poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 23

Następnego dnia obudziłam się w pokoju Bartka i Piotrka. Tak, wymieniłam ich dwóch, bo ktoś by się jeszcze wciął, że zapomniałam o Bartku albo o środkowym. Podniosłam się na łokcie i się rozejrzałam. Krzysiek leżał przywalony Łukaszem, Bartek chrapał na parapecie, Zati leżał wraz z Fabianem na podłodze przy ścianie, Rafello, który czasem wyraża więcej niż tysiąc słów, właśnie spadł ze stolika na którym kimnął się wraz z Karolem i Andrzejem. W sumie na stoliku został już tylko Andrzej, bo Kłos podobnież jak i Buszek spadł z owego mebla. Oj chłopcy, równowaga. Ró-wno-wa-ga. Nie można dawać się tak spychać Wronie.
Winiarski oraz Wlazły ulokowali się pod łóżkiem. Jak oni się tak znaleźli, pewnie nikt nie wie.
Piotrek zaś na królewsko,na dwóch łóżkach złączonych. Ale mu dobrze. Ja spałam na środku pokoju, i plycy mnie bolą jak cholera. Piter, czemu mi nie powiedziałeś, że będziesz złączał łóżka? Teraz jesteś skazany na moje skargi że mnie plycy bolą! Smutna minka :(
Wstałam na nogi i o dziwo mnie nie walnęło z powrotem na podłogę. A no taaaaaaaak.... Przecież wczoraj prawie że nie piłam! A więc skoro ja wczoraj nie piłam, a oni pili i mają kaca z pewnością......... Do głowy wpadł mi iście szatański plan. No bo jaki? Przecież nawet narrator powiedział, że jestem szatanicą. Wyszłam z pokoju szurając butami jak tylko się dało najgłośniej. Otworzyłam drzwi i nimi trzasnęłam. Skierowałam się najpierw do siebie no bo trzeba się najpierw ogarnąć zanim zrobi się im pobudeczkę. Ogarnęła się w łazience i spakowałam się przy okazji. Otworzyłam balkon, aby pokój się trochę przewietrzył. Nagle zauważyłam, że na balkonie jest jakieś niebieskie wiadro. Po jaką cholerę, komuś w hotelu wiadro? Zajrzałam do niego. Niby żadnych rzygów nie było czy cuś..... Ale to w sumie dobrze, że znalazłam to wiaderko. Przecież to tylko ułatwi mi sprawę. Nie będę musiała zapierdalać raz za razem do łazienki i wlewać wodę do małego kubka. Wzięłam więc to wiadro (znalezione nie kradzione), i skierowałam się z powrotem do pokoju w którym siatkarze czekali na obudzenie ich. Ja to widziałam w ich zamkniętych oczach. Ja widziałam to, że oni wręcz o nią błagali. A że jestem (czasem) dobrym człowiekiem, to spełnię ich prośbę. No bo trzeb pomagać w potrzebie. Weszłam do ich łazienki i wlałam do wiadra wodę. Wyszłam z przedmiotem do pokoju i zaczęłam się chichrać. Wylałam całą zawartość na Igłę i Żygadłę.
- Już pędzę!!!!!!!!!!! - wrzasnął niespodziewanie Ignaczak, w sensie że Krzysiek, i zerwał się na równe nogi, po czym pobiegł w stronę korytarza. Jezu, a jemu co od rana odbija?
Łukasz także zerwał się niczym południowy wiatr, ale zaraz potem potknął się o nogi Zatiego po czym wylądował na Fabianie, który nie zwracał uwagi na hałasy w pokoju , tylko nadal słodko spał. Oj Łukasz, Łukasz..... Ró-wno-wa-ga. Nie możecie tak ciągle spadać.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, o kurwa, czemu mi to zrobiłaś? - zapytał poszkodowany rozgrywający. - I skąd ty wytrzasnęłaś to wiadro?
- Nie wiem, stało mi na balkonie to wzięłam. A po za tym, nie wolno tak długo spać! - powiedziałam, po czym napełniłam wiadro wodą. No bo przecież nie olejem. Hahahahahahahahah aaaahahahahahahaha ha....... he, he.... ekhemn. Ogólnie suchary są takie suche.
Tym razem oblałam Pawła i Dżagę.
- Kurwa maaaaaaaać! Normalnie łeb ci kiedyś ukręcę!  - wrzasnął Dżaguś i zaczął skakać, gdyż mu było po prostu zimno.
- No to czekam.
I obudziłam tak wszystkich. Oczywiście na mnie foch, bo nie miałam prawa ich budzić, i że zrobią mi to samo. Albo druga opcja była taka, że jak będę spała, to mnie wrzucą wraz z łóżkiem do jakiejś rzeki. Bardzo śmieszne panowie, bardzo.
Gdy już ich wszystkich pobudziłam, była godzina 11:30. Podobnież wczoraj Krzysiek zapowiedział Stefanowi, że na porannym treningu na pewno się nie zjawią. Jaka ja jestem nie dobra, że nawet jak mają kaca to im się nie daję wyspać. Ej, a propos Krzyśka..... To gdzie on właściwie jest? Gdy wszyscy schodzili się na obiad, mimo, że obudziłam ich, i niby jako tako się ogarnęli,  to i tak wyglądali koszmarnie. No, może taki Andrzej, Rafał, Piotrek, Bartek to tak nie za bardzo, ale na dupie się trzymał, bo w końcu siedział, no nie? Mateusz, Winiar, czy..... no.
- Fabian, wyglądasz dziś okropnie. - oj no co? Przecież powinnam jako dobra przyjaciółka mu to uświadomić.
- Z resztą jaka zawsze. - dopowiedział Piotrek.
- Dziękuję. Wy oboje za to wyglądacie dziś przepięknie, tak wyjściowo.
Taaak, jak jego boli głowa to mówi różne rzeczy.
- Ktoś w ogóle pamięta co się wczoraj działo? - zapytał skacowany Karol.
- Takie trochę Kac Vegas. - zaśmiał się Wronia.
- Chyba raczej Kac Spała. - powiedział Buszi. Ba dum tsss.
- Kac Spała, dziś spała, ale się nie wyspała. - zawył nieznaną nikomu nutę Winiar.
- Co? - zapytaliśmy wszyscy.
- Co? Nie wiem. - uśmiechnął się.
- Ej, a gdzie jest Igła? - zadał pytanie Kłos.
- A no faktycznie, nie ma go.
- Jak go oblałam wodą, to tylko się zerwał, i wybiegł krzycząc "już idę!!!!!" Więc nie wiem.
- Co mu się musiało śnić to ja nie wiem.
- Też miałam taki trochę maindfuck.
- Tu jesteście!!! - ooooo o wilku moooowa! Krzysiek właśnie wchodził do stołówki z takim zacieszem że aż dziwne i jakże podejrzane.
- A tobie co? - zapytał Andrzej.
- Fabian, wyglądasz dziś okropnie. - powiedział do załamanego rozgrywającego.
- Nie martw się Dżaga, nie wyglądasz aż tak źle. Dla mnie wyglądasz nawet lepiej niż zawsze. Może dlatego, że masz twarz w dłoniach. - poklepałam go pocieszająco po ramieniu.
- Dzięki.
- Gdzie was wywiało? - zapytał Ignaczak.
- Nas? Chyba raczej ciebie. - powiedział Buszek.
- No właśnie, gdzie ciebie wywiało?
- No jak to, przecież poszedłem ci na pomoc, bo mnie wołałaś.
- Że niby ja?
- No, tak, ty.
- Nie? Przecież ja byłam w tym samym pokoju co ty.
- Nie-e-e-e-e-e - powiedział kołysząc na boki palcem wskazującym. Ode mnie się tego nauczył, no co za. - Słyszałem że mnie wołałaś, a jak poszedłem pod twój pokój, to był zamknięty, a potem zaczęłam chodzić po wszystkich pokojach, żeby cię znaleźć.
- To chyba ci się to śniło, Krzysiek nie pierdol głupot.
- Hyhyhyhy, wiedziałem że dasz się nabrać. - wyszczerzył się a my przybiliśmy sobie facepleam'a.
Po skończonym śniadaniu skacowani chłopcy ku naszym zdziwieniu pierwsi dobiegli do windy i do razu się do niej wpakowali.
- Ej, no! - powiedziałam z oburzeniem gdy nie było dla mnie miejsca.
- No trudno Lui, zapieprzaj schodami. - uśmiechnął się Fabian.
- Wiesz, że widać ci jeszcze napis "debil"?
- Oooo, kurwa.... - zaczął trzeć czoło ręką.
- Ktoś wysiada. - zwróciłam się do reszty, która po kryjomu próbowała wcisnąć guzik windy, tak żeby mnie wykiwać. Hahaha, nie-e-e-e-e.
- Ale czemu, przecież wszyscy się mieszczą.
- Ała, Rafał, weź tą rękę. - powiedział Zati.
- No to ty ją weź.
- Gdzie ja mam ją dać? - zapytał zrozpaczony libero.
- W ścianę, wiesz?
- Dobry pomysł, położę ją na ścianie. - Paweł jak powiedział, tak i zrobił, "położył" a raczej postawił swoją rękę na ścianie, a my przybiliśmy sobie w twarz.
Pacnęłam w rękę Igłę, który chciał chamsko mi zamknąć windę przed nosem.
- Aaaaałć. To bolało.
- Miało boleć. No więc, kto wysiada?
- A co, boisz się iść sama? - zapytał Fabian.
- Nie, ale po prostu zawsze ktoś wysiada. I teraz też ktoś wysiądzie. Macie trzy sekundy - pacnęłam w rękę Igłę. - albo ja sama kogoś wyciągam. Raz, dwa, trzy! - powiedziałam w jednym tempie. I w jednym tempie z windy zostali wypchnięci trzy siatkarze. Fabian, Rafał oraz Zati.
- Eeeej, a czemu ja?! - krzyknęli razem.
- No bo..... prąd się czerpie, to paaa! - i winda się zamknęła.
- No nie no, mój największy przeciwnik! Schody! - przestraszył się Rafał.
- Na którym piętrze mieszkamy? - zapytałam.
- 6? - powiedział Zati.
- Nom, 6. No to idziem. - rzekł Fabian.

- Jaaa juuuż umieram! - powiedział Fabian gdy byliśmy gdzieś na 3 piętrze.
- To się czołgaj. - podsunęłam mu pomysł.
- Ej, no dobra myśl. - stanął na "czworaka" i zaczął pokonywać kolejne stopnie schodów.
W końcu stanęliśmy na naszym piętrze i weszliśmy do mojego pokoju, w którym ( hyyyyy! O Jezu, ale niespodzianka, pozostali już siedzą w całym pokoju! )
- Wreeeeeeszcieeeee! - ja oraz siatkarze który narzekali że schody, że musimy iść pierdolnęliśmy razem na jedne, jedyne, jedynuśkie łóżko w pokoju. A Zati siadł sobie na podłodze pod ścianą razem z Karolem i Andrzejem i się uśmiechnął. Paweł to jest chyba jakiś robot, że on się nie zmęczył, chodząc po tych schodach. Albo ma po prostu nogi ze stali, i się nie męczy.
- Dłużej się nie dało? - zapytał ironicznie Igła.
- Dało się, tylko nie chcieliśmy was tu zostawiać bo byście jeszcze coś zepsuli.
- My? Zepsuli? Foch. - żachnął się Wrona.
- O żebyś się nie popłakał. - powiedziałam płaczliwym głosem.

