piątek, 1 kwietnia 2016

Rozdział 36

Po śniadaniu był trening, a po treningu był obiad. No to przecież logiczne. Żarełło, rzyg po fikołku i znowu żarełło.
Nie no, żartuję.
Tutaj nie robi się fikołków.
Dobra, nie, to nie miało sensu. Nikt tu nie rzyga.
No przynajmniej na razie.
Jakbym ja tu była kucharką, to oni by nie mogli mnie nawet ani tyćky tyćku wkurwić. A jakby mnie wkurwili, no, to już możecie sobie przykładać miski do buziek :) #Psychodelicznyuśmieszek
No błagam, kto by się nie skusił kogoś kiedyś otruć?
Jak ja to robię nawet jak tego nie chcę.
I właśnie poznaliście kolejną mrrroczną prawdę o mnie. No dobra, nie taką mroczną, bo raczej każdy to wie, że do mnie się na obiad nie chodzi. Zawsze jest ryzyko, że kogoś otruję. W swojej kucharskiej umiejętności mogę zaoferować tylko jajecznicę, naleśniki, parówki, herbatę.... No co? To też się liczy! Kawę, kakao, zupę pomidorowo, zupę ogórkowo, zupę królewsko, pierogi z serem, pierogi z kapusto kiszono, pierogi z truskawkami, pierogi z wiśniami, pierogi kurwa ze sklepu... No. I to by było na tyle.
Ale się zbłaźniłam.
Ej, ale Krzysiek nie umie połowy z tego, więc, no. Nie śmiejcie się ze mnie.  
Na obiedzie raczej nic nie było. Zatorski nic ciekawego nie opowiadał, Piter nie gadał o durexach, Krzysiek nie wyciągał kamery...... Nuda coś. Nawet nikt nic raczej nie gadał.
- No weźcie coś powiedźcie, bo nie wytrzymam tej ciszy. - powiedział Bartek. No ty już coś powiedziałeś, co ci jeszcze potrzeba?
- Sam se gadaj. - powiedział Kubi. Oj, coś jest nie w sosie.
- Łepsiu! - Rafał kichnął.
- Na zdrowie. - powiedzieliśmy chórem.
- Dziękuję. Łepsiu! - Rafał kichnął po raz drugi. No dobra, spoko.
- Na zdrowie. - powiedzieliśmy chórem.
- Dziękuję. - chwila przerwy - Łepsiu!
- No ty chory pojebie, przestań kichać. - powiedział Fabian. Iksde.
- Zachoruj. - powiedziałam.
- Dziękuję, bardzo miłe. Łepsiu! - hohohoh Bohohoże, ratuj go.
- No wiem.
Po obiedzie też raczej nic. Ależ nudnawy ten dzisiejszy dzień! "Dzisiejszy dzień"... Może zostawmy to bez komentarza?
Robiłam zdjęcia w paincie i przeglądałam fejsa. To pierwsze mniej, to drugie bardziej.
Ogólnie to spoko, co nie? Popisałam z Anitą ani tamtą, i ogólnie to spoko.
No i zaczęłam sobie śpiewać. I nie, nie darłam się tak, że się wszyscy zlecieli bo myśleli że koza gwałci jelenia, w ogóle to niby czemu koza gwałciłaby jelenia, to już może pomińmy.
Śpiewałam sobie pod nosem. Aha. Tak też umiem. No bo nie chcę, żeby inni mieli kompleksy, że ja tak ślicznie śpiewam, a oni nie, w końcu 8 lat w szkole muzycznej, no, ja się tu nie chcę chwalić, no ale w domu mam od chuja dosłownie nagród za 1, 2, i czasem 3 miejsce. Ale ja ie chcę się chwalić, a tylko chcę Wam, Ci drogi czytelniku coś opowiedzieć o mnie. No bo w sumie to co Ty o mnie wiesz, hę?
*Le wypowiedź pierwszej*
Obrażalska menda.
*Le wypowiedź drugiej*
Luiza Ignaczak jest na prawdę bardzo miłą i ciepłą osobą, tylko czasem się wkurwi o byle co, ale to może pomińmy. Jest śliczną kobietą. Ma piękne duże.....oczy. Takie duże i okrągłe o niesamowitym szarym kolorze.
Dowiadujemy się o niej niezwykłych rzeczy, takich jak uczęszczanie do szkoły muzycznej.
Luiza ma cudowny głos. Bardzo miło się ją słucha. Jak śpiewa, jak i gdy po prostu mówi o troszkę nie istotnych rzeczach. *
O Jezu, no i to jest przykład czytania ze zrozumieniem. Brawo! Stawiam Ci piw..... soczek.
No ale wróćmy do teraźniejszości.
Muszę Wam powiedzieć, że chyba tak długo coś nie przychodzą ci chłopcy. Ja nie wiem o co chodzi, co się dzieje, ale jak to wymyśliłam ostatnio "Jeżeli chłopaki nie przychodzą przez godzinę, to wiedz, że coś się dzieje" No ale to tak na tym różowym paseczku w zeszytach.
No więc, no poszłam do nich.
A co się tam będę zapuszczać nie wiadomo gdzie, idę przed siebie.
Idę, mimo tyyyylu ran i znów do góry głowę! Czy jakoś tak.
- O nie! Tylko nie to! - powiedział Fabian. Dziękuję.
- O nie, jesteśmy zgubieni. - no dziękuję Rafał, bardzo miłe powitanie.
- O nie, Artefakt jest w zamku króla Leona! - no co? To klasyk internetu. I bez zbędnego zaproszenia jeeeeeeeeb na łóżko Fabiana.
Taaa, tylko pomijając fakt, że przyjebałam głową w ścianę, to było okej.
- Luiza Królowa Wylewnictwa melduje się na miejscu. - *Le śmiech z dobrego tekstu Rafała*
- Dzięki, wiesz?
I tak sobie gadaliśmy, i nagle Fabian powiedział:
- Ej, ściągnął mi się właśnie "Outlast", gramy?
- Pojebało cię? - bliźniaki!! Powiedzieliśmy to w tym samym czasie! Aaaaaaaa!!
- No co?
- No to jest straszne. - powiedziałam.
- Ty się przecież niczego nie boisz.
- Oglądać coś, a grać w coś, to dwie inne rzeczy. - Rafał na prezydenta.
- No weźcie. Tylko trochę. Na początku nie jest takie straszne.
- Dobra, ale ty grasz pierwszy. - powiedziałam.
- Nie, no, gramy od najstarszego .
- No chyba cię pojebało.
- No weź, jak coś, to ci pomożemy.
- No dooooobra......

- Outlast zawiera sceny przemocy, treści erotyczne, oraz wulgaryzmy. Baw się dobrze. No spoko. Wcielasz się w postać Milesa Upshura, dziennikarza śledczego, którego ambicją jest osobista podróż do piekła na ziemi. Będąc zawsze skłonnym do podejmowania ryzyka, jakie wynika z badania spraw, za które żaden inny reporter nie odważył by się zabrać, odkryjesz mroczny sekret w sercu zakładu psychiatrycznego Mount Massive. Pozostań przy życiu jak najdłużej, nagraj wszytko. Nie jesteś typem wojownika. Czyli jestem Fabianem. - oj jak chycił. - Ahahałaaa... Jeśli chcesz odkryć koszmary czające się w Mount Massive, musisz uciekać, ukrywać się, lub... zginąć. Ale jakie wybór mi tu dali. Mogę uciekać, ukrywać się, albo zginąć.
- I co wybierasz? - zapytałam. Ja to bym w ogóle tam nie szła.
- No będę ginął. Jak przystało na Fabiana. - chycił po raz drugi.
Ogólnie w grze widzimy tylko to, co widzi nasz bohater, czyli my. Na początku popylamy nocą do tego zakładu psychiatrycznego a w radiu gada jakiś kolo.
- Brawo, do zakładu psychiatrycznego w którym podobno straszy i dzieją się jakieś dziwne rzeczy jedzie w nocy. No po prostu taki inteligent, że głowa mała.
- No jak na Fabiana przystało. - powiedziałam. Chyciłam. Ale z pewnością lżej, no bo wiadomo, że ja jestem jednak Królową Wylewnictwa, jak to określił Raf, i jeszcze bym spadła z łóżka, dostała twarzą o ścianę, a podłoga by się zawaliła. Sufit tak samo.
- Ej prasówkę mam. Będę mógł wchodzić tam, gdzie normalnie się nie wejdzie, i będę mógł wywiady z nimi robić. - hyhyhyhyhyhyhy.
Gdy się zatrzymaliśmy obczailiśmy drugie siedzenie. Leżały tam jakieś papierki, dwie baterie i.... o kurwa mać, kamera Krzysia!!! Uuuuu jea. Ale spokojnie Luiza, nie nakręcaj się tak, wpierw przeczytaj instrukcje, bo zapewne zastawił w niej mnóstwo pułapek. W sensie Krzysiek kamerze. W kamerze zastawił pułapki. Krzysiek. No.
 - Nie znasz mnie, nie będę owijał w bawełnę. Mogą mnie śledzić. Przez dwa tygodnie pracowałem przy instalacji oprogramowania w ośrodku badawczym MURKOFF w Mount Massive. Właśnie łamię wszelkie umowy o zachowaniu poufności, ale pieprzyć to. Tam się dzieją straszne rzeczy. Nie mieści mi się to w głowie. Nie mogę uwierzyć w połowę z tego, czego byłem świadkiem. Lekarze twierdzą, że stosowanie terapii za pomocą snu, zaszło za daleko. Znaleźli coś, co czeka na nich w górach. Ludziom dzieje się krzywda, a MURKOFF na tym zarabia. Ta sprawa musi ujrzeć światło dzienne. No spoko.
Wysiada z auta i idzie to jakiejś budki w której nic nie ma, więc strata czasu. Otwiera bramkę i idzie po schodkach.
- Co tak szczekło? Oni tu psa mają?
- Poka!!! - no co no....
- A nie to gęsi dzikie jakieś.
- Wariat w oknie!
- Jaki debil, zgasił światło. To oni tak potrafią?
- Zgasił, żebyś nie widział, że podgląda. Ja też tak robię. - serio, Fabian? Serio?
- Jesteś wariatem?
- Czasem jestem....
Podchodzi do drzwi wejściowych, przy których stoi/wisi/nie mam pojęcia co robi domofon/.
- Marek Debil, Debil Idiota, Gruby Krzychu, Maciek z klanu, i Pokrojony Krzysztof.
Próbuje otworzyć drzwi, no ale to by było przecież za proste. Idzie więc pod okno, gdzie widział wariata. Być może był to Fabian w przeszłości.
- E, wariat! Aa, bo tu go nie ma.
Idzie w lewo i kuca/czołga się/idzie na kuckach/ pod rozpizganą furtką.
- Zapisywanie. To nie wróży nic dobrego. - powiedziałam. No przecież zawsze tak jest!
- Gdy kamera jest włączona..... ble, ble, ble, dobra, wiem.
Wchodzi po drabinie na rusztowanie, bo drzwi jak zwykle są zamknięte.
- Nieeeee, no zaczyna się jakaś muzyka... - dalej się wspina, no szaleniec, muszę przyznać z tego reportera. Hy! A co jeśli teraz na oknie siedzą jacyś reporterzy, i nas kamerują? Ooooo kurwa. Jesteśmy zgubieni. Chyba zacznę zasuwać rolety.
- Aaaaa, ja już wiem, dlaczego już tutaj nikt nie robi przy tym rusztowaniu. - no to pochwal się z nami swoim odkryciem.
- Czemu?
- Widzieliście jaką kurwa fakturę dostali? Pisiont groszy. A obok dwadzieścia. No to się nie dziwie.
- Jaka muzyka dzika jest. Jeeeeezu. - wchodzi przez okno. - Dzień dobry, to jest napad. - zgasło światło. Pisłam. No co no, ja się stresuję przy takich grach.
- Ej a jakby tutaj coś stało teraz. - nie mów, Fabian. - Włącz sobie tryb nocny.
- Jaki tryb?
- F.
- Łooooooooooo! - le ździwko moje i Rafa.
- Mhyhym. Okres. - powiedział pacząc na podłogę z krwi. Nie zawsze krew to okres. Może ktoś sobie paluszka naciął i się wykrwawił na śmierć biegając jak  pojebany pojeb po pokoju, bo nie wiedział, gdzie są trzymane bandaże?  No? No właśnie. Tak na pewno nie było, bo to przecież jasne, że to okres.
Wszedł do pokoju na przeciw, bo po lewej i prawej stronie było zawalone krzesłami, szafkami, i innymi takimi duperelami. Podszedł do fotela i obczaił co leży na stoliczku, aż tu nagle bum! Telewizor się włączył.
*Le pisk Luizy*
- Ja się bardziej na razie boję twoich reakcji, aniżeli gry. - później podobno jest coraz gorzej Fabian.
- Co to się stanęło się? - chyba raczej nic.
Wychodzi z pokoju i się rozgląda. Prawica zatkana krzesłami, lewica też prawie że zatkana, ale da się przejść. Wchodzi do pierwszego pokoju w którym nic nie ma, prócz baterii. A baterie są ważne, bo bez nich kamera którą ukradliśmy Krzyśkowi nie będzie działać. No logiczne, prawda. Idzie przez korytarz, gdzie są uchylone drzwi. Nagle bum! Uruchamia się muzyka. I drzwi się zamykają. Ogólnie to była ubikacja.
- Przeszkodziłeś mu w sraniu.
Wchodzi do pokoju naprzeciwko kibla i podchodzi do lodówek.
- Co to kurwa jest jelito? Jelito z colą, co na to Wojciech Modest Amaro? Zamknij mordę i smaż - hahahahahhahahahahaha iksde, iksde, iksde, iksde. - Mogę otworzyć lodówkę? Bym sobie coś chapsnął.
Podszedł do łóżka szpitalnego który też był cały w okresie i wskoczył do tego czegoś, nie wiem jak to się nazywa, wentylacja? No ogólnie to takie jakby hmmm... Takie kwadratowe rury, i tam można po nich się czołgać.
Kwadratowe rury, hmmm.....
Idzie po tych rurach i nagle przez te szparki widać, że jakiś facet wchodzi do pokoju i coś mówi.
- Co tom mamrotosz?
- Ale mamrot to jest piwo...... - brawo, Luiza, bra-wo! Za dużo "Rancza"
Śmichy hihy, ale trzeba dalej iść! Wyszedł z kanalizacji, niech tak o nazwę, i tak. Po prawej załadowane przejście stołkami, ale są uchylone drzwi. Po lewej też są jakieś drzwi.
- Gdzie ja mam iść teraz?
- Do biblioteki chyba.
- Gdzie to? - poszedł w zupełnie innym kierunku. - Aha, zastawili krzesłem i nie mogę już tam wejść, no  logiczne.
Uchylone drzwi- o nie, nie, nie, nie, nie.
Otworzył a tam dundający koleś.
*Le krzyk całej trójki.*
- No co ty kurwa robisz, koleś, co tak dyndosz, pojebany jesteś, tak mnie straszyć, no? No co za pojeb. Ja tam nie chcę iść....
- Dosz radę! Nie bądź takim dosłownym Fabianem. - aaaa, tym razem nie chyciłam. Fabian był za bardzo w szoku. Z resztą ja też.
- Kurwa kilo mięsa w bibliotece. Już nigdy do biblioteki nie wejdę.
- No co może być strasznego w bibliotece, idź tam. Hasaj tam. - taaa, teraz takiego kozaka Luiza zgrywosz, co? A ty jako pierwsza wrzasłaś.
- Koleś dyndający na suficie. Kto tak widział pojeb stworzył tą grę. - idzie, odważny chłopiec. :) Dam mu uśmieszek na zachętę. Wy też możecie.
- Ja nie mogę, kolejny jakiś obśrup. Gdzie ty mosz łeb?
Idzie dalej, wisi kolejny, ale kurwa mać, on żyje! Coś tam coś tam... Nie możesz z nimi walczyć, jacyś odmieńcy, coś tam, musisz się ukryć. Drzwi frontowe można otworzyć w recepcji czy jakoś tak.
- Dobra, dziena.  - idzie i otwiera drzwi. - O kurwa, tam ktoś chodzi, co to jest. - to coś, lub ten ktoś wszedł do jakiegoś pomieszczenia, a koleś którym gramy dostał padaczki. Oj, i to ostrej. Trząsł się jak nie wiem co. Idziemy więc przez ten korytarz, widzimy jakieś zdjęcia.
- Cześć Marek. Cześć Tadek. - idziemy i przeciskamy się przez te krzesła. A tu nagle ktoś nas nazywa prosiaczkiem, i ogólnie nie wiadomo o co kaman. Ani cześć, ani pocałuj mnie w dupę, ani nic. Rzuca nas na ścianę, a potem przez szyby i lądujemy na dole.
Jak wrzaśliśmy, to nie wiem.
- To był Gruby. - podsumowałam.
- End hu łor ju. - powtórzył za jakimś typem Buszek. - Twojo staro.
- Nie rozumiem tej gry. Jakiś po prostu mutant nazywa nas prosiaczkiem, a co to, "Kubuś Puchatek"?
- Gang ze Stumilowego lasu - jebłam Raf. Jak ty coś powiesz, to po prostu....
Wstaliśmy i podnieśliśmy kamerę. Jakbyśmy ją zgubili, to nie wiem co bym nam Krzysiek zrobił. Nogi z dupy powyrywał. Spojrzeliśmy na człowieka który leżał obok biurka.
- Ale trzeba mieć rozwolnienie, żeby kurwa wysrać od razu jelita. Co żeś jodł stary?
Obczajka terenu i idziemy tam gdzie są drzwi wyjebane. Przechodzimy parę kroków a tu nagle przed nami jeeeeeb jakiś koleś i rozwala drzwi. Proszę sobie nie przeszkadzać, my już stąd idziemy. No ale dobra. Idziemy do łazienki. Wchodzimy i widzimy trzy kabiny. Podchodzimy pod środkową, czyli najbardziej obsraną, ale nie otwieramy.
- No otwieraj, może bateria będzie.
- Bateria w kiblu? Jaki głupi by dał tam baterie?
- No w sumie to jest bardzo ciekawe, kto jest takim debilem, że łaził po tym całym budynku i baterie roznosił.
- To był Gruby.
Idziemy w prawo i otwieramy. Wchodzimy i widzimy klop z wystającą ręką.
- Widzę dieta dająca duże efekty.
Wychodzimy z pierwszego klopa i idziemy do tego obsranego po brzegi.
- Jebany. Nasrał i umdlał. Nie dość że przesrał zawartość kibla bez spłukiwania, to jeszcze plecy i nogi sobie ubrudził. Jaki wariat.
Wchodzimy do trzeciej.
- Kibel tu ukradli.
Po załatwieniu swoich spraw wchodzimy do pokoju naprzeciw. Drzwi otwarte, czyli może być coś niebezpiecznego. Tak myślę.
Da się wejść, ale jest ogólnie taki jakiś labirynt zrobiony, że jest zastawione półkami.
Nic tu nie było, więc tylko strata czasu. Ale tak paczymy, a tu nam się drzwi zamykają. Ooooooo kurwa. To nie może być nic dobrego. Tu coś musi być! Gruby? Nie no, w sumie to by było trochę bez sensu, gdyby tak za nami drzwi zamykał. Gdyby to był Gruby, to by od razu wszedł do tego pokoju, i by nam po prostu nogi z dupy powyrywał. Tak jak Krzysiu, kiedy dowie się, że zajebaliśmy mu kamerę i wywieźliśmy do szpitala psychiatrycznego w którym mieszkam. Także spokojnie, wszędzie was oprowadzę. Mamy też prasówkę, więc będziemy wchodzić nawet ta, gdzie ja nie mogę. Szach mat, Gruby. Teraz zobaczysz. "Zrozum, nie możesz tam wejść" "Nie możesz tu iść" Gunwo. Teraz mogę wszędzie wejść.
No, i to by było na tyle z tego gameplay'a. Czy jak to się tam pisze.
Nie byliśmy po prostu w stanie grać dalej. To dla nas zbyt wiele. To znaczy, bardziej dla Rafała, bo w sumie tylko on grał, a my tylko patrzyliśmy, więc ciut mniej się baliśmy, nie licząc mnie, bo wiadomka, że ja się tego nie boję.

