Wróciliśmy do Spały, zjedliśmy kolację i w kimono.
Następnego dnia przywitał mnie mój bezkonkurencyjny ulubiony dźwięk. Budzik. W sumie, to kto go wymyślił? Hmmm. Wejdźmy na Google i się dowiedzmy. Ble, ble, ble, ble, ble...... Coś tam coś tam.... Platon.
No jak to? Nie wiecie kto to Platon? Phiiiiiiiiiiiiiiiii! No jak można tego nie wiedzieć? O Jezu, dobra, już wam kliknę w tego linka, nauczycie się czegoś przynajmniej. Grecki filozof, był twórcą systemu filozoficznego zwanego obecnie idealizmem platońskim, był uczniem Sokratesa.
No. I już wiecie.
Wstałam. Tak, dokładnie, możesz przeczytać to słowo jeszcze raz.
Nie, no tylko nie czytaj tego cały czas w kółko.
Wybrałam jakieś tam ubrania, (jak chcesz to kliknij) i poszłam do łazienki.
Stojąc już przed lustrem przypatrzyłam się sobie.
- Ale ja jestem brzydka........... - zmrużyłam oczy i je szeroko otwarłam. Uśmiechnęłam się szeroko i zrobiłam smutną twarz.
A ciekawe jak wyglądam z zamkniętymi oczami.
Kurwa.
Wykonałam codzienny makijaż i zaczęłam się zastanawiać jaką biżuterię dobrać do mojego ołtfitu.
Nie ważne jak się pisze, ważne jak się czyta.
Nie ważne. Ważna jest teraz tylko biżuteria!
Spoglądnęłam za okno. Ale zajebiście. Deszcz. Ale zajebiście, czy wy to widzicie? Nie, no, nie możecie tego zobaczyć. A wyjrzyjcie za okno, i jak pada deszcz, to przybij piąteczkę. Ja przybiłam. Czekam na Twoją. Wracając do tematu biżuterii.
A tam ciula nie biorę.
A może wezmę? Dobra, biorę.
Zasznurowałam buty, bo ja człowiek wylew tego oczywiście nie zrobiłam. Jeszcze bym się wyjebała i wtedy byłby dopiero pszypał.
A zejdę se schodami dzisiaj. A co? A kto mi zabroni? No nikt mi nie zabroni!
Deeeeeeej! 11 minut! Jestem coraz lepsza!
Weszłam na stołówkę, a tam ciula, bo nikogo nie ma. Tak! Nikogo! Nawet sztabu, są tylko panie kucharki. Ja nie wiem co się stało, może mnie tutaj zostawili, ja nie wiem, ale czuję tutaj jajecznicę, więc na razie to mnie nic nie obchodzi.
Dopiero po 15 minutach zaczęli się schodzić. 8:30. Ja. Nie. Mo-gę! Fabian, jak zawsze wszystkich opóźniasz! Ja na prawdę nie wiem, co się z nim dzieje. On jest jakiś nienormalny, chyba sobie żarty stroi!
- Ja wiecznie żyć nie będę. Rafał, co ty taki opóźniony, co?
- A co ty tak wcześnie?
- No wcześnie, budzik zadzwonił, to się obudziłam. A gdzie twój gnom?
- Ten wylew Fabian? Śpi jeszcze.
- Jak ja mu zaraz z buta wjadę.....
- Chodźmy spalić jego wioskę.
- Dobra, idziemy. - podniosłam się. Ja jestem zawsze gotowa do walki.
Poszliśmy, i oczywiście pół na chama, pół na zaproszenie, i dusimy go poduszką.
- Kurwa, czy wy musicie mnie ciągle czymś dusić? - zapytał.
- No przepraaaaaaaaszam!!!! Nie gniewaj się na mnie, to był jego pomysł!
- Coo? Ale ty powiedziałaś "Dobra, idziemy".
- Fabiiiiś, nie gniewaj się na nas!
- Dlaczego chcieliśmy spalić moją wioskę? Dlaczego? Wy bestie z północy! Spierdalaj z mojego pola! - rzucił we mnie poduszką. A ja, jak już mówiłam człowiek wielu talentów destrukcyjnych swojego organizmu, spadłam z jego łóżka. A on tylko rzucił we mnie poduszką! Co jest ze mną nie tak? Czy już jestem kompletną ciotą? Jeeeezu, jak już potrzebuję zupełnej i to zupełnej pomocy.
- Aaaaaaaał! Fabian ty idioto nad idiotami....
- O Kurwa, nic ci się nie stało?
- Może ci się półkule złączą. - powiedział Fabian.
- Ty to jednak serca nie masz. - no nie ma, nie ma, panie Rafale, nie ma.
- To mój tekst! Nie możesz kopiować.
- Dajcie mi się ogarnąć. Potem pogadamy.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nie. Mam prawo tu siedzieć, i akurat chcę tu sobie posiedzieć. Problem?
Wywrócenie oczów. Tylko to miał nam do przekazania. Zrozumieliśmy i zostaliśmy. Chyba raczej nie to miał na myśli, no ale cóż.
Ahahahaha! Trolololllo panie Fabianie! Wyszliśmy od razu jak tylko zniknął za drzwiami łazienki. Takiego żartu jeszcze nigdy nie doświadczył.
Gdy już byliśmy w stołówce po raz kolejny, była tylko jedna osoba. Paweł Z. Dokładnie.
- Cześć. - siema, elo he, hej, hej moja mordo!
- Cześć. - łeeeeee, to nie miało być tak.
- Co tak mało ludu? - zapytał.
- No nie wiemy właśnie.
Po około godzinie już wszyscy się ogarli i zjedli śniadanie. A jaki był powód tego niewybaczalnego spóźnienia? A no właśnie pogoda panująca za oknem. Przez deszcz wstać nie mogli. Oj jakie biedaczki. Ja tam deszcz bardzo lubię. Nawet bardziej niż słońce. Ale to tylko moje zdanie, bez spinacza biórowego.
Jak chodziłam jeszcze do szkoły, pomyślcie sobie, jak dawno to musiało być. Ja jeszcze po prostu pamiętam jak świat był czarno-biały.
Ale wracając, jak jeszcze chodziłam do szkoły to o wiele bardziej wolałam zimę niż lato.
Ładafaaaaaak?!?!
Tak dokładnie. Nie lubiłam za bardzo lata, chociaż go nie nienawidziłam. Lubiłam, ale zima wygrywała. No cóż, wolę ulepić dziś bałwana i zabić się na nartach, snowboardzie czy na łyżwach, niż żeby mi się pot po dupie lał.
No. I tyle w tym temacie.
Po śniadaniu miałam takiego lenia że o Boziu.
- Poróbmy coś. - powiedział Piter.
- No to wymyśl coś. - odpowiedział Krzysiek. Standardowa rozmowa.
- Ty coś wymyśl.
- A dlaczego znowu ja? Ja zawsze coś wymyślam.
- Paweł? - zwrócił się do Zatorskiego.
- Ja nie chcę.
I tak się pytał każdego. No ale i każdy odpowiadał, ażeby to on coś wymyślił.
- Luiza, błagam, tylko ty zostałaś.
- Ja tu pracuję, a was tu teraz w ogóle nie powinno być.
- Aha. Czyli co, czyli nas wyganiasz, tak? Właśnie to chciałaś nam teraz powiedzieć?
- No.......... No bo mnie rozpraszacie.
- Aha. - i fochnęli się wszyscy. Oprócz Zatiego, którego nic nie rusza. Paczał jak robię w Photoshopie.
- Ej, no. Nie przeprosisz nas? - zapytał Krzysiu.
- A mam was przeprosić?
- No helloł? Nie wiedziałaś, że jesteśmy na ciebie obrażeni?
- No i?
- No i przeproś.
- Jezu, przestań.
- Co?
- Mówić. Przestań.
- Ale dlaczego?
- Bo, kurwa, nie wytrzymam tutaj.
- Ale ja tak baaaaaardzo lubię mówiiiiiiić.
- No to idź sobie mówić do swojego pokoju.
- Ale dlaczego?
- Ja pierdole................. - zamknęłam laptopa, bo ja tak nie mogę. No ja nie wytrzymiem, ja po prostu nie wytrzymiem, no.
- Teraz sobie gadaj.
- A teraz to mi się odechciało.
- No to yyyyyrrrhhhhh. Musisz mnie tak wkurzać?
- Ja to bardzo lubię. - uśmiechnął się. No mówię wam, jak on mnie wkurza....
- No poróóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóbmy coś. - a ten znowu swoje. Piotrek, to weź może coś wymyśl, to to zrobimy.
- Masz krzyżówki i się zamknij. - rzuciłam w niego moją książeczką z krzyżówkami.
- No to nie mogłaś tak od razu?
- " W kieszeni mieszkańca Rosji " pięć liter.
- Wódka. - odpowiedział może mądrze, może nie za mądrze, ale bekowo Busz. W sumie chyba każdy o tym pomyślał.
Zgon.
.................................
Urodzinowy rozdział!
Spokojnie, w następnym będzie więcej krzyżówkowego szaleństwa, i z pewnością dużo bekowych haseł. Także, o to się nie martwcie. A w ogóle to napiszcie czy lubicie krzyżówki w wersji siatkarzy i Lui. Bo ja, zajebiście się przy tym bawię. Do następnego i papa :)
poniedziałek, 22 lutego 2016
środa, 17 lutego 2016
Rozdział 33
Niestety, mecz z Włochami nie wypadł nam najlepiej, ale była moc.
Następnego dnia mieliśmy już wracać do Polski. Także ten. I tyle w tym temacie.
W samolocie Bartek nawet się do mnie nie odezwał. Pewnie ciągle się na mnie wkurza, że go tak bardzo okłamałam. Ja tylko chciałam go podnieść na duchu, i żeby się tak bardzo nie bał, no ale jak nie chce, no to trudno.
- Ciekawe, jak wysoko lecimy.... - powiedział sam do siebie. - Lui?
- Podobno już sam znasz odpowiedź na to pytanie. - odrzekłam. No kto jak kto, ale ja urazę potrafię kryć wyjątkowo długo.
- No proszę, pogadaj ze mną. Nikt nie chce ze mną pogadać. Przepraszam, że się na ciebie obraziłem. No proooooooooszę! - poprzytulaskał mnie. Nie pytajcie, dlaczego przepraszał mnie za to, że się na mnie obraził. Sama nie mam pojęcia. No ale to jest Bartek, on sam siebie czasem nie ogarnia.
- Śłodziaśki Misiaćki! - westchnął Cichy odrywając się na chwilę od książki którą czyta.
- Co czytasz?
Podniósł książkę tak, abym mogła zobaczyć okładkę. "Arena szczurów"
- Fajne, czytałam.
Pogrążyłam się w rozmowę z Pitem o książkach. Jest good-but.
- Ooooo, masz krzyżówki! - uchachałam się do Fabiana.
- Nie, nie możesz ze mną rozwiązywać.
- Oj no dlaczego?
- Bo ty zawsze wpisujesz jakieś beznadziejne hasła, i nigdy nic z tego nie wychodzi. Także, nie, do widzenia, żegnam panią.
- Oj no proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, będę grzeczna. - jak się ładnie Fabiana poprosi, to wszystko można.
- No doooobra............... - wywrócił oczami.
- No! Co to ma być? A ja to już nie mogę. - oburzył się Buszek.
- He he he he he!
- Dobra, ty też możesz. Zadowoleni?
- No może byyyć.
- "Człowiek głupi, lekkomyślny" na cztery litery.
- Fabian. - śmiechcehesznął się Rafał.
- Nie no, za dużo liter.
- Fabi będzie.
Sprawdziłam na palcach. Przecież może oszukiwać. To jest Rafał, z nim to nigdy nic nie wiadomo.
- Wpisuj.
Fabian trzymał się za czoło kręcąc głową. Pewnie myślał, jacy my jesteśmy intelligent, skoro sam na to nie wpadł. Ale spokojnie Fabian, właśnie od tego tu jesteśmy, ażeby ci o takich rzeczach przypominać. No albo ci pogorszyć samoocenę, to najważniejsze.
- Ale Rafł też by było.
- Fabian, bo pójdziesz do kąta.
- Jaki ty jesteś dla mnie wredny.
- Dajcie następne.
- "Ślizg lodowy" na... 5 liter.
- Ej, Luiza jak znalazł będzie. Ona zawsze się przewracała na lodzie. - powiedział Fabian. Co za.
- Aha, dzięki. - powiedziałam tylko.
- Następne...... "Kupił go Real" na 5 liter.....
- Tesco!!!!! - wypaliłam. Wylew łez. Śmiechawa. Zgon.
- Bez komentarza......
- Dobra, następne..... "Podejrzany osobnik" na 5 liter.
- Rafał.
- Ja nie jestem podejrzany.
- A co robiłeś o 22 22 stycznia 1922 roku? No właśnie, wtedy cię jeszcze nie było. I to było podejrzane. - powiedział Fabio w tym samym czasie wpisując jego imię.
- "Brat ojca" 5 liter.
- Ty jesteś moim wujkiem? - zapytałam Busziego.
- Ty też jesteś wujkiem.
- Ej faktycznie...
- To wpiszemy Luizę.
- Co? Ale dlaczego?
- No...... bo, hyyykmym.....mmmmmmm.... No, no to przecież wiadomo
- Eeeeeeeee.......No wiadomo.......mmmmmmmmmmmmmm, no wiadomo, dlaczego, prawda?
- No to jasne, że to jest oczywiste.......
- Oczywista oczywistość.......żeeeee................. No bo.....
- (Lekki zamuł Fabiana)
- Bo twoje imię zaczyna się na "L" a "L" jest przed "R". - no nie powiem, całkiem sprytne panie Rafale, całkiem sprytne... Co nie zmienia faktu, że jesteś niesprawiedliwy.
- No ale.............
- Nie ma ale, wujciu.
- "Myli się tylko raz" 5 liter. Rafał, czy ty musisz być wszędzie?
- No jak mnie tak lubią, no to co ja ci zrobię?
- Eeeeeeeeeej......... Ja też mam imię na 5 liter. Mnie też lubią.
- No to wpiszę Rafza. Albo Luiał. Jak wolicie.
- Nieeee, czekaj. Fałluj.
- Fałluj, fałluj, szczel go jeszcze raz.
- No to... Zafał.
- Zafał?
- Zafał. - właśnie dotarło to do mnie dotarło.
- Idealnie do nas pasuje.
- Wpisuj Zafał. - rechotaliśmy dalej. Czytaj, nie przejmuj się nami. Już dawno powinniśmy być w psychiatryku.
I tak było mniej więcej do wylądowania. Czasem jak się śmialiśmy z czegoś, to aż się ludzie oglądali. Jaki pszypał z tego Fabiana, ja nie moga.
Bartuś spał, więc nawet nie musiałam go uspokajać. Więc ogólnie szpoko.
W autokarze, jak to w autokarze. Co. Nie wiecie co robimy w autokarze? Phi. No jak można tego nie wiedzieć? No błagam, no co się robi w autokarze? Jak jest dużo chłopców, i jest dziewczynka, która akurat nie ma okresu, no to wiadomo, co się wtedy robi.... jak się jest w autokarze.
Ale z Ciebie zboczuch, to o ja pierdolę! Co, myślałeś pewnie o tym, o czym nie powinieneś pomyśleć, drogi czytelniku. Nie, nie, nie, jeżeli nie posiadasz takiej szerokiej i jeszcze szerszej wiedzy, co się robi w autokarze, to Ci teraz wytłumaczę.
Siedzieliśmy. Tak. Siedzieliśmy na swoich dupciach na siedzeniach. Bo od tego one są. To są takie jakby krzesła, zawinięte w folię bąbelkową, i w czerwony, przyjemny materiał. No, to teraz już wiesz.
Nie, no żart.
Przecież krzesła nie są owijane w folię bąbelkową.
Kurwa, o czym ja myślę? O tym jak powstają siedzenia w autobusach? Jeeezus Maria, ja to już potrzebuję kompletnej pomocy.
No ogólnie to śpiewaliśmy piosenki których większość nie lubi, ba, nienawidzi. No i takie tam rzeczy.
No ogólnie było fajnie. Fajowo, jak to czasem mówię jak mi się zachce.
.................................
Sieeeeem elo, eleczko mordko ty moja.
Wiesz, nawet nie wiedziałam, że mam dwa rozdziały w zapasie. Łota.....?!
No. Trochę bardzo i na pewno krótki, no ale co ja Ci zrobię, mój drogi czytelniku? Mogłabym w sumie złączyć dwa, o ale...... Mech, mech, mech, wtedy nie miałabym tego jednego w zapasie. Rozumiesz.
No to ten. Do następnego siema i cześć.
Następnego dnia mieliśmy już wracać do Polski. Także ten. I tyle w tym temacie.
W samolocie Bartek nawet się do mnie nie odezwał. Pewnie ciągle się na mnie wkurza, że go tak bardzo okłamałam. Ja tylko chciałam go podnieść na duchu, i żeby się tak bardzo nie bał, no ale jak nie chce, no to trudno.
- Ciekawe, jak wysoko lecimy.... - powiedział sam do siebie. - Lui?
- Podobno już sam znasz odpowiedź na to pytanie. - odrzekłam. No kto jak kto, ale ja urazę potrafię kryć wyjątkowo długo.
- No proszę, pogadaj ze mną. Nikt nie chce ze mną pogadać. Przepraszam, że się na ciebie obraziłem. No proooooooooszę! - poprzytulaskał mnie. Nie pytajcie, dlaczego przepraszał mnie za to, że się na mnie obraził. Sama nie mam pojęcia. No ale to jest Bartek, on sam siebie czasem nie ogarnia.
- Śłodziaśki Misiaćki! - westchnął Cichy odrywając się na chwilę od książki którą czyta.
- Co czytasz?
Podniósł książkę tak, abym mogła zobaczyć okładkę. "Arena szczurów"
- Fajne, czytałam.
Pogrążyłam się w rozmowę z Pitem o książkach. Jest good-but.
- Ooooo, masz krzyżówki! - uchachałam się do Fabiana.
- Nie, nie możesz ze mną rozwiązywać.
- Oj no dlaczego?
- Bo ty zawsze wpisujesz jakieś beznadziejne hasła, i nigdy nic z tego nie wychodzi. Także, nie, do widzenia, żegnam panią.
- Oj no proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, będę grzeczna. - jak się ładnie Fabiana poprosi, to wszystko można.
- No doooobra............... - wywrócił oczami.
- No! Co to ma być? A ja to już nie mogę. - oburzył się Buszek.
- He he he he he!
- Dobra, ty też możesz. Zadowoleni?
- No może byyyć.
- "Człowiek głupi, lekkomyślny" na cztery litery.
- Fabian. - śmiechcehesznął się Rafał.
- Nie no, za dużo liter.
- Fabi będzie.
Sprawdziłam na palcach. Przecież może oszukiwać. To jest Rafał, z nim to nigdy nic nie wiadomo.
- Wpisuj.
Fabian trzymał się za czoło kręcąc głową. Pewnie myślał, jacy my jesteśmy intelligent, skoro sam na to nie wpadł. Ale spokojnie Fabian, właśnie od tego tu jesteśmy, ażeby ci o takich rzeczach przypominać. No albo ci pogorszyć samoocenę, to najważniejsze.
- Ale Rafł też by było.
- Fabian, bo pójdziesz do kąta.
- Jaki ty jesteś dla mnie wredny.
- Dajcie następne.
- "Ślizg lodowy" na... 5 liter.
- Ej, Luiza jak znalazł będzie. Ona zawsze się przewracała na lodzie. - powiedział Fabian. Co za.
- Aha, dzięki. - powiedziałam tylko.
- Następne...... "Kupił go Real" na 5 liter.....
- Tesco!!!!! - wypaliłam. Wylew łez. Śmiechawa. Zgon.
- Bez komentarza......
- Dobra, następne..... "Podejrzany osobnik" na 5 liter.
- Rafał.
- Ja nie jestem podejrzany.
- A co robiłeś o 22 22 stycznia 1922 roku? No właśnie, wtedy cię jeszcze nie było. I to było podejrzane. - powiedział Fabio w tym samym czasie wpisując jego imię.
- "Brat ojca" 5 liter.
- Ty jesteś moim wujkiem? - zapytałam Busziego.
- Ty też jesteś wujkiem.
- Ej faktycznie...
- To wpiszemy Luizę.
- Co? Ale dlaczego?
- No...... bo, hyyykmym.....mmmmmmm.... No, no to przecież wiadomo
- Eeeeeeeee.......No wiadomo.......mmmmmmmmmmmmmm, no wiadomo, dlaczego, prawda?
- No to jasne, że to jest oczywiste.......
- Oczywista oczywistość.......żeeeee................. No bo.....
- (Lekki zamuł Fabiana)
- Bo twoje imię zaczyna się na "L" a "L" jest przed "R". - no nie powiem, całkiem sprytne panie Rafale, całkiem sprytne... Co nie zmienia faktu, że jesteś niesprawiedliwy.
- No ale.............
- Nie ma ale, wujciu.
- "Myli się tylko raz" 5 liter. Rafał, czy ty musisz być wszędzie?
- No jak mnie tak lubią, no to co ja ci zrobię?
- Eeeeeeeeeej......... Ja też mam imię na 5 liter. Mnie też lubią.
- No to wpiszę Rafza. Albo Luiał. Jak wolicie.
- Nieeee, czekaj. Fałluj.
- Fałluj, fałluj, szczel go jeszcze raz.
- No to... Zafał.
- Zafał?
- Zafał. - właśnie dotarło to do mnie dotarło.
- Idealnie do nas pasuje.
- Wpisuj Zafał. - rechotaliśmy dalej. Czytaj, nie przejmuj się nami. Już dawno powinniśmy być w psychiatryku.
I tak było mniej więcej do wylądowania. Czasem jak się śmialiśmy z czegoś, to aż się ludzie oglądali. Jaki pszypał z tego Fabiana, ja nie moga.
Bartuś spał, więc nawet nie musiałam go uspokajać. Więc ogólnie szpoko.
W autokarze, jak to w autokarze. Co. Nie wiecie co robimy w autokarze? Phi. No jak można tego nie wiedzieć? No błagam, no co się robi w autokarze? Jak jest dużo chłopców, i jest dziewczynka, która akurat nie ma okresu, no to wiadomo, co się wtedy robi.... jak się jest w autokarze.
Ale z Ciebie zboczuch, to o ja pierdolę! Co, myślałeś pewnie o tym, o czym nie powinieneś pomyśleć, drogi czytelniku. Nie, nie, nie, jeżeli nie posiadasz takiej szerokiej i jeszcze szerszej wiedzy, co się robi w autokarze, to Ci teraz wytłumaczę.
Siedzieliśmy. Tak. Siedzieliśmy na swoich dupciach na siedzeniach. Bo od tego one są. To są takie jakby krzesła, zawinięte w folię bąbelkową, i w czerwony, przyjemny materiał. No, to teraz już wiesz.
Nie, no żart.
Przecież krzesła nie są owijane w folię bąbelkową.
Kurwa, o czym ja myślę? O tym jak powstają siedzenia w autobusach? Jeeezus Maria, ja to już potrzebuję kompletnej pomocy.
No ogólnie to śpiewaliśmy piosenki których większość nie lubi, ba, nienawidzi. No i takie tam rzeczy.
No ogólnie było fajnie. Fajowo, jak to czasem mówię jak mi się zachce.
.................................
Sieeeeem elo, eleczko mordko ty moja.
Wiesz, nawet nie wiedziałam, że mam dwa rozdziały w zapasie. Łota.....?!
No. Trochę bardzo i na pewno krótki, no ale co ja Ci zrobię, mój drogi czytelniku? Mogłabym w sumie złączyć dwa, o ale...... Mech, mech, mech, wtedy nie miałabym tego jednego w zapasie. Rozumiesz.
No to ten. Do następnego siema i cześć.
niedziela, 31 stycznia 2016
Rozdział 32
Obudziłam się około 14:50. Jej, czyli jednak zasnęłam. Nawet nie jestem tak mega zmęczona. Szok. Poszłam się ubrać, założyć soczewki i się pomalować. Zeszłam na obiad. Pierogi ze śliwką. Moje ulubione. Daję okejkę.
Zjadłam posiłek, posiedziałam jakąś godzinę i pożegnałam się z rodziną. Wsiadłam w samochód i zmierzałam do Spały.
