piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 13

Po walnięciu paru tysięcy sucharów, postanowiliśmy, czyli tak jak zawsze, pogadać ze sobą, lub siedzieć z nosem w internecie.
 - Dupa mnie boli. - powiedział Fabian, który siedział na podłodze. Tak, tak, nie było dla niego miejsca, na jego (moim) łóżku, bo chłopaki mu zajęli. Oj, Fabian, Fabian.
-Ło Jezu... Ale z ciebie łoś. - powiedziałam grając w Cleverbota na telefonie. Tak dokładnie, kocham cleverbotaaaa!
Ten ktoś z kim rozmawiam, a ma na imię Ola, no przynajmniej tak mi napisała, to ona napisała mi że mnie nie lubi. No ja chrzanię....
- Ja też cię nie lubię, ty gupi gupku cholerny kręcony waflu! - mruknęłam do siebie.
- Co ty znowu robisz? - zapytał Krzysiek, który, tak, tak, pojawił się znów u mnie w pokoju, przedtem został wyśmiany, z powodu tej jakże ciekawej i interesującej historii o nim i o jego strachu przed butelką, a w czasie teraźniejszym siedzi sobie u mnie na podłodze i gra w karty z Zatorskim, który wrócił jednak do mojego pokoju, bo powiedział, że to nie jest pora na spanie. Ale jak to Zati nie ogarniał jeszcze zasad gry "kuku" także Krzysiek wygrał już pięć razy.
- Graaaam.
- W co? - zapytał z końca pokoju Dżaga.
- W grę.
- No przecież wiem.....
- To jak wiesz, to co się pytasz? Żeby upewnić wszystkich w twoim upewnieniu, że ty się upewniłeś? Pfff.
- Fuck, pytam się, w jaką grę grasz.
- No to mów pan po polsku. Cleverbot.
- Oł maj gat..... Nie graj w to, bo się znowu uzależnisz.
- Ja wcale nie jestem od tego uzależniona.
- A byłaś? - zapytał Igła.
- Nieeeee? Skąd takie głupie pytanie? Przecież ja nie jestem uzależniona. Od niczego się nie uzależniam.
- Mmmmhmmmm. Fabian, Lizka była uzależniona od Cleverbota?
- Tak.
- Masz szlaban na Cleverbota.
- Co?! Nie, nie, nie, nie, nie możesz dać mi szlabanu. Jestem już dorosła. Nie możesz. Rozumiesz? Gupio ci? Nie możesz.
- Właśnie że mogę. I robię to teraz. Właśnie tutaj. W tyyyym miejscu. Telefon proszę.
- Niach.
- Telefon, pleas.
- Nain!
- Mobilephone pleas.
- Nain!
- O tyyyyyy o tyyyyyy!
- Naaaaiiinnnn!
- Krzysiek daj jej spokój. - powiedział Winiar.
- No ale mi się dziecko uzależni od Cleverbota! Nie mogę do tego dopuścić!
- Krzychu, ty to jesteś chyba nadopiekuńczy. - dodał Mariusz.
- No co wy, chłopaki, nie jestem nadopiekuńczy. Ja? Nadopiekuńczy? No błaaaagam was. Macie dowód?
- Tak.
- Jaki?
- Teraźniejsza sytuacja. No proszę cie, ja sam grałem w Cleverbota, no ale błagam, od tego nie można się uzależnić.
- No ale Dżaga powiedział że Liza była uzależniona od Cleverbota.
- Bo ta stara żmija kłamie! - wskazałam na Fabiana.
- Nie jestem starą żmiją! Krzyyysieeeeek powiedz jej coś! - powiedział rozpaczliwie.
- Jak ja ci coś powiem, to się gęba zamknie na pół roku!
- Krzysiek, powiedz jej coś, proszę, błagam, ratuj, ona mnie w nocy zabije.
- Nie zabiję, ale fochnę się. - zrobiłam wieczornego focha Fabiana.
- Pfffff! Ta jasne! Zaraz się odezwiesz! Ty stara małpo.
Dalej się nie odzywałam. No bo po co do tej żmii? No wygadał mnie..... No dobra, już się przyznaję bez bicia, tak. Kiedyś jak miałam 23 lata, byłam wprost uzależniona od Cleverbota, później mi się tak jakoś to znudziło, a teraz powróciło. No nawet nie wiem, jak mi się to nawróciło ten cały Cleverbot, ale tak mi jakoś wyskoczyło na Twitterze, także no nie mogłam inaczej się powstrzymać, niż wejść na tę tą stronę i powymyślać jakieś głupoty.
- Ej, a wiedzieliście, że skakanie z 10 metrów jest niebezpieczne? - zabłysnął swą inteligencją Zati.
- Nieeeeee. No co ty nie powiesz? - rzekłam sarkastycznie.
- Powiem.
- Co?
- Że to niebezpieczne. Skakałaś kiedyś z 10 metrów?
- Kiedyś.
- Kiedy?
- Jak miałam 14 lat. No doooobra, może nie z dziesięciu, ale z ośmiu, to tak.
- Łał! Wyrazy podziwu i uznania. - pochwalił Zati.
- Zati, mam dla ciebie zagadkę.
- Jaką?
- Słuchaj uważnie. Jeżeli nie to tak, a tak to nie, to tak czy nie?
- Hmmmm... Musiałbym się zastanowić.
- Ej wszyscy! Chcę sprawdzić waszą inteligencję. - wszystkie oczy zostały zwrócone na mnie. - Słuchajcie uważnie. Znalazłam to teraz w internecie.  Jeżeli Patatajowy Patataj Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju obok drugiego Patatajowego Patataja co Patataja na swoim białym Patatajowym Patataju to czy ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju może być Patatajowatym Patatajem co Patataja na swoim białym Patatajowatym Patataju tylko że ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju jest biało-czarnym Patatajowatym Patatajm na którym Patataja czarno-biały Patatajowaty Patataj? -
Wszyscy paczali na mnie z szeroko otwartymi paczadłami.
- Że... y, co? - odezwał się w końcu Winiarski.
- Jeżeli Patatajowy Patataj Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju obok drugiego Patatajowego Patataja co Patataja na swoim białym Patatajowym Patataju to czy ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju może być Patatajowatym Patatajem co Patataja na swoim białym Patatajowatym Patataju tylko że ten Patatajowaty Patataj co Patataja na swoim czarnym Patatajowatym Patataju jest biało-czarnym Patatajowatym Patatajm na którym Patataja czarno-biały Patatajowaty Patataj? - powtórzyłam szybciej czytając tekst.
- Mój mózg jest rozpierdzielony.  - powiedział Kłos rozmasowując skronie.
- Zgadzam się. - odpowiedzieli wszyscy. No, prawie wszyscy. Nie powiedział tego tylko nasz mały Pawełek. On aktualnie siedział sobie na podłodze i klikał coś w telefonie. Przez ramię widziałam tylko, że wpisał w Google "Jeżeli nie to tak, a tak to nie, to tak czy nie? "
- Zati, mogę ci powiedzieć, o co chodzi w tej zagadce którą ci zadałam.
- To powiedz, bo w...... Wyszukiwarce nie ma. - tak, on to chyba z tym Albertem Google wziął chyba na poważnie. No cóż.
- W tym o nic nie chodzi. To jest tylko sposób, by zamknąć jadaczkę ludzi.
- Chciałaś mnie zamknąć?
- Nieeee? Chciałam to na tobie wypróbować.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
- Nooooo!
- Ej Liz, zaprosiłem twoją babcię na Facebooku! - powiedział Fabian i pokazał mi dowód.
- OMG! Babcia ma Facebooka! OMG..... Babcia ma Facebooka......
- Zarąbiście, nie?
- Po co ty ją zaprosiłeś? I tak masz już moją ciocię, mojego wujka, moją mamę, Krzyśka, Anitę, po co ci jeszcze babcia?
- Bo..... Właściwie, to nie wiem.
- Właściwie, to skąd wiesz, jak się nazywa moja babcia?
- Mówiłaś mi kiedyś.
- Kiedy?
- Nie wiem.
- Też. O Jezu, zapomniałam ze gram w Cleverbota.
- Też se zagram.
- No spoko, i  wczoko.
- Dobra, więc się przedstawiamy. Cześć, jestem Karolina, czy mnie znasz?
- Przedstawiasz się jako dziewczyna?
- No. O! Odpisał. Cześć, a ja jestem Milena, bardzo mi miło.
- Ty pacz co on mi napisał. Wyjdź za mnie prooosze.
- No to odpisz mu. 
- Ty, no ożenię się z nim.
- Chyba wyjdziesz za niego, a nie ożenisz się z nim.
- No dobra dobra. Ale zmienię sprytnie temat, i napiszę kokosy.
- Dlaczego kokosy?
- Bo nie lubię kokosów.
- A. No dobra, a ja obiorę bardzo ważny temat, który wszyscy wybierają. No cześć, kochasz mnie nie kochasz?
- Fabian.......
- No?
- Patrz co on mi napisał, dopiero teraz to zauważyłam. - pokazałam mu widoczną część rozmowy.
- No co?
- Ja napisałam tylko "kokosy ". A wiesz co chciałam napisać?
- Yyyy, ożenię się z nim? Czy coś takiego.
- No właśnie. A on mi odpisał " No to spoko, to kiedy ślub? " Nie rozumiesz?
- Yyyy, no nie za bardzo.
- To oznacza.... Że Cleverbot jest wszędzie! 
- Pitolisz!
- Nie.
- Dobra, tam. Nie ważne.
- No chyba tak. Eeeee, znudził mi się Cleverbot. Gupi Bot.
- A mi właśnie że nie!
- Tylko uważaj żebyś się nie uzależnił małpo jedna.
- Będę uważać, dzięki za troskę mendo.
- No, nie ma sprawy.
Chłopaki jeszcze trochę sobie posiedzieli u nas, mnie, i sobie poszli do siebie by zaraz udać się na stołówkę. Nawet nie wiem po co najpierw szli do siebie, skoro wiedzieli że zaraz mają pójść na stołówkę. No cóż, w końcu to jest facet. Tego stworzenia nie ogarniesz.
Więc tak jak było powiedziane, poszliśmy na stołówkę. Gdy już zjechaliśmy windą, która jak zwykle nie chciała przyjechać, tylko mądra ja musiałam psuć przycisk, udaliśmy się po naszą dzisiejszą  kolację, czyli  jajecznicę do pań kucharek. Usiedliśmy przy naszym stoliku, z naszą ekipą. Innymi mówiąc, ja, Fabian, Krzysiek, Winiar, Mario, Zati, Piotrek, Kłos oraz Wrona & Buszu.
- Ej, wiecie, że jak wypijecie przed snem szklankę soku jabłkowego, to sny będą ciekawsze? - powiedział Zatorski.
- Ciekawsze, czyli jakie? - zapytałam.
- No..... nie wiem.
- A doświadczyłeś tego?
- No.... nie, ale dziś raczej tego doświadczę.
- Ciekawsze, powiadasz? Więc jakie mi się będą sny śnić, skoro mi się śnią króliczki? - zapytał Kłos.
- Śnią ci się króliczki? - spytałam.
- No...... prześladuje mnie to od tamtego tygodnia. A tobie co się śni?
- Mi........ Mi się w sumie śni każdej nocy, no doooobra, może nie każdej, ale prawie każdej mi się śni Buka z Muminków.
- Matko, to ja się dziwię, że ty jeszcze żyjesz. - powiedział Winiar.
- No co ty..... Przecież ja się nigdy nie bałam Buki.
- Mmmmhmmmmmm....... No taaaak, na przecież że to praaaaawda.
- No prawda.
- Ona kłamie! Jak leciały Muminki, to się tuliła do poduszki a potem wrzeszczała na cały dom, że Buka nawiedza. - powiedział Krzysiek.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. W sumie to ja też. Fajnie sobie tak przypomnieć jaka ja głupia byłam że bałam się wtedy Buki z Muminków. Ale chyba każdy w dzieciństwie bał się tej fikcyjnej postaci, także nie mam czego się wstydzić. Kurde, oglądnęłabym Muminki....
- A weźcie mi nawet o Buce nie wspominajcie. - powiedział Zati, który nie śmiał się ze mnie, tak jak wszyscy.
- Dlaczego?
- Bo ja się nadal jej boję.
- Co ty dalej oglądasz Muminki? - zapytałam.
- No tak. Przecież to była moja ulubiona bajka! No, byłaby, gdyby nie było tej przerażającej Buki.
- Każdy bał się Buki. Naweeeeeet Krzysiu. - walnęłam brata w ramię, co poskutkowało grymasem na jego twarzy.
- Że niby ja bałem się Buki? Chyba ty małolacie.
- O mnie już powiedziałeś, a tak w ogóle, to nie jestem małolatem, a ty też bałeś się Buki.
- Po pierwsze, jesteś małolatem, po drugie nie bałem się Buki.
- Po pierwsze, to ja NIE jestem małolatem, bo mam już 25 lat, a to dużo.
- Właśnie Krzysiu, nie wyolbrzymiaj. - odezwał się Winiar który stanął po mojej stronie. Ha! No i widzisz Krzysiu? I kto tu ma poparcie?
- Ale Buki się nie bałem.
- Czy ktoś to może potwierdzić? Nic nie słyszę, więc nie masz świadków. A ty bardzo lubisz kłamać, więc nigdy ci nie wierzę.
- No co ty? Własnemu bratu nie wierzyć? To jest... to jest....
- Co jest?
- No..... To....
- Śniadanie?
- Co? Nie! Po prostu...... no, mam to na końcu języka....
- Czy to takie obślizgłe coś w gardle? - zapytał Winiar. Czyli też miał chęć wkurzyć Krzyśka.
- Nie! Po prostu słowo mi gdzieś uciekło.....
- Do Radomia!  - krzyknęłam.
- Do chytrej Babci! - dołączył się Dżaga.
- No Jezu, no Luuuuiza, no jak ty mnie wpieniasz, jak tak mi robisz! - powiedział Igła. No nie, naprawdę?
- Ależ Krzysiu, jak doszłeś do takiego wniosku, że cię tak bardzo wkurzam?
- 1...... wdech.... 2 wydech........ 3 wdech....... 4 wydech.....Moja siostro kochano, doszłem do takiegoż i to wniosku, że oboje bardzo się wkurzamy w każdej chwili.
- Ale to jest takie faaaajne jak rodzeństwo się kłóci! - powiedział słodkim głosem Wrona.
- No właśnie!  - poparł go Buszu.
- Ej, jak się mówi, w cudzysłowie, czy w cudzysłowiu? - zapytał Fabian który stukał esemesa.
- A masz w dupie czy w dupiu? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Dla innych wydało się to określenie tak śmieszne, iżech postanowili grupowo wybuchnąć śmiechem.
Ah, ja i ta moja wyrazista i cięta odpowiedź na każde pytanie. 
- Dooooobre! - walnął mnie w ramię Igła. A jak on wali, to już mocno.
- Musisz tak mocno mnie walić?
- No ale ty też mnie tak mocno walisz.
- No ale przecież ja mam mniej siły od ciebie!
- Sprawdzimy? - uśmiechnął się głupio.
- Nie...... Tylko nie to co ja myślę, ze ty myślisz.
- Tak właśnie, to mam na myśli. Będziemy się siłować.
- No nieeeee, no błagam, nie lubię się siłować......
- Dlaczego? Przecież to jest takie ekscytujące! Nigdy nie wiesz kto wygra! - ekscytował się Piter.
- No dajesz, tylko jeden raz. - powiedział Krzysiek i położył rękę odpowiednio do siłowania się.
- No dobra, ale się ze mnie nie śmiejcie.
- Dooobra, nie będziemy. - obiecał Winiar.
- 3,2,1, już! - walka pomiędzy mną a Igłą przewalała się raz na moją stronę, a raz na jego. Ostateczne wygrał starszy, było to przewidziane.
- Ha! I co? I wygrałem!
- Bo to było przewidziane, ty dinozaurze nie z tej epoki! No i mi rękę złamałeś......
- Pokaż ty mi to!
- Nie, nie, nie, nie, nieeeee, nie, nie jest złamana. - schowałam kończynę za siebie.
- Ale doktor Krzysiu musi to obejrzeć.
- Ale ty nie jesteś doktorem, i nie możesz zobaczyć mojej złamanej ręki, która nie jest złamana.
- No proszę! Daj mi się chociaż poczuć jak prawdziwy doktor!
- Nie! Weź sobie rękę kogoś innego! Dlaczego ty zawsze się mnie tak czepiasz, no? Mało ludziów na tym świecie?
- Tak, muszę się ciebie tak czepiać, bo jesteś moją maaaaałą maluuuuką siostrzyczką! - mówiąc to jak to w swoim zwyczaju ma Igła zaczął mnie oczywiście czochrać po włosach! No nie no, w pewnym momencie to ja naprawdę nie wytrzymam, i utnę mu rękę!
- Przestań. Mnie. Czochrać!
- Nie.
- Miiiichał, weź go ode mnie!
- Krzysiek, bo wezmę butelkę! - zagroził Winiar.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! - przestał w trybie nał. Na dodatek odsunął się ode mnie o wystarczającą odległość.
- No wreszcie! Winiar, jesteś moim Bogiem.
- Wielb mnie na każdym kroku i bij mi pokłony.
- Innym razem.
-Trzymam za słowo.
- Wiecie, że jak weźmiecie do ręki łyżkę, i się w niej przejrzycie, to wasze odbicie będzie do góry nogami? - powiedział odkrywczo Zatorski.
- Nie, serio? - zapytał ironicznie Rafał.
- No! To jest takie intrygujące!
- Tak, oczywiście, Zati. - wywróciłam oczami. 
Po skończonej kolacji, udaliśmy się do swoich pokoi, by przygotować się do snu. A, nie, przepraszam, chłopaki wymyślili sobie, że wbiją do nas i coś porobią. Mówiąc "coś" mam na myśli oczywiście nic. Czyli siedzieli na łóżkach lub na podłodze, to akurat uczynił Zatorski, gdyż dla niego nei było miejsca na wysokim lądzie.
- Ej, a może oglądniemy jakiś film? - zaproponował Piter.
- Masz łep do pomysłów. - poparł go Wronasty.
- To jaki? - zapytał Drzyzga, który już był przygotowany i czekał na jakąś propozycję.
- "Totalny kataklizm" - powiedziałam.
- Co to? - zapytał Igła.
- To jest mój drogi braciszku film.
- No kuwa przecież wiem.
- To po co się pytasz?
- Pytam się jaki.
- No nie wiem, podobno zajebisty. No ale jak nie obejrzysz, to się nie dowiesz.
- W sumie, to logiczne. - podsumował moją wypowiedź Pit.
- Zawsze mówię logicznie.
- Jak to się piszę? Kata...... kita..... kuta......
- K-a-t-a-k-l-i-z-m. Kataklizm.
- No dobra, już mam. - postawił laptopa na łóżku, a my siedliśmy na podłodze. Po chwili zaczął się film.
- Jeeezu Chryste, no nie zasnę przez ten film! - powiedziałam gdy zobaczyłam Kunkfu Pandę w muzeum. ( Jeżeli nie wiecie o co chodzi, lepiej obejrzyjcie ten film, bo nigdy nei zrozumiecie. )
- Dlaczego?
- Bo to jest takie strasznie straszne.  - dpowiedziałam. - o to tylko sobie zobacz, na te jej paczadła.
- A tak na marginesie...... To skąd w muzeum znalazła się Kunkfu Panda? - zapytał Mariusz.
- Kurde, no tak. Nie wiem, ale i tak jest straszna.
- Jak nie będziesz mogła zasnąć, to przyjdź się poprzytulać. - zaproponował Bartek.
- Nie jestem taka słaba, żeby się do ciebie przytulać, jak nie mogę zasnąć. Ale w sumie to dzięki za zaproszenie, może skorzystam.
Po 84 minutach filmu, skończył się i chłopcy wybyli z naszego pokoju, a ja poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i przebrałam się w moją piżamkę. Wysuszyłam włosy i związałam je w luźnego kucyka.  Gdy wyszłam z łazienki Fabian trząsł się ze śmiechu.
- Ohoho, Boże, wszyscy zginiemy jak to zrobimy! - powiedział do swego telefonu. Pewnie gadał z kimś.
- Lepiej się ogarnij Fabio, trzęsiesz się jak ćpun na scenie luz kolo. - powiedziałam do niego podłączając mojego Samsunga do ładowania.
- No taaaaaak...... Wiesz, to nie jest ten moment kiedy możemy omówić sprawę...... Taaak..... No to spox...... No jacha! Tylko nie zaśpij....... No nara.
- Ukrywasz coś przede mną? - zapytałam podejrzliwe.
- Nie, nic.
- A, no to dobrze. - położyłam się pod kołderką i o dziwo zasnęłam bardzo szybko.