Aaaaaaale chowałaś się za Fabianem.
Co? Nie? Mooooże pomyliłaś mnie z inną Luizą? Dużo jest osób o tym imieniu.
Nie martw się, później będzie jeszcze gorzej :)
Aha.

Posiedziałam u nich w sumie jeszcze troszkę. Jeśli troszkę nazywasz trzy godziny. W sumie nie mam nic do roboty. Bo Luiza grzeczne dziecko już odrobiło zadanie domowe i mogło sobie pozwolić na nic nie robienie.
Łohoho, Laurencjusz dodała nowe zdjęcie na Insta.
Myślę: Pfff, jaka morda.
Piszę : Pfff, jaka morda xD
No co? Nasza przyjaźń nie opiera się na "Ojjjj, jak ja cię Kocham, a ty też?" "Oj co to za pytanie? Jasne że cię kocham  I ogólnie taki spam w komentarzach. Nie. Luiza i Laura tak nie robią.
*Le Laura odpowiada w komentarzu na komentarz Lułi* xD
Tak sobie okazujemy przyjaźń :) A nie przez publiczne pisanie sobie serduszek, jak to za sobą nie tęsknimy, czy coś w tym stylu. No sorry, ja lesbą nie jestem.
Chociaż w sumie chyba zostanę, bo faceta to już chyba nigdy nie znajdę. Na tym świecie nie ma mężczyzn dla kobiet z moim wykształceniem.
Jak przystojny, to albo zajęty, albo gej. Co poradzisz. Aaaaa tam. Kupię sobie 5 kotów 3 psy i będę szczęśliwa. Przecież nie trzeba mieć faceta, żeby być szczęśliwym. No.
Ale kurde, mam 25 lat, jestem już stara, ludzie w moim wieku już się żenią! Albo wychodzą za mąż! Albo zachodzą w ciążę. Albo mają już dzieci.
Dobra, Luiza spokój się, bo ich tutaj tak zanudzisz, że o jaciepierdole. Uznajmy, że zostaniesz starą panną, i na tym skończmy temat.

*Le lekki zamuł autorki tego tekstu, która pisze to po to, aby tylko coś napisać*
No i w sumie to by było na tyle z tego dnia.

.........................................
Heeeeeej. Dzisiaj u Luizy w sumie nie działo się nic ciekawego, co możecie sami zauważyć po przeczytaniu.
Jak chcecie, to możecie napisać życiorys Luizy xD Jak dla mnie, Luiza jest po prostu mną. Jestem tak samo głupia, tak samo śmieszkowata, często się obrażam, i tylko głupi ludzie mnie lubią. Ale jestem szaro myszką. Więc tutaj też przelewam swoje dziwadła i co mi się nasunie przy bezsennej nocy kiedy to zastanawiam się, czy przeżyje kolejny dzień w szkole. Bo szkoła to zło.
Ale dzisiaj były wagary xD Ale tylko na 1 lekcji, hehe jaki rozbójnik.
A, i mi telefon zginął w szkole. To znaczy pewnie ja nie ogarnięta i ślepa bez okularów w szatni po wf-ie go po prostu nie zauważyłam.
Ale przynajmniej ten debil co mi go zwinął nic nie zrobi, bo mam hasło. Szach mat byyyyycz!
Okejnaraziepaaa!

środa, 9 marca 2016

Rozdział 35

Więc co, no to wpisaliśmy tą "Wódkę" do krzyżówki no bo co mieliśmy zrobić? Przecież to prawda.
- Trzy kropeczki i "Pory roku Vivaldiego" na pięć liter.
- "Jak" - odpowiedziałam.
- Co?
- No bo jest "Jak pory roku Vivaldiego" Co nie? Wpisuj, ja wiem lepiej. - oczywiście że nie wiem. Przecież ja jestem głupia.
- Okej....... "W zeszycie" sześć liter.
- Ja wiem, ale..... nie wiem czy mogłabym to tam wpisać. To jest dość niemoralne. - powiedziałam.
- Ja wiem o co ci chodzi. - stwierdził Bartek który już lał ze śmiechu. - Wpisuj kutasy.
- On rysował, nie ja! - też zaczęłam się z nim zalewać. Także ten tego. Ja tu jestem tylko na chwilę, za godzinkę mam już wracać do psychiatryka, bo się skapną że mnie nie ma.
- Aaha. - powiedział głosem tego gościa z "Jeden z dziesięciu" (Cięty Adrian - Jeden z dziesięciu - parodia +18 polecam)
- "Kobieta pozbawiona głosu" pięć liter.
- Ideał. - odpowiedział bez jakiegokolwiek namysłu Krzyś.
- Aha?
- "Dobrze gdy się zgadza"
- Hajs.
- Okej...... Następne.
- "Napój starożytnych bogów" osiem liter.
- No to przecież jasne że wódeczka. - odpowiedział Piter. No w sumie to było przewidywalne, że ktoś to strzeli. No ale w  sumie to też jest prawda. No błagam was, przecież to oni stworzyli wódeczkę. Pomyślicie zapewne, ale jak? No proszę Was, jak można tego nie wiedzieć? Jak taki Zeus pierdolnął w żubra pieronem, to tak się z niego polało że miliard miliardów butelek wódeczki wyskoczyło. No to niby skąd się "Żubrówka" wzięła?
No i to wyjaśnia nam nasze pierwsze hasło... No bo skąd Rosjanie mieliby tyle wódki?
Dobra, tyle. Za dużo wódeczki.
- "Wychowanek małp"
- Tarzan. - odpowiedział Zati. O Boże, on z dnia na dzień staje się coraz to mądrzejszy! Ja jestem po prostu w szoku!
- Okej, "Najlepszy przyjaciel człowieka"
- Pieot! - no tak to się złożyło, że Raf oraz Pit też mieli coś do powiedzenia w tej sprawie. Przecież koty są wredne!
- No jak kot, koty są wredne! - powiedziałam.
- Nie prawda. Nie są wredne.
- Są.
- Nie są.
- Są.
- Nie są.
- Są.
- Nie są.
- Są.
- Nie są. - uwaga drogi czytelniku, teraz pędź po drugą miskę popcornu, kolejną butelkę coli i szklankę coca-coli, bo kto Ci kurwa zabroni. Koty są wredne!
- Są.
- Nie są.
- Są.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Yyyyyyrhhh są wredne!
- Nie są! - no ja nie moga! A ci dalej swoje...
- Są wredne.
- A masz dowód? - zapytał Piotrek.
- No bo................... - szybko, szybko, szybko, wymyśl coś! Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee...... Emmmm............... Kurwa. Muszę wznieść białą flagę. Chyba nic nie wymyślę.... Chociaż, czekaj, drogi czytelniku, niech wstąpi w Ciebie nadzieja!
- Ciągle drapią i gryzą. - odpowiedziałam. Szach mat bitch!
- A psy to niby nie?
- Zależy jaki, jak jest wytresowany to nie gryzie byle kogo, a koty zawsze będą drapały i gryzły. - Hahahahahaha *Le złowieszczy śmiech i zacieranie dłoni*
- Nie prawda. Kot to najlepszy przyjaciel człowieka.
No to żesz kurwa mać jego nać! Ja na prawdę nie wiem, dlaczego my się jeszcze znamy.
- No to co wpisujemy?
- Koies. - spokojnie Luiza, spokojnie. Przecież masz stalowe nerwy.
- Kot.
- Pies.
- Aha. - znowu ten głos z "Jeden z dziesięciu". My się tu kłócimy (ale o ważną sprawę, więc proszę mi tu nie hejcić!), a tu nagle ten z "Jeden z dziesięciu" takie "Aha?"
- Dobra, nie ważne, to hasło zostawiamy.
- "Człowiek lekkomyślny, głupi" cztery litery.
Wszyscy zaczęli wyliczać swoje imiona i oddychali z ulgą. No ale panowie, nazwiska i przezwiska też się liczą :) #chamskiuśmieszek
- Mi tu tylko Zati pasuje. - powiedział mój bart.
- A mi Igła. - chamsko się uśmiechnęłam.
- Ale młodsi mają pierwszeństwo.
- Ej, ale przecież Liza też pasuje. - powiedział zdrajca Fabian.
- Aha? Dzięki, wiesz? Raz nie powiedziałam o tobie, to teraz ty mi tak?
- Bywa.
- Aha.
- No to kogo wpisujemy?
- Zatiego. - odpowiedziałam. - Albo nie, wpisz Igłę. - powiedziałam szeptem.
- Hihihhihihihihihi - zaczęliśmy chichotać z Fabiankiem.
- Ej, kogo w końcu wpisaliście? - zapytał podejrzliwie i ślizgnął się w naszą stronę po podłodze.
No co za gnom! Jak on sunie po tej podłodze! No jak łyżwy po lodzie! No to jest po prostu pełrfekt, proszę państwa!
Może zostanie wymyślona nowa dyscyplina sportowa "Dupne jazdy na lodzie"? No, to by się mogło przyjąć.
Ja bym się zapisała, bo w sumie tak ciągle jeżdżę na lodzie. Dupą. Nie umiem jeździć na łyżwach, ale na dupie to jestem mistrzem.
Żałujcie, że tego nie widzieliście. No to było po prostu piękne, no bym powiedziała, sunął jak bobslejem po torze. Jak na pingwinie na Antarktydzie. No to było coś niesamowitego.
- No wpisaliśmy Zatiego. - odpowiedziałam i przewróciłam kartkę.
- To czemu przewracać kartkę?
- No bo już skończyliśmy tamtą krzyżówkę? Halo, pomyśl czasem.
- Dobra. Ale i tak wiem, że mnie tam wpisaliście.
- Aha, no dooobrze. - znowu ten głos..... Nie no, musicie w tej chwili oglądnąć tą parodię "Jednego z dziesięciu", bo ludzie drodzy nie ogarniecie tego swoim umysłem ciałem, ani pożyczonym mózgiem. A mózgiem Zatora, który i tak się już poprawia, to już w ogóle.
- "Odejście od tematu"
- Po polsku to będzie pierdolenie o szopenie - rykłam z tego jak nikt nigdy. Piąteczka Rafał.
- Ale się nie zmieści.
- No to zrób po dwie litery na jedną kratkę.
- Ołekj.
- "Kto uwolnił Prometeusza?"
- Nie ja. - zarzekł się Nowakowski. - wszyscy w trumny i na cmentarz.
- Yyyyyy hyhyhyhy aha. Następne...... "Potrwa z mielonego mięsa owinięta liściem kapusty"
- Wróbelek.
- Raczej nie.
- Raczej tak.
- To gołąbek.
- Ale ja zmieniam tą nazwę i od teraz to będzie wróbelek. Wróbelki są fajniejsze.
- Aha.

