzie do ciebie w nocy, i cię udusi.
- Jezus Maria! No jasne że tego nigdy na głos nie powiem! Boże, dlaczego ten biedny chłopczyk zginął w tak tragiczny sposób?
- Nie wiem, Zati. Nikt tego nie wie.
- Smutno....
- Ale nic sobie nie zrób! Nie zrób sobie krzywdy, tylko dlatego, że poznałeś prawdziwą historię!
- Nie zrobię. Idę spać. - gdy tylko wyszedł z pomieszczenia wybuchnęłam śmiechem.
- To to prawda nie była? - zapytał Piter.
- Oj Piotruś, a istniał taki ktoś jak Albert Google? No weź się zastanów, przecież ja to tak na szybko wymyśliłam.
- A ja w to uwierzyłeeeeem!
- Kuwa, Piter.... - oho, czyli Krzysiek też już nie wytrzymuje. - Zrozum, nie ma takiego kogoś jak Albert Google.
- No dobra, ale to już będzie twoja wina, jak będą mi się koszmary po nocach śnić.
- Czemu moja? To Luiza wymyśliła!
- Co ja?  Czemu wszystko na mnie zwalasz? No co ty robiś?
- Nie udawaj że nie wiesz.
- Co ty robisz? Co ty mówisz? Nie gramy w "Trudnych Sprawach" !
- Dobry pomysł!
- O nooł!
- Oł yeeas.
- Ale ja mam lepszy pomysł. - powiedziałam.
- No niby jaki inny pomysł jest lepszy, od kręcenia Trudnych Spraw?
- Zabawa w butelkę.
- Nie! Nie, nie, nie, nie! Odejdź!!
- Jakiś mroczny sekret związany z butelką? - zapytał Rafał.
- Wiesz, mogę ci powiedzieć. To baaaardzo śmieszna historia.
- Powiedz! - rzekł Fabian.
- Krzychu mogę? Krzychu mogę powiedzieć? Krzychu mogę powiedzieć im? Krzychu mogę powiedzieć im jak siedzimy sobie tutaj? Wszyscy razem? Na moim łóżku? Całą prawdę o tobie?
- Luiza, co ty. Znowu. Co ty znowu brałaś? Żelki z biedronki? Wiesz że ci nie wolno. A dobrze wiesz że ci nie wolno!
- Ale.... Ale.... Ale ja nic..... Ale ja nic nie powiedziałam, ze byłam dziś w gabinecie u doktooooora!
- Dobra ziom, możesz powiedzieć, a ja się ulatniam, by nie oberwać od razu głupimi komentarzami. Bawcie się dobrze dzieci.
- Pa pa Papo Smerfie!
- Żegnajcie! Idę się zabić.
- Nie rób sobie nic! Nie przetnij się nożem! Nie tnij się żyletką, bo będzie źle.
- Idę oglądać Koziołka Matołka. Mam teraz na niego taką fazę, że nie wiem!
- No mów. - ponaglił Winiar.
- A, no to tak...  kiedyś, jak Iwona i Krzysiek przyjechali do mnie, to no to tak normalnie się zapowiadało, nie pogaduchy, ale nagle Krzysiek zabłysnął swoją inteligencją, żeby urządzić sobie party hard. No to spoko, były jakieś promile, to było party. Wymyśliliśmy, żeby zagrać w butelkę.   Po jakiś 2-3 godzinach chłopcy byli kompletnie pijani w trzy dupy, ale ja i Iwona nie zwracaliśmy na to uwagi, my byłyśmy trzeźwe, cały czas gadałyśmy, ale nagle coś nam zaczęło nie pasować. Bo było bardzo cicho. No to spoko, poszłyśmy poszukać chłopaków, ale nigdzie ich nie było. No to wyszłyśmy na klatkę, żeby obczaić czy tam ich czasem nie wywiało. Ale tam też ich nie było. Okej, nie ma co się denerwować, wyszłyśmy przed blok i tam ich w końcu zobaczyłyśmy. Obaj stali na ławce i wrzeszczeli "Oddawaj 20 miliardów Tusk!!!!" Poszłyśmy po nich, ale oni chcieli skoczyć z ławki, i powiedzieli, żeby machnąć chusteczką, tak jak się macha flagą na skokach narciarskich. Ale nie miałyśmy nic takiego, i zanim zdążyłyśmy powiedzieć im, żeby nie skakali, tylko normalnie zeszli jak cywilizowani ludzie, to oni i tak skoczyli z pół metrowej ławki. No ale oczywiście, nie wylądowali na dwóch nogach, tylko leżeli na chodniku. Jak się podnieśli, to Fabian powiedział, że jego skok był najlepszy i powiedział, że od dzisiaj będzie Adamem Małyszem. Przypomniałam mu, że Małysz już nie skacze, a on mi odpowiedział że jak Małysz nie skacze, to od dziś szafa będzie wiewiórką. W ogóle nie miało to sensu, ale dobra. Wróciliśmy do mieszkania i chciałyśmy położyć chłopaków spać, żeby już nigdzie nie wyszli, ale oni od razu powiedzieli, ze nie są zmęczeni, i że mogą nawet blok przestawić w inne miejsce. Już chcieli wyjść, ale mądra ja zamknęłam drzwi na klucz. A oni że byli pijani, i nic nie ogarniali, to nie wiedzieli co się stało z drzwiami. Potem przeszli mnie przeprosić że zepsuli mi drzwi, i że mogą zapłacić za odszkodowanie. Jak chciałam im powiedzieć, że po prostu drzwi są zamknięte, to oni już spali na podłodze. Po pięciu minutach się obudzili i zaczęli się tak dziwnie rozglądać po salonie. My nie wiemy co się im dzieje, a oni nagle zaczęli biegać po całym domu, i krzyczeli że ich wikingowie chcą przejechać autobusem. Normalnie jak widzi się ich pijanych to się chce przywalić  takiego faceplama że się przebije przez głowę. No a rano to wiadomo, kac morderca nie ma serca, w ogóle się nie ruszali z podłogi. Jak kac im trochę minął, i jak Igła był już w miarę trzeźwy, to jak zobaczył tą butelkę którą graliśmy, to tak zaczął wrzeszczeć, że już nigdy w nią nie będzie grał. Jednym słowem, nigdy nie dopuszczać Igły i Dżagi do alkoholu, bo jak są pijani to się zamieniają w  Downów. - zakończyłam swą opowieść. Wszyscy leżeli i się śmiali.