Gdy mieliśmy już wyjeżdżać, okazało się, że oprócz mnie i sztabu nikt, a nikt nie jest spakowany. Siatkarze mieli 5 minut żeby ogarnąć wszystko i się spakować. Ja za to, gdy wszyscy biegali po swoich pokojach, by zebrać wszystko w jednym miejscu, trochę poskładać, i spróbować zasunąć bagaż, zjechałam windą i weszłam do autokaru uprzednio chowając torbę do bagażnika.
Po dokładnie ośmiu minutach, Tak ośmiu, a mieli tylko pięć! W końcu wszyscy się zebrali i mogliśmy jechać. Trener sprawdził tylko czy wszyscy są i czy kogoś nie zostawiliśmy. Był cały skład więc mogliśmy wracać do Spały.

...........................................
Hejo :)
Zostawiam Wam rozdział do skomentowania.
Muszę Wam tylko zapowiedzieć, że następny rozdział pojawi się za jakieś max 2 tygodnie ponieważ jadę na wakacje.
Więc Pozdrawiam i do następnego ;**

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 22

Impreza powoli się rozkręcała. Winiarski właśnie zapodał kolejny kawałek, i niektórzy siatkarze już zaczęli pląsać na podłodze. Nie to, że położyli się na podłodze i zaczęli pląsać, tylko że są nad podłogą......... Co? Nie, dobra nie ważne.
Piotrek po raz kolejny wybuchnął śmiechem, słysząc (nie)śmieszny żart Zatorskiego. A nie  on nie wybuchnął śmiechem, on chichrał się przecież cały czas.
Panowie Kłos i Wrona robili zdjęcia liżących się Fabiana i Luizy. Zaraz, co?!
A Fabian liże się z Luizą, a Fabian liże się z Luizą, a Fabian liże się z Luizą!
- Wiedziałem iżech jestescie parąom! - krzyknął Wroniaszczy.
- Ja się z nim nie caluję, ale wąsy mu lysuje!!! - odpowiedziała. No cóż, a tak to inaczej wyglądało.... Może to przez to, że w pokoju jest ciemno jak w dupie murzyna z Afryki! Piter! Mówiłem Ci żebyś łaskawie światło zaświecił!
- No włąśnie, ona mi wąńszy ryjuje! - zaczął się śmiać Dżyzga.
- Nie luszaj się, bo wyjadę! - powiedziała już trochę wkurzona Ignaczak.
- No doooobla. - Fabian był już niestety trochę wstawiony, podobnie jak i reszta chłopaków. Jedynie Luiza nie piła za dużo. Po prostu. Tak sobie. Może chciała mieć po prostu bekę z nich, jak im będzie opowiadać to wszystko. No ale, i też nie wiadomo, czy się coś wydarzy śmiesznego. Lub miała jakiś szatański plan? No cóż, tego to już nie wiemy, ale po tej osobie można się wszystkiego spodziewać.
- Ej, a wiecie że jak za dużo wypijecie, to potem was będzie głowa boleć? - machnął (nie)mądrością Zati.
- Nieeeeeeeeeeeeeee, kurwa seeeeeerioooooo?! - zapytał niby zdziwiony Bartek. Hehe, "niby" xD może był zdziwiony? No co? Bartek nie wie bardzo dużo istotnych rzeczy. Na przykład tego, że nie wychodzi się bez bokserek z domu.
- Zatiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!!! - wrzasnął Piter.
- Co?
- Kochaaaahmmmm cieeeeeeeeeeeee jak się samegoooo!!! Tylko siebię bardzijejjjjjjjj!! - ooo, i mamy pierwsze wyznanie miłości! Jak słodko!
- Piotrek, przeciez ty mnie kochas. - powiedział Bartuś. No i widzisz Bartek, teraz jesteś zazdrosny, przedtem byłeś zdziwiony, teraz jesteś zazdrosny, nastroje ci się zmieniają jak kobiecie w ciąży. A może on.............?
- Cibie tesz kochamsz. - przytulił do siebie swego przyjaciela. Jak słoodko, mamy już drugie wyznanie miłoości!
- Miiiiiiiłoszcz rooooooooooosznię wooooooookół naaaaaaaaaasz w tom przyjażną ciepłą nooooooooooooooooc! - zawył Winiarski i puścił na YouTubie tą że nutę, i wszyscy zaczęli ją śpiewać. No, oprócz naszych misiaków którzy się znów całują.
- Fabian do cholely, przestań śpiewać, bo wyjadę!!!! - krzyknęła nasza kochana pani fotograf. Tak, nawet dla narratora jest wredna.
- Ooooooooooooooo, nasze kochaśnienki to o was! - wyszczerzył się Igła śpiewając piosenkę.
- Sam lośiniesz w plzyjazną ciepłą noc! - odgryzła się. Taki mu gryz w głowie zrobiła, że się chłopak nie spodziewał. Odszedł, jednak ciągle tańcując do piosenki.
- Miiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii........ - zaczął Fabian.
- Zamknij się! - uciszyła go natychmiast. Ej no, Luizka, chłopak chce się rozwijać muzycznie, a ty mu tego zabraniasz. No co za wredna kobieta! Wybryk natury!
Lui, że tak ją zdrobnię, skończyła właśnie swoje dzieło na twarzy naszego przyjaciela.
- No i zajebiście. - uśmiechnęła się sama do siebie, widząc piękne malowidło na jego mordeczce.
- I co, jka to wyglanda?
- Jeszt plzepiękne.
Oczywiście jebła mu fotkę, no bo trzeba pamiątkę mieć, nie?
Fabian miał narysowane piękne wąsy, tylko szkoda że takie krzywe, to dla milodra były by idealne, ale Luiza wyznacza nowe trendy. Piękną brodę, zapewne wzorowała się na Marcinie, no bo na kim? Tylko nasze Drzewo ma taki piękny krzak na twrzy. A wisienką na torcie był napis który Luizjana, używa za zwrot grzecznościowy do swojego przyjaciela. Na jego czole był jakże przepiękny napis "Debil". No bo co innego? Capslock? W ogóle to czemu miała by tak napisać, ale i tak to jest bez sensu, więc spójrzmy co robią może pozostali?
Ignaczak, w sensie że Luiza, nudziła się niemiłosiernie gdy inni zastanawiali się, jaką piosenkę teraz puścić. Nagle wpadła na iście szatański plan. Skoro Możdżon stał do niej tyłem to czemu by nie spróbował walnąć głową w sufit? No cóż, Luiza, ale wiedz, że będziesz potem żałować, gdy poznasz bliżej naszą koleżankę panią sufitową. No ale, jej nie przegadasz.
Wskoczyła więc na plecy Marcina.
- Juchu! O kuuuuuuuuuuuuuurwaaaaaaaaaaaaaaa!! - jęknęła gdy jej główka znalazła się przy suficie. No a nie mówiłem? Dobry wieczór pani sufitowo!
- Matko Boża! - krzyknął zdziwiony Marcin.
- Módl się za mniom!
- Ej, czo ty na mnie robiusz tom? - zapytał Możdżonek. Panie Marcinie, otóż pani Luiza zapragnęła zobaczyć jaka jest pogoda na górze.
- Bo chciałam wskoczyć na ciebie, i poczuć się wyzsa.
- Luiza taki wiehowiec. - powiedział Bartek.
- No wyższy od ciebie.
- Nie plawda! Ja jeżdem wyższy od ciebie!
- Taaaaaak, Bartusiu, taaaaaaaaaak. - poklepał go po ramieniu Piotrek.
- Dzie Buszi?
- Jak nie z Fablianem to z Lafałem. Ale ta Luiza romansuuuuuuuuuje! - powiedział Bartek.
- Wcale że nie!
- Wlale ze taaaaaaaaaaaaaaaak!
- Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej! Chlopaaaaaakiiiiiii! Widzielyście gdzieś moze moje buty? - o wilku mowa. Tak, otóż ktoś zajebał naszemu Rafałkowi buty. Prawdę mówiąc, to sam sobie jakby je wziął. Tak, to trochę dziwne. Bardzo dziwne.
- Ooooooooooooooooo! Lafał! Miło cje widzieć. Powiedz, prawdę. To plawda że mas romans z Luizja?
- No właśnie, powiedz im, że to nie plawda.
- Po pierwsze, to nje, i wezcie tego satana ode mnie A po drugje, to czemu ty siedzis na Malcinie?
- Bo tak!
- Spokojnie, kobieto, żebysh zaraz okresu nie dostala......
- Pffffffffff! - pokazała mu kulturalnego faksa.
- Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej!!!!! Ufagha! Glamy wsyscy w bulelke?! - wrzasnął Ignaczak. W sensie że Krzysiek. Tyle tutaj tych Ignaczaków, że łatwo ich pomylić.
Wszyscy usadowili się więc w kółko, a Luiza zakręciła butelką. No żeby nie wypadło na nią, co nie? Ona to ma dziwne fobie.
Butelka zatrzymała się na drugim Ignaczaku.
- Co chcesz?
- Wyswanie!!!
- Muszę tlochę pomyśleć. - jak niektórzy mogli zauważyć, bo są spostrzegawczy, jeżeli tego nie zauważyłeś, to oznacza że jesteś ślepy, więc kup sobie okulary, jak Luiza jest ciut pijana, to jej się włącza tryb seplenienia. To jest takie zabawne. Dobra, czytaj dalej.
- Wiem! Lozbij sobie jajko na głowie.
- A skond jo teroz wezne jajo? - zapytał.
- No to sobie po nie pójdź.
- Dzie? - oj Krzysiu coś powoli kojarzy fakty i to gdzie może znaleźć jajko.
- Ej, chybla w kuchni mozna znalezc jajko. Tak mi sje wydaje. - powiedział Zati. No, taaaaaak..... On też się spił. No cóż.
- Zati! Jestes genialnjeszym czlowiekiem!! - Ech, Krzysiu, na serio tobie nie wolno dawać alkoholu. Gadasz większe głupoty niż Zati.
- Ej a dzie jeszt kuchniaaa?
- No kuchnia jest w kuchni, czyli na pielwszym piętlze. - wyjaśniła mądra Luiza.
- A no taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak! No to ide, ktos mi potwazysy? - Krzysiu dobrał sobie do towarzystwa Wronę i Kłosa, także w trójkę wyszli w poszukiwaniu kuchni. To znaczy wszyscy myśleli że, oni wiedzą dokładnie gdzie jest kuchnia, i gdzie jest pierwsze piętro. No ale chyba się mylili. Nasza trójka tylko przypuszczała, że kuchnia znajduje się na pierwszym piętrze.
- No ale po cio by mjeli budować kuchnję na pierwszym pjętrze, skoro ten hotel ma chuj wie ile pjęter, to moze wybuowali kuchnię gdzieś mniejwięczniej w połowie, zeby wszyscy mieli bliszko? - walnął swoją mądrość Karollo. Przykro mi Karolu, ale tam na pewno nie ma kuchni. No ale już trudno.
Jak nasi "mądrzy" przyjaciele pomyśleli i zgodzili się z przemyśleniem Karola, tak i zrobili, więc wsiedli do windy i po dość dużej rozkminie i odejmowaniu, dodawaniu, dzieleniu i mnożeniu w końcu obliczyli gdzie jest mniej więcej połowa hotelu. Wiec i tam pojechali windą. Zobaczmy więc, co robią teraz nasi pozostali przyjaciele.
- Fabien ty kletynie! Miałeś mi tylko coś namalować na policzku, a nie na całej twalzy! - darła się Luiza, gdy Drzyzga maział jej markerem na twarzy. Jak oni do siebie pasują. No cóż droga Luizo, jak to mówią "Co robisz to do ciebie wraca" typowa karma. Czy jakoś tak.
- No czeeeeekaaj, muse jesce troche..... No, i juz gotowe! - Arhcydzieło naszego rozgrywającego było tylko mazaniną. Wiec nic dodać nic ująć. Po prostu jeździł markerem po jej twarzy jak rolnik po działce.
- Ale to jest pjenke! Coś na wzór "Danmy z łośiem" - powiedział Rafał. Niestety, tym razem nie trafiłeś Rafał. Próbuj dalej.
- To nie byl łoś debilu tylko łasiczka! - poprawiła go.
- Nieeeeeeeeeeeeeeeeee? Na pefno to nje była łasiczka? To z pefnoscją był łoś.
- Booże..... Ej, gdzie jest Klzysiek?
- Ej, no faktycnie nie wrócili jesce.... - zauważył Piotrek.
- Ej może się zgubili......
- To idz po njich. - powiedział Fabian.
- Dlaczego ja?
- No bo..... ty?
- Ładne malzenia. Ja po nich nie idę.
- To kto po nich pójdzje?
- To Jezu zadzwoń do nich.
- Dobjly pomysł Lui! Nie wpadłbym na to! - Bartek sięgnął po swój telefon.
- No jasne że byś nie wpadł. - odpowiedziała mu.
- Okhej juz dzwonim.
Pierwszy sygnał................ i wszyscy usłyszeli telefon Krzysztofa z drugiego końca pokoju, więc nasi geniusze wybrali numer do Karola. Jednakże i tym razem usłyszeli dzwonek telefonu. Ostatni był Wronia lecz no bo jak inaczej, także telefon zostawił w pokoju. Bo po co brać ze sobą. Ciekawe jak sobie radzą ze znalezieniem kuchni. Zobaczmy.
Nasi trzej podróżnicy łazili po korytarzu jak jacyś głupi w tę i z powrotem.
- To dzjel jesst ta kuchniaa? - zapytał Cysiu. Tak, dopiero gdy przemierzyli korytarz na którym się znajdowali trzy razy, wreszcie się skapnął że nie ma tutaj żadnej kuchni.
- No faktycsnie. To co robiumy? - spytał Andrzej.
- Nje wjem. Chyba wrjacamy. Dzie jeszt winda?
- Nje wiem. Poszukajmy.
O Jezu, zmiłuj się nad tymi ludźmi. Gdy w końcu znaleźli windę, zjechali  nią na piętro na którym prawdopodobnie mieszkał Nowakowski oraz Kura. No i przy okazji też i cała reprezentacja. Tymczasem wszyscy którzy zostali w pokoju, wyszli na korytarz i zaczęli nim wędrować. No, nie wszyscy, bo Dziku usnął na podłodze, a z nim został Fabian który też raczej nie nadawał się do poszukiwań, ponieważ tańczył teraz Macarene z Winiarskim i Wlazłym do piosenki z "Pszczółki Mai".  Ja na prawdę nie wiem, co oni mają z tą Macareną. No margaryna jak każda. A reszta poszła poszukać nasze zguby.
Nagle Marcin zaczął dziko rechotać, a później Rafał.
- Z czego się śmiejecie? - zapytała Lui. No właśnie, my też chcielibyśmy się dowiedzieć. Może pośmiejemy się razem.
- Nje wjem. - obdarzył nas takim wytłumaczeniem Możdżonek.
- Ja sje smjeie z jego smiechu. - powiedział przyjmujący. Na co nasza fotograf pokręciła głową.
- Zati, weź ty się lepiej zamknij, i nie odzywaj się, dopóki ci nie pozwolę. - powiedziała Ignaczak.
- Ali ja pecież.....
- Zati, zamknij się! - Beeeeekaaaa z Zatiego w hotelu! Siatkarze  wraz z Lui zaczęli brechtać z Zatiego. - Wy też się zamknijcie, nie wiem czy wiecie, ale tutaj nie tylko my mieszkamy.
- Noooo pseciez o tyyyym wjemy, Luiżja, co ty nasz mas za jakyś debyli? - zapytał Buszek. Tak, drogi Rafale, tak właśnie ona myśli. Od zawsze tak myślała. Odkąd Was poznała bliżej. No ale już ich nie obrażajmy, bo to przecież tak nie ładnie.
- Ej, cy to nje psypadykiem oni? - Marcin wskazał trzy osoby które siedziały po turecku i modlili się.
- Hej, co wy lobicie? - spytała Lui podchodząc do modlących się obywateli.
- Ksssshryyk! - warknął tylko Kłos na głos Nitki. Ale się zrymowało! Może będzie to kiedyś w jakimś wierszu, kto wie? "Warknął Kłos na głos"
- Ej! No pytam się!
- Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeehhhhhhhhh............... Cho chces? - spytał Wrona niezbyt zadowolony, że ktoś mu przeszkodził.
- Co wy tu robicie?
- No shedzjimy. Sje glupjo pytas, jakbys slepa byla. A nje, bo thy juz jesteś! - powiedział Igła, po czym medytujący zaczęli się śmiać.
- Ej, ej, ej, tylko ja mogę być dla was taka nie miła. A teraz wstajecie, i idziecie  zpowlotem do pokoju Pita.
- I Bajtka! Lui, zapomnialasz o Bartjku! - powiedział Piotrek.
- Do pokoju Piotlka i Baltka, pasuje?
- Jhak najbardzhej! - uśmiechnął się.
- Nje chcjem! - oooohooooo! Pan Karol zaczął wybrzydzać!
- Nie dobly Kalol! - zwróciła mu uwagę. - Bo nie dostaniecie ciasteczka jak nie pójdziecie! - na policję z nią! Ona ich przekupuje!
- Ja tez chce cjastecko.... - powiedzieli od razu wszyscy z którymi się wybrała z pokoju naszych dwóch przyjaciół.
- Tjylko ych rozpieszczas! - stwierdził obrażony przyjmujący.
- Dryyyyyyyyyyyyyyyyyhhhrrr........... - warknęła po czym przybiła sobie twarzodłonia.
- Dobla! Dobla! Niech stlacę, ale telaz wlacacie do Baltka.
- I do Pjiotlka! Zapnmiałaś o Pjiotku! - upomniał się o kolegę Kura.
- Do Piotlka i Baltka, pasuje?! - Luiza, nie denerwuj się! Oddychaj, znajdź oazę spokoju, znajdź oazę spokoju! Boże, ależ ona nerwowa. Może teoria okresu Buszka jest prawdziwa? No kto to wie.
Chłopaki ogarnęli, i nabrali się na ciastko. Oczywiście, Ignaczak miała jedną paczkę Oreowsów, no ale że z niej urodzony cham, nie nie chodzi tu o szynkę, bo gruba to ona nie jest, to się nie podzieli. No cóż poradzisz? No nic nie poradzisz.
Gdy doszli do pokoju w którym odbywała się impreza, że tak powiem, okazało się, że drzwi są zamknięte.
- Hahahahahahaha!!! Nje wpuszcje was!  - krzyknął Winiarski zza drzwi.
- Eeeeeeeejjjjjjjjjj!! No otwielaj!
- A co z thego bende miał? - zadał cwane pytanie.
- Wpjerdol jak nas nje wpuścisz. - powiedział Nowakowski.
Nie przejmuj się, on Ci nie może dać wpierdolu, bo nawet Cię nie dotknął. Nawet na Ciebie nie popatrzył. No ale jeżeli otworzysz, to na Ciebie popatrzy. I może nawet do Ciebie podejdzie. I może nawet ci przywali. On jest nieobliczalny. Jest nieobliczalny. Tak jak pogoda w listopadzie. Wszystkiego się możesz po niej spodziewać. Ale nie musisz otwierać. Przecież razem z Kurą mogą się gdzieś przenieść. Z resztą jutro i tak wyjeżdżacie. No w sumie to dzisiaj i to za kilka godzin. Była bowiem dopiero 1:30. Ale z drugiej strony będziesz musiał w końcu wyjść. I on na Ciebie popatrzy i może ci przywali. No bo on jest jak pogoda w listopadzie. Ale przecież ty też masz jajka. I umiesz się obronić. Mało jajek jest w kuchni? Piter na pewno nie będzie chciał być cały w jajkach. I odpuści. Co. Nie! Tego wcale nie mówił narrator! To były myśli Winiara! To on chciał obrzucić jajkami Piotrka!
Wyraz twarzy Winiarskiego wyglądał jakby jego mózg rozdzielił się na dwie części. Przy tym zrobił zeza na boki.
"Jedna półkula podpowiada mi że sos tabasco, a druga żeby ich wpuścić......"
Nasz Arystomenels końcu podejmuje męskie decyzje pomimo wcześniejszych wątpliwości.
- No i po co zamykałeś te drzwi debilu? - powiedziała jak kultura przystała.
- No bo...................
- Nje tlumac Winiar, to nje ma szenslu. - odezwał się Wrona.
I wszyscy od nowa zaczęli pląsać do piosenek.