- Poróóóóóóóóóóóóóóóóóóóobmy coś innego. - stwierdził nagle Zati. Ależ my tu rozgrywamy ostateczną rozgrywkę między nami a złem! Złem w postaci pytań i odpowiedzi.
- Czemu?
- No bo..... nie wiem, krzyżówki są nudne.
- No to coś wymyśl.
- Przyniosę kolorowanki!!!! - krzyknął olśniony.
- TAAAAAAAAAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyknęłam. Oj no co? Jakby odjąć od moje teraźniejszego wieku tą dwójkę z przodu, to mam tylko 5 lat. Ja jestem jeszcze dzieckiem! Przecież dopiero co wyszłam z mamy!
- Okej, to przyniosę! - powiedział także podjarany Paweł.
Gdy tylko wyszedł wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć, jakbym była Pawłem właśnie i powiedziałabym coś głupiego. Czyli z politowaniem.
- No co?
- Weź dorośnij. Kolorowanki? Ile ty masz lat? - rzekł Krzysiek.
No w sumie to może ma rację....
- Żartuję! No kto nie lubi kolorować?!
Uf, no już myślałam, że tylko ja jeszcze muszę dorosnąć.
Zati przyniósł dość pokaźną kolekcję swoich kolorowanek oraz kredek. No ja po prostu kocham tego człowieka! Też bym chciała tyle mieć.....
- Ej nooooooo..... - no niech szlag trafi tą Pszenicę! Zabrał mi kredkę! Proszę pani!!!
- Zaraz ci oddam, ja mam mniej do pokolorowania. - No kto tak nie mówił w dzieciństwie? No tylko mi tutaj nie kłamcie. Okej, ja tam jestem cierpliwa. Liczę do 30.
Siedziałam i patrzałam jak dokańcza kolorować moją Zatiego kredką. Dokładnie po 35 sekundach oddał mi przedmiot. Masz pan szczęście....
- Luiza no........ - jęknął Fabian, którego tak przez przypadek szturchnęłam i wyjechał poza linię.
- O Jezu, przepraszaaaaam. Nie chciałam.
- Ma ktoś gumkę? - zapytał zrozpaczony. Powiem, całkiem ładnie mu to wychodzi. Kolorowanie, nie rozpaczanie! Jak Wy nie umiecie załapać o co kaman...
- A po chuj ci teraz durex? - zapytał bardzo mądrze Nowakowski. Boże, dlaczego? Dlaczego on ma zawsze takie skojarzenia? Widzisz i nie strzelisz mu piorunem.
No ale co ja mam poradzić, wszyscy twarz o ścianę. To na prawdę było niemądre, proszę pana. No ale jakie to było śmiaszne...
- Nie tą gumkę głupku. Do ścierania gumkę.
- Łap! - oj, to chyba nie była za dobra ajdija Afał...
No co ja mogę powiedzieć o tym zdarzeniu. No dostał gumką w twarz, no. No to co ja ci na to poradzę?
- Łups...Sorry.
- No ty daaałnieeee...
- Jaaak chycił..... - zaczęłam się zalewać z Fafałem. A tak w ogóle to on ma od chuja dosłownie tych zdrobnień! Ja nie wiem, jak ja mam teraz mu mówić.

No cóż, przewińmy trochę ten dzień, bo autorka tego tekstu nie ma weny. Więc myk, myk, ciach, ciach i lecimy. Jak to mówiła pani przewodnik z lotniska. Nie. Bez zbędnego tłumaczenia. Po prostu zacznij kurwa pisać, a nie pierdolisz o Szopenie.
Tak, wiem, drogi czytelniku, wiem jak się pisze nazwisko wielkiego Polaka. Jeżeli go nie znasz, to idź może od tego komputera łamane na laptopa łamane na telefon, i może poucz się trochę historii swojego kraju.
No przecież każdy wie, jak się pisze Chopin.
Hahahaha, pewnie sobie pomyślałeś, że wstawię tutaj coś zupełnie bezsensownego, hę?
Otóż nie, ta myśl jeszcze bardziej uwieczniła mnie w przekonaniu, że powinieneś pouczyć się z historii.
Dobra, weź się ogarnij, i już ich nie zanudzaj.

Przenieśmy się może do ranka następnego dnia. Okej? Może być? Dobra, nie trudź się w komentarzu, bo już podjęłam decyzję za Ciebie :)

Wyjebane mam na budzik.
A drzyj się kurwa ile chcesz.
"Sueg, sueg, sueg, sueg, sueg, para pa para pa para..." *Le tak bardzo Macklemore*  Thrift shop tak ogółem mówiąc.
Zamknij tą mordę!
Ale budzik cierpliwy jest. Budzik wyrozumiały jest.
- No szarap! - szarap, tu szarap, tu szarap, szarap, szararap, tu szarap. Jezus Maria mózgu, jeszcze ty?
- No fucking kurwa. - ale ja przeklinam. No ja nie mogę. Ale to nie moja wina, to wina budzika.
Wyłączyłam budzik i zamknęłam oczy.
Czy ty też lubisz smak niebezpieczeństwa tak samo jak ja?
Dobra, wstaje.
- O kurwa. - spadłam z łóżka. Człowiekowi z wylewem zdarza się to bardzo często. No a ja takim jestem, więc nie ma się czym przejmować.
Spokojnie drogi czytelniku, wiem że się o mnie martwisz czy ta menda się nie połamała, w sumie tak hukło że ja cie pierdole.
Nic mi się nie stało. Jestem tak jak mój telefon. Android jest niezniszczalny. Poszłam do łazienki z ubraniami. No i telefonem ofkors.
Włączyłam jakąś muzykę z mojej playlisty.
- Stop saying mothafucka! - le moja wstawka z pod prysznica do Macklemora.
- A pucio hendzap! na, na,na, oooooołooołłoooołołooooo!
Ach jak ja lubię śpiewać pod prysznicem. No to tego nie lubi.
- Turutututututututu majaka taka dens on de flor! - ej, no nie czepiajcie się, nie znam tekstu!
Wysuszyłam włosy i się ubrałam. Będę tutaj teraz taka lajf stajl. Więc uwaga.
Szare dresy, koszula moro, skarpeteczki w kropeczki, i najeczki.
Oj no jest piątek rano, mój mózg jeszcze nie działa tak jak powinien, w sumie, to on nigdy nie działa,  i akurat nie chce mi się wymyślać jakiś niegalaktycznych ołtifów. Okej? No. Kurde.
W rytmach on de flor wyszłam falując rękami wyszłam z łazienki. A tam co kurwa? No jasne, że moi dwaj najlepsi kumple przyszli na mnie poczekać. A nich ich Zeus pierdolnie.
Kciuk i palec wskazujący na nich, i się cofamy. Oczywiście z poker fejsem.
- Ej, jakbym ciebie widział. - powiedział Rafał do Fabianka.
- No dzięki, wiesz. O, widzę, dzisiaj kret się objawił i w okularach.
- Ty odgapiaczu, mam taka samą koszule.
Zaczęliśmy się mierzyć wzrokiem.
- Bliźniaki!!! hihihihihihihihhi!
- Luiza taki skromy dzisiaj ołtfit. Skarpeteczki w kropeczki, a koszula w plameczki.
- No wiem. Dzięki.
Ścigaliśmy się jak zwykle do windy, no ale ona chyba urządziła sobie wcześniej weekend, więc co, zapierdalamy po schodach.
Jezus Maria, pół dnia nie minęło, a my już tacy spoceni. No co za świat!
Wreszcie po ciężkich bojach, po tych wybuchach, doszliśmy (mmmmmmmmmmmmm) do stołówki.
- Co się tak spóźniliście? - o, faktycznie, już wszyscy są.
A wczoraj to się kurwa wstać nie chciało!
- No właśnie, Krzysiu, co tak opóźniasz wszystkich. - powiedziałam. A tak na serio to elo, leszczu. No elo królowo.
Oj no przecież wiem, że nikt tak mi nigdy nie powie, ale to jest moja głowa i moja wyobraźnia, okej? I tak dobrze, że nie możecie widzieć środka mojej głowy. Przestraszylibyście się. To znaczy, ja nie wiem, czy każdy tak ma, ale ja tak mam, bo w środku mojej głowy jest mózg. A idź, jakie to jest obrzydliwe. Zastanawiacie się pewnie, "No ale jakim kurwa chujem, ona zajrzała do swojej głowy?"
#Storymajlajf
No bo kiedyś była taka sytuacja, że ktoś mi powiedział, bo ja wcześniej zrobiłam coś głupiego, nie wiem, nie pamiętam, no i ten ktoś, w sumie to chyba była moja jakaś koleżanka ze studiów, i coś tam, coś tam, coś tam, i "użyj czasem mózgu" no i ja takie "Kurwa czego?"  no i sobie wpisałam to w Google, i kurwa, nie polecam.
Hahahahahahahahaha. Śmieszne, Luiza, bardzo śmieszne. Chciałaś być śmieszna, ale ci się nie udało.
Zaszarapuj się! A Ty odbiorco, śmiej się! To było śmieszne!
Nie, nie było.
Zamknij mordę.
Kurwa, znowu gadam sama do siebie. Jezu, ratuj mnie!
No i było po śniadaniu.

............................
Elo, wczoraj był Dzień Kobiet, więc wszystkiego Wam życzę :)
.
.
.
. Poumierajcie hehehehehehehehe. Nie.
Marcyśka, informuję Cię, że przeżyłam noc oddychając przez jeden otwór nosowy. Jestem z siebie niezwykle dumna. Mam nadzieję, że i Ty również xD

Te, kurde, gdzie jest odbiór osobisty Oscara? Gdzie jest gala rozdania Oscarów? Gdzie jest Liebster Oscar Blodżer Award? Nie mam kurwa zielonego pojęcia czy dobrze to napisałam.
No, to ten, całujcie się tylko w prezerwatywach, na razie xPompa.
A dam uśmieszka, żeby nie pomyślały, że jestem na nie zła.
Na razie i do zobaczenia :)

sobota, 27 lutego 2016

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób, oraz  zadajesz im 11 pytań. Nie możesz nominować bloga, który Cię nominował.

Tam ta ta taaam, tatatatatata tam, tam, tam tatatatatatatatatata ta ta ta tam, tatataaaaaaaam! *Le muzyczka z początków filmów*

Elo mordeczki, dostałam nominacje do Oscara 2016, i teraz mam więcej oscarów niż Leonadro DiCaprio. Nazwiska znam, to ten z tych takich soków w kartonie. Tylko w druku zapomnieli dopisać Di, i teraz jest samo Caprio. No cóż, bywa.
Może ja też będę kiedyś reklamować jakiś produkt, kto wie? Może mydło? No zobaczymy, zobaczymy.

Ale dobra, rozpocznijmy.

*Le nominacja od Marcyśki, dzięki zią*
Zacznijmy odpowiadać na pytanka, bo wiadomo, że na gali wręczenia Oscarów zawsze tak jest.