- Jak mogłaś powiedzieć, mi wtedy że Adam Małysz już nie skacze? - powiedział Fabian.
- Bo. On. Nie. Skacze. - odpowiedziałam.
- Boże, oni tak na serio udawali że skaczą ze skoczni? - zapytał rozwalony tą historią Winiar.
- No. To było takie dziwne.
- Urządzamy wieczór sucharów? - wyskoczył Kłos.
- Taaa, bo jak suchary to tylko u Karola. Więc, to ty opowiadaj suchary.
- Nie znam za dużo.....
- Dawaj, dawaj, może się najem. - powiedział Wlazły.



.................................................
Jezu, jak ja to długo pisałam! :( Nie jestem zadowolona z efektu końcowego.
Bardzo się cieszę, że nasi Polscy szczypiorniści zdobyli brązowy medal <3  To jest coś pięknego. :)
Pozdrawiam :***

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 11

Po treningu był obiad, także razem z Fabianem zeszłam na dół.
- Masz łuńternet? - zapytałam bo mi coś się nie łączyło.
- Jesteśmy w windzie. Tu nigdy ne ma internetu. - odpowiedział nawet ne wyciągając telefonu.
- A skąd ty to możesz wiedzieć co?
- Bo wiem to bardzo dobrze.
- A niby skąd? - dociekałam.
- A czy ty byłaś kiedyś w windzie, w której łączy internet?
- Nie wiem, nigdy ne sprawdzam.
- No więc widzisz. Tu też nie będzie, a wiesz dlaczego?
- No dlaczego?
- Bo. To. Jest. Metal!
- Łał, Dżaga, weź tek nie krzycz bo się ciebie przestraszę. - zaczęłam paczać na niego dużymi oczami.Ten tylko się zaśmiał. Wyszliśmy z windy i ruszyliśmy w stronę stołówki. Zabraliśmy swój obiad i poszliśmy do swojego stolika nr. 1, jak to kiedyś określił Piter.
- Wiecie co mnie ostatnio zastanawia? - zapytał Zatorski.
- Nie mamy pojęcia, i chyba nie chcemy wiedzieć. - powiedział Winiar.
- No dobra, nie ma sprawy, nie ryjcie się tak do mnie, nie bądźcie taki ciekawscy. I tak wam powiem.
- Taa....
- No więc, to się wydarzyło wczoraj, jak już zamierzałem iść spać. No to gaszę światło układam się wygodniutko w łóżeczku no i zamykam ślepia. I nagle słyszę jakieś pukania-stukania. Otwieram oczy no i się rozglądam, nie, nic ne widać, to się kładę, a tu znów coś stuka. Wstaje otwieram drzwi, nikogo. Sobie pomyślałem, że pewnie ktoś se robi jaja i chce mnie przestraszyć. To się kładę. I znowu jakieś pukania! Już nie wytrzymuję, i otwieram okno. A tam co? Wrony sobie latają. Ja się przestraszyłem, że to może Andrzej się zamienił w ptaka i teraz chciał mnie prosić o pomoc, żebym go jakoś wyciągnął. No to mu powiedziałem "Andrzej, nie martw się, jakoś cię z stamtąd wyciągnę." i się kładę nynu. Jak się rano obudziłem to już sobie wymyśliłem jak uratuję Andrzeja. Po prostu złapię jedną wronę, obiorę z piórek, a później uśmiercę jej ciało, tak żeby nasz kolega znów do nas wrócił. - zakończył swój monolog.
- Ale wiesz chyba, że Andrzej był na śniadaniu? - zapytałam.
- Bardzo sprytna uwaga. I właśnie wiem dlaczego był na śniadaniu, a nie jest na obiedzie. Ponieważ Andrzej nie mógł jeść robali, także wylazł z wrony, i przyszedł na śniadanie żeby się pożywić. Ale po śniadaniu znów wrócił do formy ptaka.
- A skąd wziął się na treningu?
- Bo nie mógł sobie zaniedbać siatkówki.