Wyrobiłam się w jakieś 4 godziny i już parkowałam samochód pod ośrodkiem. Nikt mnie nie powitał, bo tak na prawdę to nikt mnie tu nie lubi... Weszłam do budynku i udałam się się do swojego pokoju. Zostawiłam torebkę i poszłam na wjazd na chatę by Luiza.
Wybrałam drzwi obok. Gadający przez sen Fabiś na pewno już nie śpi.
- Wróciłaś!!!!! - krzyknęli uchachani całe towarzystwo na mój widok. Oooooo, czyli jednak mnie lubią!
- Wróciłam! Wita was Luiza, która przeżyła dzisiaj 6 zawałów połączonych z wylewami, dzień dobry bardzo.
- Na to ostatnie zaśmiał się tylko Rafał, a potem zaraził śmiechem mnie.
Inni paczali i nie za bardzo ogarniali kuwetki.
- A właśnie! Dziękuję, że się tak o mnie troszczysz, ale nie musisz mi pisać w środku nocy, czy śpię. - powiedział Mikuś.
- No wiem, ale szukałam kogoś z bezsennością żeby...
- Przeżywać z nią wylewy i zawały. - dokończył za mnie Rafał.
- No właśnie. - znowu zaczęliśmy rechotać.
- Nie mam pojęcia, dlaczego się tak brechtacie, ale wspominając o zawałach i wylewach, to chyba nie chcę tego wiedzieć.
- Ziom, weź, jakim ona jest pojebem w nocy, to o Jezu, ona się przestraszyła.....
- Nieehehehehehehe móóóóóów! - zakrywałam mu usta dalej brechtając. - Niehehehe pogrążaj mnie!
- Ona się swojego psa przestraszyła.
- On mnie zawszehehehehe chcciał zahahahahaha.....bić. - śmialiśmy się jak już po downie z przerzutkami.
Posiedzieliśmy i nic nie robiliśmy. Zeszliśmy dopiero na kolację.
- Ej! Gdzie są twoje okulary, Lary? - zapytał Krzysiek. Wszyscy zaczęli mi się przyglądać.
- Brawo. Skapnąć się po 3 godzinach. - zaczęłam klaskać.
- Rozwaliłaś je sobie? - zapytał Kubiś.
- Chociaż to byłoby bardzo możliwe, bo jestem strasznym psujem, to sprawiłam sobie soczewki. - momentalnie osoby siedzące obok przybliżyły się do mnie.
- Widzę je! Jeeeeeeezu, jakie to jest obrzydliwe.
- No żebyś zawału nie dostał, wy wylewie jeden ty.
Po kolacji wszyscy wjazd na chatę do mnie. Jak zwykle nic raczej nie robimy.
- Luiza, błagam, nie ziewaj, bo zamulasz system. - powiedział Bartek.
- No to co ja ci zrobię że spałam tylko 7 godzin? - powiedziałam trąc oczy.
- To o której ty poszłaś spać?
- Coś koło ósmej. I w tym czasie przeżyłam z trzy zawały połączone z wylewem, byłam głośnym nindżą, zjadłam truskawki i czytałam swoje pamiętniki.
- A ja w tym czasie spałem, hehehehe.
- To jest nie sprawiedliwe.
- Luiza, możesz się do mnie nie tulić? - zapytał Bartoszeł.
- Śpiący nie jesteś sobą. Ładne perfumy. Kuuuuuuurwa jak tam ciemno. - zaglądnęłam za szafę.
- No tak jak w twojej głowie.
- A to było akurat nie miłe. - przestałam się do niego przytulać.
- Ej, dobra, możecie już iść?
- Wyganiasz nas? - zrobił smutaśną minkę Fabiś.
- Tak.
- Będziemy cię męczyć, żebyś nie zasnęła. - uśmiechnął się do mnie Igła.
Wywróciłam oczami i poszłam się ogarnąć do łazienki. Przebrałam się w swoją piżamkę. Ściągnęłam jedną soczewkę, no ale kurde płyn mam w torebce. Ooooo Dżaizas. Wyszłam z łazienki niczym nindża, bo się jeszcze jebłam nogą o drzwi. Wzięłam płyn, więc misja zaliczona.
No to przecież. Kosmetyczkę też mam w torebce. Jprdl.
Przeszłam się tak jeszcze dwa razy. Ja i moja pamięć.
- Eeeeeeej, nie wyglądasz aż tak źle bez makijażu jak sądziłem - powiedziało Drewno, na co się uśmiechnęłam. Miłeeee! Dziękuję! - Wyglądasz jeszcze gorzej.
- O tym samym pomyślałem - śmiechehehehehehesznął Igłą
Wydymałam dolną wargę do przodu i zwiesiłam głowę.
- No weź, wy to jednak serca nie macie jednak. Jeszcze płakać po nocach będzie. - Bartuś klepnął mnie pocieszająco po ramieniu.
- AaaaaałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaBarteeeeeeek! - złapałam się za ramię w które mnie uderzył.
- No i widzisz, Bartek chciałeś pocieszyć, a jeszcze bardziej pogorszyłeś stan psychiczny i fizyczny naszej Nitki. No co ty wyprawiasz? Co z ciebie wyrosło, ty wylewie jeden tyyy. - powiedział mój nocny rozmówca.
- Ale do Bartka to najbardziej chyba pasuje. "Wylew Bartek" - śmiechehehehszłam.
- Ejjjjj........................ - zasmucił się Bartuń.
- Oj, no nie smuć się. - walnęłam go w ramię.
- Nie bolało.
- Nie miało boleć.
Godzina 20:22 ziewam jak kura, czy kury ziewają, nie mam pojęcia, a oni są dla mnie tacy bezlitośni że Jezu zabij ich, albo ja to zaraz zrobię.
- Luiza nie śpij, czemu ty śpisz? Dlaczego nas tak bardzo nie lubisz, że nie chcesz z nami gadać? - bezlitosny Piotrek nie da mi zasnąć. No co za... Kaj jest moja klapka na nieposłusznych siatkarzy?
- Iiiiiiiiidź ty stąd. - machnęłam na niego ręką.
- Pfffff! Foch w takim razie.
- Powodzenia, trzymam kciuki.
- Pogadaj z nami, no.....
- Ja pitole. No to co tam u was, moje wy psiapsiółe?
- A tam, nic nowego. A u ciebie?
- U mnie też. No to dobranoc.
Chłopaki po wielu nieudanych próbach nawiązania ze mną kontaktu, podjęli niezwykle męską i ludzką decyzje mimo wcześniejszych wątpliwości, i postanowili mnie zostawić w spokoju. Chryste Niebieski dziękuję!
- Dobranoc! - krzyknęli gdy wychodzili z pokoju.
- Dobranoc. - odpowiedziałam i zamknęłam za nimi drzwi.
Ułożyłam się wygodnie i szybko zasnęłam.
Następnego dnia mieliśmy wylecieć do Włoch na kolejne spotkania.
Wyjeżdżać na lotnisko mieliśmy już po śniadaniu, więc gdy się ogarnęłam zaczęłam się pakować. 10-15 minut max i już.
Zeszłam na śniadanie na którym byli już wszyscy.
- Lary, Lary, tu są twoje okulary!
- Specjalnie dla ciebie założyłam. - uśmiechnęłam się do Igły.
- Ooo, jakie to miłe.
- Cieszę się.
Gadaliśmy w sumie o niczym, no i tak nam minęło śniadanie.
Po posiłku poszliśmy po swoje bagaże z pokoi. To znaczy, kto się spakował. Niektórzy zostawiają to na ostatnią chwilę. Ja wraz z trenerami pojawiliśmy się pierwsi. Włożyliśmy walizki do bagażnika i zajęliśmy miejsca w autokarze. Minęło 5 minut. Minęło 6,7,8 zanim wszyscy zebrali się w jedno miejsce. Dotarliśmy na lotnisko i udaliśmy się na odprawę. Już po niecałej godzinie siedzieliśmy w samolocie. Raczej nie darliśmy się jak w autokarze, bo tutaj jednak są też inni ludzie, więc żeby nie było pszypału. Większość słuchała muzyki, albo grali w jakieś gierki na telefonach. Jedynie Bartek, który ma takiego stracha na punkcie samolotów, gadał coś do mnie, ale nie za bardzo go słuchałam. Raczej nikt go nie słuchał. Więc gościu gadał tak bardziej do siebie, aniżeli do kogoś. Biedny, ja też się trochę boję samolotów, więc łączę się w bólu.
- Czy awarie samolotów zdarzają się często?
- Bartek, spokojnie, awarie zdarzają się raz na milion. - jasne że częściej. Albo nie. Nieee wiem, nie znam się.
- A jak tym razem będzie ten milionowy raz?
- Nie będzie, uspokój się.
- Jak myślisz, znajdujemy się wysoko nad ziemią?
- Na pewno nie bardzo wysoko.
- A dokładnie milion kilometrów nad poziomem morza. - uśmiechnął się Buszi. Kaj jest ta klapka na siatkarzy? Kaj ona jest?!
- Ccoooooooooooo? - pisnął przestraszony.
- Dziękuję ci.
- Proszę.
- Ale jak to milion?! Kłamałaś! Tak, tak na pewno nie jesteśmy bardzo wysoko, mhm, przecież milion kilometrów to jest jak jeden centymetr, no to jasne przecież.
- To nie prawda, na pewno nie jesteśmy tak wysoko....
- Tak, tak, jasne.
- Jeszcze raz, baaaardzo ci dziękuję.
- Jak mówiłem, proszę bardzo. - uśmiechnął się.
Starałam się jakoś uspokoić Kurka, no ale co ja mogę.
W końcu dolecieliśmy do Włoch. Odebraliśmy nasze walizki i pojechaliśmy do naszego hotelu. Odebraliśmy klucze, i jak zwykle porównywaliśmy przydzielone nam liczby.
Odnaleźliśmy swoje liczby na odpowiednich drzwiach i było spoko. Jednakże, niektórzy mieli z tym przeogromny problem. Nie, nie chodzi tu o młodego Pawła, bo on w mgnieniu oka znalazł swój pokój, chodzi tu bardziej o Bartka. Jakoś nie mógł znaleźć swojej liczby.
Chodziłam z nim i szukałam odpowiednich drzwi.
- Aaaaaaa! Bo ja trzymam ten klucz odwrotnie! - ucieszył się. A mi wprost para wychodziła uszami, oczami, nosem i dupą. No żesz do jasnej cholery! Jak można być takim idiotą?! Przez niego przeszłam przez 30 korytarzy, schodziłam po 50 schodach, pukałam do kilkunastu drzwi i przeżywałam niekończące się przypały, kiedy inni ludzie się na nas wkurzali, a ten po prostu trzymał ten klucz odwrotnie. Kiedyś. Go. Zabiję. Albo. Sama. Umrę. Na. Wściekliznę. Ale dobra, Luiza, w takich sytuacjach trzeba oddychać spokojnie, uspokoić się, nie dawać po sobie poznać że jesteśmy wkurwieni na maksa. Trzeba po prostu....
- Jakim ty jesteś idiotą to nie wiem! Chodź, idziemy!
- Ale czekaj, bo....
- Już mnie nawet nie denerwuj!
- No dobrze, dobrze. Już, idę.
- Zamknij się!
- Ale ja nic....
- Powiedziałam.
No ja nie moga. Ale bym mu przypieprzyła tą klapką na siatkarzy.
- Ej, dobra ale już się nie wkurwiaj, bo się trochę ciebie boję.
- Dobra, okej, idź, zejdź mi z oczu, bo mnie już bolą jak na nich stoisz. - poszedł do swojego pokoju. Ma go obok mnie, więc spoko, myślę, że zauważył.
Ale ja jestem nerwowa. O Jezu. Sama bym się pewnie siebie przestraszyła. No cóż. Biedny Bartek. Sama mu za siebie współczuję.
- Bestia z północy spaliła moją wioskę. Pomóż mi. - powiedział Fabiś gdy wbił do mnie z buta wjeżdżam.
- Okej! - uniosłam kciuk do góry. - Wyszkolę cię w jeden księżyc.
- Dawaj zaklęty miecz!
- O nie, artefakt jest w Zamku króla Leona.
- O nie, jesteśmy zgubieni.
- Spierdalaj z mojej ziemi! - wybiegłam za nim na korytarz, po czym wróciłam do swojego pokoju. Pf. Co za debil. Niech spierdala z mojej ziemi. To je moja ziemia. Ja ją se wybrala. #Takbardzoślązak
Raczej nic nie robiłam, więc się gapiłam na ściany. Taa, ja to mam zawsze jakieś faje i ciekawe zajęcia. Gapić się na ściany. Fascynujące. Ej w sumie całkiem ładne są tutaj ściany. Takie..... łaaaaadne.
Boże, co ja robię ze swoim życiem? Czemu oglądam i podziwiam ściany? Jeeezu, ja już potrzebuję kompletnej pomocy, nie?
Eeeeeej, a może by tak iść do kogoś i tam nic nie porobić?
No w sumie fajniejszy pomysł, niż być tutaj samemu.
Albo nie, będę musiała coś mówić. A mi się nie chce.
Która godzina?
18:30.
Zaraz kolacja.
No i co z tego?
Głodna jestem.
To zjedz coś.
Ale nie mam nic.
No i?
No to co mam zjeść?
Wiesz w internecie była taka babka co jadła gąbkę z materaca.
No i co ja mm kurwa w Spangeboba się zamienić? Weź nie pierdol.
Jezus Maria, dlaczego ja gadam sama do siebie? Boże, Boże, Boże.... Lepiej idźmy do kogoś, bo ja tu jeszcze zwariuję, albo serio zjem tą gąbkę z materaca. A nie chcę być Spangebobem.
Wyszłam ze swojego pokoju i...... Kurwa. Skąd mam wiedzieć gdzie kto z kim, co z czym, co jak i dlaczego. O Boziu.
Napisałam więc do Fabiana. A kto inny jest tutaj moim google maps?
-" Gdzie jesteś?"
-" U siebie"
-" Aha, dobra, zajebiście, a mógłbyś mi powiedzieć gdzie dokładnie?"
-" Znajduję się w Galaktyce Droga Mleczna. Jestem w Układzie Słonecznym. Jestem na Ziemi. Jestem w półkuli północnej. Jestem w Europie. Jestem we Włoszech. Neapol.. Hotel nie wiem. Piętro 20. Pokój numer 73."
-" No i nie było tak od razu?"
-" No nie no, tylko nie idź do nas"
-" A co robicie?"
-" Nic, ale nie przerywaj nam tego miłego nic nie robienia."
-" Aha, no.... dobra. Tym bardziej przyjdę, nawet już jestem :)"
- Heloł, heloł! Przyszłam, jestem, co robimy? - prawie się wyjebałam o nogi Kłosa który je wystawił. - JeeezusMariaPawełKrzysiek! Co ty chcesz mnie zabić Pszenico jedna?
- Pszenico...- śmiechnął Karol. - Jak ty czasem rozwalasz system, to nie wiem.
- Kuuurde..... Jak też tu usiąść też..... Więcej was matka nie miała, nie...... - usiadłam ostatecznie na oknie. W sensie, że nie na szybie, tylko na parapecie. No. Żeby nie było.
- No. To co robimy?
- Ty wymyśl. - odpowiedział Igła. Aaaaa, widzę, że się teraz role odwróciły, mądrze, mądrze, panie Krzysztofie.
- Ale dlaczego ja?
- Bo nie "Szkoła"
- Oglądasz to?
- Nie.
- "Szkoła"? To jest takie zjebane.... że szkoda gadać. - powiedział Wronka.
- Ej, no nie obrażaj tego serialu, przecież jest zajebisty! - oburzył się Kłos.
- Aktorstwo- poziom Hollywood, tu się zgodzę. - "przyznał" Rafał. Oczywiście, że to było ironiczne, ty gupku jeden. Jak mogłeś tego nie wyczuć, drogi czytelniku? Czy Oglądałeś to chociaż raz? W sumie niczym nie różni się od "Dlaczego ja?" "Ukrytej prawdy" czy "Pamiętników z wakacji" Czy jeszcze jakiś innych debilnych programów paranormalnych, czy jak to się tam zwie.
No ale co ja tam wiem, co ja tam wiem. Ja się do tego nie mieszam.
*Le następny dzień*
Następnego dnia chłopaki byli tacy trochę rozpieszczani, bo mieli tylko jeden poranny trening, a po nim mieli całkowity chillout. Czy jak to się tam pisze. Więc gites malines jak dla nich. Więc gdzie? No to jasne że na bicza. A co wyście myśleli? Że będziemy grzecznie siedzieć w hotelu? No niby trener nam tak kazał, ale potem powiedział, że możemy się poplątać gdzie nie gdzie, tylko żebyśmy byli grzeczni.
Aha no prawie był zapomniała o moim wyróżnieniu. Trener powierzył mi także funkcję niańki. Powiedział, że mam najwięcej oleju w głowie, czy czegoś tam, no chodzi o to, że jestem najmądrzejsza, a z nimi, tymi miej mądrzejszymi, to nigdy nic nie wiadomo.
Ha! I co Winiar? I komu trener ufa bardziej? No? Mnie trener lubi najbardziej.
Wracając. Poszliśmy na bicza.
Dla osób miej zaawansowanych w języku angielskim : plaża.
Też nie jestem zaawansowana, wzięłam to słowo z tłumacza google, i dałam na głośnik. No proszę, kto tak nie robi.
Oczywiście żart.
Albo i nie....
Wracając ale już tak bardzo wracając.
Teee, tylko mi się do pierwszej klasy podstawówki nie wróć.
Możesz dać mi dokończyć?
Taa, jasne, przecież ci nie przeszkadzam.
Wracając. Poszliśmy na bicza.
Pamiętaj Luiza, nie gap się na ich klaty jak Reksio na szynkę.
Raczej nie miałam ochoty wchodzić do wody, no ale jak Rafał zapytał czy będziemy podtapiać Fabiana..... No to proszę Was, no nie mogłam się powstrzymać. Wzięłam więc z walizki bikini i podbijamy tego bicza.
Podtapianie Fabisia to chyba moja ulubiona czynność którą z nim robię. Na serio. No dobra, oglądanie głupich i rżnących psychikę ludzką filmików na YouTubie, albo tańczenie do techno kur też jest zajebiste.
- Puuuuuuuuść mnie! - Fabian jest chyba jakiś poyebany. Myśli, że go puszczę. No chyba nie, mój przyjacielu.
- Top go! Top go! Trzymam, Fabi, spokój się! Nie pierwszy raz cię topimy.
Ach, jakie to miłe uczucie kiedy podtapiasz swojego ziomeczka.
- Ty kurde.... Raf, bierzemy ją! - zaczęli mnie ścigać. Co to ma być? Dlaczego akurat ja? Ja nie chcę!
Zaczęłam uciekać, no bo co ja mogę. Ale mój kochany braciszek podstawił mi nogę. Znaczy się, pewnie nawet o tym nie wie, bo się opala dupą do świata, i zapewne mnie ani nie widział, ani nie słyszał, a ja ciągle pierdole o tej Ani.
- Nieeeeeeeeeeeee! Ej, ja nie chcę! Puśćcie mniee! - i zaczęli mnie tak po prostu topić. Ej, ej, ej tak być nie może. Czy ja wzięłam tą farbę fluorescencją, czy jak ona się tam nazywa? Chyba wzięłam. Rafał, nie przeżyjesz. Albo Endry. Zobaczymy.
- Nie żyjecie! - krzyknęłam krztusząc się. A oni też się krztusili. Śmiechem.
- Ej stary, żyjesz? Bo Lui jest przekonana, że nie żyjemy. - zapytytął Fabian.
- Na razie mam zgon ze śmiechu. Chwila jak się hahahahogarnę.
Znowu zaczęli rechotać.
Chwila nieuwagi mi wystarczy.
Skoczyłam na przyjmującego, równocześnie go przewracając.
No cóż, a teraz na kolana i błagaj o przebaczenie. Zaczęłam go topić. Ale nie długo. Z kim ja potem będę się chichrać po nocach? No właśnie. Fabian nie umie przeżywać zawałów. To umieją tylko wybrani
- Ja pierdole, aleś mnie przestraszyła. To jest jakieś.....
- Nienormalne! - powiedzieliśmy razem i zaczęliśmy się śmiać.
- Czy ty sobie żarty stroisz? - zalew. Tak. Nas takie różne normalne wyrażenia śmieszą. Jeżeli się je tak zabawnie wypowie to jest to dla nas po prostu wylew łez.
- Z czego się tak zalewacie? - zapytała Fabina. A tak w ogóle to zauważyliście, że Fabian ma tak dużo przezwisk w mojej głowie? A i tak zapewne połowy nie zna, więc... No cóż, bywa.
- Fabian, czy ty sobie żarty stroisz?
- Nie, a wy?
- A my też nie.
- To się cieszymy wszyscy razem.
Potopiliśmy się jeszcze trochę i nam się znudziło. Obudziliśmy Igłaczaka bo by mu się plycy spaliły. Sam nie wiem z czego żyje. Co za pumpernikiel. Co. Nie wiem.
- Opaliłabyś się, patrz jaka kreda z ciebie. - powiedział do mnie Cysiu nawet na mnie nie patrząc. Jak on to robi? Ja też chcę tak umieć. Krzysiek, naucz mnie tak widzieć przez zamknięte oczy.
- Nie chce mi się. Wymyśl nam coś do porobienia.
- No nie wiem co mam wam wymyślić. A tak w ogóle, to czemu ja mam wam wymyślać jakieś zajęcie?
- No bo...
- No bo tak.
- No właśnie.
- Nie wiem. Idźcie w siatkę pograć.
- Może byk. - stwierdziłam. - Idziecie?
- Fabian, zbieraj dupcie. - powiedział Raf, ale Fabiankowi nie chciało się podnieść. Woli się poopalać. No w sumie z niego też taka kreda szkolna, że niech mu tam będzie.
Nawet nie wiem skąd wzięliśmy piłkę, i kogo w ogóle ona była, bo tak leżała, taka samotna, taka opuszczona, gdzieś na uboczu, więc co tam yolo, juololo, jak ktoś woli kran. Bierzemy. Zaczęliśmy odbijać przez siatkę, i w sumie tyle w tym zdaniu. Kolejne będzie ciekawsze. Obiecuję.
W końcu nie byliśmy po prostu w stanie odbijać bo strasznie zalewaliśmy się z włoskiego akcentu. Tak, włoskiego. Dlaczego włoski akcent jest dla nas śmiecheheheheszkowy? A idź, jak ja sama nie wiem, to Ty chyba bardziej nie będziesz wiedzieć, co nie. Albo jak robiliśmy takie #zdupigi wzięte po prostu tak głęboko z dupy, i były takie polskie, że Chryste Niebieski, zabierz mnie do nieba. A najlepsze jest to, że są tu sami włosi, więc nic, a nic nie rozumieją. No chyba że mają w modyfikowany język polski. No to wtedy może być niezły pszypał.
W końcu wróciliśmy do Igły i Fabiana. I ogólnie całej naszej sztos klanu ekipy.
- Jaka suka, ma taki sam strój jak ja. - powiedziałam do Rafała, który jako jedyny chciał i miał ochotę ze mną rozmawiać. Wystawili mnie, no co za leszcze.
- Która?
- Ta brunetka w wodzie. Obok tej blondynki.
- No i co? - wzruszył ramionami.
- No i to. Patrz na sukę, uśmiecha się do mnie. - odwzajemniłam uśmiech, który na pewno był skierowany do mnie. No chyba, że nawet w soczewkach nadal jestem kretem, a za plecami wystawiłam jej faksa.
- Ja nie mogę, jak ja was nie ogarniam, co z tego, że ma taki sam strój jak ty?
- No bo ja już go sobie zaklepałam, i nikt nie ma prawa kupić sobie dokładnie takiego samego. Gdyby miała inny, nic mi do tego, ale ma dokładnie taki sam.
- I to ci tak strasznie przeszkadza?
- Tak. I to jest takie wkurzające że nie wiem. - zamknęłam się na chwilę, bo te dwie dziewczyny przechodziły obok nas.
- Rafał? - zapytała ta blondynka.
- Czeeeść Daria! - aha, czyli widzę nie wiem o co chodzi. - Co ty tu robisz? - zapytał radośnie. - No spoko, tylko ja nie wiem o co chodzi. Halo, Rafał, może powiesz mi kogo spotkałeś?