.........................................
Hej :D Macie tu myślę że bekowy w choć małym stopniu rozdział. Nie wiem jak wy, ale ja rechotałam, gdy to piałam. Oceńcie sami.
Są już u Was jakieś plany na wakacje? Możecie się pochwalić w komentarzach ^^
Pozdrawiam i do następnego ;**

piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 21

Gdy skończył się czas lenienia się, chłopaki poszli na trening. Ja za to udałam się do kina. Komedia była śmieszna, no jak to komedia, nie? Jak są moi trzej ulubieni aktorzy, to nudno nie może być. Po skończonym seansie miałam wrócić do hotelu. Ale mi się przypomniało że jestem głodna, więc ruszyłam do pobliskiego McDonalda aby coś zjeść. Gdy wracałam do hotelu była około 17:59.
- Gdzieś ty była?! Boże, jak ja się o ciebie martwiłem, to sobie kurde nie zdajesz sprawy. - naskoczył na mnie Igła, gdy tylko weszłam do budynku.
- No ale jestem!
- To mów przynajmniej gdzie idziesz, bo to już masakra.
- Jestem już duża, i sobie poradzę, z wszystkimi niebezpieczeństwami czyhającymi na mnie za każdym rogiem.
- No! Zuch dziewczyna! - poklepał mnie po ramieniu.
- Super!
Ruszyliśmy na stołówkę, bo nie było sensu wracać do pokoi, skoro jest już kolacja. (No niby Krzysiek chciał się wrócić, ale to już szczegół. )
- No więc, jak tam u was? - zaczął Wronia.
- What the fuck? - przyjrzałam mu się.
- Jak tam u ciebie, Luiza? - zapytał Kłos.
- Co?
- Jak tam u ciebie?
- Yyyyy..... eeeeeeee.....Dobrze?
- To dobrze!
- Co wam się dzieje?
- Ale co?
- No to "Co tam u ciebie?"
- A nie, wszystko dobrze, dziękuję. - uśmiechnął się Karol.
- Boże, ja się was boję.
- Nie masz czego si bać, bo to tylko były żarty!
- No to kamień z serca! - ucieszyłam się.
Wszyscy się zeszli a wraz z nimi  i nasz Pawełek. Znaczy się, ten, Zatorski.
- Ej mogę wam coś powiedzieć? - zapytał Pawcio.
- No to mów jak już musisz. - powiedział Michał.
- No to tak. No bo wczoraj oglądałem sobie tak kreskówki, i sobie tak pomyślałem, żeby   być taką jedną postacią z kreskówki, i sobie wymyśliłem, że będzie to Kaczor Donald, i nawet już zrobiłem sobie przebranie. - zakończył swoją wypowiedź z uśmiechem. No a my jak to my z miną "Wtf?". Nagle Krzysiek wstał z miejsca i podszedł do młodszego libero, po czym (?) go przytulił.
- Paweł, ja już to przemyślałem, i jestem gotowy aby oddać ci połowę swojego mózgu. Wiem, że czekasz na przeszczep. - powiedział, a my zaczęliśmy się głupio śmiać. Jedynie Paweł stał troszkę skołowany, ale też zaczął się śmiać. Zapewne nawet nie wiedział z czego.
Następnie udaliśmy się autokarem na halę. Mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla nas.
Zaczęłam składać sprzęt do torby, gdy nagle ktoś wskoczył mi na plecy, przy okazji krzycząc "Juchu!" . Ktoś o wiele, wiele cięższy niż potrafiłam udźwignąć, więc po prostu padłam na podłogę.
- Hahahahahahahaahahahaha! - zaczął się ze mnie śmiać Igła.
- No Krzysiek, plecy mi złamałeś. - pomógł mi wstać.
- Ty też mi często wskakujesz na plecy. - udawał obrażonego.
- Ale ja nie jestem przynajmniej taka ciężka.
- No to co.
- Pstro.
- Se drogą szło. - zaczął się śmiać ze swojego zacnego rymu.
Gdy wracaliśmy do hotelu, chłopaki zdradzili mi, iż będą świętować urodziny Igły, i że też mogę przyjść. Hehe, i tak by po mnie przyszli, nawet gdyby mi o tym nie powiedzieli.
Zaniosłam swoje rzeczy do siebie, i wszyscy razem udaliśmy się do pokoju Pita i Bartka.
- Ej, zaczekajcie, muszę sobie buta zawiązać. - powiedziałam, i kucnęłam by zawiązać sznurówki na kokardkę.
- Nie?
- To paaaaaaa
- Do zobaczenia!
- Widzimy się za roooook!
Tak, tak mi powiedzieli.
- Pfffffffffffffffffffffff! - wystawiłam im faksa.
- No dooooooobra, już na ciebie poczekamy. - wywrócił oczami Nowakowski. - Ale i tak pewnie byś się nie zgubiła.
- A chcesz żebym się zgubiła? Będziesz mnie szukać przez rok, i tak nie znajdziesz.
- Okej, bawimy się w chowanego.
A impra w swoim tempie się rozkręcała.