- To skąd Andrzej siedzi tutaj cały czas i gapi się na fejsa?
- O Andrzej. Już się zamieniłeś z powrotem?
- Coo?
- No stary, nie musisz się wstydzić, może tylko ty masz taki gen wrodzony. Wiesz, że to zjawisko paranienormalnie? Możesz wystąpić w jakimś muzeum.
- Stary, ja nie jestem żadnym ptakiem.
- No jak nie, jak tak? Przecież wczoraj cię widziałem pod moim oknem.
- Zati, weź zatkaj nos, i mów przez 20 sekund "mmmmm", ok? - powiedziałam.
- Pobiję rekord i zrobię 30 sekund. - od razu zatkał nos i próbował powiedzieć "mmm". Chociaż jest to w ogóle nie do zrobienia.
- Idealnie.  - rozmarzyłam się.
- Noho.  - potwierdził esowatym głosem Fabian.
- Ej, właśnie wpadłem na super pomysła! - powiedział Krzysiu.
- No co znów wymyśliłeś?
- Słuchajcie, zrobimy taki, no.... jakby turniej.
- Eee? - nie zrozumiałam za bardzo co chce przez to powiedzieć.  
- No taki jakby test sprawdzający. Ale tylko na dwie osoby. - wszyscy siedzący przy naszym stole zwrócili wzrok na mnie i na Fabiana.
- Nie, nie, nie, nie, tylko nie ja, błagam!
- Ale ciemu?
- No bo... A ty? - zapytałam Igłę.
- Nie, ja nie, ja będę sędzią z Michałem, Mariuszem, Łukaszem i..... zresztą wszyscy będą sędziami.
- No ale dlaczego na przykład nie mogą walczyć Kłos i Wrona? Oni przynajmniej mają jakieś doświadczenie! - powiedziałam.
- Nie, ja podziękuję. - odparli równocześnie.
A Zati w ciągu dalszym próbował powiedzieć "mmm" z zatkanym nosem.
- No proszę, przynajmniej będziemy robić coś ciekawszego.  - nalegał Misiek.
- No dobra. - zgodziła się w końcu. W sumie, to może być i całkiem fajnie.
- To idziemy?
- Idziemy. - wstaliśmy wszyscy oprócz Zatorskiego który nadal męczył się ze swoim zadaniem. Już miałam go zawołać, ale tylko machnęłam ręką. Wyszliśmy na zewnątrz a Igła przybrał pozę myśliciela i zaczął główkować jakie zadanie nam zadać.
- Okej, mam już pierwsze zadanie. Musicie biegnąć do biedronki, kupić śmietanę w spreju, wrócić i jak najszybciej ją zjeść.
- Kuźwa, nie mam drobnych. - zaczęłam grzebać w kieszeniach spodenek.- Weź ktoś pożycz!
- Czymoj ziom. - Piter rzucił we mnie 5-złotówką.
- Jestem bogata. - wziesłam ręce ku górze.
- Spoks ja mam. - powiedział Fabian i zaczął kozaczyć swoją kasą. - Jestem bogatszy od ciebie.
- No wcale że nie? Też mam piątaka.
- Ale to nie twoje.
- Ale ja je trzymam.
- Okej, także no, ruszajcie. - rekomendował Igła.
- Krzysiu, no jak to tak? Nawet ie odliczysz?
- Dobra, 3,2,1 biegnijcie. - ruszyliśmy spokojnym chodem. Nie ma po co się teraz śpieszyć. Do sklepu nie daleko, a później dopiero będę biegła. Weszliśmy do biedrony i wzięliśmy po jednej bitej śmietany w spreju.  Udaliśmy się do kasy, a ja się wryłam przed Fabiana. Zapłaciłam a resztę wrzuciłam do kieszeni. Wybiegłam ze sklepu, a tuż za mną gonił Dżazga. Pierwsza dobiegłam do chłopaków.
- Teraz to jedz!!!
- Jak to się otwiera? - zapytałam cały czas się śmiejąc. - A dobra, już mam.
- No żryj to!
- No żrem to! - przystawiłam sprej do jadaczki i naciskałam tam gdzie się naciska i śmietana zaczęła wypływać z pojemnika.
- Pierwszy! - krzyknął Fabian.
- Ale to było nie sprawiedliwe, ja nie wiedziałam jak to się odkręca.
- Trudno. Buahahahahaha! 1:0!
- Oż ty trolu.
- Okej następne zadanie. Musicie zatańczyć makarene. 
- Kuźwa kto to wymyślił.
- To akurat Piter.
- To puszczamy makarene.
Po chwili piosenka zaczęła lecieć a my tańczyć.
- Fabian, na litość boską, jak ty tańczysz makarene? - odezwał się Wrona. - To się tańczy tak. - zaczął demonstrować przy okazji kręcić tyłkiem.
- Krok do przodu i do tyłu, łatwe do tańczenia ręce w górę, potem na dół to dla ułatwienia. - zaczęłam śpiewać makarene po polsku.
- Taaaniec makarena!!!!
- Okej, wystarczy tych pląsów.  Macie po jednym punkcie.
- 2:1!!! - zaczął się drzeć Fabian.
- No ty się tak nie ciesz, bo i tak zaraz będzie 2:2. - powiedziałam.