1. Jaka jest Twoja (w sensie że moja) ulubiona książka?
Uuuuuhuhu, trudny wybór, aczkolwiek, trylogia "Igrzysk śmierci" zamiata, wymiata i poleruje wszystko, więc to wygryw.
2. Jaki jest Twój ( w sensie, że mój) ulubiony bohater?
Kurczę, czuję się jak na sprawdzianie z matmy. Nie rozumiem pytania. Bo nie wiem czy pytasz się o bohatera  książkowego, czy takiego superhero, więc powiedzmy że to i to, więc z książek, to jak już wcześniej wspomniałam, z "Igrzysk śmierci" uwielbiam główną bohaterkę, Katniss, a z super bohaterów, to w sumie nikogo, bo nie oglądam takiego typu filmów, więc nie mam żadnego.
3. Gdzie chciałabyś spędzić swoje wakacje?
Hmm, najchętniej to Chorwacja, Vela Luca, Londyn ooooo taaak, Londyn, tak ogólnie to Anglia, no a tak to pewnie pojadę w góry. Pobudka o 5 już pozdrawia :)
4. Przedmiot którego nienawidzisz?
No faaaaaak, i znowu sprawdzian z matmy. Ale odpowie, tylko plis, daj mi te 3 punkty xD Przedmiot, taki że jakaś rzecz, to budzik, tak jak tutejsza Luiza, też go nienawidzę, hmm, pościel na kołdrę która jest po prostu no... Kurdę, jak to wytłumaczyć. Która jest za duża, i po prostu kołdra nie jest taka długa, i nie sięgają do siebie. Nie wiem jak to się mówi po polsku.
A co do przedmiotów szkolnych, to myślę, że matma mi nie wchodzi do głowy, a raczej wchodzi, ale wychodzi dupą, hmmm... zastępstw na ostatnich lekcjach! To największe zło!
5. Skąd czerpiesz inspirację do pisania?
A nie wiem, zapytajcie mojego jednorożca.
6. Twój ulubiony kolor?
Czerń, szarość, biel :)
7. Jedna rzecz, bez której nie możesz funkcjonować.
No telefon, niestety, takie uzależnienie.
8. Na jakim filmie byłaś ostatnio w kinie?
Na "Słaba płeć?" Powiem, całkiem spoko, polecam :)
9. Co myślisz, o założeniu grupy z siatkarskimi opowiadaniami?
Ale że ja mam taką założyć? Nieeee, nie będzie mi się chciało, a poza tym, ja na fejsa wchodzę raz na ruski rok, chociaż nie wiem ile takowy twa, no ale się tak mówi.
10. Twój (w sensie że mój) ulubiony siatkarz?
Ooo, a mam dużo :) Krzysiu Ignaczak, Piotr Nowakowski (pierwszy na którego zwróciłam uwagę, gdy poznałam siatkówkę, hehehe), Thomas Jaeschke (maaaam z nim zdjęcie hehe), Olieg Achrem (maaam z nim zdjęcie hehehe, ale ja się chwalę), Rafał Buszek,  Niko Penchev :)
11. Kiedy kolejny rozdział?
Aaaaaa, za niedługo, cierpliwości, cierpliwości :)

No to teraz czas na nominacje :)
>Klap, klask, klap, klask łuhuhu! Brawo! Brawo! klap, klask, klap, klask<
Za to, że jestem leniwą dupą, i nie chce mi się czytać większości blogów, a jeden mnie właśnie nominował, złamię zasady ręką niczym drewno jak w kunk-fu, czy jakoś tak, i nominuję więc tylko jednego bloga.
> Łuhuhuuuu! Klap, klask, klap, klask, klap, klask Brawo!<

A więc poproszę na scenę blog niesamowity, po którym mam ochotę jebnąć sobie w twarz krzesłem, bo bicek musi być, a od zwykłego przywalania sobie fejsplamów to mi nie urośnie, a od śmiechu a raczej kwiczeniu i zgniciu to już wogle, gogle.

http://la-parodie-infructueuse.blogspot.com
>Tup, tup, tup. tup, tup< *Le ten blog idzie na scenę*
>Klap, klask, klap,klask, taaaak! Łuhu! Brawo! Brawo! Klap, klask, klap, klask, klap, klask<

>Bardzo chciałabym podziękować za nominacje, yyy, no i tak, dziękuję mojej mamie, która wychowała mnie na porządną kobietę, i wcale nie psuje dzieci w internecie, i nie zmuszam je do krztuszenia się ze śmiechu, nawet gdy coś jedzą, lub piją. Chciałabym także podziękować tak cudownemu blogowi, na którym teraz się znajduję. Jest on moją osobistą inspiracją, i częstą go czytam podczas uprawiania jogi przed snem, bo wiadomo masa i rzeźba musi być. Często także przy nim prasuje albo zapominam wyłączyć żelazka. To moja wielka motywacja do tego, ażeby mieć wyjebane na budzik, i włączać drzemkę do ostatniego momentu. Bo wiadomo, po co komu szkoła? I kiedy będę emerytowanym emerytem na emeryturze, będę miło wspominać ten blog kiedy będę czyścić sztuczną szczękę, dziękuję. <
>Brawo! Klap, klask, klap, klask, klap, klask, klap, klask<

Oj, no wiem, że nigdy tak nikt nie powie o moim blogu, ale to moja wyobraźnia, dajcie mi też chwilę wytchnienia!

A oto moje mega inteligentne pytania:
1. Skoro woda jest przezroczysta to dlaczego jak zamoczy się ubrania stają się ciemniejsze? 
2. Skoro są poziomki to dlaczego nie ma pionówek?
3. Dlaczego nie ma takich tytułów w gazetach: "Wróżka wygrała w totka"?
4. Dlaczego, żeby skończyć prace w Windowsach, trzeba nacisnąć na "Start"?
5. Jaki jest synonim słowa "synonim"?
6. Dlaczego w lodówce jest światło, a w zamrażalniku nie?
7. Dlaczego słońce przyciemnia skórę, a rozjaśnia włosy?
8. Dlaczego sok cytrynowy jest robiony z koncentratu, a płyn do mycia naczyń z prawdziwej cytryny?
9. Dlaczego nie ma pokarmu dla kotów o smaku myszy?
10. Kaczor Donald zawsze chodzi bez dolnej części garderoby, dlaczego wiec jeżeli wychodzi spod prysznica to jest zakryty ręcznikiem?
11. Gdzie raki zimują?

Masz 24 godziny, czas start :) 
Pytania wzięte ze strony zaptaj.pl, więc wiadomo, że są poryte. 
Dziękuję za oglądanie i zaprasamy za rok, gdzie to tu w tym samym Hollywood odbędzie się następna gala wręczenia Oscarów. To na dzisiaj tyle, do widzenia. 
Nie, no, zbyt oficjalnie i poważnie jak na mnie. Elo zią. 

poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 34

Wróciliśmy do Spały, zjedliśmy kolację i w kimono.
Następnego dnia przywitał mnie mój bezkonkurencyjny ulubiony dźwięk. Budzik. W sumie, to kto go wymyślił? Hmmm. Wejdźmy na Google i się dowiedzmy. Ble, ble, ble, ble, ble...... Coś tam coś tam.... Platon.
No jak to? Nie wiecie kto to Platon? Phiiiiiiiiiiiiiiiii! No jak można tego nie wiedzieć? O Jezu, dobra, już wam kliknę w tego linka, nauczycie się czegoś przynajmniej. Grecki filozof, był twórcą systemu filozoficznego zwanego obecnie idealizmem platońskim, był uczniem Sokratesa.
No. I już wiecie.
Wstałam. Tak, dokładnie, możesz przeczytać to słowo jeszcze raz.
Nie, no tylko nie czytaj tego cały czas w kółko.
Wybrałam jakieś tam ubrania, (jak chcesz to kliknij) i poszłam do łazienki.
Stojąc już przed lustrem przypatrzyłam się sobie.
- Ale ja jestem brzydka........... - zmrużyłam oczy i je szeroko otwarłam. Uśmiechnęłam się szeroko i zrobiłam smutną twarz.
A ciekawe jak wyglądam z zamkniętymi oczami.
Kurwa.
Wykonałam codzienny makijaż i zaczęłam się zastanawiać jaką biżuterię dobrać do mojego ołtfitu.
Nie ważne jak się pisze, ważne jak się czyta.
Nie ważne. Ważna jest teraz tylko biżuteria!
Spoglądnęłam za okno. Ale zajebiście. Deszcz. Ale zajebiście, czy wy to widzicie? Nie, no, nie możecie tego zobaczyć. A wyjrzyjcie za okno, i jak pada deszcz, to przybij piąteczkę. Ja przybiłam. Czekam na Twoją. Wracając do tematu biżuterii.
A tam ciula nie biorę.
A może wezmę? Dobra, biorę.
Zasznurowałam buty, bo ja człowiek wylew tego oczywiście nie zrobiłam. Jeszcze bym się wyjebała i wtedy byłby dopiero pszypał.
A zejdę se schodami dzisiaj. A co?  A kto mi zabroni? No nikt mi nie zabroni!
Deeeeeeej! 11 minut! Jestem coraz lepsza!
Weszłam na stołówkę, a tam ciula, bo nikogo nie ma. Tak! Nikogo! Nawet sztabu, są tylko panie kucharki. Ja nie wiem co się stało, może mnie tutaj zostawili, ja nie wiem, ale czuję tutaj jajecznicę, więc na razie to mnie nic nie obchodzi.
Dopiero po 15 minutach zaczęli się schodzić. 8:30. Ja. Nie. Mo-gę! Fabian, jak zawsze wszystkich opóźniasz! Ja na prawdę nie wiem, co się z nim dzieje. On jest jakiś nienormalny, chyba sobie żarty stroi!
- Ja wiecznie żyć nie będę. Rafał, co ty taki opóźniony, co?
- A co ty tak wcześnie?
- No wcześnie, budzik zadzwonił, to się obudziłam. A gdzie twój gnom?
- Ten wylew Fabian? Śpi jeszcze.
- Jak ja mu zaraz z buta wjadę.....
- Chodźmy spalić jego wioskę.
- Dobra, idziemy. - podniosłam się. Ja jestem zawsze gotowa do walki.
Poszliśmy, i oczywiście pół na chama, pół na zaproszenie, i dusimy go poduszką.
- Kurwa, czy wy musicie mnie ciągle czymś dusić? - zapytał.
- No przepraaaaaaaaszam!!!! Nie gniewaj się na mnie, to był jego pomysł!
- Coo? Ale ty powiedziałaś "Dobra, idziemy".
- Fabiiiiś, nie gniewaj się na nas!
- Dlaczego chcieliśmy spalić moją wioskę? Dlaczego? Wy bestie z północy! Spierdalaj z mojego pola! - rzucił we mnie poduszką. A ja, jak już mówiłam człowiek wielu talentów destrukcyjnych swojego organizmu, spadłam z jego łóżka. A on tylko rzucił we mnie poduszką! Co jest ze mną nie tak? Czy już jestem kompletną ciotą? Jeeeezu, jak już potrzebuję zupełnej i to zupełnej pomocy.
- Aaaaaaaał! Fabian ty idioto nad idiotami....
- O Kurwa, nic ci się nie stało?
- Może ci się półkule złączą. - powiedział Fabian.
- Ty to jednak serca nie masz. - no nie ma, nie ma, panie Rafale, nie ma.
- To mój tekst! Nie możesz kopiować.
- Dajcie mi się ogarnąć. Potem pogadamy.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nie. Mam prawo tu siedzieć, i akurat chcę tu sobie  posiedzieć. Problem?
Wywrócenie oczów. Tylko to miał nam do przekazania. Zrozumieliśmy i zostaliśmy. Chyba raczej nie to miał na myśli, no ale cóż.
Ahahahaha! Trolololllo panie Fabianie! Wyszliśmy od razu jak tylko zniknął za drzwiami łazienki. Takiego żartu jeszcze nigdy nie doświadczył.
Gdy już byliśmy w stołówce po raz kolejny, była tylko jedna osoba. Paweł Z. Dokładnie.
- Cześć. - siema, elo he, hej, hej moja mordo!
- Cześć. - łeeeeee, to nie miało być tak.
- Co tak mało ludu? - zapytał.
- No nie wiemy właśnie.
Po około godzinie już wszyscy się ogarli i zjedli śniadanie. A jaki był powód tego niewybaczalnego spóźnienia? A no właśnie pogoda panująca za oknem. Przez deszcz wstać nie mogli. Oj jakie biedaczki. Ja tam deszcz bardzo lubię. Nawet bardziej niż słońce. Ale to tylko moje zdanie, bez spinacza biórowego.
Jak chodziłam jeszcze do szkoły, pomyślcie sobie, jak dawno to musiało być. Ja jeszcze po prostu pamiętam jak świat był czarno-biały.
Ale wracając, jak jeszcze chodziłam do szkoły to o wiele bardziej wolałam zimę niż lato.
Ładafaaaaaak?!?!
Tak dokładnie. Nie lubiłam za bardzo lata, chociaż go nie nienawidziłam. Lubiłam, ale zima wygrywała. No cóż, wolę ulepić dziś bałwana i zabić się na nartach, snowboardzie czy na łyżwach, niż żeby mi się pot po dupie lał.
No. I tyle w tym temacie.
Po śniadaniu miałam takiego lenia że o Boziu.
- Poróbmy coś. - powiedział Piter.
- No to wymyśl coś. - odpowiedział Krzysiek. Standardowa rozmowa.
- Ty coś wymyśl.
- A dlaczego znowu ja? Ja zawsze coś wymyślam.
- Paweł? - zwrócił się do Zatorskiego.
- Ja nie chcę.
I tak się pytał każdego. No ale i każdy odpowiadał, ażeby to on coś wymyślił.
- Luiza, błagam, tylko ty zostałaś.
- Ja tu pracuję, a was tu teraz w ogóle nie powinno być.
- Aha. Czyli co, czyli nas wyganiasz, tak? Właśnie to chciałaś nam teraz powiedzieć?
- No.......... No bo mnie rozpraszacie.
- Aha. - i fochnęli się wszyscy. Oprócz Zatiego, którego nic nie rusza. Paczał jak robię w Photoshopie.
- Ej, no. Nie przeprosisz nas? - zapytał Krzysiu.
- A mam was przeprosić?
- No helloł? Nie wiedziałaś, że jesteśmy na ciebie obrażeni?
- No i?
- No i przeproś.
- Jezu, przestań.
- Co?
- Mówić. Przestań.
- Ale dlaczego?
- Bo, kurwa, nie wytrzymam tutaj.
- Ale ja tak baaaaaardzo lubię mówiiiiiiić.
- No to idź sobie mówić do swojego pokoju.
- Ale dlaczego?
- Ja pierdole................. - zamknęłam laptopa, bo ja tak nie mogę. No ja nie wytrzymiem, ja po prostu nie wytrzymiem, no.
- Teraz sobie gadaj.
- A teraz to mi się odechciało.
- No to yyyyyrrrhhhhh. Musisz mnie tak wkurzać?
- Ja to bardzo lubię. - uśmiechnął się. No mówię wam, jak on mnie wkurza....
- No poróóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóbmy coś. - a ten znowu swoje. Piotrek, to weź może coś wymyśl, to to zrobimy.
- Masz krzyżówki i się zamknij. - rzuciłam w niego moją książeczką z krzyżówkami.
- No to nie mogłaś tak od razu?
- " W kieszeni mieszkańca Rosji " pięć liter.
- Wódka. - odpowiedział może mądrze, może nie za mądrze, ale bekowo Busz. W sumie chyba każdy o tym pomyślał.
Zgon.