- Wiesz, wakacje, wreszcie udało mi się wydrzeć z pracy. - uśmiechnęła się. - A kogo tu masz? - popatrzyła na mnie. Kurwa. Jezus Maria, mam się przedstawić? Mam powiedzieć "cześć" Czy "hej"? O Boże, Boże, Boże.
- A to jest Luiza. Fotograf kadry.
- Cześć. - uśmiechnęłam się. Huuuuuuuuu, dobra, było okej.
Tak, dokładnie mam tak za każdym razem, kiedy poznaje kogoś nowego.
- Cześć.
- A ty kogo masz ze sobą? - no właśnie, kim ona jest? Muszę znać jej imię, nazwisko i adres zamieszkania.
- To jest Lucy, przyjaciółka właśnie do niej tu przyjechałam.
- Hi.
- Hello. - siemanero, elo, eleczko, mordo ty moja..... A... Nie to jeszcze nie ten poziom znajomości. A tak w ogóle to jej nie lubię. Więc, czytaj dalej.
- Luiza to twoja przyjaciółka, czy "przyjaciółka" - na drugie zakreśliła cudzysłów w powietrzu. Nie kurwa na gazie pieprzowym.
- Ahahahahah, śmieszne. - popatrzył na nią z politowaniem. - To jest tylko mój ziomeczek,i raczej nic więcej, więc nic sobie nie wyobrażaj.
- Raczej. - chwytła go za słowo.
No właśnie. Ja i Rafał? Eeeeee, nie, to by chyba nie przeszło. Ale tamta pani wie chyba lepiej. Albo często lądowała we friendzonach. Co. Ale czemu ja niby jestem we friendzonie? Nie jestem. Miłość po prostu nie jest dla mnie. Tyle w tym temacie.
- Beautiful swimwear. - powiedziała do mnie ta co jej nie lubię.
- Thaks. - no ale podziękować wypada.
- Dobra, spadamy. Pa! - pożegnały się i poszły.
- Jak mogła pomyśleć, że jesteśmy razem?
- Ona wszystko sobie wyobraża.
- No ale ta co jej nie lubię, powiedziała, że mam ładny strój. Hahahha, czyli ja mam go dłużej.
- Skąd to wiesz?
- Tak zawsze jest. Albo po prostu nie miała co powiedzieć. To też by mogło tak być. No ale, co powiedziała, to niech tak zostanie, nie będę jest kwestionować.
- Idziemy topić Fabiana?
- A mamy w sumie coś innego do roboty?
I tak nam minął czas do 15 godziny.
Później wróciliśmy do hotelu i też leniuchowaliśmy, no bo co mamy robić? Może tylko obyło się bez pszypałowych sytuacji w hotelu.
Wczesnym wieczorem stwierdziłam że wyjdę na plażę porobić zdjęcia zachodu słońca. Nie kurwa zachodu tęczy. No, nie ważne. I tak sobie pochodzić po biczu. Założyłam więc jakiś cienki kardigan i wyszłam z budynku. Szłam jakieś 25 minut, no czyli tyle ile się idzie. Gdy dotarłam na na miejsce słońce właśnie miało ochotę chować się za horyzontem. Akurat ktoś siedział na piasku blisko wody. Ale to będzie zajebiście wyglądało, że Oessuuu!! Porobiłam co miałam porobić i miała wracać, ale chciałam zobaczyć, czy znam tegoż oto mojego modela, który nawet nie wie, że nim jest.
Podeszłam bliżej, można by powiedzieć, że nad ktosiem stoję.
- Orient! - przewróciłam Buszka.
- No Luiiiiiiza, ty wylewie jeden. - usiadł ponownie i otrzepał się z piasku.
- Dlaczego tak brzydko mówisz mi? - zrobiłam smutaśną minkę. Przeproś.
Zamiast przeprosić to mnie popchnął i też poleciałam na piasek. Aha, nie no spoko, to też może być.
- Ałahaaaaaaaaaaaaaaaaaaaał! Moja noga! - złapałam się za kostkę.
- O kurwa mać, co ci się stało?! - pochylił się nade mną i zaczął oglądać moją kostkę.
Wspominałam może, że byliśmy blisko wody?
No nie byłabym sobą, gdybym go nie ochlapała.
- Aha, spoko, dzięki. Baaaaardzo miłe z twojej strony. - wytarł twarz w koszulkę przy okazji odsłaniając klatę. No soooooooooooooooooooooory, kurde, o ale jakby przed wami postawiono jakiegoś faceta z odsłoniętą klatą to byście się nie paczali? No błagam.
- Co ty tutaj robisz? - nie, no, brawo Luiza, tylko ty masz ten wspaniały telnet do zaczynania rozmowy, brawo.
- Jeśli dobrze widzę, to siedzę.
- No ale czemu tutaj siedzisz.
- Siedzę bo mogę, i siedzę bo lubię. A ty?
- Z tobą nie da się gadać.
- Jak to nie? No to proszę bardzo, jak minął dzień dzisiejszy, co dzisiaj robiłaś?
- Topiłam Fabiana.
- To było najlepsze. No i oczywiście kiedy ciebie topiliśmy. To też było fajne. - uśmiechnął się na moją poker fejskę i zaczął mi wykrzywiać twarz palcami.
- Czy ty sobie żarty stroisz?
- Stroję.
- To jak są ubrane?
- Żart o blondynce wygląda zupełnie jak ty.
Aha, dzięki.
- Masz znamię? - kiwnął głową na moje biodro, które zostało odsłonięte przez wiatr który podwinął mi lekko koszulkę. Takie tam wytłumaczenie, żebyście sobie niczego nie wyobrażali.
- Jeśli znamieniem nazywasz jakąś brązową plamę, to tak, mam. - obniżyłam trochę spodnie żeby mógł sobie popaczeć.
W sumie nic nadzwyczajnego, zwykła brązowa plama w wymiarach około 8 cm długości na około 3,3 cm wysokości. Bo nie jest to taki idealny prostokąt.
Oj o co? Czasem jak człowiekowi nudzi to może sobie wszystko zmierzyć.
Po wydurnialiśmy się jeszcze trochę i zaczęliśmy się zbierać do hotelu. Raf odprowadził mnie pod drzwi i się pożegnaliśmy. Ogarłam się i poszłam spać.
Ale nastawiłam budzik tak na 2. A po co? No po coś na pewno. Hej.
*2:00*
Ooooooooooooo Chryste Panie..... Umieram. Daj mi drzemkę. 3 minuty spokoju.
*2:03*
Chrystusie Niebieski, zabierz mnie do nieba. Czemu ja sobie to robię? No ale trzeba komuś dupcię utrzeć. A może zrobię to w Spale? Bo i tak nie wzięłam jednak tej farby. Właśnie sprawdziłam. A i tak mi się nie chce wstawać. Soł....
Dobranoc.
.........................................
Luiza mówi dobranoc a ja mówię dzień dobry, lub dobry wieczór, co kto lubi, co kto woli. Ale dzisiaj długi ten rozdział. Jakby co, to złączyłam dwa, ale ciiii.
Hej.
Zjadłam posiłek, posiedziałam jakąś godzinę i pożegnałam się z rodziną. Wsiadłam w samochód i zmierzałam do Spały.
Wyrobiłam się w jakieś 4 godziny i już parkowałam samochód pod ośrodkiem. Nikt mnie nie powitał, bo tak na prawdę to nikt mnie tu nie lubi... Weszłam do budynku i udałam się się do swojego pokoju. Zostawiłam torebkę i poszłam na wjazd na chatę by Luiza.
Wybrałam drzwi obok. Gadający przez sen Fabiś na pewno już nie śpi.
- Wróciłaś!!!!! - krzyknęli uchachani całe towarzystwo na mój widok. Oooooo, czyli jednak mnie lubią!
- Wróciłam! Wita was Luiza, która przeżyła dzisiaj 6 zawałów połączonych z wylewami, dzień dobry bardzo.
- Na to ostatnie zaśmiał się tylko Rafał, a potem zaraził śmiechem mnie.
Inni paczali i nie za bardzo ogarniali kuwetki.
- A właśnie! Dziękuję, że się tak o mnie troszczysz, ale nie musisz mi pisać w środku nocy, czy śpię. - powiedział Mikuś.
- No wiem, ale szukałam kogoś z bezsennością żeby...
- Przeżywać z nią wylewy i zawały. - dokończył za mnie Rafał.
- No właśnie. - znowu zaczęliśmy rechotać.
- Nie mam pojęcia, dlaczego się tak brechtacie, ale wspominając o zawałach i wylewach, to chyba nie chcę tego wiedzieć.
- Ziom, weź, jakim ona jest pojebem w nocy, to o Jezu, ona się przestraszyła.....
- Nieehehehehehehe móóóóóów! - zakrywałam mu usta dalej brechtając. - Niehehehe pogrążaj mnie!
- Ona się swojego psa przestraszyła.
- On mnie zawszehehehehe chcciał zahahahahaha.....bić. - śmialiśmy się jak już po downie z przerzutkami.
Posiedzieliśmy i nic nie robiliśmy. Zeszliśmy dopiero na kolację.
- Ej! Gdzie są twoje okulary, Lary? - zapytał Krzysiek. Wszyscy zaczęli mi się przyglądać.
- Brawo. Skapnąć się po 3 godzinach. - zaczęłam klaskać.
- Rozwaliłaś je sobie? - zapytał Kubiś.
- Chociaż to byłoby bardzo możliwe, bo jestem strasznym psujem, to sprawiłam sobie soczewki. - momentalnie osoby siedzące obok przybliżyły się do mnie.
- Widzę je! Jeeeeeeezu, jakie to jest obrzydliwe.
- No żebyś zawału nie dostał, wy wylewie jeden ty.
Po kolacji wszyscy wjazd na chatę do mnie. Jak zwykle nic raczej nie robimy.
- Luiza, błagam, nie ziewaj, bo zamulasz system. - powiedział Bartek.
- No to co ja ci zrobię że spałam tylko 7 godzin? - powiedziałam trąc oczy.
- To o której ty poszłaś spać?
- Coś koło ósmej. I w tym czasie przeżyłam z trzy zawały połączone z wylewem, byłam głośnym nindżą, zjadłam truskawki i czytałam swoje pamiętniki.
- A ja w tym czasie spałem, hehehehe.
- To jest nie sprawiedliwe.
- Luiza, możesz się do mnie nie tulić? - zapytał Bartoszeł.
- Śpiący nie jesteś sobą. Ładne perfumy. Kuuuuuuurwa jak tam ciemno. - zaglądnęłam za szafę.
- No tak jak w twojej głowie.
- A to było akurat nie miłe. - przestałam się do niego przytulać.
- Ej, dobra, możecie już iść?
- Wyganiasz nas? - zrobił smutaśną minkę Fabiś.
- Tak.
- Będziemy cię męczyć, żebyś nie zasnęła. - uśmiechnął się do mnie Igła.
Wywróciłam oczami i poszłam się ogarnąć do łazienki. Przebrałam się w swoją piżamkę. Ściągnęłam jedną soczewkę, no ale kurde płyn mam w torebce. Ooooo Dżaizas. Wyszłam z łazienki niczym nindża, bo się jeszcze jebłam nogą o drzwi. Wzięłam płyn, więc misja zaliczona.
No to przecież. Kosmetyczkę też mam w torebce. Jprdl.
Przeszłam się tak jeszcze dwa razy. Ja i moja pamięć.
- Eeeeeeej, nie wyglądasz aż tak źle bez makijażu jak sądziłem - powiedziało Drewno, na co się uśmiechnęłam. Miłeeee! Dziękuję! - Wyglądasz jeszcze gorzej.
- O tym samym pomyślałem - śmiechehehehehehesznął Igłą
Wydymałam dolną wargę do przodu i zwiesiłam głowę.
- No weź, wy to jednak serca nie macie jednak. Jeszcze płakać po nocach będzie. - Bartuś klepnął mnie pocieszająco po ramieniu.
- AaaaaałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaBarteeeeeeek! - złapałam się za ramię w które mnie uderzył.
- No i widzisz, Bartek chciałeś pocieszyć, a jeszcze bardziej pogorszyłeś stan psychiczny i fizyczny naszej Nitki. No co ty wyprawiasz? Co z ciebie wyrosło, ty wylewie jeden tyyy. - powiedział mój nocny rozmówca.
- Ale do Bartka to najbardziej chyba pasuje. "Wylew Bartek" - śmiechehehehszłam.
- Ejjjjj........................ - zasmucił się Bartuń.
- Oj, no nie smuć się. - walnęłam go w ramię.
- Nie bolało.
- Nie miało boleć.
Godzina 20:22 ziewam jak kura, czy kury ziewają, nie mam pojęcia, a oni są dla mnie tacy bezlitośni że Jezu zabij ich, albo ja to zaraz zrobię.
- Luiza nie śpij, czemu ty śpisz? Dlaczego nas tak bardzo nie lubisz, że nie chcesz z nami gadać? - bezlitosny Piotrek nie da mi zasnąć. No co za... Kaj jest moja klapka na nieposłusznych siatkarzy?
- Iiiiiiiiidź ty stąd. - machnęłam na niego ręką.
- Pfffff! Foch w takim razie.
- Powodzenia, trzymam kciuki.
- Pogadaj z nami, no.....
- Ja pitole. No to co tam u was, moje wy psiapsiółe?
- A tam, nic nowego. A u ciebie?
- U mnie też. No to dobranoc.
Chłopaki po wielu nieudanych próbach nawiązania ze mną kontaktu, podjęli niezwykle męską i ludzką decyzje mimo wcześniejszych wątpliwości, i postanowili mnie zostawić w spokoju. Chryste Niebieski dziękuję!
- Dobranoc! - krzyknęli gdy wychodzili z pokoju.
- Dobranoc. - odpowiedziałam i zamknęłam za nimi drzwi.
Ułożyłam się wygodnie i szybko zasnęłam.
Następnego dnia mieliśmy wylecieć do Włoch na kolejne spotkania.
Wyjeżdżać na lotnisko mieliśmy już po śniadaniu, więc gdy się ogarnęłam zaczęłam się pakować. 10-15 minut max i już.
Zeszłam na śniadanie na którym byli już wszyscy.
- Lary, Lary, tu są twoje okulary!
- Specjalnie dla ciebie założyłam. - uśmiechnęłam się do Igły.
- Ooo, jakie to miłe.
- Cieszę się.
Gadaliśmy w sumie o niczym, no i tak nam minęło śniadanie.
Po posiłku poszliśmy po swoje bagaże z pokoi. To znaczy, kto się spakował. Niektórzy zostawiają to na ostatnią chwilę. Ja wraz z trenerami pojawiliśmy się pierwsi. Włożyliśmy walizki do bagażnika i zajęliśmy miejsca w autokarze. Minęło 5 minut. Minęło 6,7,8 zanim wszyscy zebrali się w jedno miejsce. Dotarliśmy na lotnisko i udaliśmy się na odprawę. Już po niecałej godzinie siedzieliśmy w samolocie. Raczej nie darliśmy się jak w autokarze, bo tutaj jednak są też inni ludzie, więc żeby nie było pszypału. Większość słuchała muzyki, albo grali w jakieś gierki na telefonach. Jedynie Bartek, który ma takiego stracha na punkcie samolotów, gadał coś do mnie, ale nie za bardzo go słuchałam. Raczej nikt go nie słuchał. Więc gościu gadał tak bardziej do siebie, aniżeli do kogoś. Biedny, ja też się trochę boję samolotów, więc łączę się w bólu.
- Czy awarie samolotów zdarzają się często?
- Bartek, spokojnie, awarie zdarzają się raz na milion. - jasne że częściej. Albo nie. Nieee wiem, nie znam się.
- A jak tym razem będzie ten milionowy raz?
- Nie będzie, uspokój się.
- Jak myślisz, znajdujemy się wysoko nad ziemią?
- Na pewno nie bardzo wysoko.
- A dokładnie milion kilometrów nad poziomem morza. - uśmiechnął się Buszi. Kaj jest ta klapka na siatkarzy? Kaj ona jest?!
- Ccoooooooooooo? - pisnął przestraszony.
- Dziękuję ci.
- Proszę.
- Ale jak to milion?! Kłamałaś! Tak, tak na pewno nie jesteśmy bardzo wysoko, mhm, przecież milion kilometrów to jest jak jeden centymetr, no to jasne przecież.
- To nie prawda, na pewno nie jesteśmy tak wysoko....
- Tak, tak, jasne.
- Jeszcze raz, baaaardzo ci dziękuję.
- Jak mówiłem, proszę bardzo. - uśmiechnął się.
Starałam się jakoś uspokoić Kurka, no ale co ja mogę.
W końcu dolecieliśmy do Włoch. Odebraliśmy nasze walizki i pojechaliśmy do naszego hotelu. Odebraliśmy klucze, i jak zwykle porównywaliśmy przydzielone nam liczby.
Odnaleźliśmy swoje liczby na odpowiednich drzwiach i było spoko. Jednakże, niektórzy mieli z tym przeogromny problem. Nie, nie chodzi tu o młodego Pawła, bo on w mgnieniu oka znalazł swój pokój, chodzi tu bardziej o Bartka. Jakoś nie mógł znaleźć swojej liczby.
Chodziłam z nim i szukałam odpowiednich drzwi.
- Aaaaaaa! Bo ja trzymam ten klucz odwrotnie! - ucieszył się. A mi wprost para wychodziła uszami, oczami, nosem i dupą. No żesz do jasnej cholery! Jak można być takim idiotą?! Przez niego przeszłam przez 30 korytarzy, schodziłam po 50 schodach, pukałam do kilkunastu drzwi i przeżywałam niekończące się przypały, kiedy inni ludzie się na nas wkurzali, a ten po prostu trzymał ten klucz odwrotnie. Kiedyś. Go. Zabiję. Albo. Sama. Umrę. Na. Wściekliznę. Ale dobra, Luiza, w takich sytuacjach trzeba oddychać spokojnie, uspokoić się, nie dawać po sobie poznać że jesteśmy wkurwieni na maksa. Trzeba po prostu....
- Jakim ty jesteś idiotą to nie wiem! Chodź, idziemy!
- Ale czekaj, bo....
- Już mnie nawet nie denerwuj!
- No dobrze, dobrze. Już, idę.
- Zamknij się!
- Ale ja nic....
- Powiedziałam.
No ja nie moga. Ale bym mu przypieprzyła tą klapką na siatkarzy.
- Ej, dobra ale już się nie wkurwiaj, bo się trochę ciebie boję.
- Dobra, okej, idź, zejdź mi z oczu, bo mnie już bolą jak na nich stoisz. - poszedł do swojego pokoju. Ma go obok mnie, więc spoko, myślę, że zauważył.
Ale ja jestem nerwowa. O Jezu. Sama bym się pewnie siebie przestraszyła. No cóż. Biedny Bartek. Sama mu za siebie współczuję.
- Bestia z północy spaliła moją wioskę. Pomóż mi. - powiedział Fabiś gdy wbił do mnie z buta wjeżdżam.
- Okej! - uniosłam kciuk do góry. - Wyszkolę cię w jeden księżyc.
- Dawaj zaklęty miecz!
- O nie, artefakt jest w Zamku króla Leona.
- O nie, jesteśmy zgubieni.
- Spierdalaj z mojej ziemi! - wybiegłam za nim na korytarz, po czym wróciłam do swojego pokoju. Pf. Co za debil. Niech spierdala z mojej ziemi. To je moja ziemia. Ja ją se wybrala. #Takbardzoślązak
Raczej nic nie robiłam, więc się gapiłam na ściany. Taa, ja to mam zawsze jakieś faje i ciekawe zajęcia. Gapić się na ściany. Fascynujące. Ej w sumie całkiem ładne są tutaj ściany. Takie..... łaaaaadne.
Boże, co ja robię ze swoim życiem? Czemu oglądam i podziwiam ściany? Jeeezu, ja już potrzebuję kompletnej pomocy, nie?
Eeeeeej, a może by tak iść do kogoś i tam nic nie porobić?
No w sumie fajniejszy pomysł, niż być tutaj samemu.
Albo nie, będę musiała coś mówić. A mi się nie chce.
Która godzina?
18:30.
Zaraz kolacja.
No i co z tego?
Głodna jestem.
To zjedz coś.
Ale nie mam nic.
No i?
No to co mam zjeść?
Wiesz w internecie była taka babka co jadła gąbkę z materaca.
No i co ja mm kurwa w Spangeboba się zamienić? Weź nie pierdol.
Jezus Maria, dlaczego ja gadam sama do siebie? Boże, Boże, Boże.... Lepiej idźmy do kogoś, bo ja tu jeszcze zwariuję, albo serio zjem tą gąbkę z materaca. A nie chcę być Spangebobem.
Wyszłam ze swojego pokoju i...... Kurwa. Skąd mam wiedzieć gdzie kto z kim, co z czym, co jak i dlaczego. O Boziu.
Napisałam więc do Fabiana. A kto inny jest tutaj moim google maps?
-" Gdzie jesteś?"
-" U siebie"
-" Aha, dobra, zajebiście, a mógłbyś mi powiedzieć gdzie dokładnie?"
-" Znajduję się w Galaktyce Droga Mleczna. Jestem w Układzie Słonecznym. Jestem na Ziemi. Jestem w półkuli północnej. Jestem w Europie. Jestem we Włoszech. Neapol.. Hotel nie wiem. Piętro 20. Pokój numer 73."
-" No i nie było tak od razu?"
-" No nie no, tylko nie idź do nas"
-" A co robicie?"
-" Nic, ale nie przerywaj nam tego miłego nic nie robienia."
-" Aha, no.... dobra. Tym bardziej przyjdę, nawet już jestem :)"
- Heloł, heloł! Przyszłam, jestem, co robimy? - prawie się wyjebałam o nogi Kłosa który je wystawił. - JeeezusMariaPawełKrzysiek! Co ty chcesz mnie zabić Pszenico jedna?
- Pszenico...- śmiechnął Karol. - Jak ty czasem rozwalasz system, to nie wiem.
- Kuuurde..... Jak też tu usiąść też..... Więcej was matka nie miała, nie...... - usiadłam ostatecznie na oknie. W sensie, że nie na szybie, tylko na parapecie. No. Żeby nie było.
- No. To co robimy?
- Ty wymyśl. - odpowiedział Igła. Aaaaa, widzę, że się teraz role odwróciły, mądrze, mądrze, panie Krzysztofie.
- Ale dlaczego ja?
- Bo nie "Szkoła"
- Oglądasz to?
- Nie.
- "Szkoła"? To jest takie zjebane.... że szkoda gadać. - powiedział Wronka.
- Ej, no nie obrażaj tego serialu, przecież jest zajebisty! - oburzył się Kłos.
- Aktorstwo- poziom Hollywood, tu się zgodzę. - "przyznał" Rafał. Oczywiście, że to było ironiczne, ty gupku jeden. Jak mogłeś tego nie wyczuć, drogi czytelniku? Czy Oglądałeś to chociaż raz? W sumie niczym nie różni się od "Dlaczego ja?" "Ukrytej prawdy" czy "Pamiętników z wakacji" Czy jeszcze jakiś innych debilnych programów paranormalnych, czy jak to się tam zwie.
No ale co ja tam wiem, co ja tam wiem. Ja się do tego nie mieszam.
Następnego dnia chłopaki byli tacy trochę rozpieszczani, bo mieli tylko jeden poranny trening, a po nim mieli całkowity chillout. Czy jak to się tam pisze. Więc gites malines jak dla nich. Więc gdzie? No to jasne że na bicza. A co wyście myśleli? Że będziemy grzecznie siedzieć w hotelu? No niby trener nam tak kazał, ale potem powiedział, że możemy się poplątać gdzie nie gdzie, tylko żebyśmy byli grzeczni.
Aha no prawie był zapomniała o moim wyróżnieniu. Trener powierzył mi także funkcję niańki. Powiedział, że mam najwięcej oleju w głowie, czy czegoś tam, no chodzi o to, że jestem najmądrzejsza, a z nimi, tymi miej mądrzejszymi, to nigdy nic nie wiadomo.
Ha! I co Winiar? I komu trener ufa bardziej? No? Mnie trener lubi najbardziej.
Wracając. Poszliśmy na bicza.