- A skąd taka pewność, Milordzie?
- Szlachta wie.
- A ja jakim memem jestem? - zapytał Dżaga.
- Ty to jesteś Forever Alone. Nadal nie masz dziewczyny. 
- Poocisk!!! - skomentował Igła klaszcząc w dłonie.
- No to co? A ty niby masz chłopaka?
- Szlachta nie potrzebuje chłopaka. To chłopak potrzebuje szlachty.
- Czyli nie masz.
- Jak już mówiłam....
- Tak, wiem.
- No i proszę, kolejna runda za nami! - powiedział Mario.
- Coooo? - zapytaliśmy równocześnie.
- No tak. Mieliście się zacząć kłócić.
- Aaaale, my się nigdy nie kłócimy! To są takie, tylko... noo...
- Sernik? - zapytał Krzysiek. No nic, tylko chciał mnie wkurzyć.
- Nie.... Takie....
- Drzewa?
- No nieee.... no takie, no.....
- Luiza, mogłaś powiedzieć od razu, że chodzi ci o Piotrka.
- No ja pitole... Chodzi mi o.....
- Żeby ci nie uciekło!
- Kzyyysiek, no jak ty mnie wkurzasz, jak tak robisz!
- Widzisz co.. co, co ty robisz? - Fabian przytulił mnie. - Mój ziom się zaraz rozpłacze!
- Sprzeczki!!!!!!!!
- Co sprzeczki?
- Właśnie to miałam na myśli wtedy.
- Dobra, a teraz padać na trawę i robić 10 pompek.
- No.. no co ty! Ja nie umiem robić pompek.
- To się smuć.
- Dobra, nie pozwolę żebyś był lepszy ode mnie. - przyjęłam pozę do robienia pompek. I zrobiłam jedną. - jeden. No to zostało już tylko 9.
- A ja już skończyłem.
- Kupiłem se traktora nie ursusa nie zetora silnik 2 litry 32 konie gumę pali nawet na betonie. - ale ja mam dzisiaj piosenkowy dzień. Nic, tylko bym śpiewała jakieś debilne piosenki. Tym razem to zaczęłam śpiewać .
Skończyłam robić pompki, których nigdy nie umiałam zrobić.
Turniej trwał dalej ale były takie debilne zadania, że normalnie...
Krzysiu to tak zawsze ma, najpierw wymyśli jakiś niby zajebisty pomysł, a po pięciu minutach już mu się nic nie chce, i daje tylko takie sobie pytania czy zadania czy coś tam.


...............................................
Hey :*  Pod poprzednim rozdziałem Marcyśka napisała : "..Luiza i Fabio to byłaby para stulecia :D"
A wiesz, że się nad tym nawet zastanawiałam? :-D Ale nie wiem, nie jestem do tego przekonana... Napiszcie w komentarzach, kogo byście chcieli, na chłopaka Lizki  :)
I jeszcze tak na koniec, chciałabym podziękować Abnormal, która zawsze podpisuje się pod moim rozdziałem w postaci komentarza. Bardzo jej za to dziękuję :* Ciesz się :D I jeszcze jedno do Ciebie. Sorry, jeżeli cię uraziłam w jakikolwiek sposób z tymi wronami ;\ Coś mi się tak dziwnie nasunęło....
Pozdrawiam i do następnego!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 10

Gadaliśmy, i nawet ie spostrzegliśmy że Zatorski zasnął na moim łóżku.
- Zati, obuć żeż no się.  - uderzyłam go lekko w głowę, żeby jeszcze bardziej jej nie urazić.
- Ha, ha, ha, usnął na twoim łóżku, a nie na moim! - powiedział tryumfalnie Fabian głupio się uśmiechając.
- No za chuja nie chce się obudzić. Co za osioł z niego.
- Co się znów stało? - zapytał wcinając się Igła. - Ha, ha, ha usnął ci na łóżku!
- No i co w tym śmiesznego? - zwaliłam Pawła na podłogę, a on ani drgnął. Przewrócił się na drugi bok i spał dalej. - Matko boska, on żyje?
- Zaaraz zobaczymy. - Igła usiadł obok niego i wytrzeszczył na niego oczy.
- Hyyyy! - młody libero obudził się w trybie natychmiastowym.
- Jasny chuj! Krzychu, ty masz jakieś paranienormalne moce? - spytał Dżaga pcząc na niego szeroko otwartymi oczami.
- Nie uwierzycie co mi się śniło! - przerwał ożywiony Paweł.
- Pewnie ni uwierzymy, ale posłuchać możemy. - powiedział Bartek.