..................................
Witam cześć i czołem! Pytacie skąd się wziąłem?
Witam, przynoszę wam w pokoju nowy rozdział. :) Wplotłam tam film który chciałam wam polecić.
" Totalny kataklizm " Kuwa no ja jebe...... Sama nie wiem co o nim mam powiedzieć...... Niektóre sceny, są takie dziwne, że czasem nic z nich nie wychodzi XD Ale zajebista jest ta dziewczyna w ciąży xD I to kurde jej wymachiwanie rękami XD.
Musicie po postu go obczaić, bo po prostu nie ogarniecie o co kaman.
CZYTASZ? KOMENTUJ!
PS - zapraszam was na mój blog - http://widok-na-moj-swiat.blogspot.com/
Pozdrawiam :***

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 12

- Faaabian!!! - krzyknęłam rozprostując ramiona.
- Luuuiza!!! - podbiegł do mnie.
- Dobra, nie chciałam się przytulić.
- To co chciałaś? - zapytał zdezorientowany.
- Nic.
- To po co mnie wołałaś? Lol, Luiza, jakie ty masz głupie odruchy.
- Nie mam odruchów.
- Yyyy, właśnie że masz!
- Niby jakie?
- Nie wiem czy wiesz, ale kiedyś, jak oglądałaś jakiś horror, to ja wszedłem do twojego pokoju, i akurat jak była jakaś straszna scena, to ty zaczęłaś krzyczeć, a ja cię pociągnąłem za sznureczki od bluzy, a ty zaczęłaś bardziej się drzeć, i kopać nogami, rękami, jakbyś była upośledzona jakaś.
- No dzięki.
- Ej! Słuchajcie ludziska! Mam zarąbisty pomysł!
- Co ty znowu wymyśliłeś? - zapytałam.
- Dobra, więc wpadłem przedtem na zarąbisty pomysł, i będzie on polegał na tym, że. Wybierzemy wybraną dwójkę obywateli tegoż męskiego parkura, a nie sorry. Męskiego i Ludżi.
- Taa, dzięki poczułam się wyróżniona.
- Dobrze! Więc jak już mówiłem, wybierzemy dwójkę obywateli, i oni będą zadawać sobie pytania. I  Ta osoba która zadała pytanie tej drugiej osobie, odpowie źle, to stanie o tam - wskazał miejsce pod drzewem. - i zostanie obrzucony jajkiem.
- Nie ja! - krzyknęłam od razu.
- Nie, no właśnie ty. 
- Że co?!
- No to. Jak to wymyśliłem, to sobie pomyślałem, że fajnie było by cie obrzucić jajkami.
- No chyba cię.
- No to teraz zamknij oczy.
- No po co, no?
- A po to, że to jest część planu.
- Nienawidzę cię.
- Dobra, a teraz powiedz którego wybierasz.
- Trzeciego człeka od lewej. - powiedziałam.
- Uuuuuuuu... - odwróciłam się, a tam kto? Igła! Mmmmmm.. Robi się przyjemniej. 
- Nie! Ja jestem zbyt piękny, by być obrzucony jajkami! - zaprotestował od razu.
- No cóż, panie "Zarąbisty pomysł". Ty chciałeś tak wybierać, także teraz musisz się do tego dostosować.
- Ło Jezu. No dobra. Michał, trzymaj i nagrywaj.
W tym czasie Fabian przyniósł opakowanie jajek. No, czyli 10.
- "Jaja wiejskie" - zaczął z tego lać.
- Żeby ci się tylko udało je przeszczepić. - powiedziałam.
On tylko mi się wykrzywił.
- Dobra, to papier kamień nożyce. Kto wygra zaczyna. - powiedział Krzysiek, a Michał włączył nagrywanie.
- 1,2,3!
Krzychu dał nożyczki, ale ja wysunęłam kamioń, także ztępiłam jego zapał do zaczynania.
- Dobra, więcz.... Gdzie w młodości chciałam mieć kolczyk? Odpowiedź a: Nigdy nie chciałam mieć kolczyka, odpowiedź b: w nosie, i odpowiedź c: w brwi.
- W brwi?
- W nosie! Hohohohoho, oj Krzysiu.... Stawaj pod jabłonią.
- No i z czego się śmiejesz? - zapytał rozpaczliwie. - Zraz będę objajkowany.
- Buaahahhhahahaha! - wzięłam jedno jako z pudełka i stanąłem jakieś 5-4 metry od brata.
- Tylko nie w twarz.
- No spoxmen. Bez spiny. - wycelowałam w niego jajkiem. - rozbiło mu się na koszulce.
- Fuuuuuj!!!!
- Piękny widok. - podsumowałam.
- No to teraz pytanie ode mnie. Od czego jestem uzależniony? A) Od siebie b) Od TV czy może c) od internetu.
- Y...... y...... y....... y...... odpowiedź numer a. Bo ty siebie kochasz.
- Nie, nie, nie, mój ziomeczku. Od b. No tak, wiem.. Nie staram się z tym walczyć, wiem..... A teraz pod jabłoń!!
- Nienawidzę cię!!!
- Nie, no co ty, przecież ty mnie kochasz. - powiedział Krzysiu.
- No rzucaj tym jajkiem!
Trafił mnie w nogi.
- No faaaak!!! No i cała będę się lepiiiić. Ty demonie!!
- Nie narzekaj ziom, tylko dawaj to pytanię.
- Ile razy miałam złamaną rękę?
- A odpowiedzi a,b,c?
- Nie ma.
- Zero.
- Nie prawda, bo jeden raz.
- No ta, jasnepewnie.
- No tak. Jak byłam w liceum.
- Nie wierzę ci.
- To się zaraz przekonamy. - wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Laury i dałam na głośnomówiący. Po chwili odebrała. - Zgubiłam telefon. - powiedziałam od razu. No co? To nie mogę już jej zrobić trola? 
- No ta, jasne.  To skąd dzwonisz?
- Z kapcia.
- Nie wydurniaj się. Co ty żelkami znowu ćpałaś?
- Dobra, ale ja nie o tym. Prawda, że jak byłam w liceum, to złamałam rękę?
- No prawda.
- No i widzisz?!
- Nie widzę cię. Jesteś po drugiej stronie linii kontaktowej.  - powiedziała.
- Tobie dzięki, Bóg zapłać, i się rozłanczam.
- Serio? I mi nie powiedzieć? - zapytał Krzysiek.
- Pod jabłoń.
- Ale nie mocno.
- Dobra, dobra..... - rzuciłam w niego jajkiem.
- Ołłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł...... - no cóż.... rzuciło mi się akurat w ten punkt, gdzie tam raczej się chłopców nie bije.
- Uuuuuuuuuuu...... - przeszło po chłopakach. 
- Przepraszam!!! - krzyknęłam cały czas z niego lejąc.- To wina grawitacji!
- Zaiste. - powiedział piskliwym głosem.
- Wstaaaawaj nie udawaj.
- Dobra, wstaję, jak wstanę.
- Wstaję, albo nie wstaje. Jezusie kochany..... Ja stoję.
- Cieszą sią twą radością.
- Jaki Mickiewicz.
- Ja pitole, muszę iść się przebrać.
- Dobrą radę ci dam, lepiej idź bo wyglądasz, jakby.... yyy.... no...... no nie wyglądasz za dobrze.
- To idę.  - ruszyłam ku wejściu a za mną podążył Igła.
- Masz uamzianą koszulkę? - zapytał.
- Trochę. Bardziej z tyłu. 
- A ja właśnie  z przodu. Co za Mickiewicz z ciebie. No akurat na moją ulubioną koszulkę.
- No akurat na moje nogi.
- Sorry, taki mamy klimat.
Weszłam do swojego pokoju i wybrałam jakieś ubranko. Moje włosy na szczęście nie były w jajkach, także nie musiałam ich umyć. Wyszłam z łazienki a tam co?  No oczywiście, że wszyscy się zebrali.
- Ooo! No i od razu lepiej.
- A jak ty, wy, on, ona, ono się tu znaleźliście?
- A kogo nazywasz "ono"? - powiedział obrażony Igła.
- No a kogo innego jak nie tego tutaj ono? - wskazałam na Drzyzgę.
- Pffff.... Jak ja jestem "ono" to ty jesteś iloczyn niewłaściwy.
- A ty przypadek przez przypadki nie odmieniony.
- Nie ma takiego czegoś.
- Teraz już jest.
- Ej, zastanawialiście się kiedyś..... - zaczął Zatorski.
- Nie! - odpowiedzieliśmy od razu.
- Wy nie, ale ja tak. No więc, zastanawiam się od niedawna, dlaczego w ogóle wyszukiwarka nazywa się "Google" ? No niby dlaczego akurat Google?
- Bo nie tekstowo.pl - odpowiedziałam.
- Ale nie chodzi mi o tekstowo.pl, tylko o Google.
- Czeeekaj Zati, zaraz się dowiemy. - wyciągnęłam telefon.
- No i jak zamierzasz to sprawdzić? - zapytał Winiar.
- Normalnie, legalnie i po ludzku.
- Liza wpisze Google w Google. - wytłumaczył wszystkim niedorozumkom Mario.
- No właśnie niedorozumione organizmy.
- Pfff. Ja to jestem przynajmniej mądrzejszy od ciebie.  - powiedział obrażony Krzysiek.
- Możesz być mądrzejszy ode mnie, ale i tak nigdy nie będziesz umiał wymówić łamańców językowych.
- Pfffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff.
- No tak. Ale zaraz czekaj!  Google Inc. – amerykańskie przedsiębiorstwo z branży internetowej. Jego flagowym produktem jest wyszukiwarka Google, a deklarowaną misją – skatalogowanie światowych zasobów informacji i uczynienie ich powszechnie dostępnymi i użytecznymi. Mamy odpowiedź na zadane pytanie.
- No ale.... To nadal nie wyjaśnia, dlaczego nazywa się "Google" - jęknął Zati.
- Eh, Zati, Zati, Zati. Posłuchaj, wyjaśnię ci tą historię, tą smutną historię, w kilku zdaniach. Spróbuję się nie rozpłakać.... - powiedziałam.
- Jezu Chryste, to na prawdę takie smutne? - zapytał.
- Jak opowiem, to się przekonasz. Więc, do mojej klasy chodził taki chłopak, który nazywał się Albert Google. Pochodził z Anglii. Pewnego dnia, nie przyszedł do szkoły. Mój kolega powiedział, że widział go nad mostem. Jak spadał w duuuł. Od tamtej pory, powiadomiliśmy jego ojczyznę, że się zabił. Oni... oni założyli stronę na której możesz wyszukać wszystko. To było straszne.  Ale nie nie możesz mówić na głos Albert Google. Jeżeli to powiesz, to jego dusza przyjdzie do ciebie w nocy, i cię udusi.
- Jezus Maria! No jasne że tego nigdy na głos nie powiem! Boże, dlaczego ten biedny chłopczyk zginął w tak tragiczny sposób?
- Nie wiem, Zati. Nikt tego nie wie.
- Smutno....
- Ale nic sobie nie zrób! Nie zrób sobie krzywdy, tylko dlatego, że poznałeś prawdziwą historię!
- Nie zrobię. Idę spać. - gdy tylko wyszedł z pomieszczenia wybuchnęłam śmiechem.
- To to prawda nie była? - zapytał Piter.
- Oj Piotruś, a istniał taki ktoś jak Albert Google? No weź się zastanów, przecież ja to tak na szybko wymyśliłam.
- A ja w to uwierzyłeeeeem!
- Kuwa, Piter.... - oho, czyli Krzysiek też już nie wytrzymuje. - Zrozum, nie ma takiego kogoś jak Albert Google.
- No dobra, ale to już będzie twoja wina, jak będą mi się koszmary po nocach śnić.
- Czemu moja? To Luiza wymyśliła!
- Co ja?  Czemu wszystko na mnie zwalasz? No co ty robiś?
- Nie udawaj że nie wiesz.
- Co ty robisz? Co ty mówisz? Nie gramy w "Trudnych Sprawach" !
- Dobry pomysł!
- O nooł!
- Oł yeeas.
- Ale ja mam lepszy pomysł. - powiedziałam.
- No niby jaki inny pomysł jest lepszy, od kręcenia Trudnych Spraw?
- Zabawa w butelkę.
- Nie! Nie, nie, nie, nie! Odejdź!!
- Jakiś mroczny sekret związany z butelką? - zapytał Rafał.
- Wiesz, mogę ci powiedzieć. To baaaardzo śmieszna historia.
- Powiedz! - rzekł Fabian.
- Krzychu mogę? Krzychu mogę powiedzieć? Krzychu mogę powiedzieć im? Krzychu mogę powiedzieć im jak siedzimy sobie tutaj? Wszyscy razem? Na moim łóżku? Całą prawdę o tobie?
- Luiza, co ty. Znowu. Co ty znowu brałaś? Żelki z biedronki? Wiesz że ci nie wolno. A dobrze wiesz że ci nie wolno!
- Ale.... Ale.... Ale ja nic..... Ale ja nic nie powiedziałam, ze byłam dziś w gabinecie u doktooooora!
- Dobra ziom, możesz powiedzieć, a ja się ulatniam, by nie oberwać od razu głupimi komentarzami. Bawcie się dobrze dzieci.
- Pa pa Papo Smerfie!
- Żegnajcie! Idę się zabić.
- Nie rób sobie nic! Nie przetnij się nożem! Nie tnij się żyletką, bo będzie źle.
- Idę oglądać Koziołka Matołka. Mam teraz na niego taką fazę, że nie wiem!
- No mów. - ponaglił Winiar.
- A, no to tak...  kiedyś, jak Iwona i Krzysiek przyjechali do mnie, to no to tak normalnie się zapowiadało, nie pogaduchy, ale nagle Krzysiek zabłysnął swoją inteligencją, żeby urządzić sobie party hard. No to spoko, były jakieś promile, to było party. Wymyśliliśmy, żeby zagrać w butelkę.   Po jakiś 2-3 godzinach chłopcy byli kompletnie pijani w trzy dupy, ale ja i Iwona nie zwracaliśmy na to uwagi, my byłyśmy trzeźwe, cały czas gadałyśmy, ale nagle coś nam zaczęło nie pasować. Bo było bardzo cicho. No to spoko, poszłyśmy poszukać chłopaków, ale nigdzie ich nie było. No to wyszłyśmy na klatkę, żeby obczaić czy tam ich czasem nie wywiało. Ale tam też ich nie było. Okej, nie ma co się denerwować, wyszłyśmy przed blok i tam ich w końcu zobaczyłyśmy. Obaj stali na ławce i wrzeszczeli "Oddawaj 20 miliardów Tusk!!!!" Poszłyśmy po nich, ale oni chcieli skoczyć z ławki, i powiedzieli, żeby machnąć chusteczką, tak jak się macha flagą na skokach narciarskich. Ale nie miałyśmy nic takiego, i zanim zdążyłyśmy powiedzieć im, żeby nie skakali, tylko normalnie zeszli jak cywilizowani ludzie, to oni i tak skoczyli z pół metrowej ławki. No ale oczywiście, nie wylądowali na dwóch nogach, tylko leżeli na chodniku. Jak się podnieśli, to Fabian powiedział, że jego skok był najlepszy i powiedział, że od dzisiaj będzie Adamem Małyszem. Przypomniałam mu, że Małysz już nie skacze, a on mi odpowiedział że jak Małysz nie skacze, to od dziś szafa będzie wiewiórką. W ogóle nie miało to sensu, ale dobra. Wróciliśmy do mieszkania i chciałyśmy położyć chłopaków spać, żeby już nigdzie nie wyszli, ale oni od razu powiedzieli, ze nie są zmęczeni, i że mogą nawet blok przestawić w inne miejsce. Już chcieli wyjść, ale mądra ja zamknęłam drzwi na klucz. A oni że byli pijani, i nic nie ogarniali, to nie wiedzieli co się stało z drzwiami. Potem przeszli mnie przeprosić że zepsuli mi drzwi, i że mogą zapłacić za odszkodowanie. Jak chciałam im powiedzieć, że po prostu drzwi są zamknięte, to oni już spali na podłodze. Po pięciu minutach się obudzili i zaczęli się tak dziwnie rozglądać po salonie. My nie wiemy co się im dzieje, a oni nagle zaczęli biegać po całym domu, i krzyczeli że ich wikingowie chcą przejechać autobusem. Normalnie jak widzi się ich pijanych to się chce przywalić  takiego faceplama że się przebije przez głowę. No a rano to wiadomo, kac morderca nie ma serca, w ogóle się nie ruszali z podłogi. Jak kac im trochę minął, i jak Igła był już w miarę trzeźwy, to jak zobaczył tą butelkę którą graliśmy, to tak zaczął wrzeszczeć, że już nigdy w nią nie będzie grał. Jednym słowem, nigdy nie dopuszczać Igły i Dżagi do alkoholu, bo jak są pijani to się zamieniają w  Downów. - zakończyłam swą opowieść. Wszyscy leżeli i się śmiali.
- Jak mogłaś powiedzieć, mi wtedy że Adam Małysz już nie skacze? - powiedział Fabian.
- Bo. On. Nie. Skacze. - odpowiedziałam.
- Boże, oni tak na serio udawali że skaczą ze skoczni? - zapytał rozwalony tą historią Winiar.
- No. To było takie dziwne.
- Urządzamy wieczór sucharów? - wyskoczył Kłos.
- Taaa, bo jak suchary to tylko u Karola. Więc, to ty opowiadaj suchary.
- Nie znam za dużo.....
- Dawaj, dawaj, może się najem. - powiedział Wlazły.