Dla osób miej zaawansowanych w języku angielskim : plaża.
Też nie jestem zaawansowana, wzięłam to słowo z tłumacza google, i dałam na głośnik. No proszę, kto tak nie robi.
Oczywiście żart.
Albo i nie....
Wracając ale już tak bardzo wracając.
Teee, tylko mi się do pierwszej klasy podstawówki nie wróć.
Możesz dać mi dokończyć?
Taa, jasne, przecież ci nie przeszkadzam.
Wracając. Poszliśmy na bicza.
Pamiętaj Luiza, nie gap się na ich klaty jak Reksio na szynkę.
Raczej nie miałam ochoty wchodzić do wody, no ale jak Rafał zapytał czy będziemy podtapiać Fabiana..... No to proszę Was, no nie mogłam się powstrzymać. Wzięłam więc z walizki bikini i podbijamy tego bicza.
Podtapianie Fabisia to chyba moja ulubiona czynność którą z nim robię. Na serio. No dobra, oglądanie głupich i rżnących psychikę ludzką filmików na YouTubie, albo tańczenie do techno kur też jest zajebiste.
- Puuuuuuuuść mnie! - Fabian jest chyba jakiś poyebany. Myśli, że go puszczę. No chyba nie, mój przyjacielu.
- Top go! Top go! Trzymam, Fabi, spokój się! Nie pierwszy raz cię topimy.
Ach, jakie to miłe uczucie kiedy podtapiasz swojego ziomeczka.
- Ty kurde.... Raf, bierzemy ją! - zaczęli mnie ścigać. Co to ma być? Dlaczego akurat ja? Ja nie chcę!
Zaczęłam uciekać, no bo co ja mogę. Ale mój kochany braciszek podstawił mi nogę. Znaczy się, pewnie nawet o tym nie wie, bo się opala dupą do świata, i zapewne mnie ani nie widział, ani nie słyszał, a ja ciągle pierdole o tej Ani.
- Nieeeeeeeeeeeee! Ej, ja nie chcę! Puśćcie mniee! - i zaczęli mnie tak po prostu topić. Ej, ej, ej tak być nie może. Czy ja wzięłam tą farbę fluorescencją, czy jak ona się tam nazywa? Chyba wzięłam. Rafał, nie przeżyjesz. Albo Endry. Zobaczymy.
- Nie żyjecie! - krzyknęłam krztusząc się. A oni też się krztusili. Śmiechem.
- Ej stary, żyjesz? Bo Lui jest przekonana, że nie żyjemy. - zapytytął Fabian.
- Na razie mam zgon ze śmiechu. Chwila jak się hahahahogarnę.
Znowu zaczęli rechotać.
Chwila nieuwagi mi wystarczy.
Skoczyłam na przyjmującego, równocześnie go przewracając.
No cóż, a teraz na kolana i błagaj o przebaczenie. Zaczęłam go topić. Ale nie długo. Z kim ja potem będę się chichrać po nocach? No właśnie. Fabian nie umie przeżywać zawałów. To umieją tylko wybrani
- Ja pierdole, aleś mnie przestraszyła. To jest jakieś.....
- Nienormalne! - powiedzieliśmy razem i zaczęliśmy się śmiać.
- Czy ty sobie żarty stroisz? - zalew. Tak. Nas takie różne normalne wyrażenia śmieszą. Jeżeli się je tak zabawnie wypowie to jest to dla nas po prostu wylew łez.
- Z czego się tak zalewacie? - zapytała Fabina. A tak w ogóle to zauważyliście, że Fabian ma tak dużo przezwisk w mojej głowie? A i tak zapewne połowy nie zna, więc... No cóż, bywa.
- Fabian, czy ty sobie żarty stroisz?
- Nie, a wy?
- A my też nie.
- To się cieszymy wszyscy razem.
Potopiliśmy się jeszcze trochę i nam się znudziło. Obudziliśmy Igłaczaka bo by mu się plycy spaliły. Sam nie wiem z czego żyje. Co za pumpernikiel. Co. Nie wiem.
- Opaliłabyś się, patrz jaka kreda z ciebie. - powiedział do mnie Cysiu nawet na mnie nie patrząc. Jak on to robi? Ja też chcę tak umieć. Krzysiek, naucz mnie tak widzieć przez zamknięte oczy.
- Nie chce mi się. Wymyśl nam coś do porobienia.
- No nie wiem co mam wam wymyślić. A tak w ogóle, to czemu ja mam wam wymyślać jakieś zajęcie?
- No bo...
- No bo tak.
- No właśnie.
- Nie wiem. Idźcie w siatkę pograć.
- Może byk. - stwierdziłam. - Idziecie?
- Fabian, zbieraj dupcie. - powiedział Raf, ale Fabiankowi nie chciało się podnieść. Woli się poopalać. No w sumie z niego też taka kreda szkolna, że niech mu tam będzie.
Nawet nie wiem skąd wzięliśmy piłkę, i kogo w ogóle ona była, bo tak leżała, taka samotna, taka opuszczona, gdzieś na uboczu, więc co tam yolo, juololo, jak ktoś woli kran. Bierzemy. Zaczęliśmy odbijać przez siatkę, i w sumie tyle w tym zdaniu. Kolejne będzie ciekawsze. Obiecuję.
W końcu nie byliśmy po prostu w stanie odbijać bo strasznie zalewaliśmy się z włoskiego akcentu. Tak, włoskiego. Dlaczego włoski akcent jest dla nas śmiecheheheheszkowy? A idź, jak ja sama nie wiem, to Ty chyba bardziej nie będziesz wiedzieć, co nie. Albo jak robiliśmy takie #zdupigi wzięte po prostu tak głęboko z dupy, i były takie polskie, że Chryste Niebieski, zabierz mnie do nieba. A najlepsze jest to, że są tu sami włosi, więc nic, a nic nie rozumieją. No chyba że mają w modyfikowany język polski. No to wtedy może być niezły pszypał.
W końcu wróciliśmy do Igły i Fabiana. I ogólnie całej naszej sztos klanu ekipy.
- Jaka suka, ma taki sam strój jak ja. - powiedziałam do Rafała, który jako jedyny chciał i miał ochotę ze mną rozmawiać. Wystawili mnie, no co za leszcze.
- Która?
- Ta brunetka w wodzie. Obok tej blondynki.
- No i co? - wzruszył ramionami.
- No i to. Patrz na sukę, uśmiecha się do mnie. - odwzajemniłam uśmiech, który na pewno był skierowany do mnie. No chyba, że nawet w soczewkach nadal jestem kretem, a za plecami wystawiłam jej faksa.
- Ja nie mogę, jak ja was nie ogarniam, co z tego, że ma taki sam strój jak ty?
- No bo ja już go sobie zaklepałam, i nikt nie ma prawa kupić sobie dokładnie takiego samego. Gdyby miała inny, nic mi do tego, ale ma dokładnie taki sam.
- I to ci tak strasznie przeszkadza?
- Tak. I to jest takie wkurzające że nie wiem. - zamknęłam się na chwilę, bo te dwie dziewczyny przechodziły obok nas.
- Rafał? - zapytała ta blondynka.
- Czeeeść Daria! - aha, czyli widzę nie wiem o co chodzi. - Co ty tu robisz? - zapytał radośnie. - No spoko, tylko ja nie wiem o co chodzi. Halo, Rafał, może powiesz mi kogo spotkałeś?
- Wiesz, wakacje, wreszcie udało mi się wydrzeć z pracy. - uśmiechnęła się. - A kogo tu masz? - popatrzyła na mnie. Kurwa. Jezus Maria, mam się przedstawić? Mam powiedzieć "cześć" Czy "hej"? O Boże, Boże, Boże.
- A to jest Luiza. Fotograf kadry.
- Cześć. - uśmiechnęłam się. Huuuuuuuuu, dobra, było okej.
Tak, dokładnie mam tak za każdym razem, kiedy poznaje kogoś nowego.
- Cześć.
- A ty kogo masz ze sobą? - no właśnie, kim ona jest? Muszę znać jej imię, nazwisko i adres zamieszkania.
- To jest Lucy, przyjaciółka właśnie do niej tu przyjechałam.
- Hi.
- Hello. - siemanero, elo, eleczko, mordo ty moja..... A... Nie to jeszcze nie ten poziom znajomości. A tak w ogóle to jej nie lubię. Więc, czytaj dalej.
- Luiza to twoja przyjaciółka, czy "przyjaciółka" - na drugie zakreśliła cudzysłów w powietrzu. Nie kurwa na gazie pieprzowym.
- Ahahahahah, śmieszne. - popatrzył na nią z politowaniem. - To jest tylko mój ziomeczek,i raczej nic więcej, więc nic sobie nie wyobrażaj.
- Raczej. - chwytła go za słowo.
No właśnie. Ja i Rafał? Eeeeee, nie, to by chyba nie przeszło. Ale tamta pani wie chyba lepiej. Albo często lądowała we friendzonach. Co. Ale czemu ja niby jestem we friendzonie? Nie jestem. Miłość po prostu nie jest dla mnie. Tyle w tym temacie.
- Beautiful swimwear. - powiedziała do mnie ta co jej nie lubię.
- Thaks. - no ale podziękować wypada.
- Dobra, spadamy. Pa! - pożegnały się i poszły.
- Jak mogła pomyśleć, że jesteśmy razem?
- Ona wszystko sobie wyobraża.
- No ale ta co jej nie lubię, powiedziała, że mam ładny strój. Hahahha, czyli ja mam go dłużej.
- Skąd to wiesz?
- Tak zawsze jest. Albo po prostu nie miała co powiedzieć. To też by mogło tak być. No ale, co powiedziała, to niech tak zostanie, nie będę jest kwestionować.
- Idziemy topić Fabiana?
- A mamy w sumie coś innego do roboty?
I tak nam minął czas do 15 godziny.
Później wróciliśmy do hotelu i też leniuchowaliśmy, no bo co mamy robić? Może tylko obyło się bez pszypałowych sytuacji w hotelu.
Wczesnym wieczorem stwierdziłam że wyjdę na plażę porobić zdjęcia zachodu słońca. Nie kurwa zachodu tęczy. No, nie ważne. I tak sobie pochodzić po biczu. Założyłam więc jakiś cienki kardigan i wyszłam z budynku. Szłam jakieś 25 minut, no czyli tyle ile się idzie. Gdy dotarłam na na miejsce słońce właśnie miało ochotę chować się za horyzontem. Akurat ktoś siedział na piasku blisko wody. Ale to będzie zajebiście wyglądało, że Oessuuu!! Porobiłam co miałam porobić i miała wracać, ale chciałam zobaczyć, czy znam tegoż oto mojego modela, który nawet nie wie, że nim jest.
Podeszłam bliżej, można by powiedzieć, że nad ktosiem stoję.
- Orient! - przewróciłam Buszka.
- No Luiiiiiiza, ty wylewie jeden. - usiadł ponownie i otrzepał się z piasku.
- Dlaczego tak brzydko mówisz mi? - zrobiłam smutaśną minkę. Przeproś.
Zamiast przeprosić to mnie popchnął i też poleciałam na piasek. Aha, nie no spoko, to też może być.
- Ałahaaaaaaaaaaaaaaaaaaaał! Moja noga! - złapałam się za kostkę.
- O kurwa mać, co ci się stało?! - pochylił się nade mną i zaczął oglądać moją kostkę.
Wspominałam może, że byliśmy blisko wody?
No nie byłabym sobą, gdybym go nie ochlapała.
- Aha, spoko, dzięki. Baaaaardzo miłe z twojej strony. - wytarł twarz w koszulkę przy okazji odsłaniając klatę. No soooooooooooooooooooooory, kurde, o ale jakby przed wami postawiono jakiegoś faceta z odsłoniętą klatą to byście się nie paczali? No błagam.
- Co ty tutaj robisz? - nie, no, brawo Luiza, tylko ty masz ten wspaniały telnet do zaczynania rozmowy, brawo.
- Jeśli dobrze widzę, to siedzę.
- No ale czemu tutaj siedzisz.
- Siedzę bo mogę, i siedzę bo lubię. A ty?
- Z tobą nie da się gadać.
- Jak to nie? No to proszę bardzo, jak minął dzień dzisiejszy, co dzisiaj robiłaś?
- Topiłam Fabiana.
- To było najlepsze. No i oczywiście kiedy ciebie topiliśmy. To też było fajne. - uśmiechnął się na moją poker fejskę i zaczął mi wykrzywiać twarz palcami.
- Czy ty sobie żarty stroisz?
- Stroję.
- To jak są ubrane?
- Żart o blondynce wygląda zupełnie jak ty.
Aha, dzięki.
- Masz znamię? - kiwnął głową na moje biodro, które zostało odsłonięte przez wiatr który podwinął mi lekko koszulkę. Takie tam wytłumaczenie, żebyście sobie niczego nie wyobrażali.
- Jeśli znamieniem nazywasz jakąś brązową plamę, to tak, mam. - obniżyłam trochę spodnie żeby mógł sobie popaczeć.
W sumie nic nadzwyczajnego, zwykła brązowa plama w wymiarach około 8 cm długości na około 3,3 cm wysokości. Bo nie jest to taki idealny prostokąt.
Oj o co? Czasem jak człowiekowi nudzi to może sobie wszystko zmierzyć.
Po wydurnialiśmy się jeszcze trochę i zaczęliśmy się zbierać do hotelu. Raf odprowadził mnie pod drzwi i się pożegnaliśmy. Ogarłam się i poszłam spać.
Ale nastawiłam budzik tak na 2. A po co? No po coś na pewno. Hej.
*2:00*
Ooooooooooooo Chryste Panie..... Umieram. Daj mi drzemkę. 3 minuty spokoju.
*2:03*
Chrystusie Niebieski, zabierz mnie do nieba. Czemu ja sobie to robię? No ale trzeba komuś dupcię utrzeć. A może zrobię to w Spale? Bo i tak nie wzięłam jednak tej farby. Właśnie sprawdziłam. A i tak mi się nie chce wstawać. Soł....
Dobranoc.
.........................................
Luiza mówi dobranoc a ja mówię dzień dobry, lub dobry wieczór, co kto lubi, co kto woli. Ale dzisiaj długi ten rozdział. Jakby co, to złączyłam dwa, ale ciiii.
Hej.
niedziela, 24 stycznia 2016
Rozdział 31
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, jak na mnie bo o 6:30. Nie mam pojęcia co mi się stało, no ale już nie będę do tego dochodzić. Chciałam z powrotem zasnąć, ale nie mogłam. No da fuck daj mi zasnąć. Jakby tego było mało to ktoś za ścianą urządził sobie śmiechawę z niewiadomego powodu. Od tego rozbolała mnie głowa. Nie żyjesz gościu. Skoro już nie zasną, to nie będę marnować czasu.
Odblokowałam telefon i zobaczyłam w notatki. Co to do zrobienia.... Ah, no to przecież. Dzisiaj je sobota. Mam dzisiaj okulistę, pewnie podjadę do mej Laurencji i do mamy. No to sobie pojeżdżę po Polsce. Krzysiu furę pożyczy, już to ustaliliśmy.
No i co ja mam ze sobą zrobić? Przecież już na tysiaka nie usnę. 6:40. Za wcześnie żeby wstawać. Wstawać czy nie wstawać, oto jest pytanie każdego kto wcześnie się obudził.
A tam ciula, wstaję.
Wstaję, mimo tyyyylu ran i znów do góry głowę.
Podeszłam do szafy by wybrać jakieś ubranie. A może jakąś spódnicę? Dawno nie chodziłam. Ale nie wiem czy jakąś mam tutaj. A nie, jest. No to paaaaanie jo tutej wszystko mom. Do tego miętowa koszulka z kieszonką na piersi i naszyjnik z aparatem. Co do moich seksi fleksi soksów, postawiłam na pizzę i frytasy, buty, no a jakie ja mogę mieć inne buty niż moje ukochane białe roshe runy.
Poszłam pod prysznic i się ubrałam. Rozczesałam włosy na których została jeszcze niebieska farba. A to skurczyłsiębyk. Zrobiłam standardowy makijaż powiększający optycznie oczy. Mając pingle z minusami jest to po prostu wskazane. Włosy związałam w warkocza na bok, bo do tyłu wyglądam jak ziemniak, a nie chciałabym wyglądać jak ziemniak. Umyłam zęby, ubrałam buty i spryskałam się moimi perfumą i jestem gotowa podbijać świat. Chyba nikt się, mam nadzieję, mnie nie przestraszy. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do windy ale nie chciała ze mną współpracować. Więc no co ja ci zrobię, zapierdalaj za pingipongiem. Schodami. Schodziłam, schodziłam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam, schodziłam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam i zbiegałam. I znów zbiegałam. Czy te schody się przedłużyły czy co?
Wreeeeszcie! Kim jesteś? Jestem zwycięzcą.
- Siemka. - przywitał się Fabian i Rafek, którzy są jedynymi osobami w jadalni. Oprócz pań kucharek. Widocznie tak jak ja nie mogli spać, bo z nich to nie bardzo takie ranne ptaszki.
- A idź, jak się zmachałam. Hejka.
- Czemu się zmachałaś?
- Schodami musiałam schodzić.
- No to wszystko jasne. Coś się tak odwaliła? - zapytał orzech w kokosie. No dobra, będę normalnie nazywać swoich rozmówców, żebyście zrozumieli. Rafał.
- A dziękuję za komplement, ty też pięknie wyglądasz. - uśmiechnęłam się. - Opuszczam was dzisiaj.
- Nieeeeee, nie zostawiaj nas tu samyyyych! - rozczarowali się.
- Oooooooooooooooooo, ktoś by za mną tęsknił! - otarłam łezkę spod oka. - Nie martwcie się, tylko na dwa dni. Wy gdzieś jedziecie?
- Z tego co wiem, to Rafek nie, ja też nie, i chyba tylko ty i trener jedziecie.
- Trener jedzie?! I ty mi o tym nie powiedziałeś?
- No to przecież wiadomo, że robimy imprę.
- No teraz mi mówicie, no dzięki. - powiedziałam obrażona tak na niby, żeby żałowali. - A wy co tak wcześnie tak w ogóle?
- Spać nie mogliśmy.
- No ja tak samo, weź jak ja mam kilka razy w miesiącu tak, że nie mogę spać do 4 nad ranem, a czasem to jak tylko główka na poduszkę, rączki na kordełkę i za ojczyznę.
- No i to jest właśnie Raf, jak się do 4 nie wierci, to innego dnia nie idzie go obudzić.
- Oj już tam nie przesadzaj.
- No dobra. Czasem się wiercisz do 3:30. Może być?
Gadaliśmy tak na prawdę o nieistotnych rzeczach, takich jak na przykład Latające jednorożce, śmialiśmy się ludzi na YouTubie, głównie z ich głupoty.
Po śniadanku tak jak sobie zaplanowałam opuściłam chłopaków, a oni przyszli się ze mną pożegnać, jakbym jechała na zawsze. Ale się do mnie przywiązali to nie wiem. Jak śłodźko.
Po około 3 godzinach jazdy samochodem przekroczyłam tą magiczną tabliczkę która teleportuje cię do innego miejsca, w moim przypadku na tabliczce było napisane "Bełchatów". Postanowiłam, że od razu podjadę o optyka. Pani Magda zrobiła mi kontrolę, w sumie wzrok nie pogorszył mi się jakoś mega dużo, jednak coś mi się tam uszkodziło, no jak to z minusami, jednak nie była konieczna wymiana szkieł w okularach. Zapytałam, czy mogę mieć szkła kontaktowe. Oczywiście trzeba zrobić na to badania, średnica i krzywizna soczewki oka. Okazało się że mogę mieć soczewki, więc już po kilku chwilach dostałam do ręki małe pudełeczko z moją wadą. Pani Magda nauczyła mnie jak to zakładać, ściągać, no podstawowe rady, informacje itakdalej. Gdy wyszłam z budynku wsiadłam do samochodu i podjechałam do Laury. Gaceł jest w Wałbrzychu, bo Laura miała wyjazd i nie miała go z kim zostawić tutaj, więc jeszcze się z nim nie zobaczę. Pewnie sporo urósł.
Przywitałam się z moją psiapsiółką i wyszłyśmy się gdzieś przejść. Trajkotałyśmy to o tym, to o tamtym, i tak w kółko. Po około 2 i pół godziny musiałam się pożegnać z Laurką. Wsiadłam w samochód i zmierzałam do Wałka (?)
Przez całą drogę śpiewałam piosenki lecące z eski. No helloł, to, że nie znam tekstu, nie znaczy, że nie mogę pomóc wyśpiewać refrenu Beyonce. A podobno ładnie śpiewam więc.... No dobra, kiedyś tak, ale przestałam chodzić na lekcje no i zdarłam sobie głos.
W końcu dotarłam do mojego rodzinnego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem i zaczęłam skakać ze schodka na schodek. Halo, halo, jest tam ktoś? Zadzwonię jeszcze raz, wiem jak wszystkich zawsze wkurzał ten dzwoneeeek!
I jak na zawołanie drzwi się otworzyły. No na Jowisza, wreszcie, ileż można czekać?
Przywitałam się z mamą a na mój głos przybiegł mój mały książę.
- Aaaaćieść! - klęknęłam a ten zaczął mnie lizać po rękach, szyi, po nogach, no wszędzie. Chwilkę później na te wszystkie hałasy przyszła Rimmelka.
- A siemka Rimuś, aleś ty już stara, no i co tak ziewam, co? - czy tylko ja lubię gadać do zwierząt?
- Tata w pracy. - uprzedziła moje pytanie mama. Pogadałyśmy sobie co się dzieje u nas tak ogółem, a potem stwierdziłam, że wybiorę się na spacer z psami. Przypięłam więc Gacka i Rimkę do smyczy i wyruszyliśmy na polne drogi. Pobiegałam z Gacusiem na smyczy, a Rimkę puściłam wolno. To jest już wyszkolony pies, jej można zaufać, no ale Gary to tak nie za bardzo, więc wole nie ryzykować. Gdy się już wyszalali można było wracać. Mojego szczeniaka to musiałam w ogóle nieść na rękach, więc musiało być grubo. Po kolacji poszłam do swojego pokoju niegdyś dzielonego z Anitą. Ani tą, ani tamtą tylko tą nie Anitą. Ale gdy miałam 12 lat został już on tylko mój, a moja sister zamieszkała w pokoju obok. Kiedy siedziałam w swoim pokoju wkleiłam na instagrama moją samojeb... Nie, to mogą czytać rodzice Krysi z Krakowa.
Samozdjęcie. O. No i tak proszę mówić.
Moje samozdjęcie z pieskami. Oczywiście ja, jak to ja mistrzyni hasztagów musiałam je dodać. Ale tutaj nie będę tym spamować więc no.
Pierwszy like i komentarz od Laury.



No i to tyle jak na pierwsze 10 minut. W między czasie przyszedł mój dodżek
- Pacz. Pacz jaki ci fejm robię. Jesteś bardziej popularny na Instagramie ode mnie.
On tylko polizał mnie po dłoni. No w sumie okej, może byk. Poszłam się umyć i zdjąć soczewki które wciąż miałam na sobie. W sensie że na oku. Trochę się namęczyłam, ale źle nie było. Wypłukałam je i włożyłam do pojemniczka. Przykryłam się kordełką i włożyłam do uszu słuchawki włączając jednocześnie eskę. Dobranoc.