- Śniło mi się, że śliwki, jabłka i gruszki ożyły, i pojawiły im się oczy, nos, i buzia, nawet włosy miały, i one tak mnie goniły, że w końcu dogoniły mnie do lasu, no i tam utopiły się w jeziorze, a ja biegłem dalej, i dobiegłem do końca Polski, i tam był już śnieg, i po drogach jeździł święty Mikołaj, i zapytał co bym chciał dostać na Gwiazdkę, to ja powiedziałem że chciałbym wszystko, tylko nie skarpetki czy piżamę, bo ma już sporą kolekcję, i on tylko zaśmiał się psychicznie i odjechał. Potem tak z niczego zleciała mi z nieba jakaś dziewczyna, nawet podobna do Luizy, i zaczęła krzyczeć : Jasny chuj, on się jeszcze nie obudził! I potem w ziemi powstało takie wgłębienie jakby ktoś strzelił we mnie piorunem i ja się sturlałem do tego wgłębienia, bo nagle z tego śniegu i z tej okolicy powstała łąka i były tam króliczki, kaczuszki, motylki, i zaczęliśmy się turlać z tymi króliczkami, i wpadliśmy do tej dziury i tam był taki wróżbita Maciej, wywalił na mnie oczy, dosłownie, i kazał mi je zjeść. To je wyrzuciłem, i on zaczął mnie gonić, i powiedział że chciałby ubrać choinkę, ale nie ma oczu, także poprosił mnie żebym ubrał ją za niego, no to się zgodziłem i ubierałem sobie tak tą choinkę, a te ozdoby też ożyły, i musiałem znowu uciekać, i nagle znalazłem się na morzu. No to sobie płynę na kawałku drewna do lądu i tam założyli mi wieniec z kwiatków i powiedzieli że jetem na Hawajach. No to byłem w siódmym niebie, bo zawsze chciałem tam pojechać. No ale zaraz jak tylko tam stanąłem na tych piaszczystych plażach to wybuchł wulkan, i ci ludzie co tam mieszkali chcieli mnie wrzucić do środka wulkanu, no to mnie przywiązali do drewna i wznieśli na ten wulkan. I tam mnie wrzucili. Mówię, wam! Taki horror to mi się nigdy nie śnił! - zakończył swój monolog. Wszyscy zebrani gapili się na niego z dziwnymi minami.
- Coś ty ćpał przed snem? - zapytał Winiarski.
- Absolutnie nic.  - uśmiechnął się i ziewnął. - Nooo, to ja już pójdę spać, bo tak mnie to wszystko zmęczyło, że zaraz usnę na stojąco. - wyszedł z pokoju a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- Boże, on naprawdę nic nie ćpał?  - zapytałam.
- Tego nikt nie wie.
- Może on zażywa wystarczającą dawkę, która starcza mu na miesiąc? - zauważyłam.
- Matko, to są takie dawki?
- A nie ma?
- Kurde, teraz to nie będę mógł zasnąć, tylko będę myślał, czy istnieją takie dawki. - powiedział Piter.
- Fascynujesz się narkotykami? - zapytałam podejrzliwie.
- A ty nie?
- Ludziu mój kochany!  Ja to chyba szukałam cię całe wieki. Razem stworzymy super-parę dilerów! - zawołałam ucieszona do Pita.
- Dobra, to skąd weźmiemy towary?
- Jak ty myślisz? No a co ci przychodzi do głowy?
- Yyyyyy......
- No a Biedronka od czego jest?
- " Pierdonka ma kolejne wietrzenie magazynów. Przyjdź już dziś i zakup super markową koszulkę biedronki! Kto pierwszy ten głupszy! " - powiedział Fabian.
- Ta, oglądałam te ich reklamy. Lepszych lam to nie mogli zatrudnić.
- Ciągle masz taką fazę na te lamy? - zapytał Winiarski.
- No. To mi się chyba nie skończy.
- To już wiem co ci kupie pod choinkę. - uśmiechnął się złowieszczo Krzysiu.
- No nie gadaj! Tylko nie mów że mi lamę kupisz!
- No jasne że nie. Kupie obrazek z lamą. - wypiął dumie pierś.
- Gdybyś ty widział mój pokój w Bełchatowie.....   - pokręciłam głową i weszłam na neta. Tak z niczego wpisałam "lama" pooglądałam sobie lamy.
- Co jest w twoim pokoju? - zapytał Krzysiek.
- Pełnooooooo.... LAAAAM!
- Matko, boska, matko boska, boska matko, jak ja się jej boję jak ona mówi jak psychopata! - powiedział przestraszony Drzyzga chowając się pod kołdrą.
- Taaa. Cały świat się mnie nie boi, tylko ty. A więc jeśli chcesz uzyskać ode mnie litość, wielb mnie na każdym kroku.
- No co ty. Nie będę ci całował stóp. 
- Całować nie koniecznie, ale rozmasowywać zawsze możesz.  A więc szybciutko, bo jak nie...
- Okej, okej, okej. Błagam nie bij.
- Myślałeś że cię uderzę?
- Wiesz, jak ktoś do mnie mówi "bo jak nie...." to zawsze myślę, że chce mnie uderzyć. - wyjaśnił.
- Ja nikogo nie biję bez powodu. Chyba że to pająk.
- Boisz się pająków? - zapytał Karol z diabelskim uśmiechem.
- Nieeeeee....?
- To weźmiesz do ręki mojego pajączka którego znalazłem?
- A, nie dzięki, akurat teraz znalazłam w łuńternecie ciekawy tekst o lamach. Muszę go przeczytać, rozumiesz, nie mogę.
- A mogę sobie wziąć tego pajączka? - zapytał.
- Bierz.
- Super, myślę że właśnie złapaliśmy wspólny język.
- To pająk. On nie gada. - powiedział Wroniasty.
- A tak tutaj głośno, że nikt nie słyszy.  - odpowiedział obrażony.