.................................
Urodzinowy rozdział!
Spokojnie, w następnym będzie więcej krzyżówkowego szaleństwa, i z pewnością dużo bekowych haseł. Także, o to się nie martwcie. A w ogóle to napiszcie czy lubicie krzyżówki w wersji siatkarzy i Lui. Bo ja, zajebiście się przy tym bawię. Do następnego i papa :)

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 33

Niestety, mecz z Włochami nie wypadł nam najlepiej, ale była moc.
Następnego dnia mieliśmy już wracać do Polski. Także ten. I tyle w tym temacie.
W samolocie Bartek nawet się do mnie nie odezwał. Pewnie ciągle się na mnie wkurza, że go tak bardzo okłamałam. Ja tylko chciałam go podnieść na duchu, i żeby się tak bardzo nie bał, no ale jak nie chce, no to trudno.
- Ciekawe, jak wysoko lecimy.... - powiedział sam do siebie. - Lui?
- Podobno już sam znasz odpowiedź na to pytanie. - odrzekłam. No kto jak kto, ale ja urazę potrafię kryć wyjątkowo długo.
- No proszę, pogadaj ze mną. Nikt nie chce ze mną pogadać. Przepraszam, że się na ciebie obraziłem. No proooooooooszę! - poprzytulaskał mnie. Nie pytajcie, dlaczego przepraszał mnie za to, że się na mnie obraził. Sama nie mam pojęcia. No ale to jest Bartek, on sam siebie czasem nie ogarnia.
- Śłodziaśki Misiaćki! - westchnął Cichy odrywając się na chwilę od książki którą czyta.
- Co czytasz?
Podniósł książkę tak, abym mogła zobaczyć okładkę. "Arena szczurów"
- Fajne, czytałam.
Pogrążyłam się w rozmowę z Pitem o książkach. Jest good-but.
- Ooooo, masz krzyżówki! - uchachałam się do Fabiana.
- Nie, nie możesz ze mną rozwiązywać.
- Oj no dlaczego?
- Bo ty zawsze wpisujesz jakieś beznadziejne hasła, i nigdy nic z tego nie wychodzi. Także, nie, do widzenia, żegnam panią.
- Oj no proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, będę grzeczna. - jak się ładnie Fabiana poprosi, to wszystko można.
- No doooobra............... - wywrócił oczami.
- No! Co to ma być? A ja to już nie mogę. - oburzył się Buszek.
- He he he he he!
- Dobra, ty też możesz. Zadowoleni?
- No może byyyć.
- "Człowiek głupi, lekkomyślny" na cztery litery.
- Fabian. - śmiechcehesznął się Rafał.
- Nie no, za dużo liter.
- Fabi będzie.
Sprawdziłam na palcach. Przecież może oszukiwać. To jest Rafał, z nim to nigdy nic nie wiadomo.
- Wpisuj.
Fabian trzymał się za czoło kręcąc głową. Pewnie myślał, jacy my jesteśmy intelligent, skoro sam na to nie wpadł. Ale spokojnie Fabian, właśnie od tego tu jesteśmy, ażeby ci o takich rzeczach przypominać. No albo ci pogorszyć samoocenę, to najważniejsze.
- Ale Rafł też by było.
- Fabian, bo pójdziesz do kąta.
- Jaki ty jesteś dla mnie wredny.
- Dajcie następne.
- "Ślizg lodowy" na... 5 liter.
- Ej, Luiza jak znalazł będzie. Ona zawsze się przewracała na lodzie. - powiedział Fabian. Co za.
- Aha, dzięki. - powiedziałam tylko.
- Następne...... "Kupił go Real" na 5 liter.....
- Tesco!!!!! - wypaliłam. Wylew łez. Śmiechawa. Zgon.
- Bez komentarza......
- Dobra, następne..... "Podejrzany osobnik" na 5 liter.
- Rafał.
- Ja nie jestem podejrzany.
- A co robiłeś o 22 22 stycznia 1922 roku? No właśnie, wtedy cię jeszcze nie było. I to było podejrzane. - powiedział Fabio w tym samym czasie wpisując jego imię.
- "Brat ojca" 5 liter.
- Ty jesteś moim wujkiem? - zapytałam Busziego.
- Ty też jesteś wujkiem.
- Ej faktycznie...
- To wpiszemy Luizę.
- Co? Ale dlaczego?
- No...... bo, hyyykmym.....mmmmmmm.... No, no to przecież wiadomo
- Eeeeeeeee.......No wiadomo.......mmmmmmmmmmmmmm, no wiadomo, dlaczego, prawda?
- No to jasne, że to jest oczywiste.......
- Oczywista oczywistość.......żeeeee................. No bo.....
- (Lekki zamuł Fabiana)
- Bo twoje imię zaczyna się na "L" a "L" jest przed "R". - no nie powiem, całkiem sprytne panie Rafale, całkiem sprytne... Co nie zmienia faktu, że jesteś niesprawiedliwy.
- No ale.............
- Nie ma ale, wujciu.
- "Myli się tylko raz" 5 liter. Rafał, czy ty musisz być wszędzie?
- No jak mnie tak lubią, no to co ja ci zrobię?
- Eeeeeeeeeej......... Ja też mam imię na 5 liter. Mnie też lubią.
- No to wpiszę Rafza. Albo Luiał. Jak wolicie.
- Nieeee, czekaj. Fałluj.
- Fałluj, fałluj, szczel go jeszcze raz.
- No to... Zafał.
- Zafał?
- Zafał. - właśnie dotarło to do mnie dotarło.
- Idealnie do nas pasuje.
- Wpisuj Zafał. - rechotaliśmy dalej. Czytaj, nie przejmuj się nami. Już dawno powinniśmy być w psychiatryku.
I tak było mniej więcej do wylądowania. Czasem jak się śmialiśmy z czegoś, to aż się ludzie oglądali. Jaki pszypał z tego Fabiana, ja nie moga.
Bartuś spał, więc nawet nie musiałam go uspokajać. Więc ogólnie szpoko.
W autokarze, jak to w autokarze. Co. Nie wiecie co robimy w autokarze? Phi. No jak można tego nie wiedzieć? No błagam, no co się robi w autokarze? Jak jest dużo chłopców, i jest dziewczynka, która akurat nie ma okresu, no to wiadomo, co się wtedy robi.... jak się jest w autokarze.

Ale z Ciebie zboczuch, to o ja pierdolę! Co, myślałeś pewnie o tym, o czym nie powinieneś pomyśleć, drogi czytelniku. Nie, nie, nie, jeżeli nie posiadasz takiej szerokiej i jeszcze szerszej wiedzy, co się robi w autokarze, to Ci teraz wytłumaczę.
Siedzieliśmy. Tak. Siedzieliśmy na swoich dupciach na siedzeniach. Bo od tego one są. To są takie jakby krzesła, zawinięte w folię bąbelkową, i w czerwony, przyjemny materiał. No, to teraz już wiesz.
Nie, no żart.
Przecież krzesła nie są owijane w folię bąbelkową.
Kurwa, o czym ja myślę? O tym jak powstają siedzenia w autobusach? Jeeezus Maria, ja to już potrzebuję kompletnej pomocy.
No ogólnie to śpiewaliśmy piosenki których większość nie lubi, ba, nienawidzi. No i takie tam rzeczy.
No ogólnie było fajnie. Fajowo, jak to czasem mówię jak mi się zachce.


.................................
Sieeeeem elo, eleczko mordko ty moja.
Wiesz, nawet nie wiedziałam, że mam dwa rozdziały w zapasie. Łota.....?!
No. Trochę bardzo i na pewno krótki, no ale co ja Ci zrobię, mój drogi czytelniku? Mogłabym w sumie złączyć dwa,  o ale...... Mech, mech, mech, wtedy nie miałabym tego jednego w zapasie. Rozumiesz.
No to ten. Do następnego siema i cześć.

niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział 32

Obudziłam się około 14:50. Jej, czyli jednak zasnęłam. Nawet nie jestem tak mega zmęczona. Szok. Poszłam się ubrać, założyć soczewki i się pomalować. Zeszłam na obiad. Pierogi ze śliwką. Moje ulubione. Daję okejkę.
Zjadłam posiłek, posiedziałam jakąś godzinę i pożegnałam się z rodziną. Wsiadłam w samochód  i zmierzałam do Spały.
Wyrobiłam się w jakieś 4 godziny i już parkowałam samochód pod ośrodkiem. Nikt mnie nie powitał, bo tak na prawdę to nikt mnie tu nie lubi... Weszłam do budynku i udałam się się do swojego pokoju. Zostawiłam torebkę i poszłam na wjazd na chatę by Luiza.
Wybrałam drzwi obok. Gadający przez sen Fabiś na pewno już nie śpi.
- Wróciłaś!!!!! - krzyknęli uchachani całe towarzystwo na mój widok. Oooooo, czyli jednak mnie lubią!
- Wróciłam! Wita was Luiza, która przeżyła dzisiaj 6 zawałów połączonych z wylewami, dzień dobry bardzo.
- Na to ostatnie zaśmiał się tylko Rafał, a potem zaraził śmiechem mnie.
Inni paczali i nie za bardzo ogarniali kuwetki.
- A właśnie! Dziękuję, że się tak o mnie troszczysz, ale nie musisz mi pisać w środku nocy, czy śpię. - powiedział Mikuś.
- No wiem, ale szukałam kogoś z bezsennością żeby...
- Przeżywać z nią wylewy i zawały. - dokończył za mnie Rafał.
- No właśnie. - znowu zaczęliśmy rechotać.
- Nie mam pojęcia, dlaczego się tak brechtacie, ale wspominając o zawałach i wylewach, to chyba nie chcę tego wiedzieć.
- Ziom, weź, jakim ona jest pojebem w nocy, to o Jezu, ona się przestraszyła.....
- Nieehehehehehehe móóóóóów! - zakrywałam mu usta dalej brechtając. - Niehehehe pogrążaj mnie!
- Ona się swojego psa przestraszyła.
- On mnie zawszehehehehe chcciał zahahahahaha.....bić. - śmialiśmy się jak już po downie z przerzutkami.
Posiedzieliśmy i nic nie robiliśmy. Zeszliśmy dopiero na kolację.
- Ej! Gdzie są twoje okulary, Lary? - zapytał Krzysiek. Wszyscy zaczęli mi się przyglądać.
- Brawo. Skapnąć się po 3 godzinach. - zaczęłam klaskać.
- Rozwaliłaś je sobie? - zapytał Kubiś.
- Chociaż to byłoby bardzo możliwe, bo jestem strasznym psujem, to sprawiłam sobie soczewki. - momentalnie osoby siedzące obok przybliżyły się do mnie.
- Widzę je! Jeeeeeeezu, jakie to jest obrzydliwe.
- No żebyś zawału nie dostał, wy wylewie jeden ty.
Po kolacji wszyscy wjazd na chatę do mnie. Jak zwykle nic raczej nie robimy.
- Luiza, błagam, nie ziewaj, bo zamulasz system. - powiedział Bartek.
- No to co ja ci zrobię że spałam tylko 7 godzin? - powiedziałam trąc oczy.
- To o której ty poszłaś spać?
- Coś koło ósmej. I w tym czasie przeżyłam z trzy zawały połączone z wylewem, byłam głośnym nindżą, zjadłam truskawki i czytałam swoje pamiętniki.
- A ja w tym czasie spałem, hehehehe.
- To jest nie sprawiedliwe.

- Luiza, możesz się do mnie nie tulić? - zapytał Bartoszeł.
- Śpiący nie jesteś sobą. Ładne perfumy. Kuuuuuuurwa jak tam ciemno. - zaglądnęłam za szafę.
- No tak jak w twojej głowie.
- A to było akurat nie miłe. - przestałam się do niego przytulać.
- Ej, dobra, możecie już iść?
- Wyganiasz nas? - zrobił smutaśną minkę Fabiś.
- Tak.
- Będziemy cię męczyć, żebyś nie zasnęła. - uśmiechnął się do mnie Igła.
Wywróciłam oczami i poszłam się ogarnąć do łazienki. Przebrałam się w swoją piżamkę. Ściągnęłam jedną soczewkę, no ale kurde płyn mam w torebce. Ooooo Dżaizas. Wyszłam z łazienki niczym nindża, bo się jeszcze jebłam nogą o drzwi. Wzięłam płyn, więc misja zaliczona.
No to przecież. Kosmetyczkę też mam w torebce. Jprdl.
Przeszłam się tak jeszcze dwa razy. Ja i moja pamięć.
- Eeeeeeej, nie wyglądasz aż tak źle bez makijażu jak sądziłem - powiedziało Drewno, na co się uśmiechnęłam. Miłeeee! Dziękuję! - Wyglądasz jeszcze gorzej.
- O tym samym pomyślałem - śmiechehehehehehesznął Igłą
Wydymałam dolną wargę do przodu i zwiesiłam głowę.
- No weź, wy to jednak serca nie macie jednak. Jeszcze płakać po nocach będzie. - Bartuś klepnął mnie pocieszająco po ramieniu.
- AaaaaałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaBarteeeeeeek! - złapałam się za ramię w które mnie uderzył.
- No i widzisz, Bartek chciałeś pocieszyć, a jeszcze bardziej pogorszyłeś stan psychiczny i fizyczny naszej Nitki. No co ty wyprawiasz? Co z ciebie wyrosło, ty wylewie jeden tyyy.  - powiedział mój nocny rozmówca.
- Ale do Bartka to najbardziej chyba pasuje. "Wylew Bartek" - śmiechehehehszłam.
- Ejjjjj........................ - zasmucił się Bartuń.
- Oj, no nie smuć się. - walnęłam go w ramię.
- Nie bolało.
- Nie miało boleć.