........................................................
Cześć :)
Wiem, strasznie krótki, ale za to następny będzie dłuższy, bo z imprezki, nie? No.
Pozdrawiam i do następnego ;**
PS. Dwa rozdziały wcześniej (chyba)  Abnormal zauważyła jeden szczegół. Aleś Ty spostrzegawcza! Brawo! :) Rafał nie mówi "r" no ale u mnie dałam mu tą zdolność, aby się cieszył. xD Mam nadzieję że jest szczęśliwy, to i ja jestem szczęśliwa xD

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 20

Gdy wszyscy zeszliśmy na śniadanie, jakoś nikt się nie odzywał.
- Weźcie coś powiedźcie bo nie wytrzymam tej ciszy. - powiedział Igła. - Nitka?
Rozejrzałam się po sali.
- No przecież ty jesteś Nitka!
- A no taaaaak! No co tam Igła?
- Jak tam, co tam u ciebie?
- A nic, a u ciebie?
- U mnie też.
- Pierwszy raz w życiu słyszę, jak wy rozmawiacie ze sobą jak cywilizowani ludzie. - powiedział Winiarski.
- A ty Michał, nazbierałeś porzeczek? - zapytał Igłaczak.
- Porzeczki?
- No, porzeczki. No nie mów że nie zbierałeś.
- Nie, nie zbierałem.
- A. Ja też nie. - powiedziałam.
Jezu, ta rozmowa w ogóle nie ma sensu, no ale cóż.
- Ej a wiecie jaka jest najdłuższa.....
- Rzeka?
- Wisła ma 1048 km! - powiedział się Dżaga.
- 1047 ciolematole.
- Nie prawda?
- Prawda?
- Nie,e.
- Ehe.
- Coś ci nie wieżę.
- No to sprawdź.
"Dżuga" wpisał w wyszukiwarkę hasło, dzięki któremu moglibyśmy zobaczeć jak jest na prawdę.
- No i widzisz?! 1047.
- Pfff. A skąd wiesz, czy się ktoś nie pomylił? I zmierzył źle? A potem wpisał to w Wikipedii, a nikt potem już nie mierzył Wisły? No? No? No? No skąd masz pewność?
- No bo...... A skąd ty masz pewność, że ktoś się pomylił?
- A skąd ty masz pewność, że ten ktoś co mierzył Wisłę, się nie pomylił?
- No a skąd ty możesz wiedzieć, że ktoś się pomylił?
- Nie gadam z tobą!
- Jak słodko. - skomentował naszą mini kłótnię Wroniaszczy.
Po śniadaniu chłopaki mieli trochę wolnego, a potem mieli trening. Ja za to miałam się zjawić dopiero na meczu, więc cały dzień miałam wolny. Wobec tego postanowiłam wyskoczyć do jakiegoś kina czy coś. Sprawdziłam jakie filmy grają dzisiaj w Multikinie. Jak dla mnie, jest to najlepsze kino. Grali "Wkręceni" więc stwierdziłam, że się wybiorę, mimo że już to widziałam. Seans miał się rozpocząć dopiero o 13, więc miałam dużo czasu, aby obejrzeć inny film, czy pogadać sobie z Anitą. Tak! Anita od jakiegoś czasu wreszcie weszła na Facebooka! Jestem z niej taka dumna. Poplotkowałyśmy i obgadałyśmy każdego. No dobra, kilka osób nam jeszcze zostało ale to już mniejsza o to.
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Odebrałam nawet nie patrząc kto dzwoni.
- No co tam?
- Gdzie jesteś?
- Co?
- Gdzie jesteś?
- U siebie.
- Aha, no bo wiesz..... Bo taka sytuacja bo nam się ośrodek pali.
- Co wam się pali? Weź się trochę przygłoś, bo kurde nic cię nie słyszę.
- Budynek nam się pali.
- Jaki kurde budynek znowu?
- No ośrodek nam się pali.
- Jasne.
- No.
- Nie wieżę ci.
- Mówiłem że nie da się nabrać? - powiedział tam ktoś po drugiej stronie.
- Zamknij się!
- Ej, Krzysiek.
- No?
- Ta butelka którą w szafce miałeś, to wódka była, nie?
- Ymmm, nie to spirytus był.
- Bo ja chyba kurwa spirytus wypiłam. - jak on się na to nabierze, to po prostu będęm hardkor.
- Jezus Maria!!!! Żyjesz jeszcze? Jak się czujesz?
- No bo......... ja..................- zaczęłam kaszleć.
- Już do ciebie idę!!! - rozłączył się, a ja zaczęłam się śmiać do rozpuku.
Po chwili do pokoju wpadła cała nasza banda, kiedy ja przestałam się śmiać. Ale gdy ich ujrzałam, zaczęłam się śmiać jeszcze raz.
- Rany Boskie, co ci ten spirytus zrobił? - nagle dotarło do niego jakiego trola mu wykręciłam. - Luiza, ty mendo pospolita, ja serio myślałem, że coś ci się stało!
- My też! - powiedzieli pozostali.
- Ale to słodkie właśnie było.
- Boże Święty....
- A ty serio trzymasz w szafce spirytus?
- No, a kto normalny nie trzyma w szafce spirytusu?
- Ty nie jesteś normalny. - powiedziałam.
- No wiem. Dlatego go tam trzymam.
- I tak cię nie ogarnę, więc po co próbuję.
- To dopiero Amerykę odkryłaś! - wciął się Fabianos-Kabanos. Czy tylko ja uwielbiam przezywać ludzi w myślach?
- Amerykę odkrył Kolumb, Gupi gupku.
- Jezu, Luiza, czy ty musisz mnie tak gasić?
- No ktoś musi.
- Nienawidzę cię.
- Och, ja cię bardziej.
- Ale ja mam zajebiste skarpetki. - podzielił się tą myślą z nami tutaj wszystkimi Kłos.
- Skarpetki w szopy pracze? Serio? - zapytał Rafał.  - Ja mam zajebistsze od ciebie.
- To jakie masz?
- Z Adidasa. - zaprezentował wszystkim swoje skarpetki podnosząc do góry nogę.
- Modelka Rafał. Nadajesz się do reklamy skarpetek. - powiedział Piter po czym zaczęliśmy się śmiać.
- A ja mam w renifery! - pochwaliłam się.
- Coś ci się pory roku popierdzieliły. Przecież teraz nie ma reniferów.  - powiedział Fabian.
- Właśnie że są?
- Nie, e?
- Właśnie że tak.
- A skąd masz taką pewność?
- No bo to nawet dziecko wie, że renifery istnieją przez cały rok. Nie pojawiają się tylko na zimę.
- Cooooooooooooooo?! - pisnął Wrona.
- No nie mów że tego nie wiedziałeś.
- Ale.................... ale jak to.......................
- Jezus Maria zniszczyłam go psychicznie! Zawsze chciałam to komuś zrobić.
- Ja się jej boję.
- Ej, Fabian, wiesz, że jak masz rękę większą od głowy, to znaczy, że masz raka? - zapytał Piotrek z głupawym uśmiechem.
- Serio?! - Dżaga przyłożył sobie rękę do twarzy, a środkowy w nią uderzył.
- Ał! Piter złamałeś mi oko.....
- Dobre! - zaczęłam się śmiać z Fabiana który leczył "złamane oko" oj no co mogę poradzić, że ja się zawsze śmieję, jak Fabian się o coś uderzy? No nic nie poradzę.
Potem chłopaki poszli na trening a ja zostałam w pokoju. Po przeglądnięciu Instagrama zaczęłam się przyglądać ścianą. A nóż widelec wymyślę coś pożytecznego co mogę zrobić. Po dość długim przemyśleniu, stwierdziłam, że poczytam książkę, bo i tak nic innego nie mogę teraz wymyślić. Wiem, jestem strasznym molem książkowym. Prawie codziennie coś czytam.
Później nadszedł czas na obiad. Jak weszłam na stołówkę to wszyscy byli tacy podhihani że nie wiem.
- A wam co się dzieje? - zapytałam w końcu gdy już ktoś kolejny raz śmiechnął chichotem.
- Nic... nic, nic.
- Tak serio, z czego się tak śmiejecie?
- No bo...... Nie możemy ci powiedzieć. - znowu śmiechnął chichotem Rafał.
- Jak mi zrobicie jakiegoś chamskiego trola, to wam przysięgam, tak się na was wszystkich odegram tak, jak na Fabianie. Albo jeszcze gorzej.
- To ta twoja zemsta na mnie mogła być gorsza?
- Człowieku, żebyś ty wiedział, ile razy ja robiłam gorsze zemsty, to byś się mocno zdziwił. Więc na prawdę nie radzę. No chyba że pewnego pięknego dnia chcecie się obudzić z farbą fluorescencyjną na ryju.
- Masz przy sobie farbę fluorescencyjną? - zapytał ucieszony Fabian.
- Nieeeeeeeeee? Skąd niby miałabym ją wziąć? - oj no co? Przecież miałam się na nich odegrać, nie? No to co miałam niby im zrobić? Namalować na kartce pisakiem "Kopnij mnie jestem nie mądry" i nakleić im na plecy? Nie, takie rzeczy to robią dzieci w przedszkolu, a nawet w podstawówce. No ale ja mam umysł 5-latka zachowuję się na 7 lat, a i tak jestem 11-latkim ale to i tak w ogóle nie ma znaczenia. Robić żarty, to ja i tak umiem na 19 lat xD
- No z czego wy się tak śmiejecie? - zapytałam po raz kolejny. Jak ja nienawidzę, jak ktoś się śmieje z czegoś przy mnie a ja nie wiem o co chodzi.
- No nie możemy ci powiedzieć, co tyś się tak uparła kobieto, ze musisz to wiedzieć? - odpowiedział Krzysiu.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - zwróciłam mu uwagę.
- Co z tego?
- No i to z tego?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie! Ha! Przechytrzyłem cię!
- Już się nacieszyłeś? Udało ci się to z drugi raz w twoim życiu. Brawo.
- No bo wiesz...... nie chcę cię pogrążyć w rozpaczy psychicznej że ciągle po tobie jadę.
- I tak już dawno powinna być w psychiatryku. - powiedział Fabian.
- Chyba z tobą. - dodałam.
- Ja jestem normalnym człowiekiem. Który nigdy nie był nienormalny.
- To jest jakieś, nienormalne! On mówi że nie jest nienormalny!
- No właśnie Fabian, ty jesteś nienormalny.
- A ona ma moce paranienormalane, no i kto tu jest bardziej nienormalny?
- No ciągle ty.
- O! Luiza, zaprezentuj im swoją sztuczkę z nieoddychaniem! - wpadł na super-duper-ekstra pomysł Krzysiek.
Ciekawe kto się na to nabierze. No zobaczmy.
Nabrałam więc powietrza do policzków. Gdy upłynęła już jakaś minuta każdy paczał na mnie z paczadłami na mnie wywalonymi.
Nagle płaczący już ze śmiechu Rafał zatkał mi nos. Chyba jako jedyny zrozumiał o co tu chodziło.
- Chciałeś mnie zabić?
- Tak.
- Ja też.
- Ale to było niesamowite! Jak ty to zrobiłaś? - zapytał Wrona.
- Serio? Nic nie zauważyliście?
- Boże jaki pały...... - dodał Buszi.
- Oni serio myśleli że ja nie oddycham! - zaczęliśmy się z nich śmiać jak niedojebani mózgowo, kiedy oni patrzyli na nas z takim "WTF?".
- Ale z czego wy się śmiejecie?
- Nie, nie nic, z niczego. - powiedziałam.
- Ale wy jesteście dziwni. - skomentował Fabian.
- Ja już dawno powinnam siedzieć w psychiatryku, więc, no wiesz.
Po skończonym obiedzie chłopaki mieli trochę wolnego czasu więc robią co chcą No a jak robią co chcą, to wbijają do mnie, no bo co? Se pewnie myślą " A może pójdziemy znowu do Lizy i ją trochę powkurwiamy? Na pewno się nie obrazi ". Obrazi.
Me drzwi otworzyły się znów po raz kolejny dzisiejszego dnia. Bez pukania, no bo po co, nie? Lepiej se wejść na chama.
- Puka się. - powiedziałam, na co Igła popatrzył na mnie jak na jakiegoś debila, po czym skoczył na moje łóżko. - Nie, no jasne, rozgość się.
- Dziękuję. - uśmiechnął się słodko.
- Nie wiem po co tu przychodzicie, skoro i tak nic nie robimy. - rzekłam.
- No bo u ciebie jest tak faaaaaajnie, no i zajebiiiiiiiiście. - wytłumaczył mi
Piter specjalnie przeciągając. Pewnie nie miał już pomysłów co by mógł powiedzieć.
- Aha. Ej!!! A mieliście mi powiedzieć z czego się tak śmialiście na obiedzie.
- No ale..... dlaczego mielibyśmy ci to powiedzieć?
- No bo........... Bo tak?
- Niepodważalny argument kobiety. - zaśmiał się Wrona.
- No więc?
- No więc.......................................................
- No?
- No bo..................................my.......................
- No bo co wy?
- No bo my śmialiśmy się z...................................
- Z?
- Zzzzzzz..............................................
- No kurwa z czego?!
- Zzzz................................ niczego.
No kurwa no nie. No po prostu na kurwa o nie! Myślałam że może coś wywiną, i może będzie dużo śmiechu, a ci kurde się śmieją z niczego.
Wzięłam twarz w dłonie i głęboko odetchnęłam, a następnie zjechałam nimi w dół. Ma twarz nie ujawniała żadnego wyrazu. Typowy poker fejs.
- I co cieszysz się? - zapytał Piotrek.
- Z czego mam się tu kurde cieszyć? Że zrobiliście mi żart? Który nawet nie jest śmieszny? - zaczęłam mówić spokojnym głosem.
- Nieprawda, właśnie  że on jest śmieszny.
- Nie jest śmieszny, Piotrze.
- Właśnie że jest.
- Nie.
- Jaka mina!! - zaczął się śmiać Igła.
- No weź, ja tu próbuję być poważna, a ty mi tu kurde się śmiejesz ze mnie!
- Ale i tak ten żart był śmieszny bo ja go wymyślałem. - rzekł.
- No to wszystko wyjaśnia.