- Tylko uważaj, bo cię ugryzie.
- Będę Spajder-Menem! - zawołał ucieszony.
- No, będzie taki oridżinals. - powiedziałam.
- A mnie kiedyś ugryzł pies sąsiadów, i co ja teraz jestem Człowiek-Pimpuś?  Pf. - powiedział Fabi.
- Ty to dopiero umiesz zniszczyć marzenia dzieciów. - rzekłam do niego.  A po chwili dodałam: - A serio cię ugryzł?
- No! Ty wiesz jakie cziłałe mają zęby?!
- Wiesz, nigdy nie maiłam okazji by to sprawdzić.
- A pokazać ci bliznę jaką odziedziczyłem po tamtym chuju?
- Mi zawsze. Zawsze mogę się z ciebie ponabijać, że to akurat ciebie spotkało. - uśmiechnęłam się.
- A czy ty masz jakieś blizny?
- Ocywiście że mam. Przecież ile to razy Gacek mnie gryzł? Albo Rimmel?
- Kto to Rimmel? - zapytał Piter.
- Rimmel - brytyjskie przedsiębiorstwo kosmetyczne założone w 1834 roku przez Eugene Rimmel w Londynie. - wyrecytowałam.
- A, sorry. To kosmetyki.
- Nie, no bez trolla, to mój pies. - wyjaśniłam.
- To ile ty masz psów?
- Mam jednego w Bełchatowie, a drugi jest w Wałbrzychu.
- Aaaaaaaaaaa.
- Noooooooo.
 Pogadaliśmy jeszcze trochę, i chłopaki poszli do siebie. Pierwsza polazłam do łazienki pod prysznica i się ubrałam w piżamkę. Wysuszyłam włosy i wyszłam. Położyłam się na łóżku i włączyłam laptopa. Weszłam na Besty i sprawdziłam Facebooka. Akurat Laura była dostępna. Już po chwili dostałam pierwszą wiadomość.
- "Hey kochana ;* "
- " Cześć, czo tam u ciebie? "
- " Nic. Nudza mi się więc weszłam na fejsa. "
- " Taa, i jak zwykle pierwsza do mnie napisałaś. Lol, ty zawsze pierwsza piszesz. xD "
- " Wiem, i jestem w tym najlepsza. "
- " Taa, skromności to ty masz  niewiele, wiesz? "
- " Dziękuję, dziękuję. Mieszkasz z Fabiankiem do końca zgrupowania? "
- " Nie. Tylko przez trochę dałam mu pomieszkać, bo mu szafa przemokła.  "
- " Loooool? Zlał się tam i nie chce się przyznać. " 
- " Być może. No ale dałam mu trochę pomieszkać , żeby jak żul nie siedział pod drzwiami. " 
- " Jesteś taka dobroduszna. "
- " Wiem, wiem.  nie musisz mi powtarzać, sama dobrze to wiem.  "
- " No a tak poza tym? Nic się nie wydarzyło? "
- " Wiesz, każdy dzień z Fabianem, to nowy przypał. Ale żeby ci to opowiedzieć, to musiałybymśmy sie spotkać na żywo. Wiesz, dużo pisania, itp. "
 - " No, też by mi się nie chciało. Ale ty jesteś bardziej leniwa ode mnie. "
-  " Co? Że niby ja? " 
- " No a kto? "
- " Przecież ty jesteś bardziej leniwa ode mnie. " 
- " E,e nie prawda kłamczucho. "
- " Sama jesteś kłamca, ty kłamco. Podaj jeden przykład, który udowadnia że jestem leniwa. "
- " Proszę bardzo, bardzo proszę, proszę cię bardzo, impreza na 20 urodziny Mateusza. "
- " Oj, no byłam wtedy na kacu, nie mogłam, rozumiesz, nie mogłam nic wtedy robić, bo wszystko mnie bolało, rozumiesz. "
- " Pffffffffffffff. Też byłam na kacu, i co? "
- " Oj, no bo ty jesteś bardziej pomocna, no i wogle. "
- " Mhm. Taa. Jasne. Uważaj. Bo. Ci. Uwierzę. "
- " Oj no nie fochaj się, tylko opowiedaj, co tam ciekawego. "
- " Nic. "
- " A, no, to tak samo jak u mnie. "
- " Łaaaaaaoooooo. Nynu mi się chce. "
- " Jest 24 godzina, a tobie się chce spać?! "
- " No. Wiem, trochę za wcześnie, ale trudno, niech stracę. "
- " Ja też pewnie będę się kłaść lulu. "
- " No do dobra nocka! "
- " Dobra nocka. Paaaaa ;* słodkich snów, karaluchy pod poduchy i strzelbę też weź schowaj bo strażnicy przyjdą i ci ją zabiorą. "
- " Dzięki za radę, schowam :) Pa. "
Fabien wyszedł z kibelka i pierdolnął na swoje ( moje ) łóżko.
- Co robisz? - zapytał przekręcając się na bok, w moją stronę.
- Nic. Wyłołonaczam.
- Nie mówi się "wyłołonczam" tylko wyłączam.
- Oj Fabianku, nie pouczaj mnie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Oj Luiziuniu, nie bądź taka wszystkowiedząca. Gaś światło bo chce mi się spać.
- To ty idź zgaś.