"Taa kuwa łatwiej powiedzieć niż zrobić. Na chuja tak scrolluję przecież nikt nic nie dodał. 1 w nocy Matko Boska. Jeszce się ułożyć nie mogę, Jezus Maria co jest ze mną nie tak? Jak gorąco na ja pierdole niech ktoś otworzy okno, ja nie otwieram mi się tak nie chce. A może bym coś zjadła, ciekawe czy w domu jest coś słodkiego.... Hmmmmm....... nie, nie będę nic jadła. Na noc nie wypada. Co to było?! Jeeezus Maria przecież ja na zawał tu zejdę. Trzeba było nie oglądać paranormal.tv. O Jeeeezu, te włosy też mnie już wykończą. Najlepiej to zetnę się na łyso i będzie zajebiście. " - odchyliłam głowę do góry. "Oooooooo tu jest doooobrze, jak wygodnieeeeeeeeeeeeeeeeee, nie. Kurwa. Nie, tylko nie do łazienki, tylko nie do łazienki! Nie musisz iść do łazienki, nie nie musisz, kurwa muszę.". - wstałam ostrożnie, żeby się o coś nie potknąć i nie narobić przypału. Wzięłam ze sobą telefon i włączyłam latarkę, no bo przecież nie będę świecić w całym domu, jeszcze się mama obudzi i będzie pszypał. Niemal wbiegłam do łazienki nie patrząc w ciemny i długi korytarz. A chuj wie co tam się kryje nocą. Szybko załatwiłam swoje sprawy i wróciłam do łóżka. - "Jeeeezus Maria przecież nic nowego nie ma, nikt nic nie dodał, a wyguglujmy "bezsenność" zobaczymy, zobaczymy jakie są objawy, zobaczymy czy ja to mam. No, mam. To jest bezsenność co ja mam. Kurwa nigdy nie usnę. Zajebiście. Nieee ja tak nie mogę żyć. A może zróbmy sobie selfie na noc, zobaczymy jak wyglądam w łóżku. Cy wyglądam seksi. Może komuś wyślę? Zobaczymy oooo, będzie ładnie, będzie ładnie, kurwa obrzydliwe. Nigdy nie będę piękna. O Jeeeeeezuuuu, co to znowu było?! Ja słyszę jakieś głosy! Ja już potrzebuję kompletnej pomocy, nie. A może by tak mienić pozycje, żeby się lepiej spało" - położyłam stopy na zimnej ścianie. - " Kurwa jakie to zimne. A może by do kogoś napisać? Nieee.. Może nie..... Chociaż kurczę popisałabym z kimś. Tyyylko z kim.... Laura? Nie no, jakbym ją obudziła to bym potem miała.....A może... Do kogoś ze Spały? Tylko też i do kogo. O wiem. Napiszę do każdego i zobaczymy kto nie śpi.
Odblokowałam telefon i zobaczyłam w notatki. Co to do zrobienia.... Ah, no to przecież. Dzisiaj je sobota. Mam dzisiaj okulistę, pewnie podjadę do mej Laurencji i do mamy. No to sobie pojeżdżę po Polsce. Krzysiu furę pożyczy, już to ustaliliśmy.
No i co ja mam ze sobą zrobić? Przecież już na tysiaka nie usnę. 6:40. Za wcześnie żeby wstawać. Wstawać czy nie wstawać, oto jest pytanie każdego kto wcześnie się obudził.
A tam ciula, wstaję.
Wstaję, mimo tyyyylu ran i znów do góry głowę.
Podeszłam do szafy by wybrać jakieś ubranie. A może jakąś spódnicę? Dawno nie chodziłam. Ale nie wiem czy jakąś mam tutaj. A nie, jest. No to paaaaanie jo tutej wszystko mom. Do tego miętowa koszulka z kieszonką na piersi i naszyjnik z aparatem. Co do moich seksi fleksi soksów, postawiłam na pizzę i frytasy, buty, no a jakie ja mogę mieć inne buty niż moje ukochane białe roshe runy.
Poszłam pod prysznic i się ubrałam. Rozczesałam włosy na których została jeszcze niebieska farba. A to skurczyłsiębyk. Zrobiłam standardowy makijaż powiększający optycznie oczy. Mając pingle z minusami jest to po prostu wskazane. Włosy związałam w warkocza na bok, bo do tyłu wyglądam jak ziemniak, a nie chciałabym wyglądać jak ziemniak. Umyłam zęby, ubrałam buty i spryskałam się moimi perfumą i jestem gotowa podbijać świat. Chyba nikt się, mam nadzieję, mnie nie przestraszy. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do windy ale nie chciała ze mną współpracować. Więc no co ja ci zrobię, zapierdalaj za pingipongiem. Schodami. Schodziłam, schodziłam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam, schodziłam, zbiegałam, zbiegałam, zbiegałam i zbiegałam. I znów zbiegałam. Czy te schody się przedłużyły czy co?
Wreeeeszcie! Kim jesteś? Jestem zwycięzcą.
- Siemka. - przywitał się Fabian i Rafek, którzy są jedynymi osobami w jadalni. Oprócz pań kucharek. Widocznie tak jak ja nie mogli spać, bo z nich to nie bardzo takie ranne ptaszki.
- A idź, jak się zmachałam. Hejka.
- Czemu się zmachałaś?
- Schodami musiałam schodzić.
- No to wszystko jasne. Coś się tak odwaliła? - zapytał orzech w kokosie. No dobra, będę normalnie nazywać swoich rozmówców, żebyście zrozumieli. Rafał.
- A dziękuję za komplement, ty też pięknie wyglądasz. - uśmiechnęłam się. - Opuszczam was dzisiaj.
- Nieeeeee, nie zostawiaj nas tu samyyyych! - rozczarowali się.
- Oooooooooooooooooo, ktoś by za mną tęsknił! - otarłam łezkę spod oka. - Nie martwcie się, tylko na dwa dni. Wy gdzieś jedziecie?
- Z tego co wiem, to Rafek nie, ja też nie, i chyba tylko ty i trener jedziecie.
- Trener jedzie?! I ty mi o tym nie powiedziałeś?
- No to przecież wiadomo, że robimy imprę.
- No teraz mi mówicie, no dzięki. - powiedziałam obrażona tak na niby, żeby żałowali. - A wy co tak wcześnie tak w ogóle?
- Spać nie mogliśmy.
- No ja tak samo, weź jak ja mam kilka razy w miesiącu tak, że nie mogę spać do 4 nad ranem, a czasem to jak tylko główka na poduszkę, rączki na kordełkę i za ojczyznę.
- No i to jest właśnie Raf, jak się do 4 nie wierci, to innego dnia nie idzie go obudzić.
- Oj już tam nie przesadzaj.
- No dobra. Czasem się wiercisz do 3:30. Może być?
Gadaliśmy tak na prawdę o nieistotnych rzeczach, takich jak na przykład Latające jednorożce, śmialiśmy się ludzi na YouTubie, głównie z ich głupoty.
Po śniadanku tak jak sobie zaplanowałam opuściłam chłopaków, a oni przyszli się ze mną pożegnać, jakbym jechała na zawsze. Ale się do mnie przywiązali to nie wiem. Jak śłodźko.
Po około 3 godzinach jazdy samochodem przekroczyłam tą magiczną tabliczkę która teleportuje cię do innego miejsca, w moim przypadku na tabliczce było napisane "Bełchatów". Postanowiłam, że od razu podjadę o optyka. Pani Magda zrobiła mi kontrolę, w sumie wzrok nie pogorszył mi się jakoś mega dużo, jednak coś mi się tam uszkodziło, no jak to z minusami, jednak nie była konieczna wymiana szkieł w okularach. Zapytałam, czy mogę mieć szkła kontaktowe. Oczywiście trzeba zrobić na to badania, średnica i krzywizna soczewki oka. Okazało się że mogę mieć soczewki, więc już po kilku chwilach dostałam do ręki małe pudełeczko z moją wadą. Pani Magda nauczyła mnie jak to zakładać, ściągać, no podstawowe rady, informacje itakdalej. Gdy wyszłam z budynku wsiadłam do samochodu i podjechałam do Laury. Gaceł jest w Wałbrzychu, bo Laura miała wyjazd i nie miała go z kim zostawić tutaj, więc jeszcze się z nim nie zobaczę. Pewnie sporo urósł.
Przywitałam się z moją psiapsiółką i wyszłyśmy się gdzieś przejść. Trajkotałyśmy to o tym, to o tamtym, i tak w kółko. Po około 2 i pół godziny musiałam się pożegnać z Laurką. Wsiadłam w samochód i zmierzałam do Wałka (?)
Przez całą drogę śpiewałam piosenki lecące z eski. No helloł, to, że nie znam tekstu, nie znaczy, że nie mogę pomóc wyśpiewać refrenu Beyonce. A podobno ładnie śpiewam więc.... No dobra, kiedyś tak, ale przestałam chodzić na lekcje no i zdarłam sobie głos.
W końcu dotarłam do mojego rodzinnego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem i zaczęłam skakać ze schodka na schodek. Halo, halo, jest tam ktoś? Zadzwonię jeszcze raz, wiem jak wszystkich zawsze wkurzał ten dzwoneeeek!
I jak na zawołanie drzwi się otworzyły. No na Jowisza, wreszcie, ileż można czekać?
Przywitałam się z mamą a na mój głos przybiegł mój mały książę.
- Aaaaćieść! - klęknęłam a ten zaczął mnie lizać po rękach, szyi, po nogach, no wszędzie. Chwilkę później na te wszystkie hałasy przyszła Rimmelka.
- A siemka Rimuś, aleś ty już stara, no i co tak ziewam, co? - czy tylko ja lubię gadać do zwierząt?
- Tata w pracy. - uprzedziła moje pytanie mama. Pogadałyśmy sobie co się dzieje u nas tak ogółem, a potem stwierdziłam, że wybiorę się na spacer z psami. Przypięłam więc Gacka i Rimkę do smyczy i wyruszyliśmy na polne drogi. Pobiegałam z Gacusiem na smyczy, a Rimkę puściłam wolno. To jest już wyszkolony pies, jej można zaufać, no ale Gary to tak nie za bardzo, więc wole nie ryzykować. Gdy się już wyszalali można było wracać. Mojego szczeniaka to musiałam w ogóle nieść na rękach, więc musiało być grubo. Po kolacji poszłam do swojego pokoju niegdyś dzielonego z Anitą. Ani tą, ani tamtą tylko tą nie Anitą. Ale gdy miałam 12 lat został już on tylko mój, a moja sister zamieszkała w pokoju obok. Kiedy siedziałam w swoim pokoju wkleiłam na instagrama moją samojeb... Nie, to mogą czytać rodzice Krysi z Krakowa.
Samozdjęcie. O. No i tak proszę mówić.
Moje samozdjęcie z pieskami. Oczywiście ja, jak to ja mistrzyni hasztagów musiałam je dodać. Ale tutaj nie będę tym spamować więc no.
Pierwszy like i komentarz od Laury.



No i to tyle jak na pierwsze 10 minut. W między czasie przyszedł mój dodżek
- Pacz. Pacz jaki ci fejm robię. Jesteś bardziej popularny na Instagramie ode mnie.
On tylko polizał mnie po dłoni. No w sumie okej, może byk. Poszłam się umyć i zdjąć soczewki które wciąż miałam na sobie. W sensie że na oku. Trochę się namęczyłam, ale źle nie było. Wypłukałam je i włożyłam do pojemniczka. Przykryłam się kordełką i włożyłam do uszu słuchawki włączając jednocześnie eskę. Dobranoc.
"Taa kuwa łatwiej powiedzieć niż zrobić. Na chuja tak scrolluję przecież nikt nic nie dodał. 1 w nocy Matko Boska. Jeszce się ułożyć nie mogę, Jezus Maria co jest ze mną nie tak? Jak gorąco na ja pierdole niech ktoś otworzy okno, ja nie otwieram mi się tak nie chce. A może bym coś zjadła, ciekawe czy w domu jest coś słodkiego.... Hmmmmm....... nie, nie będę nic jadła. Na noc nie wypada. Co to było?! Jeeezus Maria przecież ja na zawał tu zejdę. Trzeba było nie oglądać paranormal.tv. O Jeeeezu, te włosy też mnie już wykończą. Najlepiej to zetnę się na łyso i będzie zajebiście. " - odchyliłam głowę do góry. "Oooooooo tu jest doooobrze, jak wygodnieeeeeeeeeeeeeeeeee, nie. Kurwa. Nie, tylko nie do łazienki, tylko nie do łazienki! Nie musisz iść do łazienki, nie nie musisz, kurwa muszę.". - wstałam ostrożnie, żeby się o coś nie potknąć i nie narobić przypału. Wzięłam ze sobą telefon i włączyłam latarkę, no bo przecież nie będę świecić w całym domu, jeszcze się mama obudzi i będzie pszypał. Niemal wbiegłam do łazienki nie patrząc w ciemny i długi korytarz. A chuj wie co tam się kryje nocą. Szybko załatwiłam swoje sprawy i wróciłam do łóżka. - "Jeeeezus Maria przecież nic nowego nie ma, nikt nic nie dodał, a wyguglujmy "bezsenność" zobaczymy, zobaczymy jakie są objawy, zobaczymy czy ja to mam. No, mam. To jest bezsenność co ja mam. Kurwa nigdy nie usnę. Zajebiście. Nieee ja tak nie mogę żyć. A może zróbmy sobie selfie na noc, zobaczymy jak wyglądam w łóżku. Cy wyglądam seksi. Może komuś wyślę? Zobaczymy oooo, będzie ładnie, będzie ładnie, kurwa obrzydliwe. Nigdy nie będę piękna. O Jeeeeeezuuuu, co to znowu było?! Ja słyszę jakieś głosy! Ja już potrzebuję kompletnej pomocy, nie. A może by tak mienić pozycje, żeby się lepiej spało" - położyłam stopy na zimnej ścianie. - " Kurwa jakie to zimne. A może by do kogoś napisać? Nieee.. Może nie..... Chociaż kurczę popisałabym z kimś. Tyyylko z kim.... Laura? Nie no, jakbym ją obudziła to bym potem miała.....A może... Do kogoś ze Spały? Tylko też i do kogo. O wiem. Napiszę do każdego i zobaczymy kto nie śpi.
Zablokowałam telefon i znów dostałam zawału . Radio w słuchawkach zaczęło skrzeczeć, jakby straciło zasięg. Na wszystkich stacjach. W tym samym czasie. To jest paranormalne! Ej ja się boję. Ale luz, bez stresu, bez spiny, włączyłam swoją playlistę. I ułożyłam się wygodnie.
"Ał. Moja ręka. Ona mi zaraz odpadnie. Pomocy." - Wyprostowałam rękę. - "Aaaa, nie, potwory spod łóżka, potwory spod łóżka. " - położyłam się na brzuchu - "Kurwa moje cycki." - położyłam się na plecach. - "Nie no, nie czuje się komfortowo, czyli co, jednak na boku. No to jasne. No nie no nie zasnę. A może bym oglądnęła jakiś film na laptopie? Nie, laptop zawsze jest na dole, przecież mogę zawału dostać, jak będę schodzić po schodach. Ja pierdole, a od czego jest telefon? " - weszłam na internety i wyszukałam jakiś film. "Kraina Lodu" Może byk. Zaczęłam oglądać a tu następny zawał i wylew w jednym. Pies szczeknął. Jeeezzus Maria, mój własny pies chce mnie zabić.
- Gac, cicho, leżeć. - powiedziałam do niego. Ułożył się obok mnie na kordełce i zasnął w mngnieniu oka. Też bym tak chciała. A tak w ogóle to po co jest bezsenność? Na co to komu? Komu to jest potrzebne do szczęścia? Moim zdaniem szczęście to jest spanie, a nie niespanienie. Tak moim zdaniem.
Zaczęłam oglądać film. Powiem całkiem fajny, nie no, zajebisty. Niby takie dla dzieci, a ryczałam. No wzruszający. Dla mnie prawie każdy film jest wzruszający. Jestem istnym ryczadłem filmowym. Książkowym zresztą też. No co poradzę.
Kiedy film się skończył zaczęło się już rozjaśniać. No nie no kurwa teraz to już na stówkę nie usnę. Hmmmm, a może pójdę po coś do jedzenia? W sumie to teraz może nie umrę jak coś usłyszę, bo jest już troszkę jaśniej niż w ciemnej dupie. Ale jakby co to wezmę ze sobą telefon. Włączyłam latarkę i wyszłam z pokoju. Cichaczem zeszłam po schodach niczym nindża, ale jak mam tu być nindżą, skoro te schody tak strasznie skrzypią? No co zrobię, muszę być głośniejszym nindżą.
Weszłam do kuchni, oczywiście ja, człowiek pszypał musiałam robić fikołka i walnąć głową w ścianę. Może mi się półkule znów złączą i nie będę taka głupia. Ale spoko, nikt tego nie widział. Rozejrzałam się jeszcze wokół siebie dla pewności. Nie chciałabym, żeby tu nagle mi Krzysiek wyskoczył wymachując kamerą i krzyknął "I tu cię mam!". Otworzyłam lodówkę i zobaczyłam co jest do jedzenia. W sumie szału nie ma, ale są truskawki. Wyciągnęłam miskę i wrzuciłam do niej tyle truskawek ile się mieściło. Niestety nie było grejpfruta ani marakui, ale cu tam cu tam, tuskafki też są zajebiste. Poszłam na górę i zaczęłam jeść owoce. Hahaha, ale Ci teraz pewnie smaka narobiłam, co? Żałuuuuuj!
Po jedzeniu jeszcze bardziej odechciało mi się spać, więc zaczęłam chodzić po pokoju i grzebać sobie w rzeczach, które tutaj zostały. Czyli pamiętniki za szafą, i tym podobne.
......................................
Tak, wiem, pewnie zapytacie po co robiłam te skreeny (czy jak to się tam pisze) no ale mam taką zajebistą klawiaturę na telefonie, i te minki odzwierciedlają więcej niż te komputerowe, a poza tym ładniej i estetyczniej wyglądają, soł.... Łaj not?
Hej!
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Rozdział 30
Po popołudniowej "drzemce" jak to się mówi, chłopcy poszli na trening, a ja się leniuchowałam, tak, wiem, jestem strasznie tutaj rozpieszczana przez trenera. Nic, tylko nic nie robić. No ale bez przesady już wszystkie fora społecznościowe są przepełnione moimi zdjęciami, w sensie, no, że nie ja jestem na zdjęciach, tylko że ja je zrobiłam, tak dla sprostowania. No więc no. A co za dużo to nie zdrowo, więc hehe. Poczytałam książkę, a dokładniej "Igrzyska Śmierci" pierwszą część. Ogólnie całą serię czytam już tysięczny raz, no ale panie, to jest wyśmienite. Później pooglądałam debilne filmiki na YouTube, ale stwierdziłam, że chcę jednak obejrzeć jakiś film, że film, więc standardowo, na zapytaj.com.pl i losujemy film. "Harry Potter" eeee! Zła odpowiedź. "Listy do M" eeeee! Zła odpowiedź, nie ten klimat. Kuczę 35*C na dworze a ja świąteczny film. Chociaż w sumie..... Nie. Nie, nie, nie, ale w sierpniu bardzo chętnie. Mmmmmmmmmm, losowo, losowo, losowo, kto wygra mecz? Kto wygra mecz? No nie wiem, nie wiem, nie wiem. No, alewiszjakjest. I kto wygrał mecz? "Eurotrip" meeeeech, może być. Nigdy nie oglądałam, no ale cu tam cu tam bo to właśnie tu, w tej samej Spale o której to cesaż Otton ||| mawiał niewiele a właściwie nic. #Wklejkazmojegożycia
Po oglądnięciu filmu patrzyłam się na sufit to na ścianę i tak ciągle. W sumie to bym poszła na spacer, jakieś zdjęcia porobić było by miło. No ale znowu chłopcy. Jak pójdę bez nich to będzie "Ale dlaczego poszłaś bez nas?", a jak bym poczekała to by mogło być znowu "Nieeee no weź nie chce mi się." No i taki dylemat właśnie mam.
A ciula tam idę bez nich.
Wzięłam swoją ulubioną lustrzankę i statyw oraz wodę. Ubrałam też wygodniejsze buty.
Gdy tylko wyszłam ze swojego pokoju, przywitała mnie chmura, góra, jak kto woli, ludzi wielkich- wielkich ludzi. Między innymi, wszyscy.
- Hej, gdzie idziesz? - widzi, i się pyta. I to jest właśnie Włod. A, nie. Przepraszam. Za dużo Lekko stronniczego. I to jest właśnie Krzysiek.
- Paść kaczki i barany takie jak ty. - odpowiedziałam z wyczuwalną ironią w głosie.
- Ssserio? Skąd ty kaczki weźmiesz? - zapytał Zatorski jakbym byłą największą idiotką na świecie.
Wywaliłam oczy do góry i przez chwilę nie było mi widać źrenic.
- Eeeeee fuuuuj, nie rób tak! - wzdrygnął się Bartek.
- No i jak ja mam z wami żyć? - zapytałam sama siebie. - Dobra idę, bo stracę cały dzień.
- A możemy iść z toooooobą? - zapytał Fabianek i Rafałek.
- Ccccccccccccccccccccooo? Ze mną? Ale no niby gdzie? Przecieeeeeż................ Ja się nigdzie nie wybieram. - schowałam swoje rzeczy za plecami i się uśmiechnęłam szeroko.
- Oj no proszę, będziemy grzeczni.
- No dooobra. - Jaka ja jestem słaba.
Przez ulicę to niby tak kulturalnie, bo ludzie patrzą i żeby nie zrobić przypału. W lesie fsumie tak ło, nie robiliśmy jakiejś impry, ale znowu też nie byliśmy nindżą.
- Możesz nie ruszać tym statywem? - powiedziałam do Rafka który bawił się butelką wody i ją upuścił, co poruszyło statyw, a hałas wypłoszył mi ptaki. A takie wytłumaczenie. - Ty to masz jakiś zespół niespokojnego ciała, no na prawdę. - zaśmiałam się. Chociaż w głębi duszy tak bym mu przyje...... waliła.
- Weeeź jaki on ma zespół niespokojnego ciała to ci mówię.
- Nie prawda.
- No nie, jak się do 4 nie wiercisz, to spać nie można.
Zaczęłam się śmiać.
- No ty się też lepiej nie śmiej, bo ty to tak samo.
- Ale niby że co, że niby że ja? - zapytałam.
- No tak, ty tak samo, tylko że ty masz chyba gorzej. Też się wierciłaś do niewiadomej godziny. A potem było "A dlaczego Fabian tak dzisiaj okropnie wyglądasz?" no to teraz wiesz dlaczego.
- No i co? - odparłam tylko. Bezlitosna.
- Ej, Luiza, założę się, że nie wejdziesz na tamto drzewo w minutę. - powiedział Fabiś i wskazał średniego wzrostu drzewo.
- Ja? Tamto drzewo? W minutę?
- Tak.
- No, masz rację, nie wejdę.
- Ty i ten twój lęk wysokości.
Paczając na drzewo moje spostrzegawcze oko sokoła zauważyło wiewiórkę. Ostrożnie i cicho podeszłam bliżej i uregulowałam ostrość i już, już, już prawie a ten mi tutaj faksa w obiektyw. Ale nie, spokojnie nie bójcie się, zdjęcie mam. Chwilę potem wiewióra uciekła skacząc z gałęzi na gałąź. A ja wystawiłam Drewienkowi faksa z dwóch rąk. Gdyby ktoś się pytał, sprostuję. [Fabian Drzyzga - Drzyzga-Drzazga-Skąd bierzemy drzazgę? Z drewna] Więc żeby nie było potem skąd to drewno więzłam.
No z drewutni, lol.
Poker face.
Ostatnie zdjęcia zrobię w wodzie. Łotafak zapytacie. Ja też sama nie wiem. Albo wiem, tylko tak mówię.
Ustawiłam aparat pomiędzy kamieniami i, no niestety trzeba będzie zamoczyć sobie nogi. No trudno, buty się wysuszy dla mnie to różnicy nie zrobi.
Deeeeeeej, ta woda to nie taka zimna jak się by mogło wydawać. Muszę powiedzieć, że całkiem przyjemna. Ej nie muszę już się dzisiaj myć. Mhm. Patrzcie i bierzcie za mnie przykład.
Zrobiłam parę zdjęć kaczek, no bo błagam was no, kto by nie chciał kaczek zobaczyć? To było moje wielkie marzenie i udało mi się je spełnić. Zrobiłam zdjęcie kaczkom! Nie no, to musi wylądować na pierwszej stronie pudelka, Interii, o2.pl i naszej klasy.
Wylazłam z wody i zaczęłam obmywać nogi statywu.
- Chłopaki! Gdzie jesteście? Idziemy! - zawołałam do nich. No ale gdzie oni są.
A, tam. Leżą na mchu. Znaczy Fabiś leży, i coś gada a Rafek nie jest zainteresowany gadaniną swojego przyjaciela. Czym on go tak zanudza?
- Co nie?
- Nie no błagam cię, skończ już pierdolić bez sensu.
- Co on gada? - zapytałam.
- Zastanawia się jaki jest sens życia. - wytłumaczył mi.
- Fabianek, koniec tego leżenia, proszę wstać, zastanawiać się jaki jest sens życia to możesz o 3 w nocy, a nie teraz.