........................................................
Czeeeeeść :D Już jestem!
Po zakończeniu roku i otrzymaniu świadectwa, mogę odetchnąć, i odpoczywać prze całe dwa miesiące :)
Komentujcie, to mnie bardzo motywuje :D
Pozdrawiam ;***

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 19

Na obiedzie no jak to na obiedzie było żarcie. No bo co miało by być? Koncert Maily Cyrus? No chyba raczej nie.
- Graliście kiedyś w Slendera? - zapytał Kłos.
- To jest jakieś psychiczne. - powiedziałam.
- W sumie.....
- Ja w to kiedyś grałem a ona paczała bo ją chciałem przestraszyć, a ona już od samego paczenia się trzęsła jak nie wiem co. - powiedział Dżyzga. - A potem wyjaśniała że to jest gra bez sensu, i jest psychiczna.
- No bo to jest jakieś głupie. Straszne może trochę...... No ale ja się nie bałam.
- Jasne, janse.
- No tak.
- Mhm, mhm, mhm.
- No tak.
- Nie, no jasne że jasne.
- Pf, to się obrażam.
- Pfff to się obrażam. - zaczął mnie małpować "Dżuga" jak to on sam określił.
- Ne umiesz mnie małpować.
- Bo ciebie nie da się małpować.
- Bo nie jestem tobą.
- E,e,e,e, czemu?
- Bo ciebie łatwo się naśladuje.
- Nie prawda.
- Właśnie że prawda.
- Nie,e.
- Ehe.
- Nie,e.
- Ta,ak.
- No eeeeeeerrrhhhhh.
- No eeeeerhhh właśnie że tak.
- O kurde kłócą się, lecę do pań kucharek po ziemniaki. - powiedział Krzysiu.
- Po co ci ziemniaki? - zapytał Winiarski.
- No żeby zrobić frytki? Michał, pomyśl czasem. - i (???) faktycznie poszedł do pań kucharek. Wrócił z ziemniakiem.
No ale co zrobić, jak moje i Fabiana kłótnie trwają zaledwie 30 sekund, potem nie zwracamy na siebie uwagi, a następnie to już normalnie się zachowujemy? No właśnie nic nie zrobisz.
- No, co?! Wy już przestaliście się kłócić, a ja jak jakiś głupi poszedłem po ziemniaka?!
- Tutaj to się z tobą zgodzę, poszedłeś jak głupi po ziemniaka.  - uśmiechnęłam się do niego.
- No i co mam z nim teraz zrobić? - zapytał bezradnie.
- To może go odnieś?
- Albo zrób sałatkę ziemniaczaną z ziemniaka i ziemniaka. - podsunął pomysł Rafał.
- Z takim przepisem wygrasz TopChefa! - zaśmiałam się.
- Nikt nie będzie mógł się oprzeć.
- Ej on ni chce się przekroić.
- No bo źle go trzymasz.
- Ziemknaik to nie tlelefon, jego nie można źle trzymać.
- No ale chyba widzisz, że tu ma oczka, a tu ma nos? - robiłam sobie z niego jaja.  No, a takiej sytuacji to może być też i ziemniaka, ale jak kto już tam woli.
- Jezu, faktycznie. Ej, jaki on fajny! Od teraz to będzie mój przyjaciel. Nazwę go Gargulec.
- Gargulec? Serio? - powiedział Mariusz pacząc na niego jak na jakiegoś pojebańca z dodatkiem debila.
- No ej, kiedyś miałem w ogródku sadzonkę jabłoni która się tak nazywała. Niestety, coś nie chiała mi urosnąć.
- Bo cię nie lubiła, przeież i mówiłam, że cię nie lubi.
- No ale no......
- Ja jak miałem 12 lat, to sobie posadziłem pestkę brzoskwini, i ją podlewałem żeby urosła. Jak już się tak trohę wybiła z ziemi to mi to brzoskiwinię wujek kosiarką przejchał. - powiedział Buszi po czym mieliśmy beke.
- Weź, to mi kiedyś wujek przejechał kosiarką buta. - odezwałam się.
- Jak?
- Pies mi wziął, zostawił na trawie, a mój wujek był trochę ślepy, to nie zauważyl i mi buta zniszczył.
Obiad minął nam na oowaidaniu śmiesznych sytuaji z naszego życia. Rozeszliśmy się do swoich pokoi, aby odpocząć przed treningiem. A dla wszystkich odpozynek znaczy wydurnanie się na całego.
- Ej co zrobimy głupiego? - zapytał Ignaczak.
- Nie wiem. Wymyśl coś. - odpowiedziałam mu tak jak zawsze.
- Czemu ja? Ty coś wymyśl.
- No a czemu ja? Ty się zaytałeś, co będziemy robi głupiego, więc ty wymyślasz.
- Ło Jeeeezuuuu..... Hmmm. - zaczął myśleć. No jeżeli chodzi o szybkiew wymyślenie czegoś sensownego to może potrwać to trohę dłużej.
- Wymyśliłeś?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- A za chwilę wymyślisz?
- Boże jak ty mnie wkurzasz jak ty tak mi robisz!
- Wiem.
- A ty co tak kampisz? - zapytałam Zatiego który siedział za moim łóżkiem.
- Chowam się.
- Przed kim?
- Bo coś mnie nawiedza.
- Co cię nawiedza?
- No duchy. Ostatnio coś mi się z prszniem stało, że jak odkręam zimną wodę to leci gorąca, a jak odkręcam ciepłą to też lei gorąca.
- Boże czy ty to widzisz?
- No i jeszze mi coś w szafie pukało i stukało.
- Może to Łucja z Narnii wychodziła? - zaytałam ironicznie.
- No nie, bo sprawdzałem i tam nie było Narnii....
- To już nie wiem na prawdę co mogło cię nawiedzić.
- No ja też już nie wiem.
Zati nadal kampił za moim łóżkiem, no ale co poradzisz. No nic. Spojrzałam na Igłę który nadal głowił się, co byśmy mogli porobić głupiego. Ja natomiast zaczęłam bawić się kartami i układać z nich domki. Już prawie go kończyłam, pozostała mi tylko jedna karta.....
- Już wiem!!! - wrzasnął oświecony Krzysiek. Przez przypadek, no ale nie wiadomo czy przez przypadek, wyprostował nogi, a że nogi miał położone niedaleko mojego zamku to zamek runął.
- Młeeeeeeeeeeeeeeeee........!!!!  - zaczęłam ryczeć. No dobra, tylko udawałam, no ale to to samo.
- O Jezu, przepraszam! Nie chciałem! - zaczął mnie przepraszać.
- Pierwszy raz tak dużo zbudowałam. A ty to musiałeś zepsuć.
- No to ci go odbuduję.
- No dobra, i tak udawałam że płaczę.
- Cccccccco?
- Nie skapnąłeś się?
- Nie, myślałem że ty na prawdę płaczesz....
- Dobra, lepiej mów co żeś wymyślił.
- No to ja wymyśliłem żeby pograć w karty bo i tak nic innego nie udało mi się wmyślić.
- W co gramy? - zapytałam gdy już poskładałam karty i zaczęłam je tasować.
- Nie wiem ty coś wymyśl.
- Czemu ja?
- Bo ja wymyśliłem że w ogóle gramy w karty.
- No ale ja wtedy układałam domki z kart więc nie mogę teraz wymyślać.
- Aaaaaa......
Boże, co za debil.
- No to może w kuku. - już go wyręczyłam.
- Właśnie! Miałem to powiedzieć.
- No widzisz, czytam ci w myślach.
- Łoooł serio?
- Mmmm, nie na żarty.
- To o czym teraz myślę?
- Że na pewno nie zgadnę o czym myślisz?
- Pfff, nie? Kłamiesz, i tak na prawdę nie umiesz czytać w myślach.
- Jezus Maria, ratuj tego człowieka od stania się Zatorskim.
- Heeej Zatorski to ja! - powiedział Paweł.
- Wiemy o tym.
W końcu kiedy już każdy dostał swoje karty i mogliśmy zacząć.
- No po co mi to dałeś? - zapytałam Dżugi który przekazał mi damę.
- Bo mi nie jet potrzebna.
- No bo mi tym bardziej. - podałam kartę Buszkowi.
- Nosz w mordę jeżego zwierza. - podał tę samą kartę Kłosowi.
- Sorry wymieniam kartę bo już chyba każdy ją miał.
Karol wybrał jedną z kilku pozostałych i podał ją Wroniastemu gdyż z pewnością nie była mu potrzebna. No bo gdyby była mu potrzebna no to chyba by jej nie oddał. Fuck logic. Od Dżagi dostałam kolejną kartę. Król. Faaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!!!!
- Oj już widzę że Luiza powoli się wkurza. - zauważył Igła.
- No weeeź, jak dostaję takie nie potrzebne karty no to chyba nie będę skakać ze szczęścia.
- A ja sobie poskaczę. - powiedział po czym na serio wstał i zaczął skakać. - Jeeeeeeeeeeeej!
- Jejujesz jak małe dzieci. - skomentował Rafał.
- No wiem, to takie fajne!
- Dobra siadaj już.
- No to dobra, siadnę już.
- Jeeeeest.... A nie, jednak nie. - powiedział zawiedziony Fabian.
- Haaaaa, nie wygrał.
- No i co ty też.
- No ale bardziej mnie cieszy to że ty jeszcze nie wygrałeś.
- Pff. - obrażony podał mi kartę która, jednak mi się przydała więc se ją zostawię.
W końcu nie wygrał nikt, bo za chwilę miał być trening więc wszyscy ruszyli swe tyłki i poszli się przygotować.