.................................................
Jezu, jak ja to długo pisałam! :( Nie jestem zadowolona z efektu końcowego.
Bardzo się cieszę, że nasi Polscy szczypiorniści zdobyli brązowy medal <3  To jest coś pięknego. :)
Pozdrawiam :***

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 11

Po treningu był obiad, także razem z Fabianem zeszłam na dół.
- Masz łuńternet? - zapytałam bo mi coś się nie łączyło.
- Jesteśmy w windzie. Tu nigdy ne ma internetu. - odpowiedział nawet ne wyciągając telefonu.
- A skąd ty to możesz wiedzieć co?
- Bo wiem to bardzo dobrze.
- A niby skąd? - dociekałam.
- A czy ty byłaś kiedyś w windzie, w której łączy internet?
- Nie wiem, nigdy ne sprawdzam.
- No więc widzisz. Tu też nie będzie, a wiesz dlaczego?
- No dlaczego?
- Bo. To. Jest. Metal!
- Łał, Dżaga, weź tek nie krzycz bo się ciebie przestraszę. - zaczęłam paczać na niego dużymi oczami.Ten tylko się zaśmiał. Wyszliśmy z windy i ruszyliśmy w stronę stołówki. Zabraliśmy swój obiad i poszliśmy do swojego stolika nr. 1, jak to kiedyś określił Piter.
- Wiecie co mnie ostatnio zastanawia? - zapytał Zatorski.
- Nie mamy pojęcia, i chyba nie chcemy wiedzieć. - powiedział Winiar.
- No dobra, nie ma sprawy, nie ryjcie się tak do mnie, nie bądźcie taki ciekawscy. I tak wam powiem.
- Taa....
- No więc, to się wydarzyło wczoraj, jak już zamierzałem iść spać. No to gaszę światło układam się wygodniutko w łóżeczku no i zamykam ślepia. I nagle słyszę jakieś pukania-stukania. Otwieram oczy no i się rozglądam, nie, nic ne widać, to się kładę, a tu znów coś stuka. Wstaje otwieram drzwi, nikogo. Sobie pomyślałem, że pewnie ktoś se robi jaja i chce mnie przestraszyć. To się kładę. I znowu jakieś pukania! Już nie wytrzymuję, i otwieram okno. A tam co? Wrony sobie latają. Ja się przestraszyłem, że to może Andrzej się zamienił w ptaka i teraz chciał mnie prosić o pomoc, żebym go jakoś wyciągnął. No to mu powiedziałem "Andrzej, nie martw się, jakoś cię z stamtąd wyciągnę." i się kładę nynu. Jak się rano obudziłem to już sobie wymyśliłem jak uratuję Andrzeja. Po prostu złapię jedną wronę, obiorę z piórek, a później uśmiercę jej ciało, tak żeby nasz kolega znów do nas wrócił. - zakończył swój monolog.
- Ale wiesz chyba, że Andrzej był na śniadaniu? - zapytałam.
- Bardzo sprytna uwaga. I właśnie wiem dlaczego był na śniadaniu, a nie jest na obiedzie. Ponieważ Andrzej nie mógł jeść robali, także wylazł z wrony, i przyszedł na śniadanie żeby się pożywić. Ale po śniadaniu znów wrócił do formy ptaka.
- A skąd wziął się na treningu?
- Bo nie mógł sobie zaniedbać siatkówki.
- To skąd Andrzej siedzi tutaj cały czas i gapi się na fejsa?
- O Andrzej. Już się zamieniłeś z powrotem?
- Coo?
- No stary, nie musisz się wstydzić, może tylko ty masz taki gen wrodzony. Wiesz, że to zjawisko paranienormalnie? Możesz wystąpić w jakimś muzeum.
- Stary, ja nie jestem żadnym ptakiem.
- No jak nie, jak tak? Przecież wczoraj cię widziałem pod moim oknem.
- Zati, weź zatkaj nos, i mów przez 20 sekund "mmmmm", ok? - powiedziałam.
- Pobiję rekord i zrobię 30 sekund. - od razu zatkał nos i próbował powiedzieć "mmm". Chociaż jest to w ogóle nie do zrobienia.
- Idealnie.  - rozmarzyłam się.
- Noho.  - potwierdził esowatym głosem Fabian.
- Ej, właśnie wpadłem na super pomysła! - powiedział Krzysiu.
- No co znów wymyśliłeś?
- Słuchajcie, zrobimy taki, no.... jakby turniej.
- Eee? - nie zrozumiałam za bardzo co chce przez to powiedzieć.  
- No taki jakby test sprawdzający. Ale tylko na dwie osoby. - wszyscy siedzący przy naszym stole zwrócili wzrok na mnie i na Fabiana.
- Nie, nie, nie, nie, tylko nie ja, błagam!
- Ale ciemu?
- No bo... A ty? - zapytałam Igłę.
- Nie, ja nie, ja będę sędzią z Michałem, Mariuszem, Łukaszem i..... zresztą wszyscy będą sędziami.
- No ale dlaczego na przykład nie mogą walczyć Kłos i Wrona? Oni przynajmniej mają jakieś doświadczenie! - powiedziałam.
- Nie, ja podziękuję. - odparli równocześnie.
A Zati w ciągu dalszym próbował powiedzieć "mmm" z zatkanym nosem.
- No proszę, przynajmniej będziemy robić coś ciekawszego.  - nalegał Misiek.
- No dobra. - zgodziła się w końcu. W sumie, to może być i całkiem fajnie.
- To idziemy?
- Idziemy. - wstaliśmy wszyscy oprócz Zatorskiego który nadal męczył się ze swoim zadaniem. Już miałam go zawołać, ale tylko machnęłam ręką. Wyszliśmy na zewnątrz a Igła przybrał pozę myśliciela i zaczął główkować jakie zadanie nam zadać.
- Okej, mam już pierwsze zadanie. Musicie biegnąć do biedronki, kupić śmietanę w spreju, wrócić i jak najszybciej ją zjeść.
- Kuźwa, nie mam drobnych. - zaczęłam grzebać w kieszeniach spodenek.- Weź ktoś pożycz!
- Czymoj ziom. - Piter rzucił we mnie 5-złotówką.
- Jestem bogata. - wziesłam ręce ku górze.
- Spoks ja mam. - powiedział Fabian i zaczął kozaczyć swoją kasą. - Jestem bogatszy od ciebie.
- No wcale że nie? Też mam piątaka.
- Ale to nie twoje.
- Ale ja je trzymam.
- Okej, także no, ruszajcie. - rekomendował Igła.
- Krzysiu, no jak to tak? Nawet ie odliczysz?
- Dobra, 3,2,1 biegnijcie. - ruszyliśmy spokojnym chodem. Nie ma po co się teraz śpieszyć. Do sklepu nie daleko, a później dopiero będę biegła. Weszliśmy do biedrony i wzięliśmy po jednej bitej śmietany w spreju.  Udaliśmy się do kasy, a ja się wryłam przed Fabiana. Zapłaciłam a resztę wrzuciłam do kieszeni. Wybiegłam ze sklepu, a tuż za mną gonił Dżazga. Pierwsza dobiegłam do chłopaków.
- Teraz to jedz!!!
- Jak to się otwiera? - zapytałam cały czas się śmiejąc. - A dobra, już mam.
- No żryj to!
- No żrem to! - przystawiłam sprej do jadaczki i naciskałam tam gdzie się naciska i śmietana zaczęła wypływać z pojemnika.
- Pierwszy! - krzyknął Fabian.
- Ale to było nie sprawiedliwe, ja nie wiedziałam jak to się odkręca.
- Trudno. Buahahahahaha! 1:0!
- Oż ty trolu.
- Okej następne zadanie. Musicie zatańczyć makarene. 
- Kuźwa kto to wymyślił.
- To akurat Piter.
- To puszczamy makarene.
Po chwili piosenka zaczęła lecieć a my tańczyć.
- Fabian, na litość boską, jak ty tańczysz makarene? - odezwał się Wrona. - To się tańczy tak. - zaczął demonstrować przy okazji kręcić tyłkiem.
- Krok do przodu i do tyłu, łatwe do tańczenia ręce w górę, potem na dół to dla ułatwienia. - zaczęłam śpiewać makarene po polsku.
- Taaaniec makarena!!!!
- Okej, wystarczy tych pląsów.  Macie po jednym punkcie.
- 2:1!!! - zaczął się drzeć Fabian.
- No ty się tak nie ciesz, bo i tak zaraz będzie 2:2. - powiedziałam.
- A skąd taka pewność, Milordzie?
- Szlachta wie.
- A ja jakim memem jestem? - zapytał Dżaga.
- Ty to jesteś Forever Alone. Nadal nie masz dziewczyny. 
- Poocisk!!! - skomentował Igła klaszcząc w dłonie.
- No to co? A ty niby masz chłopaka?
- Szlachta nie potrzebuje chłopaka. To chłopak potrzebuje szlachty.
- Czyli nie masz.
- Jak już mówiłam....
- Tak, wiem.
- No i proszę, kolejna runda za nami! - powiedział Mario.
- Coooo? - zapytaliśmy równocześnie.
- No tak. Mieliście się zacząć kłócić.
- Aaaale, my się nigdy nie kłócimy! To są takie, tylko... noo...
- Sernik? - zapytał Krzysiek. No nic, tylko chciał mnie wkurzyć.
- Nie.... Takie....
- Drzewa?
- No nieee.... no takie, no.....
- Luiza, mogłaś powiedzieć od razu, że chodzi ci o Piotrka.
- No ja pitole... Chodzi mi o.....
- Żeby ci nie uciekło!
- Kzyyysiek, no jak ty mnie wkurzasz, jak tak robisz!
- Widzisz co.. co, co ty robisz? - Fabian przytulił mnie. - Mój ziom się zaraz rozpłacze!
- Sprzeczki!!!!!!!!
- Co sprzeczki?
- Właśnie to miałam na myśli wtedy.
- Dobra, a teraz padać na trawę i robić 10 pompek.
- No.. no co ty! Ja nie umiem robić pompek.
- To się smuć.
- Dobra, nie pozwolę żebyś był lepszy ode mnie. - przyjęłam pozę do robienia pompek. I zrobiłam jedną. - jeden. No to zostało już tylko 9.
- A ja już skończyłem.
- Kupiłem se traktora nie ursusa nie zetora silnik 2 litry 32 konie gumę pali nawet na betonie. - ale ja mam dzisiaj piosenkowy dzień. Nic, tylko bym śpiewała jakieś debilne piosenki. Tym razem to zaczęłam śpiewać tą.
Skończyłam robić pompki, których nigdy nie umiałam zrobić.
Turniej trwał dalej ale były takie debilne zadania, że normalnie...
Krzysiu to tak zawsze ma, najpierw wymyśli jakiś niby zajebisty pomysł, a po pięciu minutach już mu się nic nie chce, i daje tylko takie sobie pytania czy zadania czy coś tam.