Wstał. Jaki posłuszny.
- Ale tak jak powiedziałaś 3 w nocy, to nie jest już przypadkiem rano? - zapytał. Pytanie dnia.
- Noc, Fabianku, noc. - odpowiedział mu przyjmujący.
- A skąd niby to wiesz?
Ja się nie mieszam do tego.
- A ty niby skąd wiesz, że to jest dzień?
- Bo jest już wtedy jasno.
- No a w zimie?
- No bo w zimie też jest dzień, tylko że wtedy słońca jeszcze nie ma.
- No to czemu nie wstajesz o 3 w nocy?
- No mówię ci, że to jest już dzień, nie noc.
- No to czemu nie wstajesz? - oj Rafał, ty go chyba chcesz wkurwić i to na maksa. Bo Fabianek raczej nie odpuści, dopóki nie przyznasz mu racji. No ale w sumie, ja też bym nie odpuściła i dalej się z nim kłóciła, więc dobrze robisz, dobrze robisz.
Moim zdaniem, to jest noc, ponieważ wtedy śpię. W sumie to śpię do 7, więc 6 jest dla mnie po prostu środkiem nocy.
W końcu obaj się na siebie obrazili, każdy wiedząc swoje.
Pod Ośrodkiem byliśmy tak około 16. Poszliśmy do mojego pokoju, no bo gdzie indziej mamy spędzać czas? No właśnie.
Otworzyłam drzwi i...
- Aaa! - pisnęłam. No Jeżu, czemu oni siedzą u mnie. W pokoju. Siedzą na mojej podłodze. Czytają moje książki.
- No wreszcie, ile można na was czekać?
- Aaaaablabaaaaaaaa.... - jąkłam się. - Co wy tutaj robicie? Jak żeście tutaj weszli?
- Przez drzwi. - wytłumaczył mi Bartek, który siedział na mojej podłodze. Długo się w niego wpatrywałam.
- Spierdzielaj z mojej podłogi! - powiedziałam do niego.
- To nie twoja podłoga.
- No a aaa niby kto tutaj śpi w tym pokoju. No chyba nie ty, Bartuś.
- Nie ty wykładałaś.
- A bo ty niby. To jest moje miejsce.
- Ale nie było podpisane, ha ha ha i tu cię mam!
- Tutaj stały moje buty. Ha ha ha i tu cię mam!
- Jakie ty zawsze robisz zamieszanie, to nie wiem. - przesunął się. No i bardzo dobrze panie Bartoszu.
- Jak ja uwielbiam tobą pomiatać. - przytuliłam go.
- Słodziaczki! - pisnął Piotrek.
- Pokaż ino te zdjęcia co żeś zrobiła. - powiedział Bartoszeł.
- Przepraszam bardzo, no ja przepraszam bardzo, ale fotograf nigdy nie pokazuje swoich dzieł.
- No proszę, nikomu nie powiem.- szepnął
- Dobra ale cicho. - dałam mu mój aparat.
- Aha, a dobra, a może byś mi doradziła jak to się włącza.
- Sieroto jedna.....
- No ja nie ogarniam tych twoich lustrzanek, no Jezu no.
Włączyłam mu aparat. No co za idiota. I przełączałam mu zdjęcia bo tego też nie ogarnia, a jeszcze by mógłby mi coś zepsuć, bo z niego to też taki psuj, że o Jezu. Ej, w sumie to też ze mnie taki psuj. Dwa psujki.
Trzy godziny potem była kolacja, więc grupowo się na nią wybraliśmy. Oczywiście, musiałam zapieprzać schodami, tak, znowu nie było dla mnie miejsca w windzie. No cóż poradzić.
Hmmm, ciekawe ile jest tych schodów. Policzmy razem!
67, 68, 69, 70, 71.....83,84,93,99, 100. Równe równiuteńkie 100.
Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą. Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą.
Udałam się do stołówki.
- O, jesteś. Co tak długo? - zadał standardowe pytanie Krzysiek.
- Gdybyś schodził schodami, to byś się głupio nie pytał. - odpowiedziałam moją standardową odpowiedzią na to standardowe pytanie. Hehe.
Podczas kolacji raczej nie działo się nic nadzwyczajnego, więc, no. Po kolacji poszłam nynu.
...........................
Hejo, hej. Wróciłam, jestem, Wesołego Nowego Roku który był już 4 dni temu, ale cu tam cu tam.
Trzymajcie się ciepło w te mroźźne dni :)
Do następnego który już prawie się napisał ^^
Po oglądnięciu filmu patrzyłam się na sufit to na ścianę i tak ciągle. W sumie to bym poszła na spacer, jakieś zdjęcia porobić było by miło. No ale znowu chłopcy. Jak pójdę bez nich to będzie "Ale dlaczego poszłaś bez nas?", a jak bym poczekała to by mogło być znowu "Nieeee no weź nie chce mi się." No i taki dylemat właśnie mam.
A ciula tam idę bez nich.
Wzięłam swoją ulubioną lustrzankę i statyw oraz wodę. Ubrałam też wygodniejsze buty.
Gdy tylko wyszłam ze swojego pokoju, przywitała mnie chmura, góra, jak kto woli, ludzi wielkich- wielkich ludzi. Między innymi, wszyscy.
- Hej, gdzie idziesz? - widzi, i się pyta. I to jest właśnie Włod. A, nie. Przepraszam. Za dużo Lekko stronniczego. I to jest właśnie Krzysiek.
- Paść kaczki i barany takie jak ty. - odpowiedziałam z wyczuwalną ironią w głosie.
- Ssserio? Skąd ty kaczki weźmiesz? - zapytał Zatorski jakbym byłą największą idiotką na świecie.
Wywaliłam oczy do góry i przez chwilę nie było mi widać źrenic.
- Eeeeee fuuuuj, nie rób tak! - wzdrygnął się Bartek.
- No i jak ja mam z wami żyć? - zapytałam sama siebie. - Dobra idę, bo stracę cały dzień.
- A możemy iść z toooooobą? - zapytał Fabianek i Rafałek.
- Ccccccccccccccccccccooo? Ze mną? Ale no niby gdzie? Przecieeeeeż................ Ja się nigdzie nie wybieram. - schowałam swoje rzeczy za plecami i się uśmiechnęłam szeroko.
- Oj no proszę, będziemy grzeczni.
- No dooobra. - Jaka ja jestem słaba.
Przez ulicę to niby tak kulturalnie, bo ludzie patrzą i żeby nie zrobić przypału. W lesie fsumie tak ło, nie robiliśmy jakiejś impry, ale znowu też nie byliśmy nindżą.
- Możesz nie ruszać tym statywem? - powiedziałam do Rafka który bawił się butelką wody i ją upuścił, co poruszyło statyw, a hałas wypłoszył mi ptaki. A takie wytłumaczenie. - Ty to masz jakiś zespół niespokojnego ciała, no na prawdę. - zaśmiałam się. Chociaż w głębi duszy tak bym mu przyje...... waliła.
- Weeeź jaki on ma zespół niespokojnego ciała to ci mówię.
- Nie prawda.
- No nie, jak się do 4 nie wiercisz, to spać nie można.
Zaczęłam się śmiać.
- No ty się też lepiej nie śmiej, bo ty to tak samo.
- Ale niby że co, że niby że ja? - zapytałam.
- No tak, ty tak samo, tylko że ty masz chyba gorzej. Też się wierciłaś do niewiadomej godziny. A potem było "A dlaczego Fabian tak dzisiaj okropnie wyglądasz?" no to teraz wiesz dlaczego.
- No i co? - odparłam tylko. Bezlitosna.
- Ej, Luiza, założę się, że nie wejdziesz na tamto drzewo w minutę. - powiedział Fabiś i wskazał średniego wzrostu drzewo.
- Ja? Tamto drzewo? W minutę?
- Tak.
- No, masz rację, nie wejdę.
- Ty i ten twój lęk wysokości.
Paczając na drzewo moje spostrzegawcze oko sokoła zauważyło wiewiórkę. Ostrożnie i cicho podeszłam bliżej i uregulowałam ostrość i już, już, już prawie a ten mi tutaj faksa w obiektyw. Ale nie, spokojnie nie bójcie się, zdjęcie mam. Chwilę potem wiewióra uciekła skacząc z gałęzi na gałąź. A ja wystawiłam Drewienkowi faksa z dwóch rąk. Gdyby ktoś się pytał, sprostuję. [Fabian Drzyzga - Drzyzga-Drzazga-Skąd bierzemy drzazgę? Z drewna] Więc żeby nie było potem skąd to drewno więzłam.
No z drewutni, lol.
Poker face.
Ostatnie zdjęcia zrobię w wodzie. Łotafak zapytacie. Ja też sama nie wiem. Albo wiem, tylko tak mówię.
Ustawiłam aparat pomiędzy kamieniami i, no niestety trzeba będzie zamoczyć sobie nogi. No trudno, buty się wysuszy dla mnie to różnicy nie zrobi.
Deeeeeeej, ta woda to nie taka zimna jak się by mogło wydawać. Muszę powiedzieć, że całkiem przyjemna. Ej nie muszę już się dzisiaj myć. Mhm. Patrzcie i bierzcie za mnie przykład.
Zrobiłam parę zdjęć kaczek, no bo błagam was no, kto by nie chciał kaczek zobaczyć? To było moje wielkie marzenie i udało mi się je spełnić. Zrobiłam zdjęcie kaczkom! Nie no, to musi wylądować na pierwszej stronie pudelka, Interii, o2.pl i naszej klasy.
Wylazłam z wody i zaczęłam obmywać nogi statywu.
- Chłopaki! Gdzie jesteście? Idziemy! - zawołałam do nich. No ale gdzie oni są.
A, tam. Leżą na mchu. Znaczy Fabiś leży, i coś gada a Rafek nie jest zainteresowany gadaniną swojego przyjaciela. Czym on go tak zanudza?
- Co nie?
- Nie no błagam cię, skończ już pierdolić bez sensu.
- Co on gada? - zapytałam.
- Zastanawia się jaki jest sens życia. - wytłumaczył mi.
- Fabianek, koniec tego leżenia, proszę wstać, zastanawiać się jaki jest sens życia to możesz o 3 w nocy, a nie teraz.
Wstał. Jaki posłuszny.
- Ale tak jak powiedziałaś 3 w nocy, to nie jest już przypadkiem rano? - zapytał. Pytanie dnia.
- Noc, Fabianku, noc. - odpowiedział mu przyjmujący.
- A skąd niby to wiesz?
Ja się nie mieszam do tego.
- A ty niby skąd wiesz, że to jest dzień?
- Bo jest już wtedy jasno.
- No a w zimie?
- No bo w zimie też jest dzień, tylko że wtedy słońca jeszcze nie ma.
- No to czemu nie wstajesz o 3 w nocy?
- No mówię ci, że to jest już dzień, nie noc.
- No to czemu nie wstajesz? - oj Rafał, ty go chyba chcesz wkurwić i to na maksa. Bo Fabianek raczej nie odpuści, dopóki nie przyznasz mu racji. No ale w sumie, ja też bym nie odpuściła i dalej się z nim kłóciła, więc dobrze robisz, dobrze robisz.
Moim zdaniem, to jest noc, ponieważ wtedy śpię. W sumie to śpię do 7, więc 6 jest dla mnie po prostu środkiem nocy.
W końcu obaj się na siebie obrazili, każdy wiedząc swoje.
Pod Ośrodkiem byliśmy tak około 16. Poszliśmy do mojego pokoju, no bo gdzie indziej mamy spędzać czas? No właśnie.
Otworzyłam drzwi i...
- Aaa! - pisnęłam. No Jeżu, czemu oni siedzą u mnie. W pokoju. Siedzą na mojej podłodze. Czytają moje książki.
- No wreszcie, ile można na was czekać?
- Aaaaablabaaaaaaaa.... - jąkłam się. - Co wy tutaj robicie? Jak żeście tutaj weszli?
- Przez drzwi. - wytłumaczył mi Bartek, który siedział na mojej podłodze. Długo się w niego wpatrywałam.
- Spierdzielaj z mojej podłogi! - powiedziałam do niego.
- To nie twoja podłoga.
- No a aaa niby kto tutaj śpi w tym pokoju. No chyba nie ty, Bartuś.
- Nie ty wykładałaś.
- A bo ty niby. To jest moje miejsce.
- Ale nie było podpisane, ha ha ha i tu cię mam!
- Tutaj stały moje buty. Ha ha ha i tu cię mam!
- Jakie ty zawsze robisz zamieszanie, to nie wiem. - przesunął się. No i bardzo dobrze panie Bartoszu.
- Jak ja uwielbiam tobą pomiatać. - przytuliłam go.
- Słodziaczki! - pisnął Piotrek.
- Pokaż ino te zdjęcia co żeś zrobiła. - powiedział Bartoszeł.
- Przepraszam bardzo, no ja przepraszam bardzo, ale fotograf nigdy nie pokazuje swoich dzieł.
- No proszę, nikomu nie powiem.- szepnął
- Dobra ale cicho. - dałam mu mój aparat.
- Aha, a dobra, a może byś mi doradziła jak to się włącza.
- Sieroto jedna.....
- No ja nie ogarniam tych twoich lustrzanek, no Jezu no.
Włączyłam mu aparat. No co za idiota. I przełączałam mu zdjęcia bo tego też nie ogarnia, a jeszcze by mógłby mi coś zepsuć, bo z niego to też taki psuj, że o Jezu. Ej, w sumie to też ze mnie taki psuj. Dwa psujki.
Trzy godziny potem była kolacja, więc grupowo się na nią wybraliśmy. Oczywiście, musiałam zapieprzać schodami, tak, znowu nie było dla mnie miejsca w windzie. No cóż poradzić.
Hmmm, ciekawe ile jest tych schodów. Policzmy razem!
67, 68, 69, 70, 71.....83,84,93,99, 100. Równe równiuteńkie 100.
Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą. Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą.
Udałam się do stołówki.
- O, jesteś. Co tak długo? - zadał standardowe pytanie Krzysiek.
- Gdybyś schodził schodami, to byś się głupio nie pytał. - odpowiedziałam moją standardową odpowiedzią na to standardowe pytanie. Hehe.
Podczas kolacji raczej nie działo się nic nadzwyczajnego, więc, no. Po kolacji poszłam nynu.
...........................
Hejo, hej. Wróciłam, jestem, Wesołego Nowego Roku który był już 4 dni temu, ale cu tam cu tam.
Trzymajcie się ciepło w te mroźźne dni :)
Do następnego który już prawie się napisał ^^
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Rozdział 29
Obudziłam się pełna energii, wyspana, i taaaka wypoczęta..... Nie no. Nie oszukujmy tak. Standardowo worki na śmieci pod oczami. Ja już tak mam. Nawet jakbym 16 godzin spała to i tak bym je miała. Ej, zrymowało się!
Gdy byłam pod prysznicem zaczęłam sobie podśpiewywać piosenki Rihanny. A tak se o. Bo co? Sobie lubię, sobie mogę. I tak śpiewałam kiedy się ubierałam. I kiedy się czesałam. I myłam zęby. I wiązałam buty. Mam jakąś nową obsesję. Piosenki Rihanny. Ooo, Boże.
- Aleś się darła.... - powiedział mi komplement Fabian.
Ja, zobaczywszy że zbiegowisko zebrało się całe, zaczęłam się cofać i zamknęłam drzwi łazienki.
- Taka wstydliwa jakie to słoooodkie!
Wystawiłabym Krzyśkowi faksa, no ale.... a w sumie to mogę.
- Pooowiem maaaamie! - a to kabel pospolity od pilota...
- Pooowiem mamie! - a zaczęłam go małpować. A co? On może na mnie kablować, to ja mogę go małpować. To jest wolny kraj, proszę pana, tutaj nie ma ograniczeń. Możesz sobie kablować ile chcesz, ja sobie mogę małpować ile chcę. A teraz gadam bez sensu, więc nic. Masło.
Zeszliśmy na śniadanie i usiedliśmy na swoich miejscach.
- Ale się dzisiaj brzydko pomalowałaś. - rzucił obrażony jeszcze za zmycie jego pięknego w całej okazałości makijażu Piter.
- Jak się mnie tak olewa od samego rana, to się nie dziw. Przecież nie przyszedłeś, to co miałam zrobić? Przecież ja nie umiem. Gdybyś przyszedł, to bym miała ładny.
- Oooooooooooooojejciu! Wiedziałem że ci się podobał.
- No widzisz, ja do teraz po prostu żałuję, że go w ogóle zmyłam, taki był śliczny.
- Co dziś na śniadanko? - zapytał jakby sam siebie Krzysiu, nie zważając na naszą dyskusję. No helloł, helloł! Jak on tak śmie, jak on tak może?
- Masło. - odpowiedziałam mu. Jak się pyta, to trzeba udzielić odpowiedzi, no to jest wskazane naukowo.
- Ach, dziękuję za odpowiedź.
- No proszę bardzo.
- Ach, jak kulturalnie od rana.
- A nie prawda, bo on mi powiedział że jestem głupi. - wyraził swą opinię na ten temat Fabian oskarżając Rafała.
- Oj tam bo jesteś, a to się nie liczy.
- Ale ty jesteś. Nie wiem kto był dla mnie wredniejszy, ty czy Luiza.
- Sam oceń.
- W sumie to oboje jesteście dla mnie chamscy i niedobrzy.
- Wrażliwy Fabianeeeeeeeek. - poczochraliśmy go po łepetynce.
- Ale ty masz zajebiste włosy, mówiłam ci to kiedyś? Ej zrobię ci fryzurę. Mogę? Dzięki. - rozczochrałam mu jego włosy i zaczęłam je przylizywać. Nie, żeby ktoś sobie nie pomyślał, nie lizałam najpierw rękę a potem nie układałam mu włosów. Okej? Tak-nie-ro-bię.
- No doobra już zostaw!
- No doooooooooobra o mamo i tato.
- Czy tylko ja lubię robić zdjęcia ludziom z zaskoczenia? - zapytał rozśmiechawiony Krzysiu pokazując mi i pozostałym jak zostałam uchwycona na zdjęciu.
- No dzięki, wiesz?
- Proszę bardzo.
- Też bym miała coś na ciebie, ale pewnie usunęłam twoje wszystkie kompromitujące zdjęcia. Bo jestem twoją ukochaną siostrzyczką.
- Oooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo...... - rozczulił się Ignaczak. W sensie, że ten starszy. Jakbyście jeszcze nie rozróżniali.
- Żartowałam. Ale to było słodkie.
- Ale ty masz fajowy naszyjnik! - powiedział Zatorski. Chyba tylko on jeden zwraca uwagę na to, co na siebie ubieram, i czy koszula pasuje do biżuterii itp. No i bardzo dobrze! I niech się uczą od niego, od razu widać że porządny!
- No dzięęęęęęęęęki. Właśnie się zastanawiałam rano, czy ten będzie mi pasował do koszuli, czy może raczej wziąć jakiś złoty.
- Boże...... - przybił sobie twarz o dłonia Krzysiek.
- Oj no co?
- Jakie ty masz problemy.......
- No i co. - i nagle i najbardziej nieoczekiwanym momencie tego rozdziału zdarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał... [Przerywamy program, by nadać najświeższe wiadomości. Maść na ból dupy już dostępna tylko w dobry drogeriach handlowych! Wow. Pieseł tak bardzo. Wow Wow. ] Dostałam czkawki. Boże, jak ja tego nienawidzę.
- Hahaha, teraz ja się z ciebie ponabijam, moja droga koleżanko. - uśmiechnął się do mnie Kurak.
No ale, że moje czkawki trwają zaledwie 20 sekund, po tym czasie mi po prostu przeszło, a Bartek wszedł na debila. Znowu po raz kolejny.
- Dlaczego ty już nie czkasz? - zapytał smutny Bartosz.
- Bo moja czkawka przestraszyła się, takiego debila. - *Le Karol Strasburger.
- Ej słuchajcie tego, słuchajcie tego. Co mówi Windows? - powiedział Zati.
- No nie wiemy co mówi. - odpowiedział za wszystkich Kubi. E,e,e, panie Kubosław, panie Kubosław. Może ja bym wiedziała, gdybym wiedziała co? Dajże się człowiekowi zastanowić.
- Windows Movie Maker!
- Masz tu wodę. - powiedział do niego nasz Fafałek. - Bo to było strasznie suche. - z tego śmieliśmy się bardziej, a Zateł się trochę obraził. No ale ale, ja przepraszam bardzo, ale to jest Zati. On nigdy się nie wkurza. A nie, przepraszam, kiedyś się wnerwił, pamiętam, chodziło wtedy o pogodę, że Kret coś napieprzył i się wkurzył. Biedny chłopak. Też bym się wkurzyła na gościa który obiecuje mi idealną pogodę a tu masz Zati placek.
Gdy śniadanie się skończyło, poszliśmy do swoich pokoi. Nie no. Wy nadal w to wierzycie, e oni poszli do siebie? No błagam Was. No na kolanach Was błagam, jak można nadal w to wierzyć. Ja chciałabym w to wierzyć, ale nie mogę.
Więc no jak już wiecie zapewne, wszyscy wbili za mną do mojego pokoju bez zaproszenia, nie, no bo jak. Co się mnie będą pytać, skoro wiedzą, że i tak ich nie wygonię. No i mają rację, nie wygonię ich. Przynajmniej mam z nich jakiś pożytek. "Przynieś to, a to odnieś", " Podłącz to, odepnij tamto", "A, i podaj mi to tam". No co? Ale są bardzo uczynni. Przemili. Miażdżąco przefajowi.
- Podaj ładowarkę. - powiedziałam do Igły.
- Przecież dosięgniesz. - no i co?
- No i co?
- Łap. - Krzysiek, jak to Krzysiek, rzucił mi za mocno, w związku z czym musiałam się wyyyygiąć kurde jak jakaś akrobatka. Czy ja drogi Krzysztofie, wyglądam na akrobatkę, która zawsze jest rozciągnięta, i umie wyciągnąć rękę na dwa metry?! No chyba raczej nie.
Ładowarkę złapał Karol, a on jest niemiły i odrzucił ją Krzyśkowi. Tak. Tak właśnie było Ładowarka latała od Pita do Wronki, od niego zaś do Winiarskiego,i tak przez wszystkich to przechodziło.
- Nie przeszkadzajcie sobie, rzucajcie dalej. Tylko żeby komuś potem nie było przykro. - uśmiechnęłam się do nich milusio. Od razu moja własność została mi zwrócona. Taki tam żarcik, zawsze działa.
- Aaaaa............. Nikomu z nas nie będzie dziś przykro? - zapytał z obawą Ignaś.
- No jeszcze zobaczymy. Nic nie obiecuję, ale znowu nic nie mówię.... - zaczęłam zacierać lekko ręce.
Obiad zaczął się tak jak zwykle bez żadnego koncertu Miley Cyrus, po prostu był obiad, co nie, no.
Bartek jak zwykle pierdzielił coś od rzeczy, a Zatorski z zainteresowaniem tego słuchał. Podobnie z resztą jak i inni. Ej. Skoro wszyscy słuchają, to czemu ja nie? Nie, nie, nie, nie, nie, Luiza, przypomnij sobie, co ci mówiła mama. Przypomniało się? "Ale ty nie jesteś wszyscy" No. I więc może to nie jest aż tak bardzo interesujące, żeby tego słuchać. A może jednak..... Nie! Kurwa znowu mówię sama do siebie.
Z kłótni między półkulą północną a południową wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a.
Pewnie Rarła odpisała. Po dziesięciu minutach. Nie no ale przecież wiadomo, że wiadomość się pisze 10-20-30- max 40 sekund zależy jak długa jest, a całą resztę przeznaczamy do dobór odpowiedniej emotki. No czy tak nie jest? No właśnie że tak jest.
- Haaaalo czy ktoś tam jest? Halo? Haloooo! Czy ktoś tam jest? Jest tam ktoś? - zaczęli wołać do mojej osoby chłopaki. No ja bardzo przepraszam, ale czy nie da się normalnie powiedzieć, hej Luiza czemu się nie odzywasz, co robisz? a nie krzyczeć i robić zamieszanie. No i wszyscy na nich patrzą, jak na kompletnych idiotów.
- Gdzie? - zapytałam nie odrywając wzroku od ekranu.