***
Gdy po południowy trening się skończył, chłopaki poszli wziąć prysznic bo od nich waliło jak z obory dla krów. No dobra, może przesadziłam ale waliło od nich. Pozbierałam z trenerami porozrzucane po hali piłki i wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do hotelu, wgrałam zdjęcia do laptopa i zaczęłam je obrabiać.
Jak tak sobie spokojnie robiłam to co zaczęłam spojrzałam na zegarek by zobaczyć która godzinka już tyka. 17:30. Łoł,łoł,łoł,łoł, łoł. Łoooooooł. Już ta godzina, a nikt mi jeszcze nie przeszkodził? Albo wszyscy byli tak padnięci i poszli spać, albo ktoś sie zatrzasnął w prysznicu. (No z  nimi to nigdy nic nie wiadomo) Jak na zawołanie drzwi się otworzyły.
- Nie uwierzysz co się stało. - powiedział Igła.
- Pewnie nie. Ale powiedzieć zawsze możecie.
- No to jak poszliśmy do szatni to w pewnym momencie zgasło nam światło. Nie wiem jakaś awaria prądu była czy coś.
- No, no i co?
- No i nagle usłyszeliśmy takie "buahahahaha" i się maega, mega, mega przestraszyliśmy. No i potem na ścianie coś jakieś światełko zaczęło tak migać, a potem znikło, a Zati powiedział, że chyba coś go dotknęło i się znów mega przestraszyliśmy. No a potem znów wróciło światło. - opowiedział tą jakże straszną historię z życia.
- Boże, jakie to na pewno było straszne.
- No bo było!
- Z twojego opowiadania wywnioskowałam, że to nie było straszne.
- No bo tam nie byłaś to nie wiesz.
- Nie muszę tam być, bo wiem, że to nie jest straszne.
- A idddź, z takim opowiadaniem.
- A wiecie, że jak powiecie "Kobyła ma mały bok" i jak odczytacie to od prawej strony to wyjdzie to samo? - powiedział Zati. Jezu, on chyba pierwszy raz powiedział coś mądrego! Panowie, dawać mi tu jakiś kalendarz bo kurde trzeba to jakoś upamiętnić!
- Co to jest kuźwa kobyła? - zapytałam.
- Kobyła to koń?
- Koń Rafał! Jaki ryyj! -zaczął się hihrać przyjmujący.
- Ale zaraz, skoro kobyła to Rafał który jest koniem, a konie nie mają małego boku, to oznacza że to stwierdzenie nie jest prawdą, ponieważ, Rafał nie jest koniem, on człowiekiem, więc Zatorski nie zmądrzał, po prostu przeczytał to z jakiejś stronki dla małych dzieci. - wypowiedział się Igła.
Nagle rozległ się dźwięk mojego telefonu. Jakiś nieznany numer, ale odebrałam.
- Co? - jak zwykle kulturalnie.
- Słuchaj, masz do pożyczenia kasę na telefonie? - zapytał jakiś chłopak.
- Słuchaj, stary, sorry, nic już nie mam.
- No ale ci dawałem przecież.
- Przepraszam, głupio wyszedł ci ten żart.
- Kurde domyślił się..... - powiedział cicho, no ale ja to wszystko słyszę.
- Radzę trochę popracować. - rozłączyłam się.
- Kto to był?
- Jakiś dzieciak chciał mi zrobić super śmieszny żart. Niestety mu się nie udało.
- No wiesz ty co? Wiesz jak mu teraz będzie przykro? Ty kobieto bez serca. - powiedział... Bartek?
- Tak bardzo mi przykro oddzwonię do niego i powiem że się nabrałam. - odparłam z ironią w głosie.
- To bardzo dobry pomysł.
- Nie.
- Ej przycisz telewizor bo mi ciepło. - powiedział Fabian.
- Coś ty znowu jarał? - zapytałam.
- Nic.
- No to dobrze, ale i tak nie przyciszę.
- Czemu?
- Bo będę oglądać?
- Hahaha, no już to widzę, sekundę patrzymy na telefon a później na telewizor.
- No a jak ty sobie to inaczej wyobrażasz?
- Fabian, nie podrywaj. - pogroził palcem Bartek.
- Fuuuuuuuj. - odsunęliśmy się od siebie.
- Jak śmiesz mówić, że on mnie podrywa? - zapytałam.
- Bo cię podrywa!
- Bartek, nie bądź zazdrosny.
- Łoooooooooooooooooooooooooooooo!!!! Bartek jest zazdrosny!
- Skoro mówisz że Bartek jest zazdrosny, to znaczy, że ty z Fabianem coś ten tego. - poruszył brwiami Piter.
- No prędzej to by mi kaktus na dupie wyrósł, niż ja z nim miałabym być parą.
- No właśnie?
- No dobra, ale chcę być świadkiem na waszym ślubie. - uśmiechnął się słodko Kura.
- Wrrrrrrr..... - wystawiłam mu faksa z obydwóch dłoni, po czym uśmiechnęłam się do niego słodko. - A jak tam u ciebie i tej twojej dziewczyny? A no tak, przecież ty nie masz dziewczyny! - zaczęłam sobie klaskać za ten żart, a on zrobił smutną minkę.
- No, no, no, no to co? Ty też nie masz chłopaka! - tym razem to on zaczął sobie klaskać.
- Ty z tym klaskaniem to może do Rubika idź. I tam se klaszcz. A nie kurde tutaj, na mojej podłodze.
- To ni jest twoja podłoga.
- To jest moja podłoga.
- To jak to udowodnisz?
- No bo, ja tak mówię i tak jest.
- Ale nie ty ją wykładałaś, więc nie może być twoja.
- Ale to mój pokój więc i moja podłoga.
- A skąd wiesz, że to twój pokój?
- No bo chyba tutaj jestem, i mam do niego klucz. No? No? No? No i co powiesz?
- Powiem że.............. Masz brzydką fryzurę.
- Ładniejszą od ciebie.
- Coś ci się nie udało Bartek. - poklepał go po ramieniu Nowakowski. - Jeżeli chodzi o ripostę, musisz się jeszcze duuuuużo nauczyć.
I tak nam minął dzisiejszy dzień. W prawdzie była jeszcze kolacja, ale to już mneiejsza o to.


.........................................
Witam :D
Ale się ciepło zrobiło, ja pindole! Ale w sumie dobrze, bo wakacje nadchodzą już dużymi krokami. :) Truskawki już u mnie są więc wszystko jest *.* Niedługo zrobię jakieś zdjecia na drugiego bloga, to Wam smaka narobię xD
Pozdrawiam ;**