...............................................
Hey :*  Pod poprzednim rozdziałem Marcyśka napisała : "..Luiza i Fabio to byłaby para stulecia :D"
A wiesz, że się nad tym nawet zastanawiałam? :-D Ale nie wiem, nie jestem do tego przekonana... Napiszcie w komentarzach, kogo byście chcieli, na chłopaka Lizki  :)
I jeszcze tak na koniec, chciałabym podziękować Abnormal, która zawsze podpisuje się pod moim rozdziałem w postaci komentarza. Bardzo jej za to dziękuję :* Ciesz się :D I jeszcze jedno do Ciebie. Sorry, jeżeli cię uraziłam w jakikolwiek sposób z tymi wronami ;\ Coś mi się tak dziwnie nasunęło....
Pozdrawiam i do następnego!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 10

Gadaliśmy, i nawet ie spostrzegliśmy że Zatorski zasnął na moim łóżku.
- Zati, obuć żeż no się.  - uderzyłam go lekko w głowę, żeby jeszcze bardziej jej nie urazić.
- Ha, ha, ha, usnął na twoim łóżku, a nie na moim! - powiedział tryumfalnie Fabian głupio się uśmiechając.
- No za chuja nie chce się obudzić. Co za osioł z niego.
- Co się znów stało? - zapytał wcinając się Igła. - Ha, ha, ha usnął ci na łóżku!
- No i co w tym śmiesznego? - zwaliłam Pawła na podłogę, a on ani drgnął. Przewrócił się na drugi bok i spał dalej. - Matko boska, on żyje?
- Zaaraz zobaczymy. - Igła usiadł obok niego i wytrzeszczył na niego oczy.
- Hyyyy! - młody libero obudził się w trybie natychmiastowym.
- Jasny chuj! Krzychu, ty masz jakieś paranienormalne moce? - spytał Dżaga pcząc na niego szeroko otwartymi oczami.
- Nie uwierzycie co mi się śniło! - przerwał ożywiony Paweł.
- Pewnie ni uwierzymy, ale posłuchać możemy. - powiedział Bartek.
- Śniło mi się, że śliwki, jabłka i gruszki ożyły, i pojawiły im się oczy, nos, i buzia, nawet włosy miały, i one tak mnie goniły, że w końcu dogoniły mnie do lasu, no i tam utopiły się w jeziorze, a ja biegłem dalej, i dobiegłem do końca Polski, i tam był już śnieg, i po drogach jeździł święty Mikołaj, i zapytał co bym chciał dostać na Gwiazdkę, to ja powiedziałem że chciałbym wszystko, tylko nie skarpetki czy piżamę, bo ma już sporą kolekcję, i on tylko zaśmiał się psychicznie i odjechał. Potem tak z niczego zleciała mi z nieba jakaś dziewczyna, nawet podobna do Luizy, i zaczęła krzyczeć : Jasny chuj, on się jeszcze nie obudził! I potem w ziemi powstało takie wgłębienie jakby ktoś strzelił we mnie piorunem i ja się sturlałem do tego wgłębienia, bo nagle z tego śniegu i z tej okolicy powstała łąka i były tam króliczki, kaczuszki, motylki, i zaczęliśmy się turlać z tymi króliczkami, i wpadliśmy do tej dziury i tam był taki wróżbita Maciej, wywalił na mnie oczy, dosłownie, i kazał mi je zjeść. To je wyrzuciłem, i on zaczął mnie gonić, i powiedział że chciałby ubrać choinkę, ale nie ma oczu, także poprosił mnie żebym ubrał ją za niego, no to się zgodziłem i ubierałem sobie tak tą choinkę, a te ozdoby też ożyły, i musiałem znowu uciekać, i nagle znalazłem się na morzu. No to sobie płynę na kawałku drewna do lądu i tam założyli mi wieniec z kwiatków i powiedzieli że jetem na Hawajach. No to byłem w siódmym niebie, bo zawsze chciałem tam pojechać. No ale zaraz jak tylko tam stanąłem na tych piaszczystych plażach to wybuchł wulkan, i ci ludzie co tam mieszkali chcieli mnie wrzucić do środka wulkanu, no to mnie przywiązali do drewna i wznieśli na ten wulkan. I tam mnie wrzucili. Mówię, wam! Taki horror to mi się nigdy nie śnił! - zakończył swój monolog. Wszyscy zebrani gapili się na niego z dziwnymi minami.
- Coś ty ćpał przed snem? - zapytał Winiarski.
- Absolutnie nic.  - uśmiechnął się i ziewnął. - Nooo, to ja już pójdę spać, bo tak mnie to wszystko zmęczyło, że zaraz usnę na stojąco. - wyszedł z pokoju a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- Boże, on naprawdę nic nie ćpał?  - zapytałam.
- Tego nikt nie wie.
- Może on zażywa wystarczającą dawkę, która starcza mu na miesiąc? - zauważyłam.
- Matko, to są takie dawki?
- A nie ma?
- Kurde, teraz to nie będę mógł zasnąć, tylko będę myślał, czy istnieją takie dawki. - powiedział Piter.
- Fascynujesz się narkotykami? - zapytałam podejrzliwie.
- A ty nie?
- Ludziu mój kochany!  Ja to chyba szukałam cię całe wieki. Razem stworzymy super-parę dilerów! - zawołałam ucieszona do Pita.
- Dobra, to skąd weźmiemy towary?
- Jak ty myślisz? No a co ci przychodzi do głowy?
- Yyyyyy......
- No a Biedronka od czego jest?
- " Pierdonka ma kolejne wietrzenie magazynów. Przyjdź już dziś i zakup super markową koszulkę biedronki! Kto pierwszy ten głupszy! " - powiedział Fabian.
- Ta, oglądałam te ich reklamy. Lepszych lam to nie mogli zatrudnić.
- Ciągle masz taką fazę na te lamy? - zapytał Winiarski.
- No. To mi się chyba nie skończy.
- To już wiem co ci kupie pod choinkę. - uśmiechnął się złowieszczo Krzysiu.
- No nie gadaj! Tylko nie mów że mi lamę kupisz!
- No jasne że nie. Kupie obrazek z lamą. - wypiął dumie pierś.
- Gdybyś ty widział mój pokój w Bełchatowie.....   - pokręciłam głową i weszłam na neta. Tak z niczego wpisałam "lama" pooglądałam sobie lamy.
- Co jest w twoim pokoju? - zapytał Krzysiek.
- Pełnooooooo.... LAAAAM!
- Matko, boska, matko boska, boska matko, jak ja się jej boję jak ona mówi jak psychopata! - powiedział przestraszony Drzyzga chowając się pod kołdrą.
- Taaa. Cały świat się mnie nie boi, tylko ty. A więc jeśli chcesz uzyskać ode mnie litość, wielb mnie na każdym kroku.
- No co ty. Nie będę ci całował stóp. 
- Całować nie koniecznie, ale rozmasowywać zawsze możesz.  A więc szybciutko, bo jak nie...
- Okej, okej, okej. Błagam nie bij.
- Myślałeś że cię uderzę?
- Wiesz, jak ktoś do mnie mówi "bo jak nie...." to zawsze myślę, że chce mnie uderzyć. - wyjaśnił.
- Ja nikogo nie biję bez powodu. Chyba że to pająk.
- Boisz się pająków? - zapytał Karol z diabelskim uśmiechem.
- Nieeeeee....?
- To weźmiesz do ręki mojego pajączka którego znalazłem?
- A, nie dzięki, akurat teraz znalazłam w łuńternecie ciekawy tekst o lamach. Muszę go przeczytać, rozumiesz, nie mogę.
- A mogę sobie wziąć tego pajączka? - zapytał.
- Bierz.
- Super, myślę że właśnie złapaliśmy wspólny język.
- To pająk. On nie gada. - powiedział Wroniasty.
- A tak tutaj głośno, że nikt nie słyszy.  - odpowiedział obrażony.
- Tylko uważaj, bo cię ugryzie.
- Będę Spajder-Menem! - zawołał ucieszony.
- No, będzie taki oridżinals. - powiedziałam.
- A mnie kiedyś ugryzł pies sąsiadów, i co ja teraz jestem Człowiek-Pimpuś?  Pf. - powiedział Fabi.
- Ty to dopiero umiesz zniszczyć marzenia dzieciów. - rzekłam do niego.  A po chwili dodałam: - A serio cię ugryzł?
- No! Ty wiesz jakie cziłałe mają zęby?!
- Wiesz, nigdy nie maiłam okazji by to sprawdzić.
- A pokazać ci bliznę jaką odziedziczyłem po tamtym chuju?
- Mi zawsze. Zawsze mogę się z ciebie ponabijać, że to akurat ciebie spotkało. - uśmiechnęłam się.
- A czy ty masz jakieś blizny?
- Ocywiście że mam. Przecież ile to razy Gacek mnie gryzł? Albo Rimmel?
- Kto to Rimmel? - zapytał Piter.
- Rimmel - brytyjskie przedsiębiorstwo kosmetyczne założone w 1834 roku przez Eugene Rimmel w Londynie. - wyrecytowałam.
- A, sorry. To kosmetyki.
- Nie, no bez trolla, to mój pies. - wyjaśniłam.
- To ile ty masz psów?
- Mam jednego w Bełchatowie, a drugi jest w Wałbrzychu.
- Aaaaaaaaaaa.
- Noooooooo.
 Pogadaliśmy jeszcze trochę, i chłopaki poszli do siebie. Pierwsza polazłam do łazienki pod prysznica i się ubrałam w piżamkę. Wysuszyłam włosy i wyszłam. Położyłam się na łóżku i włączyłam laptopa. Weszłam na Besty i sprawdziłam Facebooka. Akurat Laura była dostępna. Już po chwili dostałam pierwszą wiadomość.
- "Hey kochana ;* "
- " Cześć, czo tam u ciebie? "
- " Nic. Nudza mi się więc weszłam na fejsa. "
- " Taa, i jak zwykle pierwsza do mnie napisałaś. Lol, ty zawsze pierwsza piszesz. xD "
- " Wiem, i jestem w tym najlepsza. "
- " Taa, skromności to ty masz  niewiele, wiesz? "
- " Dziękuję, dziękuję. Mieszkasz z Fabiankiem do końca zgrupowania? "
- " Nie. Tylko przez trochę dałam mu pomieszkać, bo mu szafa przemokła.  "
- " Loooool? Zlał się tam i nie chce się przyznać. " 
- " Być może. No ale dałam mu trochę pomieszkać , żeby jak żul nie siedział pod drzwiami. " 
- " Jesteś taka dobroduszna. "
- " Wiem, wiem.  nie musisz mi powtarzać, sama dobrze to wiem.  "
- " No a tak poza tym? Nic się nie wydarzyło? "
- " Wiesz, każdy dzień z Fabianem, to nowy przypał. Ale żeby ci to opowiedzieć, to musiałybymśmy sie spotkać na żywo. Wiesz, dużo pisania, itp. "
 - " No, też by mi się nie chciało. Ale ty jesteś bardziej leniwa ode mnie. "
-  " Co? Że niby ja? " 
- " No a kto? "
- " Przecież ty jesteś bardziej leniwa ode mnie. " 
- " E,e nie prawda kłamczucho. "
- " Sama jesteś kłamca, ty kłamco. Podaj jeden przykład, który udowadnia że jestem leniwa. "
- " Proszę bardzo, bardzo proszę, proszę cię bardzo, impreza na 20 urodziny Mateusza. "
- " Oj, no byłam wtedy na kacu, nie mogłam, rozumiesz, nie mogłam nic wtedy robić, bo wszystko mnie bolało, rozumiesz. "
- " Pffffffffffffff. Też byłam na kacu, i co? "
- " Oj, no bo ty jesteś bardziej pomocna, no i wogle. "
- " Mhm. Taa. Jasne. Uważaj. Bo. Ci. Uwierzę. "
- " Oj no nie fochaj się, tylko opowiedaj, co tam ciekawego. "
- " Nic. "
- " A, no, to tak samo jak u mnie. "
- " Łaaaaaaoooooo. Nynu mi się chce. "
- " Jest 24 godzina, a tobie się chce spać?! "
- " No. Wiem, trochę za wcześnie, ale trudno, niech stracę. "
- " Ja też pewnie będę się kłaść lulu. "
- " No do dobra nocka! "
- " Dobra nocka. Paaaaa ;* słodkich snów, karaluchy pod poduchy i strzelbę też weź schowaj bo strażnicy przyjdą i ci ją zabiorą. "
- " Dzięki za radę, schowam :) Pa. "
Fabien wyszedł z kibelka i pierdolnął na swoje ( moje ) łóżko.
- Co robisz? - zapytał przekręcając się na bok, w moją stronę.
- Nic. Wyłołonaczam.
- Nie mówi się "wyłołonczam" tylko wyłączam.
- Oj Fabianku, nie pouczaj mnie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Oj Luiziuniu, nie bądź taka wszystkowiedząca. Gaś światło bo chce mi się spać.
- To ty idź zgaś.
- Nooo... Ale dlaczego ja?
- " Dlaczego ja? " To jest taki  serial.
- " Dlaczego ja? " To jest dokument.
- WTF?! To nie jest dokument. Lol, jak ci to niby przyszło do głowy? Dokument to jest taki " Animal Planet " Czy, czy czy " Natura w Jedynce ", i takie podobne to tego...
- Dla mnie to będzie dokument.
- A co jest w tym "dokumencie" takiego ważnego co warto zapamiętać?
- No, helloł? Helloł! W każdym odcinku jest jakaś sprawa, i ogląda się to, żeby takiego czegoś nie zrobić.
- No na przykład jaka sprawa?
- Jakaś dziewczyna je śniadanie na lekcji, nauczycielka się wkurwia, wyrzuca ją przed szkołę,na przerwie przyłazi jakaś jej koleżanka, pyta się czemu żarła na lekcji, ona odpowiada że jest nastolatką, prawdopodobnie jest w ciąży, była głodna, to zjadła, i żeby ją zostawiła.  - wyjaśnił.
- Takie coś to się stało w Niekrytym krytyku!
- No to co?
- No dobra, koniec tematu, rusz się i zgaś światło.
- Ale...
- Jak nie to wynocha.
- Okeeeej. - wstał z miejsca. - Nie bądź taka brutalna.
- To ty nie bądź taki leniwy. - powiedziałam dy zgasił światło.
- Ołełełe. - wykrzywił mi się.
- Nie krzyw ryja, bo i tak nie masz co krzywić.
- Pffff. - założył ręce na piersi, zdarł głowę do góry i zamknął oczy. Czyli wieczorny foch Fabiana. Tak to nazwałam. Sprawdziłam godzinę i widzącże jest już 00:00 powiedziałam :
- Nie rób wieczornego focha, bo jest już ranek. 
- Juuuuuż?
- No. Widzisz? 00:00.
- Kurna, już jajeczka są a ja nie śpię.
- No, uważaj bo zaraz przyjdą duuuuchyyyy.
- Godzina duchów jest o 3 nad ranem, nie o północy.
- No jak to? Przecież o północy jest godzina duchów.
- To nie wiem już sam....
- I ja też. - skrzywiłam się.
- Ej, Luiza.
- Na?  - popaczałam w jego stronę. Tak na marginesie, wszystkie światełka, które były w pokoju były zgaszone, rolety zasunięte także w pokoju panowały egipskie ciemności.
- Paczaj. - powiedział.
- Ale na co? - zapytałam lecz nagle pojawiła się straszna twarz po jego stronie. - Aaa!
- Ha, a widzisz, to tylko ma piękna twarzyczka w świetle mojego fona.
- T,ta, tylko wyglądasz jak wum! Pajer. Ej a pokazać ci taką piosenkę o niekrytym?
- Jaką?
Zaczęłam szperać w muzyce. Po chwili puściłam tą piosenkę.
- No niezłe, niezłe. - powiedział gdy się skończyła. - Jak to się?
- Jaką Tosię?
- Jaką Tosię?
- No właśnie, jaką Tosię?
- Ale co? Skąd ci się nagle wzięła Tosia?
- No bo ty powiedziałeś " Jak to się? " nie?
- No, bo chciałem zapytać jak to się nazywa?
- No i znowu palną Tosię.
- Ja w życiu żadnej Tośki nie uderzyłem!
- Mato, chyba nie rozumiesz o co mi właściwie chodzi.
- No raczej nie.
- Słuchaj, zapytałeś " Jak to się? " Prawda? Prawda. A słyszysz może w wymowie tego zdania imię?
- Jak to się..... - powtórzył. - Ej!! No faktycznie.
- No widzisz jaka ja mądra jestem?
- No!
- Dobra, a teraz cicho, bo już śpię. - przykryłam się kołderką i się przewróciłam na drugi bok.  Nie było mi tam zbyt wygodnie więc położyłam się na plecach. No ale tak gapić się na sufit? Chyba wolę już się gapić na Dżagę. Odwróciłam się twarzą do niego. Kurde, co ta kołdra taka jakaś nie ten tego? Przekręciłam się na brzuch.
- Co się tak wiercisz?
- Potrzebuję więcej stron.
- Lol.