- Na lotnisku. - odpowiedział ironicznie Krzysiu.
- Nie wiem, pójdź zobaczyć.
- W ogóle nas nie słuchasz! - obrazili się momentalnie. - Teraz to już ci w ogóle nie powiemy.
- Okej. - odpowiedziałam i zawiązałam buta, który mi się rozwiązał.
Niektórzy w tym momencie pewnie by ulegli, i zaczęli wypytywać "o co chodzi?", "co chcieliście mi powiedzieć?", ale ja nie. Ze mną tak nie ma. Jak na przykład Rarła przychodzi i mówi że coś ją na maxsa wkurwiło, to nie czeka na moje "Ale, co dlaczego?" czy "Co się stało?" tylko od razu mówi co jej się dziś przytrafiło. Wiem, jestem strasznie nie uprzejma. Przecież normalny człowiek zapytałby, co się stało, no ale ja normalna nie jestem, i to już chyba wiecie. Po prostu mam takie niektóre zachowania, które powodują, że zachowuję się, tak, jakby mnie nic nie obchodziło. No ale ludzie, którzy są już do mnie przyzwyczajeni, wiedzą, że ja się nie bawię, w "Ale dlaczego, co się stało", tylko do mnie trzeba tak prosto z mostu. No ale jak jest już taka dłuuuuga cisza, to powiem czasem "Cieszę się" chociaż no nie zawsze ta moja odpowiedź pasuje do historii, którą chce mi przekazać dana osoba. Wiem, jestem bezduszna.
- Teraz powinnaś zapytać, co chcieliśmy ci powiedzieć.
- Po co?
- No bo to taka fajna rzecz! No weeeź, zapytaj.
- Dobra. Niech już ci będzie. - powiedziałam i odkaszlałam. - drodzy moi kochani przyjaciele, na prawdę bardzo jest mi przykro że tak was nie miło potraktowałam. Na prawdę wykazałam się szczytem ignorancji wobec was. Na prawdę bardzo, bardzo, bardzo tego żałuję. I na prawdę bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo was przepraszam za moje naganne zachowanie. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, chociaż i tak nie zasługuję na przebaczenie, i mi powiecie, o czym tak bardzo chcieliście mi powiedzieć. - zakończyłam swoją wypowiedź. To ja tak potrafię? Oh, aż łezka w oku mi się zakręciła.
- Pfff. - tak. Tylko to mi powiedzieli. Ej a czy w ogóle "Pff" to jest słowo? Zagadka na dziś. Kto mi powie ostaje torcik z teleAs'u
- Nie, to nie.
No i tak nam zleciał ten jakże cichy i spokojny obiad. W sumie to gadałam tylko z Zatełem, bo on jedyny się nie obraził. Bo tylko on jedyny mnie lubi. No cóż. Co poradzę.
I tak po obiedzie wszyscy wbijają do mnie.
- A tak w ogóle....!!! - powiedział w dalszym ciągu obrażony Krzysiek. - To zostaliśmy obrażeni, i nie wyobrażamy sobie żebyś nas przeprosiła. - obrażeni pokiwali głowami na znak potwierdzenia jego słów. Tak, jeszcze brakuje tu tylko "Brawo! Brawo!" "Krzysiek na prezydenta!" Klap klask, klap klask, klap klask, klap klask.
- Przepraszam. - odrzekłam.
- Oj no to przecież nic się nie stało. - machnął ręką Piotrek.
- No to się cieszę.
- Ej a tak w ogóle, to dlaczego się obrażamy? Dlaczego człowiek, ma już takie coś, że jak coś mu się nie podoba, to się obraża? - oho, nasz pan filozof Pawełłos Zaterrełłos znów wkracza do akcji.
- Paweł, a skąd ja do jasnego piernika mam to wiedzieć? - zapytał Kłosiasty.
- Obrażać - naruszać czyjąś godność osobistą słowem lub czynem, albo naruszać słowem lub czynem obowiązujące wartości normy lub prawa. - pan WikiMichałpedia już to sprawdził. No widzicie, zdolne chłopaczki.
- Fabian, co ty robisz? - zapytałam zupełnie odbiegając od tematu obrażania się. Nasz Fabianek właśnie wystawiał rękę przez okno, a w ręce trzymał jakąś kartkę.
- Wysyła list do Laponii. - wytłumaczył Rafał także dziwnie spoglądając na swojego przyjaciela.
- Usiłuję zrobić ci prezent, ale coś nie wychodzi.
- Coś dla mnie? Coś dla mnie? Uuuuuuuuuuuuuuuhuhuhuhu! Dawaj, to ty cwelu. - podekscytowałam się.
- A tak w ogóle to zaraz wypadniesz. - zwrócił mu uwagę Zateł. No właśnie proszę pana, przecież twoja ręka w każdej chwili może spaść!
- Właśnie! Zasady Bhp!
- Robię NotePada.
- Niby jak?
- No bo nie pada. Not-pada. Nie-pada. - wytłumaczył. No nie powiem, ma to jakiś sens. I jest śmieszne! Śmiej się. Dlaczego się nie śmiejesz? Fabianowi będzie przykro jak się nie będziesz śmiać. No proszę. Zaśmiej się. Chwileczkę tylko. Zrób to dla niego.
Ale i tak jestem na niego obrażona że nic mi nie dał. A mówił przecież, że ma dla mnie jakiś prezent! A to cwel.
................................
Hej siemanko witajcie!
Słłłłłuchajcie, jak ten czas szybko leci, w tak krótkim czasie kolejny rozdział.
- Aleeeeeee, Ciebienie było aż miesiąc.
Cccco? Mnie? Nieee, pewnie pomyliście mnie z kimś innym......... Heh.
Ojojojoj no dobra, wiem, nie było mnie miesiąc i jeden dzień, tak wiem, przepraszam, myślałam że dodam to już wczoraj i będzie taki prezent ode mnie na Mikołajki, no ale dupa Maryny i się nie udało.
No więc cóż, co mogę Wam tu jeszcze powiedzieć...... Emmmmm, Wesołego wtorku. To będzie zajebiste.
No więc cześćnaraziepaa!
Gdy byłam pod prysznicem zaczęłam sobie podśpiewywać piosenki Rihanny. A tak se o. Bo co? Sobie lubię, sobie mogę. I tak śpiewałam kiedy się ubierałam. I kiedy się czesałam. I myłam zęby. I wiązałam buty. Mam jakąś nową obsesję. Piosenki Rihanny. Ooo, Boże.
- Aleś się darła.... - powiedział mi komplement Fabian.
Ja, zobaczywszy że zbiegowisko zebrało się całe, zaczęłam się cofać i zamknęłam drzwi łazienki.
- Taka wstydliwa jakie to słoooodkie!
Wystawiłabym Krzyśkowi faksa, no ale.... a w sumie to mogę.
- Pooowiem maaaamie! - a to kabel pospolity od pilota...
- Pooowiem mamie! - a zaczęłam go małpować. A co? On może na mnie kablować, to ja mogę go małpować. To jest wolny kraj, proszę pana, tutaj nie ma ograniczeń. Możesz sobie kablować ile chcesz, ja sobie mogę małpować ile chcę. A teraz gadam bez sensu, więc nic. Masło.
Zeszliśmy na śniadanie i usiedliśmy na swoich miejscach.
- Ale się dzisiaj brzydko pomalowałaś. - rzucił obrażony jeszcze za zmycie jego pięknego w całej okazałości makijażu Piter.
- Jak się mnie tak olewa od samego rana, to się nie dziw. Przecież nie przyszedłeś, to co miałam zrobić? Przecież ja nie umiem. Gdybyś przyszedł, to bym miała ładny.
- Oooooooooooooojejciu! Wiedziałem że ci się podobał.
- No widzisz, ja do teraz po prostu żałuję, że go w ogóle zmyłam, taki był śliczny.
- Co dziś na śniadanko? - zapytał jakby sam siebie Krzysiu, nie zważając na naszą dyskusję. No helloł, helloł! Jak on tak śmie, jak on tak może?
- Masło. - odpowiedziałam mu. Jak się pyta, to trzeba udzielić odpowiedzi, no to jest wskazane naukowo.
- Ach, dziękuję za odpowiedź.
- No proszę bardzo.
- Ach, jak kulturalnie od rana.
- A nie prawda, bo on mi powiedział że jestem głupi. - wyraził swą opinię na ten temat Fabian oskarżając Rafała.
- Oj tam bo jesteś, a to się nie liczy.
- Ale ty jesteś. Nie wiem kto był dla mnie wredniejszy, ty czy Luiza.
- Sam oceń.
- W sumie to oboje jesteście dla mnie chamscy i niedobrzy.
- Wrażliwy Fabianeeeeeeeek. - poczochraliśmy go po łepetynce.
- Ale ty masz zajebiste włosy, mówiłam ci to kiedyś? Ej zrobię ci fryzurę. Mogę? Dzięki. - rozczochrałam mu jego włosy i zaczęłam je przylizywać. Nie, żeby ktoś sobie nie pomyślał, nie lizałam najpierw rękę a potem nie układałam mu włosów. Okej? Tak-nie-ro-bię.
- No doobra już zostaw!
- No doooooooooobra o mamo i tato.
- Czy tylko ja lubię robić zdjęcia ludziom z zaskoczenia? - zapytał rozśmiechawiony Krzysiu pokazując mi i pozostałym jak zostałam uchwycona na zdjęciu.
- No dzięki, wiesz?
- Proszę bardzo.
- Też bym miała coś na ciebie, ale pewnie usunęłam twoje wszystkie kompromitujące zdjęcia. Bo jestem twoją ukochaną siostrzyczką.
- Oooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo...... - rozczulił się Ignaczak. W sensie, że ten starszy. Jakbyście jeszcze nie rozróżniali.
- Żartowałam. Ale to było słodkie.
- Ale ty masz fajowy naszyjnik! - powiedział Zatorski. Chyba tylko on jeden zwraca uwagę na to, co na siebie ubieram, i czy koszula pasuje do biżuterii itp. No i bardzo dobrze! I niech się uczą od niego, od razu widać że porządny!
- No dzięęęęęęęęęki. Właśnie się zastanawiałam rano, czy ten będzie mi pasował do koszuli, czy może raczej wziąć jakiś złoty.
- Boże...... - przybił sobie twarz o dłonia Krzysiek.
- Oj no co?
- Jakie ty masz problemy.......
- No i co. - i nagle i najbardziej nieoczekiwanym momencie tego rozdziału zdarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał... [Przerywamy program, by nadać najświeższe wiadomości. Maść na ból dupy już dostępna tylko w dobry drogeriach handlowych! Wow. Pieseł tak bardzo. Wow Wow. ] Dostałam czkawki. Boże, jak ja tego nienawidzę.
- Hahaha, teraz ja się z ciebie ponabijam, moja droga koleżanko. - uśmiechnął się do mnie Kurak.
No ale, że moje czkawki trwają zaledwie 20 sekund, po tym czasie mi po prostu przeszło, a Bartek wszedł na debila. Znowu po raz kolejny.
- Dlaczego ty już nie czkasz? - zapytał smutny Bartosz.
- Bo moja czkawka przestraszyła się, takiego debila. - *Le Karol Strasburger.
- Ej słuchajcie tego, słuchajcie tego. Co mówi Windows? - powiedział Zati.
- No nie wiemy co mówi. - odpowiedział za wszystkich Kubi. E,e,e, panie Kubosław, panie Kubosław. Może ja bym wiedziała, gdybym wiedziała co? Dajże się człowiekowi zastanowić.
- Windows Movie Maker!
- Masz tu wodę. - powiedział do niego nasz Fafałek. - Bo to było strasznie suche. - z tego śmieliśmy się bardziej, a Zateł się trochę obraził. No ale ale, ja przepraszam bardzo, ale to jest Zati. On nigdy się nie wkurza. A nie, przepraszam, kiedyś się wnerwił, pamiętam, chodziło wtedy o pogodę, że Kret coś napieprzył i się wkurzył. Biedny chłopak. Też bym się wkurzyła na gościa który obiecuje mi idealną pogodę a tu masz Zati placek.
Gdy śniadanie się skończyło, poszliśmy do swoich pokoi. Nie no. Wy nadal w to wierzycie, e oni poszli do siebie? No błagam Was. No na kolanach Was błagam, jak można nadal w to wierzyć. Ja chciałabym w to wierzyć, ale nie mogę.
Więc no jak już wiecie zapewne, wszyscy wbili za mną do mojego pokoju bez zaproszenia, nie, no bo jak. Co się mnie będą pytać, skoro wiedzą, że i tak ich nie wygonię. No i mają rację, nie wygonię ich. Przynajmniej mam z nich jakiś pożytek. "Przynieś to, a to odnieś", " Podłącz to, odepnij tamto", "A, i podaj mi to tam". No co? Ale są bardzo uczynni. Przemili. Miażdżąco przefajowi.
- Podaj ładowarkę. - powiedziałam do Igły.
- Przecież dosięgniesz. - no i co?
- No i co?
- Łap. - Krzysiek, jak to Krzysiek, rzucił mi za mocno, w związku z czym musiałam się wyyyygiąć kurde jak jakaś akrobatka. Czy ja drogi Krzysztofie, wyglądam na akrobatkę, która zawsze jest rozciągnięta, i umie wyciągnąć rękę na dwa metry?! No chyba raczej nie.
Ładowarkę złapał Karol, a on jest niemiły i odrzucił ją Krzyśkowi. Tak. Tak właśnie było Ładowarka latała od Pita do Wronki, od niego zaś do Winiarskiego,i tak przez wszystkich to przechodziło.
- Nie przeszkadzajcie sobie, rzucajcie dalej. Tylko żeby komuś potem nie było przykro. - uśmiechnęłam się do nich milusio. Od razu moja własność została mi zwrócona. Taki tam żarcik, zawsze działa.
- Aaaaa............. Nikomu z nas nie będzie dziś przykro? - zapytał z obawą Ignaś.
- No jeszcze zobaczymy. Nic nie obiecuję, ale znowu nic nie mówię.... - zaczęłam zacierać lekko ręce.
Obiad zaczął się tak jak zwykle bez żadnego koncertu Miley Cyrus, po prostu był obiad, co nie, no.
Bartek jak zwykle pierdzielił coś od rzeczy, a Zatorski z zainteresowaniem tego słuchał. Podobnie z resztą jak i inni. Ej. Skoro wszyscy słuchają, to czemu ja nie? Nie, nie, nie, nie, nie, Luiza, przypomnij sobie, co ci mówiła mama. Przypomniało się? "Ale ty nie jesteś wszyscy" No. I więc może to nie jest aż tak bardzo interesujące, żeby tego słuchać. A może jednak..... Nie! Kurwa znowu mówię sama do siebie.
Z kłótni między półkulą północną a południową wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a.
Pewnie Rarła odpisała. Po dziesięciu minutach. Nie no ale przecież wiadomo, że wiadomość się pisze 10-20-30- max 40 sekund zależy jak długa jest, a całą resztę przeznaczamy do dobór odpowiedniej emotki. No czy tak nie jest? No właśnie że tak jest.
- Haaaalo czy ktoś tam jest? Halo? Haloooo! Czy ktoś tam jest? Jest tam ktoś? - zaczęli wołać do mojej osoby chłopaki. No ja bardzo przepraszam, ale czy nie da się normalnie powiedzieć, hej Luiza czemu się nie odzywasz, co robisz? a nie krzyczeć i robić zamieszanie. No i wszyscy na nich patrzą, jak na kompletnych idiotów.
- Gdzie? - zapytałam nie odrywając wzroku od ekranu.
- Na lotnisku. - odpowiedział ironicznie Krzysiu.
- Nie wiem, pójdź zobaczyć.
- W ogóle nas nie słuchasz! - obrazili się momentalnie. - Teraz to już ci w ogóle nie powiemy.
- Okej. - odpowiedziałam i zawiązałam buta, który mi się rozwiązał.
Niektórzy w tym momencie pewnie by ulegli, i zaczęli wypytywać "o co chodzi?", "co chcieliście mi powiedzieć?", ale ja nie. Ze mną tak nie ma. Jak na przykład Rarła przychodzi i mówi że coś ją na maxsa wkurwiło, to nie czeka na moje "Ale, co dlaczego?" czy "Co się stało?" tylko od razu mówi co jej się dziś przytrafiło. Wiem, jestem strasznie nie uprzejma. Przecież normalny człowiek zapytałby, co się stało, no ale ja normalna nie jestem, i to już chyba wiecie. Po prostu mam takie niektóre zachowania, które powodują, że zachowuję się, tak, jakby mnie nic nie obchodziło. No ale ludzie, którzy są już do mnie przyzwyczajeni, wiedzą, że ja się nie bawię, w "Ale dlaczego, co się stało", tylko do mnie trzeba tak prosto z mostu. No ale jak jest już taka dłuuuuga cisza, to powiem czasem "Cieszę się" chociaż no nie zawsze ta moja odpowiedź pasuje do historii, którą chce mi przekazać dana osoba. Wiem, jestem bezduszna.
- Teraz powinnaś zapytać, co chcieliśmy ci powiedzieć.
- Po co?
- No bo to taka fajna rzecz! No weeeź, zapytaj.
- Dobra. Niech już ci będzie. - powiedziałam i odkaszlałam. - drodzy moi kochani przyjaciele, na prawdę bardzo jest mi przykro że tak was nie miło potraktowałam. Na prawdę wykazałam się szczytem ignorancji wobec was. Na prawdę bardzo, bardzo, bardzo tego żałuję. I na prawdę bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo was przepraszam za moje naganne zachowanie. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, chociaż i tak nie zasługuję na przebaczenie, i mi powiecie, o czym tak bardzo chcieliście mi powiedzieć. - zakończyłam swoją wypowiedź. To ja tak potrafię? Oh, aż łezka w oku mi się zakręciła.
- Pfff. - tak. Tylko to mi powiedzieli. Ej a czy w ogóle "Pff" to jest słowo? Zagadka na dziś. Kto mi powie ostaje torcik z teleAs'u
- Nie, to nie.
No i tak nam zleciał ten jakże cichy i spokojny obiad. W sumie to gadałam tylko z Zatełem, bo on jedyny się nie obraził. Bo tylko on jedyny mnie lubi. No cóż. Co poradzę.
I tak po obiedzie wszyscy wbijają do mnie.
- A tak w ogóle....!!! - powiedział w dalszym ciągu obrażony Krzysiek. - To zostaliśmy obrażeni, i nie wyobrażamy sobie żebyś nas przeprosiła. - obrażeni pokiwali głowami na znak potwierdzenia jego słów. Tak, jeszcze brakuje tu tylko "Brawo! Brawo!" "Krzysiek na prezydenta!" Klap klask, klap klask, klap klask, klap klask.
- Przepraszam. - odrzekłam.
- Oj no to przecież nic się nie stało. - machnął ręką Piotrek.
- No to się cieszę.
- Ej a tak w ogóle, to dlaczego się obrażamy? Dlaczego człowiek, ma już takie coś, że jak coś mu się nie podoba, to się obraża? - oho, nasz pan filozof Pawełłos Zaterrełłos znów wkracza do akcji.
- Paweł, a skąd ja do jasnego piernika mam to wiedzieć? - zapytał Kłosiasty.
- Obrażać - naruszać czyjąś godność osobistą słowem lub czynem, albo naruszać słowem lub czynem obowiązujące wartości normy lub prawa. - pan WikiMichałpedia już to sprawdził. No widzicie, zdolne chłopaczki.
- Fabian, co ty robisz? - zapytałam zupełnie odbiegając od tematu obrażania się. Nasz Fabianek właśnie wystawiał rękę przez okno, a w ręce trzymał jakąś kartkę.
- Wysyła list do Laponii. - wytłumaczył Rafał także dziwnie spoglądając na swojego przyjaciela.
- Usiłuję zrobić ci prezent, ale coś nie wychodzi.
- Coś dla mnie? Coś dla mnie? Uuuuuuuuuuuuuuuhuhuhuhu! Dawaj, to ty cwelu. - podekscytowałam się.
- A tak w ogóle to zaraz wypadniesz. - zwrócił mu uwagę Zateł. No właśnie proszę pana, przecież twoja ręka w każdej chwili może spaść!
- Właśnie! Zasady Bhp!
- Robię NotePada.
- Niby jak?
- No bo nie pada. Not-pada. Nie-pada. - wytłumaczył. No nie powiem, ma to jakiś sens. I jest śmieszne! Śmiej się. Dlaczego się nie śmiejesz? Fabianowi będzie przykro jak się nie będziesz śmiać. No proszę. Zaśmiej się. Chwileczkę tylko. Zrób to dla niego.
Ale i tak jestem na niego obrażona że nic mi nie dał. A mówił przecież, że ma dla mnie jakiś prezent! A to cwel.
................................
Hej siemanko witajcie!
Słłłłłuchajcie, jak ten czas szybko leci, w tak krótkim czasie kolejny rozdział.
- Aleeeeeee, Ciebienie było aż miesiąc.
Cccco? Mnie? Nieee, pewnie pomyliście mnie z kimś innym......... Heh.
Ojojojoj no dobra, wiem, nie było mnie miesiąc i jeden dzień, tak wiem, przepraszam, myślałam że dodam to już wczoraj i będzie taki prezent ode mnie na Mikołajki, no ale dupa Maryny i się nie udało.
No więc cóż, co mogę Wam tu jeszcze powiedzieć...... Emmmmm, Wesołego wtorku. To będzie zajebiste.
No więc cześćnaraziepaa!
wtorek, 6 października 2015
Rozdział 28
Więc po dość długiej dyskusji, kto ma się "nie śmiać" gdyż będzie mieć wodę w gębie, postanowiliśmy po prostu napisać swoje imiona na karteczkach, i ja, tak ja muszę ja, Krzysiek mi kazał, będę je losować.
- No a ile mam wylosować? - zapytałam.
- Siedmiu?
- Ok. - wzięłam pierwszą lepszą z brzegu - Jezu, ale ktoś bardzo brzydko pisze.
- Odczytasz się?
- Kaaaaaaa...... Luuuuuuuu...... Miiiiiiiii..... Paa, A nie, Kurek. Co ty tak Kura jak kurczak pazurem?
- Zawsze miałem takie pismo, nooo.
- Kuźwa, tutaj widzę Kurka... A nie..... Weźcie wy to czytajcie bo ja nie dam rady.
- No przecież tu wyraźnie widać, że pisze Andrzejek. - powiedział Krzysiek.
- No i jakim cudem, jak tutaj "A" nie ma?
- Ło Jezu.... - podałam mu kolejną karteczkę. - Ej, będę czytał z jakimś akcentem, będzie tak fajnie.
- To dawaj z chińskiego coś. - zachichotał Nowakowski. No każdy z resztą wie, że chiński akcent jak i język to tylko takie "Hiczipicziba".
- Kaciolek Oś.
- Co?
- Kaciolek Oś!
- Może zostańmy przy polskim.
- O Boże, jak wy nic nie rozumiecie w innym języku. Chodziło mi o Kłosa Karola.
- No to doooobra, czytaj kole..... A czekaj, nie, chyba się odczytam.... A nie jednak nie. Wy to w ogóle jesteście jak lekarze. Nie zrozumiałe pismo.
- Wyobrażacie sobie jakby lekarze chcieli strajkować, to jak by to wyglądało? Na tych takich tabliczkach esy froresy, po wywijane jak z peinta.
- Ilu już mamy?
- Kurek, Kerel, i Wrona.
- Rafajelo.
- Borsuk podgryzający pędy młodej brzozy. - powiedział ni z gruszki ni z pietruszki Ignaczak. W sensie, że ten starszy.
- Co?
- Nie wiem.
- To po co to powiedziałeś?
- Bo to bekowe.
- Ahaaa, dobrze wiedzieć.
- W sumie, to czy borsuki jadają pędy młodej brzozy? - zapytał nasz kadrowy filozof Sokrates Zatorski.
- Nie wiem, sprawdź w internecie. - dałam mu radę.
- Dzikuuuuuuuuuuuuu.
- Co?
- Zostałeś wybrany. - Igła wkroczył w mroczny klimat.
- Hyyyyyyyyyyyyy!
- Wyyyybraaaaanieeeeeec!
- No i kto ostatni?
- No weź, no i popsułaś klimat!
- Jaki klimat?
- Nie ważne.