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 18

Następnego dnia obudziłam się trochę wcześniej po to aby pójść z Łukaszem do cukierni i odebrać tort. Gdy byliśmy już z powrotem zebraliśmy się wszyscy pod drzwiami do pokoju rozgrywającego i libero. Odśpiewaliśmy wszyscy "100 lat" i zjedliśmy torta.
- Zajebiaszczy ten tort. Aż zrobię zdjęcie.
- Powinieneś Nitce podziękować w końcu to ona zamawiała.
- Ojeju no dzięki.  - uścisnął mnie.
Gdy już każdy się poczęstował poszliśmy na śniadanie. Ja głodna nie byłam bo w sumie minutę temu jadłam, więc tylko nalałam sobie kawy, a chłopaki, jako że oni są wiecznie głodni, to sobie zjedli.
- Igła? A skąd ty masz zdjęcie śpiącej mnie? - zapytałam przeglądając galerię brata. Hahaha wymieniliśmy się telefonami, przeważnie tak robimy.
- Gdzie?
- Jezus Maria, przecież to jest jakaś postać z horroru, a nie Luiza! - powiedział Fabian zerkając na ekran telefonu libero.
- No dzięki, wiesz?
- Proszę bardzo.
- Musiałem ci je zrobić. Miałem z tego bekę przez kilka dni.
- Jesteś okropny.  -  stwierdziłam.
- Ooooo, dziękuję.
- Ej a wiedzieliście że szczury nie rzygają? - zapytał zafascynowany tą informacją Zatorski.
- Czemu? - zapytałam.
- Szczury tak samo jak konie nie potrafią wymiotować.
- Boże. To straszne. - stwierdził Igła
- Chyba sobie kupię chomika znowu.
- Chomikeła? Chomikeła będziesz kupować? - zapytał Fabian. - Po co ci chomikeł?
- No tak sobie.
- Luiza będzie schronisko zakładać! - wymyślił Krzysiek.
- Dobry pomysł! Będę mieć w mieszkaniu schronisko!
- Ups..... Trochę niepotrzebnie to powiedziałem.
- Właśnie bardzo mądrze jak na ciebie.
- Czyli uważasz że zwykle mówię nie mądrze, tak?
-  Ymmmmm..... O patrz jaki fajny sufit mamy.
- Ej faktycznie. Zajebisty!
- Boże, co za idiota. - stwierdziłam.
- Ej paczcie jaki ten sufit w ogóle biały jest. Nieskazitelnie biały.
- Wyprany w perwolu.  - powiedział Buszi.
- Wszystko co białe w perwolu prane jest.
- Ej a jakby tak faktycznie już ktoś się zabrał za pranie perwolu, to ile by mu zeszło? - zapytał inteligentnym pytaniem Paweł. No bo przecież to on jest od zadawania tak inteligentnych pytań. No bo jakby on ich nie zadawał to kto? Bo jak nie on to ktooooo?
- Jesteś zainteresowany taką pracą? - zapytał Winiarski.
- Nie wiem.
- Jakbyś był, to idź do recepcji, tam na pewno wiedzą coś więcej na temat prania sufitu.
- Okej.
Po śniadaniu poszliśmy do siebie by trochę się polenić. Zadzwoniła do mnie Laura na skypie.
- Czesc.
- Eeeee, tylko mi tutaj nie sepleń. - powiedziałam sama sepleniąc.
- Co tam się zmieniło u ciebie od wczoraj?
- Ej mogę sobie porzyczyć ładowarkę do telefonu? - zapytał Igła który wszedł no właśnie na chama bez pukania do pokoju.
- Yyyrch, nie mogłeś później?
- Krzychu?! - zawołała Lauren.
- Co chcesz? - zapytał się mnie. Hahaha, co to on nie zauważył że gadam z nią na skajpaju?
- Żelka.
- No..... No nie mam przy sobie.
- Na pewno masz, tylko nie chcesz dać. - powiedziała z drugiej strony laptopa. No czyli gdzieś w Bełchatowie.
- Nie mam tutaj przy sobie. O, widzisz? O nie ma. - zaczął klepać swoje kieszenie aby udowodnić mi że nic tam nie ma.
- Trolling na ciebie! - zaczęłam się śmiać.
- Co? Jaki trolling? - zapytał zdezorientowany.
- Halo, tutaj!
- O cześć Laura.
- Serio się nie skapnąłeś że robimy ci żart?
- To wy mi jakiś żart zrobiłyście?
- Nie ważne. - machnęłam ręką.
- O, właśnie! Zdrowia szczęścia pomyślności, połamania zdrowych kości! - powiedziała Laura.
- Ooo, dziękuję!
- Ta, nie ma to jak składanie życzeń przez skejpa. - zaśmiałam się. - Dobra, wypad.
- Dobra, dobra.
Pogadałyśmy i się pożegnałyśmy.
- Oddaję, łap! - powiedział Igła wchodząc do pokoju i rzucając w moją stronę ładowarkę. Krzysiek jak to ma w swoim zwyczaju rzuca zawsze za mocno o muszę się po prostu jakby tak "rzucać" na tą ładowarkę. No i tak było i tym razem.
- No Krzysiek kurde no.  Nie możesz podejść i podać? - zapytałam leżąc na krawędzi.
- O Boże. - podszedł do mnie i wziął ode mnie ładowarkę. Cofnął się o dwa kroki i znów do mnie wrócił. - Proszę. - powiedział dając mi przedmiot.
- No, i tak ma być.
Poszliśmy na trening na siłownię. Oj jak miło będzie wkurzać Krzyśka i się na niego gapić.
Nie wiem czemu, ale Krzysiek jest taki, że jak coś robi, jeżeli się na czymś skupia, to bardzo wkurza go jak ktoś się na niego paczy. W sumie to mnie też, no ale jako kochające się rodzeństwo, trzeba się dość często wkurzać.
- Dajesz, dajesz! - "motywowałam" Igłę.
- Wiesz, nie musisz mnie motywować wiesz?
-  A ty nie musisz powtarzać w swojej wypowiedzi wiesz.
-  Haha, założę się, że nie wytrzymasz tutaj tak siedzieć, i za chwilę gdzieś pójdziesz.
- W sumie, to zdjęcia już porobiłam, więc okej.
- No to czas start.
- A ile man tutaj tak siedzieć?
- No.... Do końca treningu?
- O Jezu, to jeszcze długo...
- No trudno.
Krzychu dalej podnosił ciężarki a ja walnęłam mu zdjęcie telefonem i wstawiłam na insta i go oznaczyłam.
- A o co się zakładamy? - zapomniałam zadać przecież ważne pytanie.
- No o racje.
- A to głupio.
- Jak głupio, to możesz iść i przegrać a wtedy to ja będę mieć rację, no ale to już jak chcesz.
- Może wytrzymam to 15 minut.
- Wątpię.
- No eeej!
- Hehehe.
- Ciężkie?
- Nie, waży 1 gram.
- No to kurde czemu tutaj jest naklejka 70 kilogramów? Ale z ciebie kłamczuch.
- Bo sobie pomylili.
- Z siłownią dla wyrośniętych dzieci.
- No eeej.
- Hehehe.
W końcu nadeszła ta chwila i wygrałam zakład. Igła mógł wymyślić coś bardziej kreatywnego, no ale z nim to już różnie bywa. Chłopaki poszli do szatni aby wziąć prysznic bo od nich jechało gorzej niż z koziej dupy.
Ja za to wróciłam do swojego pokoju w hotelu i wgrałam zdjęcia na laptopa ponieważ chciałam już to zrobić od razu. Gdy tak sobie przerabiałam zdjęcia dotarło do mnie że coś jest nie tak, gdyż, nikt mi do tej pory nie przeszkodził. Sprawdziłam więc godzinę, i w sumie była już 11:30. No helloł, do teraz to już chyba by się wyrobili. No chyba że ktoś się zaciął w prysznicu, no z nimi to nigdy nic nie wiadomo. W tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się na chama, bo nikt nie zapukał, i weszli przez nie siatkarze.
- Co robisz? - zapytał Krzysiu.
- Właśnie pracuję nad stworzeniem lekarstwa na raka, a ty co porabiasz? - no po prostu Boże czy ty to widzisz. Chyba najbardziej to mnie irytuje w ludziach - widzą co robię, ale nie, bo zapytać się muszą. No, cóż, co więc zrobisz, jak nic nie zrobisz? No właśnie, nic nie zrobisz.
- Jezu, nie wiedziałem że pasjonujesz się chemią i medycyną!
- No Boże zabij to zanim ja to zrobię...
- O Jezu ale to słodkie! - powiedział Fabian bawiąc się moją obudową na telefon z pikaczu.
- No Dżyzga kurde zostaw to.
- Dżuzga?
- Dżyzga powiedziałam.
- Ignaczak, moje nazwisko inaczej się wymawia.
- Dla ciebie, pani Ignaczak.
- No eeeeej.
- Daj mi tą obudowę. - rzucił we mnie przedmiotem. No ale obrażony Dżyzga to głupi i złośliwy Dżyzga, więc tak jak wcześniej Igła rzucił mi ładowarką za daleko, to on też mi rzucił za daleko, więc musiałam się, że tak powiem wyciągnąć aby złapać tą obudowę. No co z niego za popierdzielony umysłowo człowiek. Mą latającą rzecz złapał Ignaczak i zaczął się nią bawić. Gdy się dowiedział że jest ona gumowa, i że można ją wyginać na różne sposoby, a i tak nic się z nią nie stanie, złożył ją w tak zwaną "pacynkę".
- Pika-pika pikaczu, pika-pika pikaczu pipipi kakakczu. - zaczął śpiewać w rytm "kaczuszek".
- Daj to.
- Nie.....
- Ej no. Daj.
- Ale ja to złapałem.
- Ale to moje.
- Ale ja to złapałem.
- Ale to jest moje.
- Ale ja to złapałem i ja to teraz trzymam.
- Ale to moje.
- No i co że twoje, skoro ja to trzymam?
- Ale wiesz że to moje?
- Ale to nie istotne że to twoje, bo jeżeli to jest twoje a trzymam to ja, a nie ty, więc nie masz dowodów że to twoje, bo tego nie masz przy sobie. - O Boże, zabij to, zanim ja to zrobię.
- Ale to moje, i oddaj mojego pokemona!
- No to łaaaaaap. - rzucił mi no wreszcie! Do MNIE, a nie ZA mnie.
- No nareszcie.
- No nareszcie. - zaczął mnie małpować Krzysiek.
- Ale ty jesteś głupi.
- No ale ty jesteś głupi.
- Nie umiesz mnie małpować.
- Nie umiesz mnie małpować.
- Jestem debilem.
- Jestem debile.... - przerwał gdy zdał sobie sprawę, że powiedział sam sobie że jest debilem.
- Hahahahahahaha.
- To nie było miłe. - stwierdził.
- Właśnie że było.
- To jesteś w ogóle nie miła.
- Pff, no przecież wiem.
- Hyk!
- Co to było? - zapytałam.
- Hyk!
- To Bartek dostał czkawki! - zaśmiał się Piotrek.
- No to co?
- No i to jest śmieszne. - stwierdziłam.
- No wcale że hyk nie.
Nie wiem dlaczego, ale mnie jakoś zawsze śmieszyło to, jak ktoś miał czkawkę. Po prosu wydawało mi się to śmieszne i już.
- Ej, mam do was takie pytanie. - powiedział Zatorski.
- O nie..... - westchnął Wroniasty.
- Ale to jest bardzo ważne.
- No to mów.
- Czy gdyby ludzie zaczęliby hodować biedronki, to wyhodowali by sieć sklepów Biedronka?
- A skąd ty takie pytania bierzesz? - zapytał Igłaczak. Tak, Igłaczak.
- No bo mnie to po prostu ciekawiło, i chciałem się was zapytać, jakby to było.
Wiele nam to nie powiedziało. No ale dobra, niech się pyta. W sumie kto pyta nie błądzi, nie?
Poszliśmy więc na obiad, bo.... Bo był obiad. Co tu więcej mówić?

.............................................
Cześć :)
Rozdział krótki, ale ważne że jest :D
Coraz bardziej czuję lato. Słońce nie daje mi dziś żyć ;( Jest ZA gorąco.
Pozdrawiam i do następnego ;***
PS.  Zapraszam na drugi blog - http://widok-na-moj-swiat.blogspot.com

piątek, 29 maja 2015

Rozdział 17

Gdy już wszyscy kładli się nynu, postanowiłam wprowadzić mój plan w życie. Jako pierwszy "zaatakowany" będzie Fabian. Jemu zawsze najlepiej robiło się trollingi, no zobaczymy jak teraz.  Na tę okazję specjalnie kupiłam taśmę. Bójcie się. Oraz włochatego pajączka co ma taki sznurek a na końcu tego sznurka ma takie cuś co się to naciska i ten pajączek tak fajnie podskakuje. Ok, ok, już skończyłam tłumaczenie. Lećmy dalej. Z mojej kosmetyczki wzięłam jeszcze kredkę do oczu i mogłam już zacząć swoją tajną misję. Gdy było już gdzieś tak po 1 w nocy udałam się cichaczem do jego pokoju. Upewniłam się tylko czy śpi machając mu przed oczami ręką. Odkleiłam kawałek taśmy i przylepiłam mu na ręce w taki sposób, aby taśma trzymała się także i prześcieradła.  Obkleiłam mu jeszcze jedną rękę i obie nogi tworząc jakby taką pułapkę. Następnie zabrałam się za namalowanie wąsów w stylu Picassa. W sumie, to jak ja coś komuś maluję na twarzy, to zawsze są to wąsy.  Jako dopełnienie całego żartu, obok Dżagi położyłam pajączka.  Wróciłam do pokoju i od razu walłam na łóżko.