                                                                   ***
Obudził mnie mój budzik. Wyłączyłam go i się podniosłam.  Drzyzga jeszcze kimał z głową pod kołderką. Postanowiłam że zrobię mu trollinga.  Podeszłam do niego i ściągnęłam kołderkę.
- Hyyyy!!!! Aaaa, zimno, zimno, zimno!
- Hahahahahaha.
- To był cios poniżej pasa.
- Czyyyyli cios w kutasa?
- Zboczuch.
- Dobra, dobra ja idę ę się ogarnąć do łaźni, a jak wyjdę i zobaczam swoimi pięknymi oczkami, że utnęłeś sobie dżymkę, to zrobię tak, jak robiłam to w czasach Częstochowskich.
- Okej, okej.
Szybko się "ogarłam" jak to od niedawna mówię, i wyszłam z łazienki.  Fabian nie spał więc nie musiałam robić tego co robiłam w czasach Częstochowskich. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak ciągle pierniczę o tej Częstochowie, co w tedy robiłam, z czego śmiałam się, co wymyślałam  z Fejbsem, ale dobrze mieć takie wspomnienia. 
Nie chciało mi się na niego czekać także zeszłam na śniadanko.
- Gdzie masz Fabiana? Zabiłaś go? Matko Luiza jak mogłaś to zrohobiiić? - uczepił się mnie Krzysiek.
- Matko Bosko Kochano. Co robi, no co robi, co robi no co robi a dajże chłopu spokój!
- Zabiłaś go, ja to wiem, dlatego nie zlazł z tobą na śniadanie.
- Co ty, szkoda mi noża na takiego bobra. Prędzej sam się zabije jak rozleje sam sobie wodę na płytkach.
- Ty. Masz. Przy. Sobie. Nóż. - zapytał przestraszony ( nie przestraszony ) Winiar.
- No. Wiem. Jestem mordercą. Spodziewaj się Krwawego Winiara.
- Aaaa! Krzysiek, ona chce mnie zabiiiiić!
- Nie no co ty, na ciebie też mi szkoda noża. Żaaaruję! Nie noszę w torebce noża. Nie jest mi on potrzebny. Wystarcza mi paznokcie.
- O czym gawędzicie? - zapytał Fabian siadając obok mnie. Tak, to jego już chyba stałe miejsce.  - Dlaczego na mnie nie zaczekałaś? Przecież zawsze schodzimy razem na śniadanie!
- Nie chciało mi się na ciebie czekać.
- Ale ja zawsze na ciebie czekam.
- No to co?
- Pf. Ni odzywaj się do mnie.
- Chętnie. Ale  tak wiem, że po śniadaniu już nie będziesz mógł wytrzymać i się do mnie odezwiesz.
- Wcale że ni....
- Widzisz? Ty nie potrafisz wytrzymać bez odzywania się.
- Wcale że nie! - wbił nóż w serwetkę.
- No i widzisz? Uśmierciłeś serwetkę. Czym ona ci zawiniła?
- Zabiłem twoje dziecko! Hyhyhyhy!!! - zaśmiał się psychicznie.
- Wicie co? - zapytałam.
- Noo? Powiesz coś ciekawego? Powiesz? Powiesz? Powiesz?  - zaciął się Krysiek.
- Płyta ci się zacięła? Panie MacGyver!
- Kto to MacGyver? - zapytał Zatorski.
- No widzisz, MacGyver to jest taki amerykański serial, co w nim występuje taki fajny gościu co je robaki, i wymyśla takie fajne strzelby, żeby złapać takich bandytów. - wytłumaczył mu Mariusz.
- Fuuuuj! On je robaki? No ale po co w ogóle wymyślili taki serial skoro od tego jest " Jedynkowe Przedszkole" ?
- No jak "Jedynkowe Przedszkole" ? Jaka jest podobizna tych dwóch seriali? - zapytałam.
- No... Jeeezuuu, przecież te przedszkolaki też rysują, robią coś z plasteliny, też mają fajne dżingle, i w ogóle.
- Boże, Zatorski ty paszo dla kurcząt. - przybiłam sobie faceplam'a
- Dobra, nie ważne. Uspokójmy się. Nerwy nie pomogą nam pozbyć się idiotów. - powiedział Winiarski.
- Masz rację panie pośle. - rzekłam z powagą.
- Jak największą panie prezydencie. - odpowiedział mi.
- Więc, jakie są sugestie, w jaki sposób możemy pozbyć się innych idiotów z całej Ziemi? - zapytałam.
- Sugestie są różne, sposoby też, trzeba się od nich odizolować. - powiedział Mario stykając końce palców obydwu dłoni.
- Przecież na Ziemi jest nie wiele idiotów. Niby jak chcecie ich złapać, skoro nawet ich nigdzie nie widzicie? - wtrącił się Paweł. Ten głupszy, rzecz jasna.
- Przypuszczamy, że jest ich 100. Jednego już mamy, zostało 99.  - pionformowałam.
- No i niby gdzie macie tego idiotę?  No łał, przecież na pewno nie jest wśród siatkarzy. Może wśród sztabu.
- To dopiero idiota. Zatorski, jesteś bardziej głupi, niż myślałam.
- Co... Do mnie mówisz? - zdziwił się.
- Nooo, już od kilku minut o tobie mówimy?
- Aaaaa! No tak, bo ja mam na nazwisko Zatorski. Głupi ja. - uderzył się lekko w głowę ( w której i tak pewnie nic nie ma, ale nie obrażając Zatiego. )
Śniadanie szybko się skończyło i wróciliśmy do swoich pokoi. Wsiadłam do windy wraz z innymi, lecz ni byłabym sobą, gdybym nie obejrzała jakiegoś kabaretu jadąc windą. Tym razem włączyłam Paranienormalnych " Makłowicz"
- Co znowu paczasz? - zapytał Fabian i zaczął paczać ze mną.
- Oooo lol. - no nie no rozwaliło mnie to.
Później w tradycyjny sposób odbył się trening, a później był obiadek.


.........................................
Dodaje coś po dość długiej przerwie. :) Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda?
Więc zostawiam wam rozdział do skomentowania a ja uciekam uczyć się z matmy ;(
Pozdrawiam ;*