- Nooo... Ale dlaczego ja?
- " Dlaczego ja? " To jest taki  serial.
- " Dlaczego ja? " To jest dokument.
- WTF?! To nie jest dokument. Lol, jak ci to niby przyszło do głowy? Dokument to jest taki " Animal Planet " Czy, czy czy " Natura w Jedynce ", i takie podobne to tego...
- Dla mnie to będzie dokument.
- A co jest w tym "dokumencie" takiego ważnego co warto zapamiętać?
- No, helloł? Helloł! W każdym odcinku jest jakaś sprawa, i ogląda się to, żeby takiego czegoś nie zrobić.
- No na przykład jaka sprawa?
- Jakaś dziewczyna je śniadanie na lekcji, nauczycielka się wkurwia, wyrzuca ją przed szkołę,na przerwie przyłazi jakaś jej koleżanka, pyta się czemu żarła na lekcji, ona odpowiada że jest nastolatką, prawdopodobnie jest w ciąży, była głodna, to zjadła, i żeby ją zostawiła.  - wyjaśnił.
- Takie coś to się stało w Niekrytym krytyku!
- No to co?
- No dobra, koniec tematu, rusz się i zgaś światło.
- Ale...
- Jak nie to wynocha.
- Okeeeej. - wstał z miejsca. - Nie bądź taka brutalna.
- To ty nie bądź taki leniwy. - powiedziałam dy zgasił światło.
- Ołełełe. - wykrzywił mi się.
- Nie krzyw ryja, bo i tak nie masz co krzywić.
- Pffff. - założył ręce na piersi, zdarł głowę do góry i zamknął oczy. Czyli wieczorny foch Fabiana. Tak to nazwałam. Sprawdziłam godzinę i widzącże jest już 00:00 powiedziałam :
- Nie rób wieczornego focha, bo jest już ranek. 
- Juuuuuż?
- No. Widzisz? 00:00.
- Kurna, już jajeczka są a ja nie śpię.
- No, uważaj bo zaraz przyjdą duuuuchyyyy.
- Godzina duchów jest o 3 nad ranem, nie o północy.
- No jak to? Przecież o północy jest godzina duchów.
- To nie wiem już sam....
- I ja też. - skrzywiłam się.
- Ej, Luiza.
- Na?  - popaczałam w jego stronę. Tak na marginesie, wszystkie światełka, które były w pokoju były zgaszone, rolety zasunięte także w pokoju panowały egipskie ciemności.
- Paczaj. - powiedział.
- Ale na co? - zapytałam lecz nagle pojawiła się straszna twarz po jego stronie. - Aaa!
- Ha, a widzisz, to tylko ma piękna twarzyczka w świetle mojego fona.
- T,ta, tylko wyglądasz jak wum! Pajer. Ej a pokazać ci taką piosenkę o niekrytym?
- Jaką?
Zaczęłam szperać w muzyce. Po chwili puściłam piosenkę.
- No niezłe, niezłe. - powiedział gdy się skończyła. - Jak to się?
- Jaką Tosię?
- Jaką Tosię?
- No właśnie, jaką Tosię?
- Ale co? Skąd ci się nagle wzięła Tosia?
- No bo ty powiedziałeś " Jak to się? " nie?
- No, bo chciałem zapytać jak to się nazywa?
- No i znowu palną Tosię.
- Ja w życiu żadnej Tośki nie uderzyłem!
- Mato, chyba nie rozumiesz o co mi właściwie chodzi.
- No raczej nie.
- Słuchaj, zapytałeś " Jak to się? " Prawda? Prawda. A słyszysz może w wymowie tego zdania imię?
- Jak to się..... - powtórzył. - Ej!! No faktycznie.
- No widzisz jaka ja mądra jestem?
- No!
- Dobra, a teraz cicho, bo już śpię. - przykryłam się kołderką i się przewróciłam na drugi bok.  Nie było mi tam zbyt wygodnie więc położyłam się na plecach. No ale tak gapić się na sufit? Chyba wolę już się gapić na Dżagę. Odwróciłam się twarzą do niego. Kurde, co ta kołdra taka jakaś nie ten tego? Przekręciłam się na brzuch.
- Co się tak wiercisz?
- Potrzebuję więcej stron.
- Lol.


                                                                   ***
Obudził mnie mój budzik. Wyłączyłam go i się podniosłam.  Drzyzga jeszcze kimał z głową pod kołderką. Postanowiłam że zrobię mu trollinga.  Podeszłam do niego i ściągnęłam kołderkę.
- Hyyyy!!!! Aaaa, zimno, zimno, zimno!
- Hahahahahaha.
- To był cios poniżej pasa.
- Czyyyyli cios w kutasa?
- Zboczuch.
- Dobra, dobra ja idę ę się ogarnąć do łaźni, a jak wyjdę i zobaczam swoimi pięknymi oczkami, że utnęłeś sobie dżymkę, to zrobię tak, jak robiłam to w czasach Częstochowskich.
- Okej, okej.
Szybko się "ogarłam" jak to od niedawna mówię, i wyszłam z łazienki.  Fabian nie spał więc nie musiałam robić tego co robiłam w czasach Częstochowskich. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak ciągle pierniczę o tej Częstochowie, co w tedy robiłam, z czego śmiałam się, co wymyślałam  z Fejbsem, ale dobrze mieć takie wspomnienia. 