Następnego dnia obudziłam się normalnie, czyli budzik telefonu mnie obudził. Odpoczęłam trochę po spaniu i poprzeciągałam się. Wybrałam jakieś ubrania i poszłam do łazienki. Gdy wyszłam wzięłam telefon i opuściłam pokój. Weszłam do windy i zjechałam nią w duł. Skierowałam się do stołówki i zajęłam krzesło. Jak zawsze sobie gadaliśmy, albo waliliśmy suchary gdy do pomieszczenia wszedł Fabian. Minę miał taką jakby ducha zobaczył.
-Nie uwierzycie co mi się dziś rano przytrafiło. -powiedział.
Zapewne nie, ale dajmy mu szansę, dajmy mu się wypowiedzieć.
- Budzę się normalnie, otwieram oczy, paczę, a przede mną stoi pająk. No to chciałem go zwalić, ale miałem ręce przyklejone taśmą do prześcieradła, także byłem uwięziony. Jak się uwolniłem to zrzuciłem tego pająka na podłogę ale się okazało, że by zabawką. Myślałem że ja tam umrę!
-Fabian, masz tu jakiegoś wąsa, chyba ci urósł, ale nie jestem pewny. - skomentował wypowiedź Drzyzgi Rafał.
- Fuck, zapomniałem że go nie zmyłem. - wyszedł ze stołówki.
- To było dziwne. -skomentował Igła.
- No właśnie, jak można bać się pająków?  -powiedział Bartek.
- No helloł, jak można nie bać się pająków? -zapytałam.
- Oj bo ty się wszystkich owadów boisz.
- No w sumie...
- Ale ciekawe kto mu to zrobił. - powrócił do tematu Fabiana Piter.
- No, ale szacun dla tego ktosia, że takie coś wymyślił. -powiedział Kłos.
- Ooooo, dziękuję. - podziękowałam.
- To ty byłaś?!
- A co wy myśleliście, że ja mu te włosy odpuszczę?
- No ale powiedział, że on by tam umarł!
- No ale przeżył.
- No ale... A dobra.
- Jezus, mam się ciebie bać? - zapytał przejęty Piter.
-Wiesz, nie znasz dnia ani godziny kiedy cię zaatakuję, więc tak, masz się czego bać.
Po pewnej chwili Fabian wrócił do stołówki z wielkim uśmiechem na ryju. E,e,e,e,e. Dlaczego z takim wielkim? Przecież dopiero co, wyglądał jak umarlak wyciągnięty z grobu.
- Dlaczego się tak szczerzysz? - zadałam pytanie któte chyba nikt by nie zadał.
- Bo przeczytałem w horoskopie, że to będzie dla mnie udany i fajny dzień. - haha, a dopiero co mówił że ten dzień jest okropny xd
- Ty czytasz horoskop?
- No ja czytam. I proszę się ze mnie nie śmiać bo to nie jest śmieszne.
- Pamiętam jak kiedyś zadzwoniłeś do wróżbity Macieja.
-I co odebrał? -zapytał Igła.
- No. I się zapytałem czy jeżeli będę często mówić łamańce językowe, to czy faktycznie sobie złamię język. - roześmiał się Dżaga
- A on powiedział, że serio sobie może złamać język.
-Właściwie to jakie są łamańce języczne?-zapytał Winiarski.
- Stół z powyłamywanymi nogami. - powiedziałam.
- Hyhyhy, słuchajcie tego jak pomorze nie pomoże to pomoże może morze a jak morze nie pomoże to pomoże może Gdańsk.
- O, albo tego słuchajcie. Ząb zupa zębowa, dąb dupa dębowa. - przeczytałam łamaniec ze stronki dla dzieci.
- Chyba raczej dąb zupa dębowa. -poprawił mnie Andrzej.
- Ups. No faktycznie.
Niekontrolowany wybuch śmiechawy.
Po śniadaniu mieliśmy chwilkę odpoczynku, a podczas tej chwilki odpoczynku oczywiście nie robiliśmy nic pożytecznego. Ja pisałam z Laurą na fejsie, a pozostali łazili po całym pokoju w poszukiwaniu lepszego wi-fi. Hahaha, tylko ja mam tak dobrze.
- Ma ktoś internet?
-W ogóle nie ma.  -powiedział Bartek który przemierzył pokój już kilka razy.
- A ty z czego się tak śmiejesz? -zapytał Igła.
- Co?
- Z czego się śmiejesz?
- Nie, nic, z niczego.
Właściwie to prawda, śmiałam się bez powodu. W oczekiwaniu jak ktoś mi odpisze przeważnie się śmiałam z niczego. Wiem, mam spore problemy z psychiką.
-Jeeeeest!!!- krzyknął triumfalnie Bartek który znalazł wreszcie internet niedaleko mojego łóżka.
- Masz internet?
-No! Wreszcie się znalazł.

Potem był trening a następnie obiad.
-Ej, a czy kiedykolwiek zastanawialiście co by było gdyby światem zapanowały by biedronki? - zapytał Zati.
-To Biedronka nie miała by konkurencji marketingowej. - odpowiedział mu Krzychu.
- No nie, chodzi mi o te zwierzęta biedronki.
- To nie, nikt się nie zastanawiał.
- Ja się kiedyś zastanawiałem co by było gdyby światem zapanowały by wiewiórki.
No co jak co, ale tych zwierząt Fabian wprost nienawidził.  Wprawdzie tak jak taśmy i pająków. Nie wiem jak można bać się taśmy, no ale to jest Fabian, tego czegoś nie ogarniesz.
- Chyba sobie kupię soczewki. - powiedziałam.
- Czemu? Tak też jest fajnie. No popatrzcie sami jak jest lepiej?-zapytał Ignaczak zdejmując mi okulary.
- Yyyyyyy, nie wiem. - stwierdził Zati.
- Aha, dzięki za opinię. - podziękowałam.
-No ale w sumie jak chcesz. -stwierdził i założył sobie okulary. - Cześć, nazywam Krzysztof Ignaczak i jestem kujonem. Jasny gwint, ale jakość.
- Ja pierdziele, serio jak jakiś kujon wyglądasz. - stwierdził Piter.
- No weeeź i mi szkiełka wypaprałeś.
- Nie dotykałem szkiełek.
- Daj tutaj tą koszulkę. -wzięłam rąbek jego koszulki.
- Łeej, czemu moją?
- Bo ja nie mam takiego materiału.
- Ło Jezu.
Wytarłam sobie szkiełka i już mogłam je założyć.
Nagle Wrona i Kłos zaczęli się z czegoś śmiać.
- Z czego  brehtacie? - zapytał Winiarski.
- Włączcie sobie na YouTubie "obejrzyj to bez śmiania się".
Weszliśmy więc wszyscy na YouTube aby obczaić o co chodzi.
- Ej które wy oglądacie? -zapytałam.
Kłos włączył mi filmik i zaczęłam paczeć.
- O Boże, ta piosenka w tle wygrała po prostu wszystko. - stwierdził Bartek zgonując na krześle.
- Zgadzam się. - powiedziałam i włączyłam jakiś inny przygłupi filmik.
Po obiedzie wszyscy siedzieli w swoim pokoju gdzieś w intetnetach, lub chodzili po korytarzu by złapać lepsze wi-fi. Ale to tylko niektórzy. Za to ja z Żygadłą udałam się do cukierni by zamówić na jutro tort. Po drodze zastanawialiśmy się czy dawać na ten tort jakiś napis czy też nie. Ostatecznie stwierdziliśmy, że napis "100 obronionych piłek, Igła!" będzie idealny. Gdy już złożyliśmy zamówienie wracaliśmy do hotelu prowadząc rozmówkę. Weszłam do pokoju i akurat rozdzwonił się mój telefon.
- Halo?
- Liz? - zapytała Laura.
- A jak nie Liz to co? - zaśmiałam się.
- Jesteście już we Wrocławiu?
- No jesteśmy.
- Wyjdziesz z hotelu na rynek? Pospacerujemy sobie.
- Ok, zaraz będę.
Opuściłam więc pokoju i wyszłam na korytarz.
- Gdzie idziesz? - zapytał Igła.
- A nigdzie.
- A to miłej podróży.
- Dzięki.
Wyszłam z hotelu i skierowałam się na rynek. Podeszłam do blondynki siedzącej na ławce i grzebiącej w telefonie.
- Dzień dobry, czy ma pani chwilkę, by porozmawiać o Bogu?
- Hahahaha - zaśmiała się po czym mnie przytuliła.
- Idziemy coś zjeść? Strasznie głodna jestem.
- Ja w sumie taka głodna nie jestem, ale już pójdę z tobą dla towarzystwa.
- Aleś ty dobroduszna jest.
- Ooooooo, dziękuję.
Poszłyśmy w kierunku jakiejś restauracji. Ja zamówiłam tylko sok, a Laura obiad, gdyż nie jadła go wcześniej.
- Przefarbowałaś sobie końcówki?! - zapytała widząc zmianę na moich włosach.
- Ja nie, Fabian mi zrobił trolla.
- Hahaha, to faktycznie mu się udało.
- No dzięki wiesz?
- Proszę bardzo. Jak z tobą i Łukaszem?
- Jak ma być? Nic nie ma. Pewnie sobie już inną znalazł.
- Albo żałuje.
- Jakby żałował, to by powiedział.
- Nie każdy facet mówi, że żałuje.
- Może nie każdy...
Rozgadałyśmy się niemiłosiernie a kiedy skończyłyśmy była godzina 18:00. Na szczęście nie musiałam robić zdjęć na popołudniowym treningu także luzik. Laura odprowadziła mnie pod hotel i się pożegnałyśmy. Weszłam do swojego pokoju i włączyłam TV i zaczęłam skakać po kanałach czy jest coś godnego mojej uwagi.
- O, już wróciłaś! Gdzie byłaś? - zapytał Krzysiu wchodząc do pokoju wraz z naszą "ekipą".
- Na mieście z Laurą. Tęskniłeś?
- Nie wiesz jak bardzo! - powiedział.
- Hyhy ja też.
Takie tam żarciki.
Nic nie robiliśmy czyli tak jak zwykle. No może z tym, że znów uczyłam Ignaczaka robić warkocza. A następnie poszliśmy na stołówkę gdyż była pora kolacji.
- Ej skoro mamy tutaj dwóch Ignaczaków, to dlaczego na Luizę nie mówimy Igła? - zapytał Zati.
- Bo ja nie jestem Igła. - odpowiedziałam.
- No to ci wymyślimy jakąś ksywkę. - odparł Winiarski.
- To musi być coś związanego z igłą...
- Hmmmmm.....
Myśleli i myśleli chyba z 20 sekund. No dłużej się nie da, co? Wiem, jestem strasznie nie cierpliwa.
W końcu Buszi pstryknął palcami.
- Nitka!
- Nitka?
- No Nitka!
- W sumie to nic innego nie da się wymyślić.... Chociaż Szpilka czy Kordonek też by było.
- Wolę być Nitką. Kordonek źle mi się kojarzy.  - zaśmiałam się.
- No więc od dzisiaj jesteś Nitka.
- Poczułam się taka wyróżniona.


............................................
Witam Was wszystkich!!!
Haha, jakie powitanie xD
Jak już pewnie się orientujecie miałam mega, mega, meeeeega duże problemy z internetem więc rozdział nie mógł się pojawić wcześniej.
Mimo że jest on na prawdę bardzo krótki, mam nadzieję że się wam spodoba. :)
Kto oglądał wczoraj pierwszy mecz? <3
Do następnego :)