Godzina 20:22 ziewam jak kura, czy kury ziewają, nie mam pojęcia, a oni są dla mnie tacy bezlitośni że Jezu zabij ich, albo ja to zaraz zrobię.
- Luiza nie śpij, czemu ty śpisz? Dlaczego nas tak bardzo nie lubisz, że nie chcesz z nami gadać? - bezlitosny Piotrek nie da mi zasnąć. No co za... Kaj jest moja klapka na nieposłusznych siatkarzy?
- Iiiiiiiiidź ty stąd. - machnęłam na niego ręką.
- Pfffff! Foch w takim razie.
- Powodzenia, trzymam kciuki.
- Pogadaj z nami, no.....
- Ja pitole. No to co tam u was, moje wy psiapsiółe?
- A tam, nic nowego. A u ciebie?
- U mnie też. No to dobranoc.
Chłopaki po wielu nieudanych próbach nawiązania ze mną kontaktu, podjęli niezwykle męską i ludzką decyzje mimo wcześniejszych wątpliwości, i postanowili mnie zostawić w spokoju. Chryste Niebieski dziękuję!
- Dobranoc! - krzyknęli gdy wychodzili z pokoju.
- Dobranoc. - odpowiedziałam i zamknęłam za nimi drzwi.
Ułożyłam się wygodnie i szybko zasnęłam.
Następnego dnia mieliśmy wylecieć do Włoch na kolejne spotkania.
Wyjeżdżać na lotnisko mieliśmy już po śniadaniu, więc gdy się ogarnęłam zaczęłam się pakować. 10-15 minut max i już.
Zeszłam na śniadanie na którym byli już wszyscy.
- Lary, Lary, tu są twoje okulary!
- Specjalnie dla ciebie założyłam. - uśmiechnęłam się do Igły.
- Ooo, jakie to miłe.
- Cieszę się.
Gadaliśmy w sumie o niczym, no i tak nam minęło śniadanie.
Po posiłku poszliśmy po swoje bagaże z pokoi. To znaczy, kto się spakował. Niektórzy zostawiają to na ostatnią chwilę. Ja wraz z trenerami pojawiliśmy się pierwsi. Włożyliśmy walizki do bagażnika i zajęliśmy miejsca w autokarze. Minęło 5 minut. Minęło 6,7,8 zanim wszyscy zebrali się w jedno miejsce. Dotarliśmy na lotnisko i udaliśmy się na odprawę. Już po niecałej godzinie siedzieliśmy w samolocie. Raczej nie darliśmy się jak w autokarze, bo tutaj jednak są też inni ludzie, więc żeby nie było pszypału. Większość słuchała muzyki, albo grali w jakieś gierki na telefonach. Jedynie Bartek, który ma takiego stracha na punkcie samolotów, gadał coś do mnie, ale nie za bardzo go słuchałam. Raczej nikt go nie słuchał. Więc gościu gadał tak bardziej do siebie, aniżeli do kogoś. Biedny, ja też się trochę boję samolotów, więc łączę się w bólu.
- Czy awarie samolotów zdarzają się często?
- Bartek, spokojnie, awarie zdarzają się raz na milion. - jasne że częściej. Albo nie. Nieee wiem, nie znam się.
- A jak tym razem będzie ten milionowy raz?
- Nie będzie, uspokój się.
- Jak myślisz, znajdujemy się wysoko nad ziemią?
- Na pewno nie bardzo wysoko.
- A dokładnie milion kilometrów nad poziomem morza. - uśmiechnął się Buszi. Kaj jest ta klapka na siatkarzy? Kaj ona jest?!
- Ccoooooooooooo? - pisnął przestraszony.
- Dziękuję ci.
- Proszę.
- Ale jak to milion?! Kłamałaś! Tak, tak na pewno nie jesteśmy bardzo wysoko, mhm, przecież milion kilometrów to jest jak jeden centymetr, no to jasne przecież.
- To nie prawda, na pewno nie jesteśmy tak wysoko....
- Tak, tak, jasne.
- Jeszcze raz, baaaardzo ci dziękuję.
- Jak mówiłem, proszę bardzo. - uśmiechnął się.
Starałam się jakoś uspokoić Kurka, no ale co ja mogę.
W końcu dolecieliśmy do Włoch. Odebraliśmy nasze walizki i pojechaliśmy do naszego hotelu. Odebraliśmy klucze, i jak zwykle porównywaliśmy przydzielone nam liczby.
Odnaleźliśmy swoje liczby na odpowiednich drzwiach i było spoko. Jednakże, niektórzy mieli z tym przeogromny problem. Nie, nie chodzi tu o młodego Pawła, bo on w mgnieniu oka znalazł swój pokój, chodzi tu bardziej o Bartka. Jakoś nie mógł znaleźć swojej liczby.
Chodziłam z nim i szukałam odpowiednich drzwi.
- Aaaaaaa! Bo ja trzymam ten klucz odwrotnie! - ucieszył się. A mi wprost para wychodziła uszami, oczami, nosem i dupą. No żesz do jasnej cholery! Jak można być takim idiotą?! Przez niego przeszłam przez 30 korytarzy, schodziłam po 50 schodach, pukałam do kilkunastu drzwi i przeżywałam niekończące się przypały, kiedy inni ludzie się na nas wkurzali, a ten po prostu trzymał ten klucz odwrotnie. Kiedyś. Go. Zabiję. Albo. Sama. Umrę. Na. Wściekliznę.  Ale dobra, Luiza, w takich sytuacjach trzeba oddychać spokojnie, uspokoić się, nie dawać po sobie poznać że jesteśmy wkurwieni na maksa. Trzeba po prostu....
- Jakim ty jesteś idiotą to nie wiem! Chodź, idziemy!
- Ale czekaj, bo....
- Już mnie nawet nie denerwuj!
- No dobrze, dobrze. Już, idę.
- Zamknij się!
- Ale ja nic....
- Powiedziałam.
No ja nie moga. Ale bym mu przypieprzyła tą klapką na siatkarzy.
- Ej, dobra ale już się nie wkurwiaj, bo się trochę ciebie boję.
- Dobra, okej, idź, zejdź mi z oczu, bo mnie już bolą jak na nich stoisz. - poszedł do swojego pokoju. Ma go obok mnie, więc spoko, myślę, że zauważył.
Ale ja jestem nerwowa. O Jezu. Sama bym się pewnie siebie przestraszyła. No cóż. Biedny Bartek. Sama mu za siebie współczuję.
- Bestia z północy spaliła moją wioskę. Pomóż mi. - powiedział Fabiś gdy wbił do mnie z buta wjeżdżam.
- Okej! - uniosłam kciuk do góry. - Wyszkolę cię w jeden księżyc.
- Dawaj zaklęty miecz!
- O nie, artefakt jest w Zamku króla Leona.
- O nie, jesteśmy zgubieni.
- Spierdalaj z mojej ziemi! - wybiegłam za nim na korytarz, po czym wróciłam do swojego pokoju. Pf. Co za debil. Niech spierdala z mojej ziemi. To je moja ziemia. Ja ją se wybrala. #Takbardzoślązak
Raczej nic nie robiłam, więc się gapiłam na ściany. Taa, ja to mam zawsze jakieś faje i ciekawe zajęcia. Gapić się na ściany. Fascynujące. Ej w sumie całkiem ładne są tutaj ściany. Takie..... łaaaaadne.
Boże, co ja robię ze swoim życiem? Czemu oglądam i podziwiam ściany? Jeeezu, ja już potrzebuję kompletnej pomocy, nie?
Eeeeeej, a może by tak iść do kogoś i tam nic nie porobić?
No w sumie fajniejszy pomysł, niż być tutaj samemu.
Albo nie, będę musiała coś mówić. A mi się nie chce.
Która godzina?
18:30.
Zaraz kolacja.
No i co z tego?
Głodna jestem.
To zjedz coś.
Ale nie mam nic.
No i?
No to co mam zjeść?
Wiesz w internecie była taka babka co jadła gąbkę z materaca.
No i co ja mm kurwa w Spangeboba się zamienić? Weź nie pierdol.

Jezus Maria, dlaczego ja gadam sama do siebie? Boże, Boże, Boże.... Lepiej idźmy do kogoś, bo ja tu jeszcze zwariuję, albo serio zjem tą gąbkę z materaca. A nie chcę być Spangebobem.
Wyszłam ze swojego pokoju i...... Kurwa. Skąd mam wiedzieć gdzie kto z kim, co z czym, co  jak i dlaczego. O Boziu.
Napisałam więc do Fabiana. A kto inny jest tutaj moim google maps?
-" Gdzie jesteś?"
-" U siebie"
-" Aha, dobra, zajebiście, a mógłbyś mi powiedzieć gdzie dokładnie?"
-" Znajduję się w Galaktyce Droga Mleczna. Jestem w Układzie Słonecznym. Jestem na Ziemi. Jestem w półkuli północnej. Jestem w Europie. Jestem we Włoszech. Neapol.. Hotel nie wiem. Piętro 20. Pokój numer 73."
-" No i nie było tak od razu?"
-" No nie no, tylko nie idź do nas"
-" A co robicie?"
-" Nic, ale nie przerywaj nam tego miłego nic nie robienia."
-" Aha, no.... dobra. Tym bardziej przyjdę, nawet już jestem :)"
- Heloł, heloł! Przyszłam, jestem, co robimy? - prawie się wyjebałam o nogi Kłosa który je wystawił. - JeeezusMariaPawełKrzysiek! Co ty chcesz mnie zabić Pszenico jedna?
- Pszenico...- śmiechnął Karol. - Jak ty czasem rozwalasz system, to nie wiem.
- Kuuurde..... Jak też tu usiąść też..... Więcej was matka nie miała, nie...... - usiadłam ostatecznie na oknie. W sensie, że nie na szybie, tylko na parapecie. No. Żeby nie było.
- No. To co robimy?
- Ty wymyśl. - odpowiedział Igła. Aaaaa, widzę, że się teraz role odwróciły, mądrze, mądrze, panie Krzysztofie.
- Ale dlaczego ja?
- Bo nie "Szkoła"
- Oglądasz to?
- Nie.
- "Szkoła"? To jest takie zjebane.... że szkoda gadać. - powiedział Wronka.
- Ej, no nie obrażaj tego serialu, przecież jest zajebisty! - oburzył się Kłos.
- Aktorstwo- poziom Hollywood, tu się zgodzę. - "przyznał" Rafał. Oczywiście, że to było ironiczne, ty gupku jeden. Jak mogłeś tego nie wyczuć, drogi czytelniku? Czy Oglądałeś to chociaż raz? W sumie niczym nie różni się od "Dlaczego ja?" "Ukrytej prawdy" czy "Pamiętników z wakacji" Czy jeszcze jakiś innych debilnych programów paranormalnych, czy jak to się tam zwie.
No ale co ja tam wiem, co ja tam wiem. Ja się do tego nie mieszam.

*Le następny dzień*
Następnego dnia chłopaki byli tacy trochę rozpieszczani, bo mieli tylko jeden poranny trening, a po nim mieli całkowity chillout. Czy jak to się tam pisze. Więc gites malines jak dla nich. Więc gdzie? No to jasne że na bicza. A co wyście myśleli? Że będziemy grzecznie siedzieć w hotelu? No niby trener nam tak kazał, ale potem powiedział, że możemy się poplątać gdzie nie gdzie, tylko żebyśmy byli grzeczni.
Aha no prawie był zapomniała o moim wyróżnieniu. Trener powierzył mi także funkcję niańki. Powiedział, że mam najwięcej oleju w głowie, czy czegoś tam, no chodzi o to, że jestem najmądrzejsza, a z nimi, tymi miej mądrzejszymi, to nigdy nic nie wiadomo.
Ha! I co Winiar? I komu trener ufa bardziej? No? Mnie trener lubi najbardziej.
Wracając. Poszliśmy na bicza.
Dla osób miej zaawansowanych w języku angielskim : plaża.
Też nie jestem zaawansowana, wzięłam to słowo z tłumacza google, i dałam na głośnik. No proszę, kto tak nie robi.
Oczywiście żart.
Albo i nie....
Wracając ale już tak bardzo wracając.
Teee, tylko mi się do pierwszej klasy podstawówki nie wróć.
Możesz dać mi dokończyć?
Taa, jasne, przecież ci nie przeszkadzam.