Nie chciało mi się na niego czekać także zeszłam na śniadanko.
- Gdzie masz Fabiana? Zabiłaś go? Matko Luiza jak mogłaś to zrohobiiić? - uczepił się mnie Krzysiek.
- Matko Bosko Kochano. Co robi, no co robi, co robi no co robi a dajże chłopu spokój!
- Zabiłaś go, ja to wiem, dlatego nie zlazł z tobą na śniadanie.
- Co ty, szkoda mi noża na takiego bobra. Prędzej sam się zabije jak rozleje sam sobie wodę na płytkach.
- Ty. Masz. Przy. Sobie. Nóż. - zapytał przestraszony ( nie przestraszony ) Winiar.
- No. Wiem. Jestem mordercą. Spodziewaj się Krwawego Winiara.
- Aaaa! Krzysiek, ona chce mnie zabiiiiić!
- Nie no co ty, na ciebie też mi szkoda noża. Żaaaruję! Nie noszę w torebce noża. Nie jest mi on potrzebny. Wystarcza mi paznokcie.
- O czym gawędzicie? - zapytał Fabian siadając obok mnie. Tak, to jego już chyba stałe miejsce.  - Dlaczego na mnie nie zaczekałaś? Przecież zawsze schodzimy razem na śniadanie!
- Nie chciało mi się na ciebie czekać.
- Ale ja zawsze na ciebie czekam.
- No to co?
- Pf. Ni odzywaj się do mnie.
- Chętnie. Ale  tak wiem, że po śniadaniu już nie będziesz mógł wytrzymać i się do mnie odezwiesz.
- Wcale że ni....
- Widzisz? Ty nie potrafisz wytrzymać bez odzywania się.
- Wcale że nie! - wbił nóż w serwetkę.
- No i widzisz? Uśmierciłeś serwetkę. Czym ona ci zawiniła?
- Zabiłem twoje dziecko! Hyhyhyhy!!! - zaśmiał się psychicznie.
- Wicie co? - zapytałam.
- Noo? Powiesz coś ciekawego? Powiesz? Powiesz? Powiesz?  - zaciął się Krysiek.
- Płyta ci się zacięła? Panie MacGyver!
- Kto to MacGyver? - zapytał Zatorski.
- No widzisz, MacGyver to jest taki amerykański serial, co w nim występuje taki fajny gościu co je robaki, i wymyśla takie fajne strzelby, żeby złapać takich bandytów. - wytłumaczył mu Mariusz.
- Fuuuuj! On je robaki? No ale po co w ogóle wymyślili taki serial skoro od tego jest " Jedynkowe Przedszkole" ?
- No jak "Jedynkowe Przedszkole" ? Jaka jest podobizna tych dwóch seriali? - zapytałam.
- No... Jeeezuuu, przecież te przedszkolaki też rysują, robią coś z plasteliny, też mają fajne dżingle, i w ogóle.
- Boże, Zatorski ty paszo dla kurcząt. - przybiłam sobie faceplam'a
- Dobra, nie ważne. Uspokójmy się. Nerwy nie pomogą nam pozbyć się idiotów. - powiedział Winiarski.
- Masz rację panie pośle. - rzekłam z powagą.
- Jak największą panie prezydencie. - odpowiedział mi.
- Więc, jakie są sugestie, w jaki sposób możemy pozbyć się innych idiotów z całej Ziemi? - zapytałam.
- Sugestie są różne, sposoby też, trzeba się od nich odizolować. - powiedział Mario stykając końce palców obydwu dłoni.
- Przecież na Ziemi jest nie wiele idiotów. Niby jak chcecie ich złapać, skoro nawet ich nigdzie nie widzicie? - wtrącił się Paweł. Ten głupszy, rzecz jasna.
- Przypuszczamy, że jest ich 100. Jednego już mamy, zostało 99.  - pionformowałam.
- No i niby gdzie macie tego idiotę?  No łał, przecież na pewno nie jest wśród siatkarzy. Może wśród sztabu.
- To dopiero idiota. Zatorski, jesteś bardziej głupi, niż myślałam.
- Co... Do mnie mówisz? - zdziwił się.
- Nooo, już od kilku minut o tobie mówimy?
- Aaaaa! No tak, bo ja mam na nazwisko Zatorski. Głupi ja. - uderzył się lekko w głowę ( w której i tak pewnie nic nie ma, ale nie obrażając Zatiego. )
Śniadanie szybko się skończyło i wróciliśmy do swoich pokoi. Wsiadłam do windy wraz z innymi, lecz ni byłabym sobą, gdybym nie obejrzała jakiegoś kabaretu jadąc windą. Tym razem włączyłam Paranienormalnych " Makłowicz"
- Co znowu paczasz? - zapytał Fabian i zaczął paczać ze mną.
- Oooo lol. - no nie no rozwaliło mnie to.
Później w tradycyjny sposób odbył się trening, a później był obiadek.


.........................................
Dodaje coś po dość długiej przerwie. :) Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda?
Więc zostawiam wam rozdział do skomentowania a ja uciekam uczyć się z matmy ;(
Pozdrawiam ;*