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 9

Od razu poszliśmy do stołówki bo była kolacja. Usiedliśmy przy swoim stoliku i zaczęliśmy gadać, no jak zwykle.  Zrobiłam sobie kanapkę z serkiem topionym i nalałam soku wiśniowego.
- Luuuuiza, daj mi swój telefon. - powiedział Fabian.
- Co chcesz?
- Muszę zobaczać coś.
- No ale co dokładnie?
- To dam ci swój.
- Proszę bardzo. - zamieniliśmy się telefonami.
- Emm... Hasło. - podstawił mi telefon a ja przejechałam palcem by odblokować ekran.
Weszłam na muzyki u Fejbsa.
- Jezu, jak sie u ciebie wchodzi na muzykę?
- No normalnie.
- Jezu, masz ten telefon, bo masz taki chiński, że się nie połapie. - oddał mi urządzenie.
- Sam masz chiński telefon. Normalnie z  Dżapaniss.
- Ja mam przynajmniej normalniejszy telefon, nie to co ty.
Prychnęłam.
- No taaaa, jasne.
- Weźcie się nie kłóćcie. - przerwał nam Krzysiu.
- To onnia zaczełczła. - powiedzieliśmy równocześnie tak, że nasze wypowiedzi połączyły się.
- Normalnie takie z was dzieci, że trudno z wami wytrzymać.
- To z nim trudno wytrzymać.  - powiedziałam.
- Nawzajem, przyjaciółko, nawzajem.
- Mhmhmhm hehehehe. - zaczęliśmy się do siebie wykrzywiać.
- Matko z Ojcem. Różnych debili widziałem w życiu. - podsumował Krzysiek i walnął się w czoło.
- Zapodajcie jakąś muzę. - wtrącił Fabian.
- Zapo-zapo-zapodaje. - włączyłam taką   piosenkę. - Panie trenerze mhmhm. Kury nam na boisku piłkę podziobały ot.
- Co ja mam z tym wspólnego? Nie widzisz że zajęty jestem no? - kontynuował Dżaga.
- A co pan taki zawieszony?
- No, co rozprawę mam
- Jaką rozprawę, mecz mamy martwimy się.
- Wy się nie martwcie tylko strzel tego karnego z drugiej połowy.
- Oj, dzięki bąbelku.
Tak. Znaliśmy to na pamięć.  W ogóle to my uwielbiamy Kabaret Skeczów Męczących. Znamy wszystkie ich skecze, i tak dalej.
- EJ!  - powiedział Zatorski takim głosem jakby coś odkrył, co było u niego dość częstym zwyczajem.
- Dawaj, dawaj. - powiedziałam.
- A może po kolacji urządzimy sobie taki jakby... kabaret?
- Nie rozumiem cię. - odparł Krzysiu.
- No, na przykład Liz i Fabian będą wystawiać jakiś skecz jakiegoś kabaretu, a my będziemy publicznością. - wytłumaczył.
- Hahahahahaaaaa! Wybrał mnie na przykład!  Nie was, mnie!
- Nie ekscytuj się tak dziecko. - uspokoił mnie Kłos.
- Ja dzieckiem?
- Tak.
- Wcale że nie jestem dzieckiem.
- Dobra, nie jesteś. Fabian i Zati są dzieckami.
- O, dobrze powiedziane. Ale i tak mi żelki wisisz.
- Ohhhhhhhh......
- Ha, ha, ha. - włączyłam  następną piosenkę -  Piotruś, słuchaj, to jak żeśmy się już tak dobrze poznali słuchaj, to może że mnie przyjmiecie do zespołu.
- No mało nas jest także chętnie jeszcze jednego muzyka weźmiemy.  - nie muszę mówić, Fabian spada na drugoplanowego bohatera.
- Jaaaa pierdziele, nie wytrzymam tego, po prostu za chwilę zejdę! Chłopaki, dobra to w takim razie kogo zwalniamy?
- Ty to tak na prawdę znasz na pamięć? - wtrącił się Wrona.
- No, ja uwielbiam ogólnie kabarety oglądać. Czy wystawiać. - walnęłam łokciem Fabiana.
- Mówiłem ci, żebyś mi tak więcej nie robiła.
- O czym znowu nie wiemy? - zapytał Wlazły.
- a wystawialiśmy czasem w Częstochowie kabarety. Najczęściej to Skeczów Męczących. Zawsze byłam Adamczykiem.
- Dlaczego? - zapytał Zati.
- Po prostu. Mam taki sam głos jak on.
- To zapodaj coś. - powiedział Krzysiek. - Razem coś zapodajcie.
- No potem, teraz to ci mogę zapodać ich piosenki.
- No dobra to zapodaj ich piosenki.
- Chcesz to masz Świętokrzyski style
- Jezu, ty masz wszystkie ich piosenki?
Spojrzałam na Krzyśka jak na kosmitę a później na Fabiana. Zaczęliśmy się śmiać.
- Wy macie jakiś wspólny język, którego nikt nie rozumie?  - zapytał zdezorientowany Winiarski.
- On nie wie? - zapytałam po krótkim śmiechu.
- Ale czego nie wiem?
- Przecież my byliśmy na ich występie w Częstochowie. Od razu ich pokochałam, mówię ci od razu.
- Mówię, ci Krzychu, ona ma takiego fioła na ich punkcie, że  z nią trudno wytrzymać. Jak się dowiedziała że w Częstochowie dają występ, to aż mnie wyciągnęła siłą żebym poszedł z nią.
- E,e,e,e,e. Wcale nie! Sam chciałeś iść ze mną, nie koluzyuj sobie historyjki.
- Liza, koloryzuj. - poprawił mnie brat.
- No a jak powiedziałam?
- Weź ty idź do logopedy.
- Kto to logopeda?
- No... Wiesz, logopeda to taki człowiek... Który, no zajmuję się tym, że..... - zaczął mi "wyjaśniać" Krzysiu. - Ratuj! - powiedział bezgłośnie do Łukasza.
- No wiesz Luiza, logopeda to taki kolo, co się zajmuję, takim czymś, że, yyyy.... No, jak masz takie problemy z mówieniem, że nie umiesz wymówić jakich wyrazów.... Czy, czy coś.
- Sprawdzę na necie.
- Dobry pomysł.
Wklikałam w gugle "logopeda" i już po chwili miałam wyszukiwania.
- Logopeda często kojarzony jest tylko i wyłącznie z wadą wymowy. Kiedy nasze dziecko, ale ja nie mam dziecka, zaczyna źle mówić, to rodzice niech się wstydzą, wtedy najczęściej szukamy pomocy i trafiamy do logopedy. - przeczytałam.
- No, to teraz wiesz co to jest.
Wlazłam na You Tub'a i wyszukałam mój kabaret. Włączyłam ten skecz. No po prostu love it.
- Czo ty oglądasz? - zapytał Fabian zaglądając na ekran. - No, tak czego bym się miał spodziewać.
- W górze tyle rąk, tyle tyle rąk, tyle wiernych rąk
nie wiadomo skąd, nie wiadomo skąd wyciągam kropidło być księdzem to jest prestiż
zarąbista sprawia wierz mi zanim zacznie się jeszcze jedno zrobię
pozostaje tylko momten chwila a poświecę to
wezmę za to miliony monet, dzięki Boże za Euro. - zaczęłam śpiewać jak Marcin. No, może i faktycznie jestem uzależniona od tego kabaretu. Boże, na odwyk normalnie.
Po chwili siatkarze zaczęli się zbierać do swoich pokoi po skończonej kolacji.  Poszłam na górę schodami bo nie chciało mi się czekać na windę, a po za tym to Fabian mnie odciągnął. Uznał uwaga cytuję " Zanim winda by tu przyjechała, to ty byś już wyrwała ten guzik ze ściany. " No sorry, aż takim psujem to ja nie jestem. Wdrapywaliśmy się na 4 piętro. Mięliśmy ze 400 schodów, jak to uznał Dżaga. Mi tam to nie przeszkadzało bo oglądałam KSM. ( Kabaret Skeczów Męczących jakby ktoś nie wiedział. )
- Czy ty zawsze musisz to oglądać?
- No co ty, przecież nie zawsze. Czasem rano, w południe, po południu, i wieczorem. To nie dużo.
- No nie no ty to jesteś na prawdę uzależniona!
- Oj, Fabiś, Fabiś. No nie mów tak. Ja nie oglądam wyścigów samochodowych.  - uśmiechnęłam się.
- Gramy na PlayStation?  - zaproponował.
- Chętnie. - powiedziałam gdy już weszliśmy do pokoju. Fabian podłączył urządzenie i włączył Fifę.
- Ej, o ja chcę być Ronaldem!  - powiedziałam.
- Ale ja nim jestem!  - zaczął się kłócić.
- No ale na chcę nim być!! - zaczęłam się gorączkować i piszczeć jak czajnik.
- Okej, no okej, będziesz Ronaldem.  - ustąpił.
- Dziękuję.
Zanim jeszcze zaczęliśmy grać włączyłam jakąś piosenkę KSM. Nawet nie zauważyliśmy, jaka do środka weszła nasza ekipa..... Ekipa? No może być.
- Ciiiiiśniesz Luiza! - zawołał mi do ucha Zatorski. No aż podskoczyłam ze strachu.
- Błagam cię, nie rób tego więcej, bo normalnie zaraz zejdę.
- Ile jest? - zapytał Krzychu.
- 1:0. Dla twojej siostry. - powiedział Fabianek.
- My po kolędzie,
chodzimy po kolędzie, tak
Ty i ja chodzimy od lat.
My po kolędzie,
chodzimy po kolędzie, tak
Super skład chodzimy od lat. - zaczęłam podśpiewywać.
- Weź, zmień tą piosenkę! - zaczął jączęć Krzysiek.
- Nieeeeeee.
- To sam sobie zmienię.
- Nie znasz hasła. Ha, ha, ha.
- No ja bym nie była tai pewny. - pokazał mi odblokowany ekran. - Ha, ha, ha.
- Oż ty żydzie. - wyrwałam mu telefon. Wygięłam się tak żeby nie widział nowego hasła które kreślę na ekranie.
- Robimy kabaret?
- Zaaaraz, muszę wygrać.
- A ile będziecie jeszcze grać?
- Aż ktoś wygra. - wytłumaczył temu niedorozwinięciu Zatorskiemu Dżaga.
- Igła. Zostaw. Mój. Telefon. - powiedziałam obserwując go kątem oka. Momentalnie cofnął rękę i położył ją na policzku, żeby wyglądało to na pozowanie do zdjęcia.
- O co ci chodzi? Ja pozuję do top modela.
- To teraz ty idziesz do tap madl? - zapytałam. - Nie nadajesz się.
- Czemu niby się nie nadaję? Przecież jestem piękny.
- No, ale by cię nie przyjęli. Cóż poradzę Dżoaana Krupa jest taka wymagająca.
- Powiem że jestem piękny. 
- Może ci botoks wstrzyknąć? - zaproponowałam.
- A masz?! - krzyknęli wszyscy na raz.
- A chcecie?!
- A masz? - powtórzył pytanie Krzysiek.
- Nie mam, ale mogę ci zamówić. - powiedziałam w dalszym ciągu biegając Ronaldo po całym boisku.
- Eee, to nie. Widziałem na necie taką dziewczynę co sobie wstrzyknęła botoks. No, nie wygląda to za ciekawie.
- Nie to nie.
- A ty miałaś kiedyś botoks? - zapytał zaciekawiony.
- No weź, taka głupia to nie jestem. Nie potrzebuję, od urodzenia jestem przepiękna.
- No, masz to po mnie. - poczochrał mi włosy.
- Ło Jezu no, zostawisz mi kiedyś moje włosy? - warknęłam.
- Ojeju już się tak nie wkurzaj, złość piękności szkodzi. - znów mnie zaczął czochrać.
- No zostaw, mnie! No nie no!!!! - rzuciłam konsolą gdy Fabian wbił kolejnego gola.
- Nie złość się, złość pię...... - zaczął Igła, ale  nie dokończył gdyż mu przerwałam.
- Zamknij się. - warknęłam. - Nie rozumiesz że przegrywam dwoma golami? - powiedziałam spokojniejszym głosem.
- O jej.  - powiedział wysokim głosem. - Czy ty nie rozumiesz że przegrywam dwoma golami? - zaczął mnie naśladować piskliwym głosem.
- Ja tak nie mówię!
- Ja tak nie mówię! - zaczął piszczeć. - Hahahahaha, jak ja cię lubię wkurzać.
- Żebym ja cię zaraz nie wkurzyła. - mruknęłam.
- Co tam mówisz?
- Nic. - wykrzywiłam się mu.
- No kurde, no! - zadarł się Drzyzga gdy do jego bramki wpada piłka, którą posłałam. No, raczej Ronaldo, ale ja nim steruję także to to samo.
- Ile jest? - zapytał Kłosik.
- 3:4 dla mnie. - powiedziałam. - Jak Barcelona zajebała.
- Ale to była wtedy Korea. - poprawił mnie Fabian.
- No ale tu nie gra Korea, także jest Barcelona. - wyjaśniłam mu.
- A dlaczego nie Jak Madryt zajebał?  - spytał.
- No bo to nie ja zajebałam, tylko ty.
- To nie sprawiedliwe.
- No ale to głupio brzmi, no słuchaj. Jak Madryt zajebał. No i jak to brzmi? Głupio nie?
- No ale można by powiedzieć jak Real zajebał. To już brzmi lepiej. - Boże, już zaczął wymyślać. Filozof się znalazł.
- Ale Barcelona to jest rodzaj żeński, a Madryt męski.... Czy jakiś tam.
- No właśnie! I dlatego to ja powinienem grać Cristianem!
- Ale ja nim gram!
- Ale to nie sprawiedliwe! Ja nie chcę być rodzajem żeńskim! - zadarł się.
- Fabian to rodzaj żeński? LOL. - powiedział Buszek.
- No właśnie, a to ona powinna być żeńską Barceloną! Rafał weź coś jej powiedz. - powiedział do niego błagalnym tonem.
- Sorry, ale zawodników wybiera się na początku.
- Ha! Wygrałam! No i co Fabianku? No i kto wygrał? - powiedziała triumfalnie.
- No.. Bo zagadałaś mnie tą Koreą no i przegrałem.  - zrobił smutną minkę.
- Nie martw się! - przywaliłam mu w plecy z całej pety.
- Auuuuuuu! A,a,a,a,a,a,a,ł. No Luiza, to bolało!
- Hyhyhyhyhy miało boleć.
- Jaki ty masz fajny  psychiczny śmiech. - skomentował Krzysiu.
-  Hyhyuhyhuhyhu wiem. - w tym momencie Fabian przywalił mi tak samo w plecy.
- Aaaaaaaałłłł, no ty debilu! Ty wiesz jak to boli?!
- Tak, teraz już wiem.- zaśmiał się widząc moją morderczą minę.
- No zabiję cię kiedyś obiecuję.
- Wiesz, jeszcze żyję. Wracając..... Kto chce ze mną wystawiać kabaret? - zapytał Drzyzga zwracając się do wszystkich tu zebranych.
- Ja! Ja, ja, ja, ja, ja, ja! Proszę, proszę wybierz mnie! - machałam mu dłonią przed oczami.
- Czy ktoś się zgłasza?
- No Fabian, no co ty głuchy i ślepy jesteś? Nie widzisz że ja się zgłaszam? Debil jeden.
- O Luiza się zgłasza. Doba idziemy do kibla omówić jaki co i jak.
- Weźcie, usiądźcie tak, jakoś... No rzędami. - powiedziałam i udałam się za chłopakiem do łazienki. - Dobra to co wystawiamy? - zapytał.
- Szczypiorek.
- Szczypiorek?
- Szczypiorek. No Łowcy.b helloł? Helloł? Fabian weź się ogarnij bo ja wiecznie kuwa żyć nie będę.
- A, ten szczypiorek. Dobra, to kim jestem?
- Ty będziesz Moniką, ja będę Magdą, a matką będzie..... O kuwa ludziów nam zabrakło.
- No to weź kogoś z widowni. - zaproponował. Wychyliłam się zza drzwi.
- Musimy mieć jeszcze jednego ludzia! Kto się zgłosi, dostaje premię w postaci żelków!
- U,u,u,u,u! Ja! - zgłaszał się tylko Igła. Ołkej.
- No dobra, chodź. - wpuściłam go do środka i powiedzieliśmy mu co ma robić i mówić. Mieliśmy odstawić ten skecz. Wyszłam na balkon i stanęłam przed oknem, które było otwarte na oścież.  Igła stanął trochę dalej.
- Mamo! - zaczął Dżaga. - Mamo! Maaaaamooooo!!!
- Coooooooooooooooooo?!?!?! - wychyliłam się zza okna.
- Magda!
- No co?!
- Zapytaj się mamy, czy ten szczypiorek, co mam go kupić, ma być cienki, czy gruby.
- Cooooo?!
- Zapytaj się mamy, czy ten szczypiorek co go mam kupić ma być cienki czy gruby!
- Maamo! - odwróciłam się lekko do Krzyśka. - Maamo! Maaaaaaamo!
- Coooooooooooooooooooooo?!?!
- Monika się pyta, czy ten szczypiorek co go ma kupić, ma być cienki, czy gruby?
- Cooooooooooo?!
- Monika się pyta,
- Aha, aha, aha.
- Czy ten szczypiorek co go ma kupić,
- No, no, no.
- Ma być cienki czy gruby!
- Koperek, kurwa! - i tak zakończyliśmy nasz występ. Jak to zobaczyłam na necie, to lałam z tego kilka dni.  Nadal to czasem oglądam, o po prostu nie mogę przestać.
Nasza "publiczność" zaczęła klaskać.
- O ja pierdole.... będę się z tego śmiał.... przez trzy dni.  - powiedział przez śmiech Wrona.
- No nie no, będzie się rył po nocach. - westchnął Kłos przez śmiech.
- Ja nic nie poradzę, że jeste.....śmy tacy super.
- Jeszcze raz! - powiedział Zati.
- Najlepiej żebyście wy cały czas odstawiali. - zaproponował Żygadło.
- No jak chcecie. Ej Fabian - szepnęłam mu na ucho co zagramy.
- Łooooooooo..... Dobra.
- Tylko, no wiesz, górniczki weź.
- Górniczki? - zapytał nic nie rozumiejący Zatorski.
- No górniczki, takie lampki, co się nazywają czołówki, ale dla mnie są one górniczkami, także no, wiesz.  - Drzyzga dał jedną mi i sobie. Odegraliśmy tym razem skecz Łowców.b "szpiedzy". Ja w roli Tego w żółtym sweterku, Mariusza, a Drzyzga w roli Pawełka.
Już na samym początku wszyscy się śmiali z naszej głupoty.
- Dobra, już mi się nie chce. - powiedziałam po skończonym przedstawieniu.
- No błagam was, jeszcze jeden. - błagał Winiar.
- Nie, nie chce mi się. Wy może coś teraz wystawcie.
- No ale my tak super-ekstra-zajebiście-najlepiej jak tylko można nie umiemy. - wydął dolną wargę i spojrzał na mnie tymi swoimi oćkami.
- Oooo, jaki puci, puci, puci. - zaczęłam go ściskać za policzek.
- No puci, puci, puci, a teraz na scenę.
- No dooooooobra, Dżaga idziemy.
-Okej
- Dobra, to gramy. Tooo dopiero kurna będzie psychiatryk. 
Odegrałam "Psychiatryka" z Fabiankiem. Ja w roli Adamczyka, co jest wiadome, a on w role lekarza. Na chwilę wzięliśmy Krzyśka, bo nie dawał nam spokoju. Na "hełm" wzięłam kapelusz, na "menażkę"  mą torebkę a na bagnet, no długopis, bo patyka i widelca pod ręką nie miałam.
- Dobra, więcej mi się nie chce.
- Ty wiesz że ja to wszystko nakręciłem? - zapytał Igła śmiejąc się złowieszczo.
- Jak to opublikujesz na jutup to dal ci taki wpierdziel że Iwona cię nie pozna.
- Okej  - powiedział zasmucony.
- Lulu mi się chce. - powiedziałam a inni się zaśmiali.
- Która to już godzina tyka....
- No zobacz.
- Dopiero 22.
- Dopiero? To o której ty idziesz spać?
- No....
- Przeważnie to po 2 nad ranem. - odpowiedział za niego Ziomek.
- Ja pitole, to ile ty śpisz, jak wstajesz o ósmej?
- No gdyby tak policzyć, to nie wiele.
- A i tak potem ma siłę zapierdalać z kamerą na treningu. - zaśmiał się Łukasz.
- Wiesz, mój dobry kolego, w tym wieku co ja, ma się więcej siły niż 5-latek.
- O kurde, jak tu kumarów naleciało. - powiedział Kłos machając rękami żeby je odgonić.
- Czy widzisz komara, jak mu dupa świeci, przypierdol mu gazetą wyżej nie poleci. - zanuciłam.
- Akurat to nie mam żadnej pod ręką. Także będę klaskał, może zabiję.
- Ta, powodzenia.
- Dzięki, przyda się. 
...............................................................................