Wracając. Poszliśmy na bicza.
Pamiętaj Luiza, nie gap się na ich klaty jak Reksio na szynkę.
Raczej nie miałam ochoty wchodzić do wody, no ale jak Rafał zapytał czy będziemy podtapiać Fabiana..... No to proszę Was, no nie mogłam się powstrzymać. Wzięłam więc z walizki bikini i podbijamy tego bicza.
Podtapianie Fabisia to chyba moja ulubiona czynność którą z nim robię. Na serio. No dobra, oglądanie głupich i rżnących psychikę ludzką filmików na YouTubie, albo tańczenie do techno kur też jest zajebiste.
- Puuuuuuuuść mnie! - Fabian jest chyba jakiś poyebany. Myśli, że go puszczę. No chyba nie, mój przyjacielu.
- Top go! Top go! Trzymam, Fabi, spokój się! Nie pierwszy raz cię topimy.
Ach, jakie to miłe uczucie kiedy podtapiasz swojego ziomeczka.
- Ty kurde.... Raf, bierzemy ją! - zaczęli mnie ścigać. Co to ma być? Dlaczego akurat ja? Ja nie chcę!
Zaczęłam uciekać, no bo co ja mogę. Ale mój kochany braciszek podstawił mi nogę. Znaczy się, pewnie nawet o tym nie wie, bo się opala dupą do świata, i zapewne mnie ani nie widział, ani nie słyszał, a ja ciągle pierdole o tej Ani.
- Nieeeeeeeeeeeee! Ej, ja nie chcę! Puśćcie mniee! - i zaczęli mnie tak po prostu topić. Ej, ej, ej tak być nie może. Czy ja wzięłam tą farbę fluorescencją, czy jak ona się tam nazywa? Chyba wzięłam. Rafał, nie przeżyjesz. Albo Endry. Zobaczymy.
- Nie żyjecie! - krzyknęłam krztusząc się. A oni też się krztusili. Śmiechem.
- Ej stary, żyjesz? Bo Lui jest przekonana, że nie żyjemy. - zapytytął Fabian.
- Na razie mam zgon ze śmiechu. Chwila jak się hahahahogarnę.
Znowu zaczęli rechotać.
Chwila nieuwagi mi wystarczy.
Skoczyłam na przyjmującego, równocześnie go przewracając.
No cóż, a teraz na kolana i błagaj o przebaczenie. Zaczęłam go topić. Ale nie długo. Z kim ja potem będę się chichrać po nocach? No właśnie. Fabian nie umie przeżywać zawałów. To umieją tylko wybrani
- Ja pierdole, aleś mnie przestraszyła. To jest jakieś.....
- Nienormalne! - powiedzieliśmy razem i zaczęliśmy się śmiać.
- Czy ty sobie żarty stroisz? - zalew. Tak. Nas takie różne normalne wyrażenia śmieszą. Jeżeli się je tak zabawnie wypowie to jest to dla nas po prostu wylew łez.
- Z czego się tak zalewacie? - zapytała Fabina. A tak w ogóle to zauważyliście, że Fabian ma tak dużo przezwisk w mojej głowie? A i tak zapewne połowy nie zna, więc... No cóż, bywa.
- Fabian, czy ty sobie żarty stroisz?
- Nie, a wy?
- A my też nie.
- To się cieszymy wszyscy razem.
Potopiliśmy się jeszcze trochę i nam się znudziło. Obudziliśmy Igłaczaka bo by mu się plycy spaliły. Sam nie wiem z czego żyje. Co za pumpernikiel. Co. Nie wiem.
- Opaliłabyś się, patrz jaka kreda z ciebie. - powiedział do mnie Cysiu nawet na mnie nie patrząc. Jak on to robi? Ja też chcę tak umieć. Krzysiek, naucz mnie tak widzieć przez zamknięte oczy.
- Nie chce mi się. Wymyśl nam coś do porobienia.
- No nie wiem co mam wam wymyślić. A tak w ogóle, to czemu ja mam wam wymyślać jakieś zajęcie?
- No bo...
- No bo tak.
- No właśnie.
- Nie wiem. Idźcie w siatkę pograć.
- Może byk. - stwierdziłam. - Idziecie?
- Fabian, zbieraj dupcie. - powiedział Raf, ale Fabiankowi nie chciało się podnieść. Woli się poopalać. No w sumie z niego też taka kreda szkolna, że niech mu tam będzie.
Nawet nie wiem skąd wzięliśmy piłkę, i kogo w ogóle ona była, bo tak leżała, taka samotna, taka opuszczona, gdzieś na uboczu, więc co tam yolo, juololo, jak ktoś woli kran. Bierzemy. Zaczęliśmy odbijać przez siatkę, i w sumie tyle w tym zdaniu. Kolejne będzie ciekawsze. Obiecuję.
W końcu nie byliśmy po prostu w stanie odbijać bo strasznie zalewaliśmy się z włoskiego akcentu. Tak, włoskiego. Dlaczego włoski akcent jest dla nas śmiecheheheheszkowy? A idź, jak ja sama nie wiem, to Ty chyba bardziej nie będziesz wiedzieć, co nie. Albo jak robiliśmy takie #zdupigi wzięte po prostu tak głęboko z dupy, i były takie polskie, że Chryste Niebieski, zabierz mnie do nieba. A najlepsze jest to, że są tu sami włosi, więc nic, a nic nie rozumieją. No chyba że mają w modyfikowany język polski. No to wtedy może być niezły pszypał.
W końcu wróciliśmy do Igły i Fabiana. I ogólnie całej naszej sztos klanu ekipy.
- Jaka suka, ma taki sam strój jak ja. - powiedziałam do Rafała, który jako jedyny chciał i miał ochotę ze mną rozmawiać. Wystawili mnie, no co za leszcze.
- Która?
- Ta brunetka w wodzie. Obok tej blondynki.
- No i co? - wzruszył ramionami.
- No i to. Patrz na sukę, uśmiecha się do mnie. - odwzajemniłam uśmiech, który na pewno był skierowany do mnie. No chyba, że nawet w soczewkach nadal jestem kretem, a za plecami wystawiłam jej faksa.
- Ja nie mogę, jak ja was nie ogarniam, co z tego, że ma taki sam strój jak ty?
- No bo ja już go sobie zaklepałam, i nikt nie ma prawa kupić sobie dokładnie takiego samego. Gdyby miała inny, nic mi do tego, ale ma dokładnie taki sam.
- I to ci tak strasznie przeszkadza?
- Tak. I to jest takie wkurzające że nie wiem. - zamknęłam się na chwilę, bo te dwie dziewczyny przechodziły obok nas.
- Rafał? - zapytała ta blondynka.
- Czeeeść Daria! - aha, czyli widzę nie wiem o co chodzi. - Co ty tu robisz? - zapytał radośnie. - No spoko, tylko ja nie wiem o co chodzi. Halo, Rafał, może powiesz mi kogo spotkałeś?
- Wiesz, wakacje, wreszcie udało mi się wydrzeć z pracy. - uśmiechnęła się. - A kogo tu masz? - popatrzyła na mnie. Kurwa. Jezus Maria, mam się przedstawić? Mam powiedzieć "cześć" Czy "hej"? O Boże, Boże, Boże.
- A to jest Luiza. Fotograf kadry.
- Cześć. - uśmiechnęłam się. Huuuuuuuuu, dobra, było okej.
Tak, dokładnie mam tak za każdym razem, kiedy poznaje kogoś nowego.
- Cześć.
- A ty kogo masz ze sobą? - no właśnie, kim ona jest? Muszę znać jej imię, nazwisko i adres zamieszkania.
- To jest Lucy, przyjaciółka właśnie do niej tu przyjechałam.
- Hi.
- Hello. - siemanero, elo, eleczko, mordo ty moja..... A... Nie to jeszcze nie ten poziom znajomości. A tak w ogóle to jej nie lubię. Więc, czytaj dalej.
- Luiza to twoja przyjaciółka, czy "przyjaciółka" - na drugie zakreśliła cudzysłów w powietrzu. Nie kurwa na gazie pieprzowym.
- Ahahahahah, śmieszne. - popatrzył na nią z politowaniem. - To jest tylko mój ziomeczek,i raczej nic więcej, więc nic sobie nie wyobrażaj.
- Raczej. - chwytła go za słowo.
No właśnie. Ja i Rafał? Eeeeee, nie, to by chyba nie przeszło. Ale tamta pani wie chyba lepiej. Albo często lądowała we friendzonach. Co. Ale czemu ja niby jestem we friendzonie? Nie jestem. Miłość po prostu nie jest dla mnie. Tyle w tym temacie.
- Beautiful swimwear. - powiedziała do mnie ta co jej nie lubię.
- Thaks. - no ale podziękować wypada.
- Dobra, spadamy. Pa! - pożegnały się i poszły.
- Jak mogła pomyśleć, że jesteśmy razem?
- Ona wszystko sobie wyobraża.
- No ale ta co jej nie lubię, powiedziała, że mam ładny strój. Hahahha, czyli ja mam go dłużej.
- Skąd to wiesz?
- Tak zawsze jest. Albo po prostu nie miała co powiedzieć. To też by mogło tak być. No ale, co powiedziała, to niech tak zostanie, nie będę jest kwestionować.
- Idziemy topić Fabiana?
- A mamy w sumie coś innego do roboty?
I tak nam minął czas do 15 godziny.
Później wróciliśmy do hotelu i też leniuchowaliśmy, no bo co mamy robić? Może tylko obyło się bez pszypałowych sytuacji w hotelu.

Wczesnym wieczorem stwierdziłam że wyjdę na plażę porobić zdjęcia zachodu słońca. Nie kurwa zachodu tęczy. No, nie ważne. I tak sobie pochodzić po biczu. Założyłam więc jakiś cienki kardigan i wyszłam z budynku. Szłam jakieś 25 minut, no czyli tyle ile się idzie. Gdy dotarłam na na miejsce słońce właśnie miało ochotę chować się za horyzontem. Akurat ktoś siedział na piasku blisko wody. Ale to będzie zajebiście wyglądało, że Oessuuu!! Porobiłam co miałam porobić i miała wracać, ale chciałam zobaczyć, czy znam tegoż oto mojego modela, który nawet nie wie, że nim jest.
Podeszłam bliżej, można by powiedzieć, że nad ktosiem stoję.
- Orient! - przewróciłam Buszka.
- No Luiiiiiiza, ty wylewie jeden. - usiadł ponownie i otrzepał się z piasku.
- Dlaczego tak brzydko mówisz mi? - zrobiłam smutaśną minkę. Przeproś.
Zamiast przeprosić to mnie popchnął i też poleciałam na piasek. Aha, nie no spoko, to też może być.
- Ałahaaaaaaaaaaaaaaaaaaaał! Moja noga! - złapałam się za kostkę.
- O kurwa mać, co ci się stało?! - pochylił się nade mną i zaczął oglądać moją kostkę.
Wspominałam może, że byliśmy blisko wody?
No nie byłabym sobą, gdybym go nie ochlapała.
- Aha, spoko, dzięki. Baaaaardzo miłe z twojej strony. - wytarł twarz w koszulkę przy okazji odsłaniając klatę. No soooooooooooooooooooooory, kurde, o ale jakby przed wami postawiono jakiegoś faceta z odsłoniętą klatą to byście się nie paczali? No błagam.
- Co ty tutaj robisz? - nie, no, brawo Luiza, tylko ty masz ten wspaniały telnet do zaczynania rozmowy, brawo.
- Jeśli dobrze widzę, to siedzę.
- No ale czemu tutaj siedzisz.
- Siedzę bo mogę, i siedzę bo lubię. A ty?
- Z tobą nie da się gadać.
- Jak to nie? No to proszę bardzo, jak minął dzień dzisiejszy, co dzisiaj robiłaś?
- Topiłam Fabiana.
- To było najlepsze. No i oczywiście kiedy ciebie topiliśmy. To też było fajne. - uśmiechnął się na moją poker fejskę i zaczął mi wykrzywiać twarz palcami.
- Czy ty sobie żarty stroisz?
- Stroję.
- To jak są ubrane?
- Żart o blondynce wygląda zupełnie jak ty.
Aha, dzięki.
- Masz znamię? - kiwnął głową na moje biodro, które zostało odsłonięte przez wiatr który podwinął mi lekko koszulkę. Takie tam wytłumaczenie, żebyście sobie niczego nie wyobrażali.
- Jeśli znamieniem nazywasz jakąś brązową plamę, to tak, mam. - obniżyłam trochę spodnie żeby mógł sobie popaczeć.
W sumie nic nadzwyczajnego, zwykła brązowa plama w wymiarach około 8 cm długości na około 3,3 cm wysokości. Bo nie jest to taki idealny prostokąt.
Oj o co? Czasem jak człowiekowi nudzi to może sobie wszystko zmierzyć.
Po wydurnialiśmy się jeszcze trochę i zaczęliśmy się zbierać do hotelu. Raf odprowadził mnie pod drzwi i się pożegnaliśmy. Ogarłam się i poszłam spać.
Ale nastawiłam budzik tak na 2. A po co? No po coś na pewno. Hej.

*2:00*
Ooooooooooooo Chryste Panie..... Umieram. Daj mi drzemkę. 3 minuty spokoju.
*2:03*
Chrystusie Niebieski, zabierz mnie do nieba. Czemu ja sobie to robię? No ale trzeba komuś dupcię utrzeć. A może zrobię to w Spale? Bo i tak nie wzięłam jednak tej farby. Właśnie sprawdziłam. A i tak mi się nie chce wstawać. Soł....
Dobranoc.