- Okej. - zastanowiłam się którą karteczkę teraz wziąć. - O, tą ostatnią wezmę, tak na końcu leży, pewnie zajebista będzie. - popatrzyłam na mojego brata. - Powiedziałam że jesteś zajebisty.
- No wreszcie to dostrzegłaś. No dzięki, wiesz. Po tylu latach.
Po chwili Kura przyszedł z szklankami i mogliśmy rozpocząć nasz czalyndż.
Ustaliliśmy, że gramy do 10, i jak ktoś wypluje wodę 10 razy, to jest łosiem. No. No tak mi powiedzieli. No tak, tak, no, no tak, tak mi powiedzieli.
Uznali że będą nam puszczać debilne filmy na YouTubie, i że na pewno będziemy się śmiali, a woda będzie lecieć strumieniami.
- A blabla...... - zabublał Bartek. - Zapomniałem że mam wodę w ustach. - *Le śmiech z Bartka. * Czytaj dalej.
- No i oplułeś moją podłogę! - wydarłam się na niego.
- To nie jest twoją podłoga.
- No a kto mieszka w tym pokoju? No. No właśnie.
- Ale ty jej nie wyłożyłaś.
- Grrrrrrrrrrrrrr.....
- Dobra, nie kłóćcie się już, tylko woda w mordę, i, no. I spróbować się nie śmiać.
Napełniliśmy sobie więc otwory gębowe wodą, i zaczęliśmy oglądać filmik który nam wybrali. (Spróbuj oglądnąć bez zaśmiania się 2) Tutaj prawie nikt się nie zaśmiał, pomijając Kłosa który odpadł przy Ufo Porno.
Więc zapodali nam pierwszą część tegoż samego filmiku. Tak, nie dopaczali i włączyli nam najpierw 2 a teraz dopiero 1. Ach, te ślepoty.
Tutaj tym razem ja wyplułam całą wodę na Bartka, a on wypluł na mnie.
- Czemu na mnie?
- Bo na ciebie. - odpowiedziałam mu na pytanie odkaszlując.
- Co ja ci zrobiłam?
- Oplułeś mi moją podłogę.
- To nie jest..... - przerwał, gdy groziłam mu szklanką wody nad jego głową. - Okej, okej, tylko już nie strasz.
Zapodawali nam jakieś debilne filmy, jednak nas nic prawie nie śmieszyło, więc postanowili, że będą sami nas rozśmieszać.
Fabian wziął książkę leżącą na stoliku i usiadł przy nim, i uśmiechnął się do nas. Uderzył przedmiotem w stół, a książka odbiła się i go trafiła. Wypluliśmy wodę na podłogę i zaczęliśmy się z niego śmiać. Chichranie doszło do tego stopnia że śmialiśmy się bezgłośnie. No, a to już jest po prostu level Hard. Jak dla mnie.
Później Piotrek poszedł do łazienki i przyniósł moją kosmetyczkę. Ja tylko przejechałam po swojej szyi palcem wskazującym, obwieszczając mu że go zabiję. Zatłukę jak kotleta jak mi coś zepsuje.
- Dzień dobry jestem wizażystą na trzecim poziomie nauczania. Yyyy, i tak, dzisiaj mam za zadanie, umalować tutaj tą kobietę, i............ - spojrzał na rechotających chłopaków i zamrugał szybko oczyskami. - Proszę się nie śmiać, bo wam wpiszę jedynki, i będziecie płakać.
Wziął podkład oraz pędzel i zaznaczył mi dwie kreski na czole.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa cynemia!!!! Adabidabadadababa!!!
Woda-Igła 1:0 No, Rafał i Wrona także polegli w tej walce.
- Okulary teeeeż zapudrujemyyyyy, ucho teeeeeeż.
- To jest puder? - zapytał Wrona.
- A skąd ja mam to wiedzieć człowieku? Leżało na wierzchu to wziąłem.
- A to co to? - Igła zaczął mi grzebać w małej torebeczce.
- Nie wiem. Ej to rysuje?
Igła pomazał sobie korektorem po ręce.
- No niby coś maluje, ale nie widać. - narysował mi uśmiechnięte buźki na szkiełkach. Spoko, wyczyszczę. Nie martwcie się.
- Zrobimy ci mono brew. - powiedział Rafał.
- Łoooo! Zajebisty pomysł. Czym się robi mono brew?
- Tą taką szczoteczka, co nie? - wyplułam wodę po czym zaczęłam z nich lać. No Boże no, jak.... Co..... No to przecież.......
- Stary, ale wiesz, że to jest podkład? - zapytałam Piotrka, który robił mi już kolejną warstwę szpachlową na twarzy.
- No przecież to wiem, przecież jestem doświadczonym wizażystą. Tak tylko. Chciałem cię skłamać.
- Którym się robiło mono brew?! - zapytał zrozpaczony Ignaczak.
- Nie powiem ci. Bo mi zrobisz mono brew.
- A tym się maluje rzęsy czy co? - zapytał Wrona wyciągając eyeliner.
- Nie kuźwa dupę. Gdybyś ty tym rzęsy pomalował.....
- To do czego to jest?
- No mówi że do dupy! - krzyknął Igła, przez co nasi pozostali uczestnicy czelendżu wali z siebie wodę i zaczęli się dziko śmiać.
- To jest ciemny mózgu eyeliner. I do kresek to jest.
- Takie kocie oczy?
- Tak.
Rafał wziął mój bronzer i nałożył na pędzel.
- Ale to nic..... o kurwa. - w tym momencie miałam po prostu murzyna na lewej stronie czoła. - Aaaa tam, jak się opalać nie chciało to się takim pędzlem pierdolnie i już.
- O, wróciłaś z Turcji, nie z kibla.
- Teraz pomalujemy powieki, ale jak macie otwarte oczy to i tak ich kurwa nie widać, więc nie wiem po co.
Chłopaki dali mi w końcu święty spokój. A Wrona strzelił mi fotę, i pewnie wrzuci na instagrama, albo będzie nią mnie szantażował. Zobaczymy.
Następnie zaczęliśmy kolejną rundę.
- Aaaa ram dzam dzam a ram dzam dzam guli guli guli guli guli ram dzam dzam! - No sorry, razem z Buszem i Igłom odpadłam.
- Ej no najbardziej to Luiza odpada.
- To ile ja mam?
- 5.
- Igłana też przegrywa.
- Iguana Jones! - krzyknął i tak sam siebie ochrzcił.
- Ej..... jak teraz mam tą warstwę szpachlową na twarzy, to tak od razu się cięższa zrobiła. Musze to z siebie zmyć.
- Co? Ty chcesz to zmyć? Nasz piękny makijaż? - zapytał zrozpaczony Piotrek.
- Nawaliłeś mi pół pudełka podkładu! Mogłabym tym ścianę zamurować!
- No ale to tak ładnie rozprowadziłem.....
- Piotruś, uszu się nie maluje.
- Jak to?!
Wypuściłam tylko powietrze z ust. No i weź to mu wszystko tłumacz.
- To wy grajcie, ja idę z z siebie zmyć.
- No to foch, na sto minut, i, i, i, no. Pffffffffff!
- No to foch. Pffffff!
Poszłam zmyć z siebie zaprawę do ścian, co zajęło mi w sumie niewiele czasu. Dobrze że przynajmniej tej mono brwi mi nie zrobili, bo bym ich chyba zabiła.
- I kto przegrał? - wyskoczyłam z łazienki.
- No na ciebie czekaliśmy. - powiedział Igła.
- Aha. Ale wy to ścieracie.
- No dooobra.
- Heeeej chłopaki, patrzcie, balony z helem! - do pokoju wpadł Fabian z helem w płucach. - wszyscy podpieraliśmy się wzajemnie, żeby nie polecieć na podłogę, która cała była w wodzie. Ale Kłossendo end Wronendo, już nie mogli wytrzymać na nogach i się ześlizgnęli po ścianie i usiedli na podłodze.
- O kuuuuuuuuurdeeeeeeee, całą dupę mam mokrą....... Kto tu tak nachlapał? - zapytał Kłosiasty. Wiem, fajnie ich nazywam w mojej głowie.
- No ty tam hahahhahahahaha, stałeheheheś. - powiedziałam, jeszcze nie do końca się ogarniając.
- To w ogóle nie jest trujące. - zaciągnął się Wrona strzelając popularny tekst z Epoki Lodowcowej.
- Haanka uważaj kartonyy! - zaczęliśmy się śmiać z mojego głosu.
- Gdzie przywieźć te kartofle? - zapytał Igła naciągnięty gazem.
Skończyło się na tym, że ja przegrałam, i za to, że przegrałam czekał mnie kolejny czalyndż. No i po co? Na co? Komu to potrzebne? Mieli mnie oblać wodą. Jaa mam gdzieś...!
Wyszliśmy więc na zewnątrz, no w sumie, to oni mnie nieśli, bo nie chciałam być mokra, ale to pomińmy.
- Nieeeeee chceeeeee. - usadowili mnie na ziemi i trzymali za ręce żebym nie uciekła. - Czuję się jak w więzieniu, robicie na mnie wszystkie doświadczenia i tortury. To nie sprawiedliwe!
- Przecież to jest istny psychiatryk, nie zauważyłaś tego?
- No.... - i pluuusk! Woda na mnie. Zaczęłam skakać jaakie to było zimne!
- To miała być ciepła woda!
- Fabian ty głuptasie, pomyliły ci się korki! - uśmiechnął się do niego Kłos.
- Uuuups...... - no wiadomo, że to było planowane. Ale oni są wredni, nie polecam ich.
Zaczęłam gonić winowajce który wlał mi lodowatą wodę.
- Nie goń mnie, nie goń mnie! - wskoczyłam mu na plecy. Taki mu wskok na plycy zrobiłam, że się chłopak nie spodziewał. - Ej no! Zeskakuj!
- To masz problem!
- Niech ktoś jej coś pooowie! Ona jest za ciężka!
- Jak na siłowni wyciskasz 70 tu tutaj też wyciśniesz.
- I co, będziesz mi tutaj tak dyndać na plecach? I co, myślisz, że będziesz taka fajna? Bo se wisisz? Weź ty się zastanów człowieku.
- Oooooooooooooooooooooooooooooooooooo..... - ześlizgnęłam się z niego.
- Ha ha, Żartowałeeem.
- Bawisz się czyimiś uczuciami! Tak nie można!
- Aleś ty wrażliwa....
- Masz bluzę bo się rozchorujesz jeszcze. - podał mi ubranie Iguana.
- O jaki ty opiekuńczy.
- Oj przestań, bo się zarumienię. - machnął ręką.
Wróciliśmy do budynku i wybiła godzina 17. Przebrałam się w suche ubranie. Ej, w sumie to nie muszę już brać prysznica. M. Oszczędzam wodę! Bierzcie ze mnie przykład!
Następnie była kolacja, i poszłam spać.
..........................................
Macie ten czalyndż :D
Sorki za tą przerwę, no ale jestem z powrotem :)
Zadaj mi pytanie - http://ask.fm/entengram
- No a ile mam wylosować? - zapytałam.
- Siedmiu?
- Ok. - wzięłam pierwszą lepszą z brzegu - Jezu, ale ktoś bardzo brzydko pisze.
- Odczytasz się?
- Kaaaaaaa...... Luuuuuuuu...... Miiiiiiiii..... Paa, A nie, Kurek. Co ty tak Kura jak kurczak pazurem?
- Zawsze miałem takie pismo, nooo.
- Kuźwa, tutaj widzę Kurka... A nie..... Weźcie wy to czytajcie bo ja nie dam rady.
- No przecież tu wyraźnie widać, że pisze Andrzejek. - powiedział Krzysiek.
- No i jakim cudem, jak tutaj "A" nie ma?
- Ło Jezu.... - podałam mu kolejną karteczkę. - Ej, będę czytał z jakimś akcentem, będzie tak fajnie.
- To dawaj z chińskiego coś. - zachichotał Nowakowski. No każdy z resztą wie, że chiński akcent jak i język to tylko takie "Hiczipicziba".
- Kaciolek Oś.
- Co?
- Kaciolek Oś!
- Może zostańmy przy polskim.
- O Boże, jak wy nic nie rozumiecie w innym języku. Chodziło mi o Kłosa Karola.
- No to doooobra, czytaj kole..... A czekaj, nie, chyba się odczytam.... A nie jednak nie. Wy to w ogóle jesteście jak lekarze. Nie zrozumiałe pismo.
- Wyobrażacie sobie jakby lekarze chcieli strajkować, to jak by to wyglądało? Na tych takich tabliczkach esy froresy, po wywijane jak z peinta.
- Ilu już mamy?
- Kurek, Kerel, i Wrona.
- Rafajelo.
- Borsuk podgryzający pędy młodej brzozy. - powiedział ni z gruszki ni z pietruszki Ignaczak. W sensie, że ten starszy.
- Co?
- Nie wiem.
- To po co to powiedziałeś?
- Bo to bekowe.
- Ahaaa, dobrze wiedzieć.
- W sumie, to czy borsuki jadają pędy młodej brzozy? - zapytał nasz kadrowy filozof Sokrates Zatorski.
- Nie wiem, sprawdź w internecie. - dałam mu radę.
- Dzikuuuuuuuuuuuuu.
- Co?
- Zostałeś wybrany. - Igła wkroczył w mroczny klimat.
- Hyyyyyyyyyyyyy!
- Wyyyybraaaaanieeeeeec!
- No i kto ostatni?
- No weź, no i popsułaś klimat!
- Jaki klimat?
- Nie ważne.
- Okej. - zastanowiłam się którą karteczkę teraz wziąć. - O, tą ostatnią wezmę, tak na końcu leży, pewnie zajebista będzie. - popatrzyłam na mojego brata. - Powiedziałam że jesteś zajebisty.
- No wreszcie to dostrzegłaś. No dzięki, wiesz. Po tylu latach.
Po chwili Kura przyszedł z szklankami i mogliśmy rozpocząć nasz czalyndż.
Ustaliliśmy, że gramy do 10, i jak ktoś wypluje wodę 10 razy, to jest łosiem. No. No tak mi powiedzieli. No tak, tak, no, no tak, tak mi powiedzieli.
Uznali że będą nam puszczać debilne filmy na YouTubie, i że na pewno będziemy się śmiali, a woda będzie lecieć strumieniami.
- A blabla...... - zabublał Bartek. - Zapomniałem że mam wodę w ustach. - *Le śmiech z Bartka. * Czytaj dalej.
- No i oplułeś moją podłogę! - wydarłam się na niego.
- To nie jest twoją podłoga.
- No a kto mieszka w tym pokoju? No. No właśnie.
- Ale ty jej nie wyłożyłaś.
- Grrrrrrrrrrrrrr.....
- Dobra, nie kłóćcie się już, tylko woda w mordę, i, no. I spróbować się nie śmiać.
Napełniliśmy sobie więc otwory gębowe wodą, i zaczęliśmy oglądać filmik który nam wybrali. (Spróbuj oglądnąć bez zaśmiania się 2) Tutaj prawie nikt się nie zaśmiał, pomijając Kłosa który odpadł przy Ufo Porno.
Więc zapodali nam pierwszą część tegoż samego filmiku. Tak, nie dopaczali i włączyli nam najpierw 2 a teraz dopiero 1. Ach, te ślepoty.
Tutaj tym razem ja wyplułam całą wodę na Bartka, a on wypluł na mnie.
- Czemu na mnie?
- Bo na ciebie. - odpowiedziałam mu na pytanie odkaszlując.
- Co ja ci zrobiłam?
- Oplułeś mi moją podłogę.
- To nie jest..... - przerwał, gdy groziłam mu szklanką wody nad jego głową. - Okej, okej, tylko już nie strasz.
Zapodawali nam jakieś debilne filmy, jednak nas nic prawie nie śmieszyło, więc postanowili, że będą sami nas rozśmieszać.
Fabian wziął książkę leżącą na stoliku i usiadł przy nim, i uśmiechnął się do nas. Uderzył przedmiotem w stół, a książka odbiła się i go trafiła. Wypluliśmy wodę na podłogę i zaczęliśmy się z niego śmiać. Chichranie doszło do tego stopnia że śmialiśmy się bezgłośnie. No, a to już jest po prostu level Hard. Jak dla mnie.
Później Piotrek poszedł do łazienki i przyniósł moją kosmetyczkę. Ja tylko przejechałam po swojej szyi palcem wskazującym, obwieszczając mu że go zabiję. Zatłukę jak kotleta jak mi coś zepsuje.
- Dzień dobry jestem wizażystą na trzecim poziomie nauczania. Yyyy, i tak, dzisiaj mam za zadanie, umalować tutaj tą kobietę, i............ - spojrzał na rechotających chłopaków i zamrugał szybko oczyskami. - Proszę się nie śmiać, bo wam wpiszę jedynki, i będziecie płakać.
Wziął podkład oraz pędzel i zaznaczył mi dwie kreski na czole.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa cynemia!!!! Adabidabadadababa!!!
Woda-Igła 1:0 No, Rafał i Wrona także polegli w tej walce.
- Okulary teeeeż zapudrujemyyyyy, ucho teeeeeeż.
- To jest puder? - zapytał Wrona.
- A skąd ja mam to wiedzieć człowieku? Leżało na wierzchu to wziąłem.
- A to co to? - Igła zaczął mi grzebać w małej torebeczce.
- Nie wiem. Ej to rysuje?
Igła pomazał sobie korektorem po ręce.
- No niby coś maluje, ale nie widać. - narysował mi uśmiechnięte buźki na szkiełkach. Spoko, wyczyszczę. Nie martwcie się.
- Zrobimy ci mono brew. - powiedział Rafał.
- Łoooo! Zajebisty pomysł. Czym się robi mono brew?
- Tą taką szczoteczka, co nie? - wyplułam wodę po czym zaczęłam z nich lać. No Boże no, jak.... Co..... No to przecież.......
- Stary, ale wiesz, że to jest podkład? - zapytałam Piotrka, który robił mi już kolejną warstwę szpachlową na twarzy.
- No przecież to wiem, przecież jestem doświadczonym wizażystą. Tak tylko. Chciałem cię skłamać.
- Którym się robiło mono brew?! - zapytał zrozpaczony Ignaczak.
- Nie powiem ci. Bo mi zrobisz mono brew.
- A tym się maluje rzęsy czy co? - zapytał Wrona wyciągając eyeliner.
- Nie kuźwa dupę. Gdybyś ty tym rzęsy pomalował.....
- To do czego to jest?
- No mówi że do dupy! - krzyknął Igła, przez co nasi pozostali uczestnicy czelendżu wali z siebie wodę i zaczęli się dziko śmiać.
- To jest ciemny mózgu eyeliner. I do kresek to jest.
- Takie kocie oczy?
- Tak.
Rafał wziął mój bronzer i nałożył na pędzel.
- Ale to nic..... o kurwa. - w tym momencie miałam po prostu murzyna na lewej stronie czoła. - Aaaa tam, jak się opalać nie chciało to się takim pędzlem pierdolnie i już.
- O, wróciłaś z Turcji, nie z kibla.
- Teraz pomalujemy powieki, ale jak macie otwarte oczy to i tak ich kurwa nie widać, więc nie wiem po co.
Chłopaki dali mi w końcu święty spokój. A Wrona strzelił mi fotę, i pewnie wrzuci na instagrama, albo będzie nią mnie szantażował. Zobaczymy.
Następnie zaczęliśmy kolejną rundę.
- Aaaa ram dzam dzam a ram dzam dzam guli guli guli guli guli ram dzam dzam! - No sorry, razem z Buszem i Igłom odpadłam.
- Ej no najbardziej to Luiza odpada.
- To ile ja mam?
- 5.
- Igłana też przegrywa.
- Iguana Jones! - krzyknął i tak sam siebie ochrzcił.
- Ej..... jak teraz mam tą warstwę szpachlową na twarzy, to tak od razu się cięższa zrobiła. Musze to z siebie zmyć.
- Co? Ty chcesz to zmyć? Nasz piękny makijaż? - zapytał zrozpaczony Piotrek.
- Nawaliłeś mi pół pudełka podkładu! Mogłabym tym ścianę zamurować!
- No ale to tak ładnie rozprowadziłem.....
- Piotruś, uszu się nie maluje.
- Jak to?!
Wypuściłam tylko powietrze z ust. No i weź to mu wszystko tłumacz.
- To wy grajcie, ja idę z z siebie zmyć.
- No to foch, na sto minut, i, i, i, no. Pffffffffff!
- No to foch. Pffffff!
Poszłam zmyć z siebie zaprawę do ścian, co zajęło mi w sumie niewiele czasu. Dobrze że przynajmniej tej mono brwi mi nie zrobili, bo bym ich chyba zabiła.
- I kto przegrał? - wyskoczyłam z łazienki.
- No na ciebie czekaliśmy. - powiedział Igła.
- Aha. Ale wy to ścieracie.
- No dooobra.
- Heeeej chłopaki, patrzcie, balony z helem! - do pokoju wpadł Fabian z helem w płucach. - wszyscy podpieraliśmy się wzajemnie, żeby nie polecieć na podłogę, która cała była w wodzie. Ale Kłossendo end Wronendo, już nie mogli wytrzymać na nogach i się ześlizgnęli po ścianie i usiedli na podłodze.
- O kuuuuuuuuurdeeeeeeee, całą dupę mam mokrą....... Kto tu tak nachlapał? - zapytał Kłosiasty. Wiem, fajnie ich nazywam w mojej głowie.
- No ty tam hahahhahahahaha, stałeheheheś. - powiedziałam, jeszcze nie do końca się ogarniając.
- To w ogóle nie jest trujące. - zaciągnął się Wrona strzelając popularny tekst z Epoki Lodowcowej.
- Haanka uważaj kartonyy! - zaczęliśmy się śmiać z mojego głosu.
- Gdzie przywieźć te kartofle? - zapytał Igła naciągnięty gazem.
Skończyło się na tym, że ja przegrałam, i za to, że przegrałam czekał mnie kolejny czalyndż. No i po co? Na co? Komu to potrzebne? Mieli mnie oblać wodą. Jaa mam gdzieś...!
Wyszliśmy więc na zewnątrz, no w sumie, to oni mnie nieśli, bo nie chciałam być mokra, ale to pomińmy.
- Nieeeeee chceeeeee. - usadowili mnie na ziemi i trzymali za ręce żebym nie uciekła. - Czuję się jak w więzieniu, robicie na mnie wszystkie doświadczenia i tortury. To nie sprawiedliwe!
- Przecież to jest istny psychiatryk, nie zauważyłaś tego?
- No.... - i pluuusk! Woda na mnie. Zaczęłam skakać jaakie to było zimne!
- To miała być ciepła woda!
- Fabian ty głuptasie, pomyliły ci się korki! - uśmiechnął się do niego Kłos.
- Uuuups...... - no wiadomo, że to było planowane. Ale oni są wredni, nie polecam ich.
Zaczęłam gonić winowajce który wlał mi lodowatą wodę.
- Nie goń mnie, nie goń mnie! - wskoczyłam mu na plecy. Taki mu wskok na plycy zrobiłam, że się chłopak nie spodziewał. - Ej no! Zeskakuj!
- To masz problem!
- Niech ktoś jej coś pooowie! Ona jest za ciężka!
- Jak na siłowni wyciskasz 70 tu tutaj też wyciśniesz.
- I co, będziesz mi tutaj tak dyndać na plecach? I co, myślisz, że będziesz taka fajna? Bo se wisisz? Weź ty się zastanów człowieku.
- Oooooooooooooooooooooooooooooooooooo..... - ześlizgnęłam się z niego.
- Ha ha, Żartowałeeem.
- Bawisz się czyimiś uczuciami! Tak nie można!
- Aleś ty wrażliwa....
- Masz bluzę bo się rozchorujesz jeszcze. - podał mi ubranie Iguana.
- O jaki ty opiekuńczy.
- Oj przestań, bo się zarumienię. - machnął ręką.
Wróciliśmy do budynku i wybiła godzina 17. Przebrałam się w suche ubranie. Ej, w sumie to nie muszę już brać prysznica. M. Oszczędzam wodę! Bierzcie ze mnie przykład!
Następnie była kolacja, i poszłam spać.
..........................................
Macie ten czalyndż :D
Sorki za tą przerwę, no ale jestem z powrotem :)
Zadaj mi pytanie - http://ask.fm/entengram
Subskrybuj:
Posty (Atom)