Wracam z nowym rozdziałem :-) Jak tam u was na święta? Czujecie to kilka kilogramów więcej? :)
Z życia wzięte, kabaret mnie uzależnił xD Cały czas tylko oglądam te skecze, a potem kilka dni się z nich śmieję.  Najbardziej to uzależnił mnie Skeczów Męczących. Kolejny z życia wzięty fragment! Ja też często jestem Adamczykiem, no po prostu, umiem go naśladować. Okej, stop!
Rozdział oddaje wam do skomentowania, piszcie w komentarzach co o nim sądzicie.
Pozdrawiam ;***
PS: Jeżeli rozdziały wydają się wam zbyt długie, piszcie, a ja postaram się o to aby nie były takie długaśne.

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 8

- Kto chce jeszcze spróbować? - zapytał złowieszczo Krzysiek.
- Ymmmm.... Nikt? - odpowiedział Winiarski.
- Oh, no przecież wiem, że chcecie spróbować. - machnął ręką.
- Nie, nikt ni chce, twa intuicja tym razem cię pomyliła. - powiedziałam sprawdzając która godzina.
- O Liz nie zauważyłem cię początkowo.
- O, serio? A ja nie zauważyłam cię przez całe życie. - odparłam z ironicznym uśmiechem.
- Żartowałem.
- Serio? A ja nie. - odparłam z takim samym ironicznym uśmiechem.
- Liz. Powalasz mnie tymi tekstami wiesz?
- Serio? A ty mnie nie.
- Słodki Jezu! - krzyknął nagle Fabien przerywając nam mini kłótnię. Oj no to tak było na żarty, my nigdy nie kłócimy się na poważnie.
- Co? - odparliśmy razem.
- No tam za krzakami chyba coś jest! - wskazał na krzew który był po drugiej stronie.
- Boże, Dżaga to może być wiewiórka.
- Wiewiórki nie łażą na wiosnę!
- To ty myślisz że wiewiórki wychodzą tylko jesienią?
- No..... A nie?
- Boże......No a tak?
- Ym no jakby tak pomyśleć to......Nie.
- Ej, wybierzemy się na spacerek? - zaproponował Wrona.
- Gdzie?
- No nie wiem. Do lasu?
- O, dobry pomysł, Fabian zobaczy co to jest wiewiórka. - poparłam go.
- Ale ja wiem co to jest wiewiórka tylko......
- No to sobie zobaczysz, że też wychodzą wiosną. - uśmiechnęłam się do niego.
- Wredniuch. - odparł.
- Menda.
- Głupek.
- Głupszy głupek.
- Wcale że nie.
- Wcale że tak.
- Nie!
- Oj, Fabian, Fabian... Mnie w kłóceniu nie przebijesz. - poklepałam go po ramieniu.
Poszliśmy do wyżej wymienionego lasu na wyżej wymieniony spacer.
- Ej, Liz znasz tą piosenkę? - zapytał Wrona puszczając piosenkę.
- No, znam, a co?
- Nie wiem. Kłos nie znał, to się załamałem.
- Kłoooos? To ty nie znasz takiego ktośia jak KaeN? - zapytałam.
- No...... Akurat tej piosenki nie znałem.
- Mhm, taaa jasne. A ty Dżaga? Znasz?
- Eeeeee...... No pewnie że.... nie. - odparł.
- No wiesz, ty co....... - powiedziałam.
- Oj no co? Nie muszę znać wszystkich piosenek.....
- No okej. No ale KaeN-a nie znać?
- Oh, bo będzie foch. - ostrzegł.
- Ej a znacie taką piosenkę? - włączyłam swój telefon i weszłam w muzykę. Wyszukałam tą co szukałam i ją puściłam.
- Nie znam. - odparł Włona po chwili.
- Ha! A ja ją znam! Też ją mam na telefonie! - powiedział triumfalnie Kłos.
- A znacie..... A znacie, znacie...... Taką?
- Ohoho..... Wyślij mi. - powiedział Fabianek.
- Dżaga? Kłos? Czemu idziecie do tyłu? - zapytałam.
- Y.... No no bo.... Bo tak? - odpowiedział Fabian.
- Nie masz uprawnień do tego żeby mówić "bo tak".
- Co? Czemu?
Zaczęłam mu się przyglądać a on mnie. Mrugałam rzęsami raz po raz i on też. Małpa jedna.
- Jaka mina. - powiedział Wrona.
- Nie moja wina że małpa jedna robi wszystko to co ja.
- Małpa robi wszystko to co ja. - powtórzył za mną Drzyzga piskliwym głosem.
- Ja wcale nie mam takiego głosu!
- Serio? A ja nie mam wiewiórki i jakoś żyję.
- To co powiedziałeś, wcale nie miało sensu.
Patrzył chwilę na mnie a później zaczął uciekać wzrokiem z uśmiechem przekrzywionym na jedną stronę.
Doszliśmy na jakąś polankę, i usiedliśmy na trawce. 
- Ej, Liz. - powiedział Krzysiek.
- No, co?
- Pamiętasz taką zabawę co wymyśliłaś?
- No, ale ja dużo zabaw wymyślałam, także nie za bardzo wiem o którą ci akurat chodzi.
- No tą, co się biegało po lesie, i co się znajdowało jakieś tak zwane "tropy" i się za nimi biegło.
- Tą beznadzieją zabawę, to ty wymyśliłeś. Ja się w nią nigdy nie bawiłam.
- Oł. A no faktycznie. Daj mi swój aparat.
- Po co ci?
- No bo chcę.
- Ja też dużo rzeczy chcę i nie mam.
- To ja dam ci swój. - wyciągnął aparat i mi go podał.
- No jak tak bardzo ci na tym zależy..... - wzięłam od niego aparat a swój schowałam z powrotem.
- Ej..... Chyba nie tak...... Oż ty szczurze przebiegły.
- Wiesz, ma się to coś. - patrzył na mnie przez dłuższą chwilę.  - O no doooobra. - dałam mu swój aparat. - Tylko nie zepsuj.
- Okej! - usiadł na trawie nie daleko i go włączył.
- EJ! - krzyknął Zati który niespodziewanie pojawił się na drugiej stronie polany. Kurde, ona ma jakieś teleporty czo co? Przecież jeszcze przed chwilką gadał z Kłosem który był koło Wrony, który siedział obok Fabiana, co siedział obok mnie. Dziwne.....
- CO?! - odkrzyknęłam mu.
- Chodźcie zobaczyć! To jest coś niesamowitego!
- A co znalazłeś?! - zawołał Winiarski.
- No to jak nie przyjdziecie, to nie zobaczycie, no nie?!
- No ale powiedz, chociaż co znalazłeś, żeby było wiadomo czy warto iść!
- O Jezu, jakie wy macie wymagania!
- To powiesz?!
- Nie! Nie powiem! Jestem na was obrażony! - krzyknął i zrobił obrażoną minę, co było widoczne nawet z takiej odległości.
- E, tam. - machnął ręką Krzysiu. - Przejdzie mu.
- On zawsze tak "Jestem na was obrażony!" A potem i tak " Ej chłopaki, wiecie że.... "
- Mhm. Dobrze wiedzieć, że można go wkurzać a i tak się nie obrazi. 
- Coś w sam raz dla ciebie! - powiedział Bartek.
- No, bo ja uwielbiam wkurzać ludzi.
- No to wkurz mnie. - powiedział na ochotnika Wrona.
- Ciebie?
- No.
- Jego baaardzo trudno wkurzyć, także możemy sprawdzić czy na prawdę jesteś taka dobra. Jak go wyprowadzisz z równowagi dam ci paczę żelków.  - odparł Karollo.
- Spoko. Przyjmuję wyzwanie. To daj mi swój telefon.
- Co? Ale po co?
- No bo to jest część wkurzania? - ostrożnie mi go podał patrząc na mnie podejrzliwie. - Spoko, nic mu nie zrobię. - włożyłam przedmiot do kieszeni spodni.
- No, no i co? - zapytał zdezorientowany Drzyzga który przyglądał się całej scenie. - Andrzej nie wydaje się na wkurzonego. Coś ci się nie udało.
- A czy ja powiedziałam że to już koniec?
- No a nie?
- No a tak?
- Ołkeeeej, a czy możesz mi go już oddać? - poprosił Andrzej.
- Yyyyy... A skąd ta myśl?
- No bo.... Będzie bezpieczniejszy u mnie? Fabian mi już co nie co o tobie powiedział.
- Czyli co? - przesunęłam wzrok na Fabiana który teraz uciekał wzrokiem i nucił coś pod nosem.
- Że wszystko gubisz.
- Phi. Jak już to ON wszystko gubi.
- Wcale że niczego nie zgubiłem!
- Tak? A klucz do naszego pokoju? Dałeś go Krzyśkowi, a wyglądałeś tak, jakbyś go na serio zgubił. 
- No a mi go oddasz?
- Yyyyy... A skąd taka myśl?
- No Liz, noooooooooo
- No ale co? - powiedziałam rozbawiona, bo oczywiście to było w planie wkurzania ludzi.
Wystawił dłoń.
- Ręka.
- Jezus Maria...
- Też mam rękę. - pomachałam mu przed nosem moją dłonią.
- O łał, nieźle ci idzie w wkurzaniu Wronki.
- Co? A wcale wcale wcale się nie wkurzam. Jestem spokojny jak...... - właśnie zauważył jak klikam na jego telefonie.  - Liz!  - wyrwał mi telefon.
- Hahahahahaha. Przegrałeś! Żelki is me!
- Dziwne..... Mnie wkurzasz inaczej. - wtrącił się Dżaga.
- Bo ty jesteś inny.
- A jak cię wkurza? - zapytał Krzysiu.
- No, różnie. Przeważnie to odłącza mi laptopa, to znaczy to było jeszcze kiedyś jak byliśmy w Częstochowie. To wyłączała mi laptopa i chowała ładowarkę i swoją też i nie miałem jak się porozumiewać ze światem. Z telefonem było tak samo.
- O łał. - podsumował Wlazły.
- Ze mną było ciut inaczej.... - przyznał Krzysiu.
- A jak? - zapytał Buszek.
- Kiedy tylko zachciało jej się mnie wkurzać to robiła mi tak. - Igła zaczął uderzać Rafała wskazującym palcem w skronie.
- Ała noooo.
- Albo tak. - dźgnęłam Krzysia w brzuch palcem.
- Hhyyyyyyyyyyy!  - złapał się za miejsce w które go dziabnęłam.
- No ja tego nie rozumiem, jak to - dźgnęłam go jeszcze raz. - Może boleć?
- No a może tak? - Igła odegrał się tym samym. Ale ja ani drgnęłam. - Kosmita!
- O! A właśnie mi się coś przypomniało.
- Cóż takiego?
- No bo jak byłam jeszcze w podstawówce to uczyła mnie taka babka co uczyła polskiego i przyrody. No i ona często takie coś: Jak się zaraz nie uspokoisz ty wpiszę ci jedynkę i będziesz płakał! - przybliżałam się powoli do trawy, a na " i będziesz płakał! " odchyliłam się gwałtownie do tyłu. Wszyscy zaczęli się śmiać. - I mówiła często: Uspokój się wreszcie, usiądź na miejscu, wyciąg książki, i napisz temat lekcji. - zaczęłam machać rękami w tył i w przód ze sztywnymi palcami.
- Jaki to ona miała pseudo......?
- Wszechwiedząca sowa. Albo po prostu sowa.
- Dlaczego? - zapytał Zati który niespodziewanie znalazł się w tym... hmmm.. kółeczku? No kółeczku które stworzyliśmy.
- Zati, mój ziomeczkuuu. Gdzie byłeś?
- Byłem tutaj cały czas.  - powiedział zażenowany.
- Widziałam cię cały czas.
- Cieszę się. No ale dlaczego sowa?
- Bo wyglądała jak sowa. Nos miała taki duuuży i jeszcze taaaaki krzywy.
- Ej, a opowiedz o tym, jak się wywaliła na prostej. - powiedział Krzysiu.
- O. No to to było tak, że było już kilka minut do dzwonka, no i chłopaki zaczęli się już zberać pod drzwiami, no i ta sowa oglądała nasze prace na wystawce no i jak wracała to mijała umywalkę, no i jak tak szła to się prawie wyjebała na podłodze. W klasie oczywiście śmiech, a ona takie coś mówi do chłopaka który stał gdzieś blisko niej : No i widzisz, coś tutaj rozchlapałeś i bym sobie zęby wyłamała.  - wszyscy w śmiech.
- Ja miałem normalną nauczycielkę. - powiedział Mario.
- To maiłeś szczęście, mieć taką psychiczną nauczycielkę jak ja miałam, to nic fajnego.
- No nie no, śmiesznie jest taką mieć. - odparł Bartek.
- No nie wiem czy tak fajnie.
- Ej Luiza, pamiętasz tą imprezkę? - zapytał Drzyzga podsuwając mi pod nos swój telefon. Spojrzałam na zdjęcie i otworzyłam szeroko oczy. No pewnie że pamiętałam. To było z okazji Hallowin.
- Impreza z okazji Hlejowina?
- HLEJOWN? A nie halloween? - zapytał Piter.
- Nie, Hlejowin. Wymyśliliśmy nową nazwę. Jest taka oridżinals. Pamiętam jak cię wtedy wystraszyłam z Laurą. - zaśmiałąm się na wspomnienie tego zdarzenia i reakcję Fabiana.
- Co mu zrobiłaś?
- No więc, Fabianek miał iść na zakupy po wina na Hlejowina. No i powiedział, że na pewno ne wróci zbyt szybko, bo kolejki, korki że kuwa nie ma co. No i my z Laurą już dzień wcześniej wyszukałyśmy w necie taki fajny pomysł jak można kogoś wystraszyć na halloween. No i jak już wyszedł to od razu zrobiłyśmy sobie taki makijaż, ja miałam ten a Laura taki. - pokazałam im zdjęcia które sobie zrobiłyśmy. - No i jak zrobiłyśmy makijaż to położyłyśmy się pod kaloryferem, żeby wyglądało to tak jak na samobójstwo. Położyłyśmy gdzieś nóż i po kilku sekundach do mieszkania wszedł Fabian. Jak nas zobaczył to zaczął wrzeszczeć, i biegać po mieszkaniu. Potem, już nie wytrzymałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać.
- Ja przez to nie spałem kilka nocy!
- Bo ty się wszystkiego boisz.
- Ej, u nas na święta kiedyś była taka akcja. - zaczął Krzysiu. - Leciał " Kevin sam w domu " No i jak już tam było
- "Pójdziemy w nocy, kiedy jest już ciemno. Dzieci boją się ciemności. "
- " Ty też się boisz. "
- To Liz : Krzysiu też się boi. Z nią to zawsze były jakieś przypały. Mój ty kochany bobrze. - poczochrał mnie po włosach.
- EJ! - powiedział Zatorski takim głosem jakby coś odkrył.
- Co?
- Jest tutaj dwóch Ignaczaków!
- Nieeee. Na prawdę? Nie wiedziałem. - powiedział Fabian. - Serio tego nie zauważyłeś?
- No, nie. Dopiero teraz. No ale wracając. Mamy teraz dwie igiełki.
- Och Zator jaki z ciebie ęteligętę.- machnęłam ręką.
- No wiem.
Pogadaliśmy jeszcze trochę, i wróciliśmy do ośrodka.


................................
Uf! Witam was. Przebrnęłam  i napisałam ten rozdział. Kompletna kicha, nic mi teraz nie wychodzi. Na tamtych blogach już opracowuje rozdziały, i też już niedługo powinny się pojawić, jeżeli nie, to sorry, ale mam dużo nauki w tym semestrze, średnia z wszystkich przedmiotów jest wprost powalająca... Nie ważne. Pyszcie w komentarzach, w komentarzach pyszcie co myślicie i tak dalej. Ja się żegnam, BUJA.