.........................................
Luiza mówi dobranoc a ja mówię dzień dobry, lub dobry wieczór, co kto lubi, co kto woli. Ale dzisiaj długi ten rozdział. Jakby co, to złączyłam dwa, ale ciiii.
Hej.

niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 31

Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, jak na mnie bo o 6:30. Nie mam pojęcia co mi się stało, no ale już nie będę do tego dochodzić. Chciałam z powrotem zasnąć, ale nie mogłam. No da fuck daj mi zasnąć. Jakby tego było mało to ktoś za ścianą urządził sobie śmiechawę z niewiadomego powodu. Od tego rozbolała mnie głowa. Nie żyjesz gościu. Skoro już nie zasną, to nie będę marnować czasu.
Odblokowałam telefon  i zobaczyłam w notatki. Co to do zrobienia.... Ah, no to przecież. Dzisiaj je sobota. Mam dzisiaj okulistę, pewnie podjadę do mej Laurencji i do mamy. No to sobie pojeżdżę po Polsce. Krzysiu furę pożyczy, już to ustaliliśmy.
No i co ja mam ze sobą zrobić? Przecież już na tysiaka nie usnę. 6:40. Za wcześnie żeby wstawać. Wstawać czy nie wstawać, oto jest pytanie każdego kto wcześnie się obudził.
A tam ciula, wstaję.
Wstaję, mimo tyyyylu ran i znów do góry głowę.
Podeszłam do szafy by wybrać jakieś ubranie. A może jakąś spódnicę? Dawno nie chodziłam. Ale nie wiem czy jakąś mam tutaj. A nie, jest. No to paaaaanie jo tutej wszystko mom.  Do tego miętowa koszulka z kieszonką na piersi i naszyjnik z aparatem. Co do moich seksi fleksi soksów, postawiłam na pizzę i frytasy, buty, no a jakie ja mogę mieć inne buty niż moje ukochane białe roshe runy.
Poszłam pod prysznic i się ubrałam. Rozczesałam włosy na których została jeszcze niebieska farba. A to skurczyłsiębyk. Zrobiłam standardowy makijaż powiększający optycznie oczy. Mając pingle z minusami jest to po prostu wskazane. Włosy związałam w warkocza na bok, bo do tyłu wyglądam jak ziemniak, a nie chciałabym wyglądać jak ziemniak. Umyłam zęby, ubrałam buty i spryskałam się moimi perfumą i jestem gotowa podbijać świat. Chyba nikt się, mam nadzieję, mnie nie przestraszy. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do windy ale nie chciała ze mną współpracować. Więc no co ja ci zrobię, zapierdalaj za pingipongiem. Schodami. Schodziłam, schodziłam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam, schodziłam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam i zbiegałam. I znów zbiegałam. Czy te schody się przedłużyły czy co?
Wreeeeszcie! Kim jesteś? Jestem zwycięzcą.
- Siemka. - przywitał się Fabian i Rafek, którzy są jedynymi osobami w jadalni. Oprócz pań kucharek. Widocznie tak jak ja nie mogli spać, bo z nich to nie bardzo takie ranne ptaszki.
- A idź, jak się zmachałam. Hejka.
- Czemu się zmachałaś?
- Schodami musiałam schodzić.
- No to wszystko jasne. Coś się tak odwaliła? - zapytał orzech w kokosie. No dobra, będę normalnie nazywać swoich rozmówców, żebyście zrozumieli. Rafał.
- A dziękuję za komplement, ty też pięknie wyglądasz. - uśmiechnęłam się. - Opuszczam was dzisiaj.
- Nieeeeee, nie zostawiaj nas tu samyyyych! - rozczarowali się.
- Oooooooooooooooooo, ktoś by za mną tęsknił! - otarłam łezkę spod oka. - Nie martwcie się, tylko na dwa dni. Wy gdzieś jedziecie?
- Z tego co wiem, to Rafek nie, ja też nie, i chyba tylko ty i trener jedziecie.
- Trener jedzie?! I ty mi o tym nie powiedziałeś?
- No to przecież wiadomo, że robimy imprę.
- No teraz mi mówicie, no dzięki. - powiedziałam obrażona tak na niby, żeby żałowali. - A wy co tak wcześnie tak w ogóle?
- Spać nie mogliśmy.
- No ja tak samo, weź jak ja mam kilka razy w miesiącu tak, że nie mogę spać do 4 nad ranem, a czasem to jak tylko główka na poduszkę, rączki na kordełkę i za ojczyznę.
- No i to jest właśnie Raf, jak się do 4 nie wierci, to innego dnia nie idzie go obudzić.
- Oj już tam nie przesadzaj.
- No dobra. Czasem się wiercisz do 3:30. Może być?
Gadaliśmy tak na prawdę o nieistotnych rzeczach, takich jak na przykład Latające jednorożce, śmialiśmy się ludzi na YouTubie, głównie z ich głupoty.
Po śniadanku tak jak sobie zaplanowałam opuściłam chłopaków, a oni przyszli się ze mną pożegnać, jakbym jechała na zawsze. Ale się do mnie przywiązali to nie wiem. Jak śłodźko.

Po około 3 godzinach jazdy samochodem przekroczyłam tą magiczną tabliczkę która teleportuje cię do innego miejsca, w moim przypadku na tabliczce było napisane "Bełchatów". Postanowiłam, że od razu podjadę o optyka. Pani Magda zrobiła mi kontrolę, w sumie wzrok nie pogorszył mi się jakoś mega dużo, jednak coś mi się tam uszkodziło, no jak to z minusami, jednak nie była konieczna wymiana szkieł w okularach. Zapytałam, czy mogę mieć szkła kontaktowe. Oczywiście trzeba zrobić na to badania, średnica i krzywizna soczewki oka. Okazało się że mogę mieć soczewki, więc już po kilku chwilach dostałam do ręki małe pudełeczko z moją wadą. Pani Magda nauczyła mnie jak to zakładać, ściągać, no podstawowe rady, informacje itakdalej. Gdy wyszłam z budynku wsiadłam do samochodu i podjechałam do Laury. Gaceł jest w Wałbrzychu, bo Laura miała wyjazd i nie miała go z kim zostawić tutaj, więc jeszcze się z nim nie zobaczę. Pewnie sporo urósł.
Przywitałam się z moją psiapsiółką i wyszłyśmy się gdzieś przejść. Trajkotałyśmy to o tym, to o tamtym, i tak w kółko. Po około 2 i pół godziny musiałam się pożegnać z Laurką. Wsiadłam w samochód i zmierzałam do Wałka (?)
Przez całą drogę śpiewałam piosenki lecące z eski. No helloł, to, że nie znam tekstu, nie znaczy, że nie mogę pomóc wyśpiewać refrenu Beyonce. A podobno ładnie śpiewam więc.... No dobra, kiedyś tak, ale przestałam chodzić na lekcje no i zdarłam sobie głos.
W końcu dotarłam do mojego rodzinnego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem i zaczęłam skakać ze schodka na schodek. Halo, halo, jest tam ktoś? Zadzwonię jeszcze raz, wiem jak wszystkich zawsze wkurzał ten dzwoneeeek!
I jak na zawołanie drzwi się otworzyły. No na Jowisza, wreszcie, ileż można czekać?
Przywitałam się z mamą a na mój głos przybiegł mój mały książę.
- Aaaaćieść! - klęknęłam a ten zaczął mnie lizać po rękach, szyi, po nogach, no wszędzie. Chwilkę później na te wszystkie hałasy przyszła Rimmelka.
- A siemka Rimuś, aleś ty już stara, no i co tak ziewam, co? - czy tylko ja lubię gadać do zwierząt?
- Tata w pracy. - uprzedziła moje pytanie mama. Pogadałyśmy sobie co się dzieje u nas tak ogółem, a potem stwierdziłam, że wybiorę się na spacer z psami. Przypięłam więc Gacka i Rimkę do smyczy i wyruszyliśmy na polne drogi. Pobiegałam z Gacusiem na smyczy, a Rimkę puściłam wolno. To jest już wyszkolony pies, jej można zaufać, no ale Gary to tak nie za bardzo, więc wole nie ryzykować. Gdy się już wyszalali można było wracać. Mojego szczeniaka to musiałam w ogóle nieść na rękach, więc musiało być grubo. Po kolacji poszłam do swojego pokoju niegdyś dzielonego z Anitą. Ani tą, ani tamtą tylko tą nie Anitą. Ale gdy miałam 12 lat został już on tylko mój, a moja sister zamieszkała w pokoju obok. Kiedy siedziałam w swoim pokoju wkleiłam na instagrama moją samojeb... Nie, to mogą czytać rodzice Krysi z Krakowa.
Samozdjęcie. O. No i tak proszę mówić.
Moje samozdjęcie z pieskami. Oczywiście ja, jak to ja mistrzyni hasztagów musiałam je dodać. Ale tutaj nie będę tym spamować więc no.
Pierwszy like i komentarz od Laury.


No i to tyle jak na pierwsze 10 minut. W między czasie przyszedł mój dodżek
- Pacz. Pacz jaki ci fejm robię. Jesteś bardziej popularny na Instagramie ode mnie.
On tylko polizał mnie po dłoni. No w sumie okej, może byk. Poszłam się umyć i zdjąć soczewki które wciąż miałam na sobie. W sensie że na oku. Trochę się namęczyłam, ale źle nie było. Wypłukałam je i włożyłam do pojemniczka. Przykryłam się kordełką i włożyłam do uszu słuchawki włączając jednocześnie eskę. Dobranoc.
"Taa kuwa łatwiej powiedzieć niż zrobić. Na chuja tak scrolluję przecież nikt nic nie dodał. 1 w nocy Matko Boska. Jeszce się ułożyć nie mogę, Jezus Maria co jest ze mną nie tak? Jak gorąco na ja pierdole niech ktoś otworzy okno, ja nie otwieram mi się tak nie chce. A może bym coś zjadła, ciekawe czy w domu jest coś słodkiego.... Hmmmmm....... nie, nie będę nic jadła. Na noc nie wypada. Co to było?! Jeeezus Maria przecież ja na zawał tu zejdę. Trzeba było nie oglądać paranormal.tv. O Jeeeezu, te włosy też mnie już wykończą. Najlepiej to zetnę się na łyso i będzie zajebiście. " - odchyliłam głowę do góry. "Oooooooo tu jest doooobrze, jak wygodnieeeeeeeeeeeeeeeeee, nie. Kurwa. Nie, tylko nie do łazienki, tylko nie do łazienki! Nie musisz iść do łazienki, nie nie musisz, kurwa muszę.". - wstałam ostrożnie, żeby się o coś nie potknąć i nie narobić przypału. Wzięłam ze sobą telefon i włączyłam latarkę, no bo przecież nie będę świecić w całym domu, jeszcze się mama obudzi i będzie pszypał. Niemal wbiegłam do łazienki nie patrząc w ciemny i długi korytarz. A chuj wie co tam się kryje nocą. Szybko załatwiłam swoje sprawy i wróciłam do łóżka. - "Jeeeezus Maria przecież nic nowego nie ma, nikt nic nie dodał, a wyguglujmy "bezsenność" zobaczymy, zobaczymy jakie są objawy, zobaczymy czy ja to mam. No, mam. To jest bezsenność co ja mam. Kurwa nigdy nie usnę. Zajebiście. Nieee ja tak nie mogę żyć. A może zróbmy sobie selfie na noc, zobaczymy jak wyglądam w łóżku. Cy wyglądam seksi. Może komuś wyślę? Zobaczymy oooo, będzie ładnie, będzie ładnie, kurwa obrzydliwe. Nigdy nie będę piękna. O Jeeeeeezuuuu, co to znowu było?! Ja słyszę jakieś głosy! Ja już potrzebuję kompletnej pomocy, nie. A może by tak mienić pozycje, żeby się lepiej spało" - położyłam stopy na zimnej ścianie. - " Kurwa jakie to zimne. A może by do kogoś napisać? Nieee.. Może nie..... Chociaż kurczę popisałabym z kimś. Tyyylko z kim.... Laura? Nie no, jakbym ją obudziła to bym potem miała.....A może... Do kogoś ze Spały? Tylko też i do kogo. O wiem. Napiszę do każdego i zobaczymy kto nie śpi.
  

Zablokowałam telefon i znów dostałam zawału . Radio w słuchawkach zaczęło skrzeczeć, jakby straciło zasięg. Na wszystkich stacjach. W tym samym czasie. To jest paranormalne! Ej ja się boję. Ale luz, bez stresu, bez spiny, włączyłam swoją playlistę. I ułożyłam się wygodnie. 

"Ał. Moja ręka. Ona mi zaraz odpadnie. Pomocy." - Wyprostowałam rękę. - "Aaaa, nie, potwory spod łóżka, potwory spod łóżka. " - położyłam się na brzuchu - "Kurwa moje cycki." - położyłam się na plecach. - "Nie no, nie czuje się komfortowo, czyli co, jednak na boku. No to jasne. No nie no nie zasnę. A może bym oglądnęła jakiś film na laptopie? Nie, laptop zawsze jest na dole, przecież mogę zawału dostać, jak będę schodzić po schodach. Ja pierdole, a od czego jest telefon? " - weszłam na internety i wyszukałam jakiś film. "Kraina Lodu" Może byk. Zaczęłam oglądać a tu następny zawał i wylew w jednym. Pies szczeknął. Jeeezzus Maria, mój własny pies chce mnie zabić. 

- Gac, cicho, leżeć. - powiedziałam do niego. Ułożył się obok mnie na kordełce i zasnął w mngnieniu oka. Też bym tak chciała. A tak w ogóle to po co jest bezsenność? Na co to komu? Komu to jest potrzebne do szczęścia? Moim zdaniem szczęście to jest spanie, a nie niespanienie. Tak moim zdaniem. 

Zaczęłam oglądać film. Powiem całkiem fajny, nie no, zajebisty. Niby takie dla dzieci, a ryczałam. No wzruszający. Dla mnie prawie każdy film jest wzruszający. Jestem istnym ryczadłem filmowym. Książkowym zresztą też. No co poradzę. 

Kiedy film się skończył zaczęło się już rozjaśniać. No nie no kurwa teraz to już na stówkę nie usnę. Hmmmm, a może pójdę po coś do jedzenia? W sumie to teraz może nie umrę jak coś usłyszę, bo jest już troszkę jaśniej niż w ciemnej dupie. Ale jakby co to wezmę ze sobą telefon. Włączyłam latarkę i wyszłam z pokoju. Cichaczem zeszłam po schodach niczym nindża, ale jak mam tu być nindżą, skoro te schody tak strasznie skrzypią? No co zrobię, muszę być głośniejszym nindżą. 

Weszłam do kuchni, oczywiście ja, człowiek pszypał musiałam robić fikołka i walnąć głową w ścianę. Może mi się półkule znów złączą i nie będę taka głupia. Ale spoko, nikt tego nie widział. Rozejrzałam się jeszcze wokół siebie dla pewności. Nie chciałabym, żeby tu nagle mi Krzysiek wyskoczył  wymachując kamerą i krzyknął "I tu cię mam!". Otworzyłam lodówkę i zobaczyłam co jest do jedzenia. W sumie szału nie ma, ale są truskawki. Wyciągnęłam miskę i wrzuciłam do niej tyle truskawek ile się mieściło. Niestety nie było grejpfruta ani marakui, ale cu tam cu tam, tuskafki też są zajebiste. Poszłam na górę i zaczęłam jeść owoce. Hahaha, ale Ci teraz pewnie smaka narobiłam, co? Żałuuuuuj!
Po jedzeniu jeszcze bardziej odechciało mi się spać, więc zaczęłam chodzić po pokoju i grzebać sobie w rzeczach, które tutaj zostały. Czyli pamiętniki za szafą, i tym podobne.

......................................
Tak, wiem, pewnie zapytacie po co robiłam te skreeny (czy jak to się tam pisze) no ale mam taką zajebistą klawiaturę na telefonie, i te minki odzwierciedlają więcej niż te komputerowe, a poza tym ładniej i estetyczniej wyglądają, soł.... Łaj not?
Hej!