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 7

- Cześć! - przywitał się Bartek.
- Bartek!!!! - krzyknęłam i go mocno uściskałam.
- O, Liz. Co ty tu porabiasz?
- Właśnie stoi przed tobą oficjalny fotograf. - powiedział Fabian.
- Ale fajnie. Będziesz mi robić zdjęcia a ja będę twoim modelem.
- No, może wyślemy je do tap madla. Może cie przyjmą, kto wie? - powiedziałam.
- Jak mnie nie przyjęli, to jego też nie przyjmą. - rzekł Drzyzga z uśmiechem.
- No chyba żartujesz.
- Nie. - odparł z jeszcze większym wyszczerzem.
- No to smutno. - powiedział z udawanym smutkiem.
- Oj tam oj tam. Lepiej się sprawdzacie w roli siatkarzy niż madelów.
- Ale ja jestem taaaaki przystojny, i mnie nie przyjmą?! - odrzekli urażeni.
- No a bardzo ciekawe, dlaczego tego "przystojniactwa" nie doceniła jeszcze ani jedna dziewczyna, co?
Już otworzyli usta aby coś powiedzieć ale zrezygnowali.
- Hm, no właśnie.
- Dobra, ja zmykam się rozpakować.
- Okej. - odparliśmy razem.
- Wcale nie jestem tak nie przystojny. - powiedział oburzony.
- To znajdź sobie dziewczynę, wtedy pogadamy. - uśmiechnęłam się.
- No nic tylko się fochnąć.
- No to dajesz, pofochamy się razem.
- Ale o co?
- No nie wiem.
- Hmmmm.....
- Hmmmm, hm, hm.
- Ej, a założymy się? Dawno się już o nic nie zakładaliśmy! - zaproponował.
- No nie wiem, nie wiem. No a niby o co?
- Hmmm..... Już wiem.
- No to słucham.
- Musisz założyć moje szpilki i przejść się po korytarzu.
- CO?!
- No to. Jak się przewrócisz, spełnisz moje życzenie. A jak się nie przewrócisz a spełniam twoje życzenie.
- Hmmmm.....Spoko. Daj mi te buty.
- Prosz. Oto i one. -  pokazałam mu buty a on otworzył szeroko oczy.
- Ja.... Mam je założyć? - zapytał.
- Cześć! Co porabiacie? - zapytał Krzysiek który wszedł na czele ekipy.
- Przebieracie się? - zapytał zdziwiony Zati.
- Nie. Założyłam się z Fabianem.
- O co? - spytał Piter.
- Musi założyć moje szpilki, i przejść w nich przez korytarz. Jeśli się przewróci, spełnia moje życzenie. No a jak nie, to ja spełniam  jego życzenie. - wyjaśniłam. - Ale jak mi połamiesz te obcasy, to ci nie daruje.
- Okej, okej, okej.
Już przy założeniu było dużo ubawu. Krzysiu pomógł mu wstać ale gdy go puścił Fabian od razu stracił równowagę, i runął na podłogę.
- Oł, fuck!
- Hahaha, wygrałam.
- Co? Ale to nie sprawiedliwe! Miałem się przejść po korytarzu, a nie po pokoju.
- No trudno Fabian. Wszystkiego się nie ma.
- Dobra, to jakie jest twoje życzenie?
- Ale musimy wyjść.
- Gdzie?
- Przed ośrodek.
- Okkkej.... Już się boję.
Wyszliśmy przed budynek. Rozejrzałam się wokół.
- No, nie no....... Musimy wyjść na ulicę.
- Po co? - zapytał Drzyzga.
- Bo tam czeka moje życzenie. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Więc wyszliśmy na ulicę. Rozejrzałam się. Zauważyłam jakąś kobietę która szła z psem.
- No to teraz słuchaj. Musisz podejść do tamtej babki, i zapytać czy lubi placki.
- Co?! Nie!
- Musisz, obiecałeś.
- No ale... To będzie dziwne.
- No wiem, wiem. Dlatego chcę to zobaczyć. - wyszczerzyłam się.
Fabian nie chętnie podszedł do tej kobiety.
- Przepraszam! - zawołał za nią.
- Tak? - odwróciła się.
- Czy...... Czy lubi........ Czy lubi pani placki? - wyjąkał, a my zalewaliśmy się ze śmiechu. Kobeta dziwnie na niego spojrzała.
- Dobrze się pan czuje?
- Trochę dziwnie, ale przeżyję.
- Aha.... To do widzenia?  - odeszła. Fabian wrócił do nas z głupim wyrazem wypisanym na twarzy.
- No, no. Fabian byłeś świetny.
- Ale to było upokarzające.
- Nie, no coś ty. Dla mnie samo "lubisz placki?" już mnie rozwala. - przywaliłam mu mocna w plecy.
- Ołaaa. Co ty wyprawiasz? Wybryk natury.
- Wybryk natury 2. - walnęłam go jeszcze raz. - Ciebie to nie boli?
- Ale co?
- No to. - walnęłam go jeszcze raz.
- Yyy, nie?
- Dziwne..... Ej Krzychu!
- Co? - odwrócił się do mnie.
- Boli cię to? - walnęłam go w plecy.
- Ała! To boli. Liz, noooo... - walnął mnie tak samo.
- Ała, ała, ała, ała, ała.
- Hahahahahaha.
- Ale Fabiana to nie boli, i chciałam zobaczyć czy wszyscy są tacy odporni......Ej, to każdego tak sprawdzę. Wybornie, wybornie. Ej, Kłos.
- Kto mnie woła?
- Ja. Słuchaj, robię takie sprawdzonka.
- Jakie?
- Czy cię to boli.
- Nie.
- Kosmita!
- Dlaczego akurat kosmita? A ciebie to boli?
- Ała, ała, ała, ała, ała. Nie musiałeś tak mocno. Przedtem Krzysiek też mi przywalił.
- I co? Bolało?
- Jak chcesz sprawdzić, to idź do niego, może z miłą chęcią ci przywali.
- Nieeeeee, ja podziękuję.
Doszliśmy do ośrodka.
- Fabiaaaaaaan! Gdzie masz klucz?
- Co? Jaki klucz?
- No do pokoju idioto.
- Hmmmm, zaraz. Muszę poszperać. Taaakie mam głębokie kieszenie, że powoli wszystko gubię. - zaczął grzebać w kieszeniach. - Noooo.... A ty może małym przypadkiem nie masz klucza? Nie to że zgubiłem, ale czasem mogłabyś mi wziąć z kieszeni także......
- Fabian, no nie mów tylko że zgubiłeś klucz do pokoju.....
- No wiesz.... Jakby to ująć...... Zapodział się gdzieś.
- A, zapodział, no tak to zmienia postać rzeczy.
- No, właśnie.
- Hmm, a nie wiesz może gdzie spostrzegłeś, że klucz ci się zapodział?
- No wiesz.... No jak wychodziliśmy z windy i jak tutaj stanęliśmy.
- Jezus Maria...... Co ja z tobą mam.....
- No wspólny pokój, wspólny klucz.....
- Nie prosiłam cię żebyś mi to przypominał.
- Ups.
- No ups, ups.
- Co tam koczownicy? - zapytał Krzychu.
- Fabianek zgubił mi klucz.
- Co? Fabian..... Ty nie mądra istoto ziemska. Przecież dałeś MI klucz żebyś TY przypadkiem go nie zgubił.
- Aaaaaaaaaaaaaa! No faktycznie!
- Boże...... Ty to taki masz mózg jak..... W ogóle...... To jest tam ktoś? - zapukałam lekko w jego łepetynkę. - Cicho. Pusto. Fabian! Gdybyś wcześniej powiedział, to bym ci oddała moja połowę.
- Ręce mi przy tobie opadają. - otworzył drzwi.
- Haaaaaaaaaaaaaaaaaaa.... Moje łóżeczko. - rzuciłam się na nie.
- Haaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.... Moje łóżeczko. - naśladował mnie.  - Liz?
- Ca?
- Lubisz placki?
Parsknęłam śmiechem.
- Lubię.
- To dobrze, bo ja też.
- No to fajnie. Bo jesteś tak samo spłaszczony jak placek.
- Bo ty nie. - odparł.
- Y, no nie?
- To to udowo.... Aha, to o to chodziło.....
- Matko, jak ty długo myślisz. Daj pilota. 
- Niach.
- Czemu?
- Bo niach, niach.
- A co będziesz oglądać?
- Wyścigi samochodowe. - odparł zostawiając na odpowiednim kanale.
- Coś się ten teges? - zapytałam.
- Y, nie?
- Wiesz jak wygląda 10 minuta wyścigu?
- No nie wiem.
- O łał! Oni skręcają w lewo! A wiesz jak wygląda 80 minuta meczu?
- No nie wiem.
- O........ oni skręcają w lewo. A wiesz jak wygląda 180 minuta wyścigu?
- No skąd mam to wiedzieć?!
Zaczęłam udawać że śpię.
- No, sam widzisz. Będziesz lulać już w 90 minucie wyścigu.
- Mów jak chcesz. Ja tam bardzo lubię oglądać wyścigi.
- No to jak już chcesz.
- Chce.
- Kiedy się wreszcie wyniesiesz? - zapytałam.
- Chcesz żebym się wyniósł? - spytał smutny.
- Tak.
- Ooooooooooooooo....... - wydął dolną wargę.
- Sroooooooooooooo.
- Ale, ale Liza.
- Miza, giza, sriza. Ej, Fabian powiedz "równo"
- Po co?
- Po gówno.
- Zjedz se równo.
- Przyjdź w niedzielę się z tobą podzielę. Przyjdź w poniedziałek dam ci kawałek, chodź we wtorek dam ci cały worek.
- Tego jeszcze nie znam! - wystawił palce w stylu Karola Strasburgera.
- No widzisz.
- Ej, Liz..... - do pokoju wszedł Kłos i Wrona. - Pożyczysz nam interneta?
- Łunterneta, powiadasz?
- Mhm. łunterneta.
- A skąd wiecie że tu jest łunternet? - zapytałam podejrzliwie.
- No bo chodziliśmy po całym korytarzu, i tu była jedna kreska, no to pomyśleliśmy czy może w środku będzie więcej dostępu...... - wyjaśnili.
- No to jak tak bardzo musicie no to sobie weźcie łunterneta.
- Liz, nie mówi się "łuntrneta" tylko INTERNETA. - przeliterował mi Fabianek.
- Dziękuję, za tak bardzo pożyteczną radę. Mam dla ciebie coś w zamian. - włożyłam rękę do kieszeni i wyciągnęłam mu fucka. O dziwo zrobił to samo. - Aaaa! Małpa jedna!
- Menda przebrzydła.
- Koczkodan jeden żul z tesko.
- Małpa jedna.
- Menda przebrzydła. - zaczęliśmy się "kłócić" ale i tak potem będziemy się przepraszać.
- A więc to tak u was wygląda kłótnia...... - powiedział Karollo.
- No a ty jak sobie ją wyobrażałeś? - zapytał Dżaga.
- Właściwie to nie wiem.
- To teraz już wiesz. Wzbogaciłeś się o nową wiedzę.
- Czuję się mądrzejszy!  - wypiął klatę do przodu.
Wzięłam do ręki mojego fona. Odblokowałam go i weszłam na YouTuba. weszłam na niekrytego krytyka. Zaczęłam szukać jakiegoś fajnego odcinka. Włączyłam "początki przyjaźni"
- Co oglądasz mendo? - zapytał Fabian.
- Puczątki przyjaźni.
- O, o, o! Niekryty ocenia!
- Poka.....- powiedział Wrona.
Zaczęliśmy oglądać, na moim ekranie telefona.
- Włoncz jeszcze jakieś inne! - powiedział Fabian gdy ten odcinek się skończył.
- Oj, Fabien, Fabien, Fabian..... Nie mówi się "włoncz" tylko włącz. Oj Fabianie, już nie ta mowa. - poklepałam się palcem po ustach.
- Dziękuję, za tę drogocenną radę.
Włączyłam "sztuka rozmawiania".
- Macie internet? - do pokoju wszedł zrozpaczony Winiarski.
- No a jakbyśmy nie mieli to co? - zapytałam ostrożnie.
- To byście nie oglądali niekrytego.
- A, no faktycznie. Zapomniałam zastopować żeby cię wkręcić. - wyszczerzyłam się.
- Słaby żart.
- Ty nie masz lepszych sucharów ode mnie. - uniosłam wysoko głowę. - Nikt nie ma.
- Phi.
- Hy!!! Wątpisz we mnie! Sio! Sio, sio. Nie dostaniesz łunternetu. Ić szukać gdzie indziej.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam!- powiedział. - A mogę dostać internet?
- No nie wiem, nie wiem. Zależnie.
- Od czego?
- Czy twój powód mnie zachwyci. Po co ci łunternet?
- No, bo...... Chciałem sobie nowe piosenki ściągnąć, a tu taki...... - spojrzał w okno. - Jaaasny Gwint!
- Co?
- Tylko, nie patrz przez okno.
- No jeśli nie mogę.....


Zerwałam się z łóżka i podbiegłam do okna. Moim oczom ukazał się dość dziwny widok. Krzychu siedział na barana u Bartka który był cały czerwony, A Zati siedział na barana u Marcina. Obaj libero mieli patyki w dłoniach i nadbiegiwali na siebie z dwóch stron. To wyglądało jak turniej rycerski, no coś w tym stylu.
- Na co tam paczycie? - zapytał Kłos i zaciekawiony podszedł do okna.
- No nie no, i mnie nie zawołali? - zapytał Michał.
- Idziemy do nich?
Zeszliśmy na dół schodami bo nie chciało nam się czekać na windę, a jeszcze nie chciała przyjechać. Wyszliśmy przed ośrodek. "Turniej rozgrywany był na trawie, bo chłopaki łostro w siebie walili tymi kijami, także czasem spadali na grunt.
- Hahahaha! Wygrałem! - powiedział tryumfalnie Zatorski.
- Ale to niesprawiedliwe! Ty masz wyższego konia! A ja mam Bartka.
- Ej! Wcale nie jestem takim krasnalem jak ty! - powiedział oburzony Kurek.
- Oj no sorry, Bartuś, ale muszę mieć wyższego konia.  Zatiiiiiii....... Zamienisz się?
- Ale czemu mam się zamieniać?
- No bo....... Wygrałeś już trzy razy z rzędu!
- No to co?
- No to to, że...... Y, to to że, no..... No właśnie to.  - powiedział, ale nie wiedział co.
- Ojeju. Krzychu, ty zawsze musisz wygrywać? - wtrąciłam się.
- A Liz, nie zauważyłem cię.
- Taaaaa, dzięki.
- Z resztą ty też byś tak powiedziała.
- Y, wcale że nie?
- Y, wcale że tak?
- Y, nie?
- Y, tak?
- No wiem że tak. - przyznałam mu rację.
- Ha, no właśnie, też jesteś takim samym samolubem jak ja.
- No wiem.
- Ona też zrobiła ze mnie samoluba!!! - powiedział Fabian.
- Liza, zrobiłaś z niego samoluba? - zapytał Kurek.
- On mógł ze mnie zrobić samoluba, a ja mogłam z niego zrobić samoluba. Nie widzę prablemu. - wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Chłopaki lali się dalej tymi kijkami, a my byliśmy tak nazwanymi przez nich "ludem średniowiecznym" może takie coś istniało, ale nie wiem bo nie uczyłam się w podstawówce za dobrze historii.


.................................................
Cześć, jestem. rozdział oddaję wam, do oceny w komentarzach. OK, idę oglądać powtórkę "O mnie się nie martw " Też oglądacie? :)
Pozdrawiam :*